Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Nowy rząd, stare problemy

2005/10/11 02:19:09


Nowy rząd, stare problemy.

     Nazbierało się spraw do obgadania. Pierwsza – to wynik negocjacji z Ministerstwem w sprawie wynagrodzeń za gruźlicę i białaczkę. Zacznę jak nasz pierwszy powojenny prezydent podczas konfrontacji z kontrkandydatem:
     Przede wszystkim dziękuję Państwu za pomoc w realizacji uchwały numer dziesięć Zjazdu w Toruniu! Rozporządzenie może jeszcze niepodpisane, ale jest nadzieja na lepsze jutro! Dzięki tej decyzji ministerialnej pewnemu powstrzymaniu ulegnie proces pauperyzacji naszych lecznic dla dużych zwierząt.
     Dziękuję Tym, co podjęli niełatwą decyzję ekonomiczną – rezygnacji z pracy przynoszącej jednak jakieś tam w sumie pieniądze – na rzecz wprowadzenia do naszych układów z Rządem pewnych zasad ekonomii.
     Dziękuję też członkom Izby, którzy oprócz zastosowania się do Uchwały Zjazdu, potrafili zrozumieć ideę naszych rozmów i nie wyciągać wobec osób czynnie realizujących uchwałę konsekwencji służbowo-ekonomicznych.
     Gratuluję wygranej naszemu Rządowi! Mądre postępowanie negocjatorów przyczyniło się do poprawy bezpieczeństwa żywnościowego Polski.
     Gratuluję rolnikom i sobie – dalszemu spadkowi będzie ulegała możliwość zarażenia się gruźlicą, brucelozą podczas naszych codziennych kontaktów ze zwierzętami. Eliminacji będzie podlegała choroba tak ograniczająca wydajność zwierząt, jaką jest białaczka. Gratuluję zagranicznym odbiorcom polskiej, ekologicznej wołowiny.
     Podczas zebrania swojej Izby Okręgowej wystąpiłem z wnioskiem o podziękowanie lekarzom, którzy w naszym województwie wypowiedzieli umowy. Nie spotkało się to ze zbytnim aplauzem, oj nie! Prezes obruszył się w pierwszej chwili:
     – Za co chce kolega dziękować? Za to, że nie pracowali?
     – Za poparcie uchwały Zjazdu, za poparcie apelu naszej Izby w tej sprawie, panie Prezesie!
     – To był statutowy obowiązek wszystkich członków Izby – ściął mnie Prezes.
     Padły te słowa z ust niezgorszego znawcy prawa weterynaryjnego, a i wielkiego przeciwnika naszych próśb, uchwał i apeli. To coś chyba znaczy. Mieliśmy jednak rację, co? Miło się o tym dowiedzