Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Rzecznik Nieodpowiedzialności Zawodowej

2005/06/06 21:42:54


„Rzecznik Nieodpowiedzialności Zawodowej”

     - oto tytuł, na który zasłużył sobie niejeden z lekarzy pełniących funkcje, zajmujących wysokie stanowiska. Może by tak ustanowić kapitułę orderu? Są wśród nas tacy, którym głęboko w sercu leżą łatwe pieniądze, partykularne interesy. Za ich sprawą nasz zawód pojawia się na ustach żądnej sensacji gawiedzi. Mając w swoim gronie takich lekarzy nie będziemy dobrze wyglądali w oczach mediów. Kiedyś, kiedyś istniały proste rozwiązania takich sytuacji.
     Nasz zawód stoi na straży zdrowej żywności, ekonomiki produkcji zwierzęcej, zdrowia zwierząt towarzyszących. Tak już jest, że płaci nam nie ten, co je zdrowy ser, czy schabowy. Płaci nam ten, co chce, żeby jak najmniejszym nakładem w hodowlę lub przetwórstwo – osiągnąć jak największy zysk. Gabinety weterynaryjne obsługują fermy drobiu, przetwórnie – molochy. Lekarz weterynarii jest zaledwie małym Pikusiem wobec swoich usługobiorców.
     Społeczeństwo głosami mediów wymaga od nas, żeby żywność była zdrowa. Płaci nam rząd, producenci. Ten, kto płaci – wymaga. Całe biblioteki procedur kontrolnych, rozporządzenia a najczęściej i lokalne układy decydują o tym, jak mamy badać, leczyć. Produkcja zwierząt otrzymujących antybiotyki jest dużo tańsza! Za to jak pracujemy odpowiadamy przed sobą, usługobiorcami, a cały czas grozi nam pręgierz ze strony żądnej krwi opinii publicznej. Za to, co zrobiliśmy, czego nie zrobiliśmy, że byliśmy, że nas nie było. Rozrastająca się zgodnie z prawem Parkinsona biurokracja wiąże nas w działaniu, ba w myśleniu. Raz za razem okazuje się, że nowe przepisy, na realizację których poszły góry pieniędzy i beczki ludzkiego potu – okazują się przedwczesnymi nadinterpretacjami. Kto odpowiada wobec skrzywdzonych przez bezduszne prawo? Może prawodawca? Ale nie w Polsce!
     Przestajemy być ludźmi, lekarzami. Obezwładniają nas procedury. Niby coraz doskonalsze, a krępujące każdą myśl, każdy ruch. Czy nadejdzie „Bunt Maszyn”? Francja i Holandia właśnie dały upust niezadowoleniu wobec legislacyjnych popisów Brukseli. Ten moloch produkuje więcej papieru niż kiedyś „Celuloza” we Włocławku! Brukselo! Jam robaczek Twój, zawsze przy mnie stój! Na szczęście nie wszystko złe, co przychodzi z zachodu. Sam lubię specyficzny smrodek dekadencji. Z masą makulatury może przyjdzie i opamiętanie. Ci, co rządzą, może kiedyś zrozumieją – co to jest „służba publiczna”.
     Weterynaria nie znajduje się w tragicznej sytuacji. Są ludzie mądrzy, ludzie rozumiejący sens naszej pracy. Takim ludziom zawdzięczamy istnienie samorządu zawodowego. Zostaliśmy, jednym z kilku – „zawodem zaufania społecznego”, co niesie ze sobą przywileje i obowiązki. Przywileje to własne prawo, sądownictwo, a obowiązek to odpowiedzialność za swoje czyny. Mamy pole do manewru. Zaledwie dni dzielą nas od Zjazdu, najwyższej władzy korporacji, władnej decydować o jutrze. Ten Zjazd, ta przyszłość – to my!
     Izba Lekarsko Weterynaryjna może zajmować stanowisko wobec rozmaitych zjawisk, może wystosowywać apele. Taka jest jej forma komunikowania się ze społeczeństwem i władzami. Są to działania to o charakterze pokrzykiwania wśród drzew. Nikt się tym nie przejmuje, a w ogóle rzadko kto czyta te apele i stanowiska. Podejrzewam, w oparciu o dotychczasowe doświadczenia, że w „naszym” ministerstwie idą one bezpośrednio – do kosza, gdzie ich miejsce. Te formy wypowiedzi siłą rzeczy muszą być stosowane wobec sił zwierzchnich. Jesteśmy mierzwą, na której załatwiają interesy potentaci. Nie jesteśmy żadnym tam Dawidem na karku Goliata.
     Jak na apele i stanowiska Izby w sprawie badania mięsa reagował i reaguje Główny Inspektorat? A pamiętacie ten czas, gdy „nasze” ministerstwo zareagowało błyskawicznie na groźbę strajku? Kiedy chciało z nami rozmawiać? Samo wyznaczało terminy? Bo to nie były apele, lub stanowiska. To było działanie podjęte przez pauperyzowanych lekarzy. Czy skuteczne? Pieniędzy nie oddaliśmy, a zemstą lub dowodem indolencji prawniczej Głównego Inspektoratu były niezgodne z jakimkolwiek prawem umowy zlecenia. Pierwsze koty za płoty. Uczmy się na sukcesach i na błędach.
     Nie jesteśmy bezwolni, jak twierdzą obecne władze Izby! Izba, wbrew twierdzeniom niektórych dysponuje silną bronią umożliwiającą negocjowanie z rządem i innymi grupami nacisku w sposób zgodny z wszelkimi zasadami prawa! Za sprawą Unii, jej dyrektyw, makulatury, a i naszych przedstawicieli we władzach krajowych z dnia na dzień korporacja staje się coraz silniej obrośniętą w przepisy biuromachiną. Taką machiną wcale nie musimy być, chociaż to droga realizowana przez dotychczasowe władze Izby.
     Za sprawą ustawy o „zawodach reglamentowanych” – „wolny zawód” staje się potężną siłą, władną dbać także o swoje interesy, stawiać zasadne warunki. Chcemy służyć społeczeństwu, jesteśmy za jak najlepszym dostosowaniem się do jego potrzeb, ale także na naszych warunkach, żeby przynieść i wyciągnąć jak największą korzyść. Nie służymy wyłącznie producentom żywności, ale ostatecznym jej konsumentom! Chcemy służyć jak najlepiej! Umiemy wykonywać swoją pracę dobrze, wiemy jak ją zorganizować. Każda złotówka wydana na profilaktykę zwraca się wielokrotnie! W weterynarię warto inwestować! Chcemy pracować i być traktowani zgodnie z prawem! Chcemy, żeby prawo działało w obie strony! Obowiązki, ale i pewne oczekiwania z naszej strony!
     Jak to zrobić? Otóż inną możliwość, niż apele, czy stanowiska dają uchwały, które mają moc egzekwowania postępowań od członków Izby. Uchwała jest prawem, owocem demokratycznej woli korporacji, zobowiązuje i zastrzega sankcje wobec uchylających się. Stanowi narzędzie za pomocą którego gremium, jakim jest Izba – może kierować postępowaniem swoich członków. Uchwał nie otrzymujemy z góry. Uchwalamy sami, jako wolny zawód, zawód „zaufania społecznego” i uchwała jest prawem, jakiego podejmujemy się przestrzegać.
     Gdyby Zjazd zdołał podjąć uchwałę niedopuszczającą do podpisywania bzdurnie sformułowanych umów – taka uchwała by dotyczyła wszystkich. Zarówno tych, co podpisują z lewej, jak i z prawej strony kartki! Tak! Przepis uniemożliwi podpisywanie i namawianie do podpisywania dokumentów sprzecznych z aktami wyższego rzędu. Najsłodsze jest to, że uchwała będzie zobowiązywała obie strony umowy! Podpisujących i namawiających. Obaj są takimi samymi lekarzami wobec Izby. Brońmy się, bo nas zjedzą!
     Bardzo, bardzo ciekawy jestem efektu takiej uchwały. Może zrobimy eksperyment? Nie będzie to strajk. Nie będzie to nawoływanie do jakiegokolwiek nieposłuszeństwa. My cały czas chcemy móc pracować zgodnie z literą prawa! Zjazd powinien ustanowić i zapewnić respektowanie prawa. W obie strony!
     Wybierzmy do władz Izby tych, co będą umieli zadbać o przyszłość naszego zawodu. Wybierzmy tych, co nie pozwolą nas opluwać, zwalać winy innych na nasze barki.
     Powtórzę za Tomkiem Porwanem: czy my badamy bydło dla swojego widzimisię? Czy – jak namawia Jacek Sośnicki – uchwalimy to? Kazik, co ty na to?

Włodzimierz Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.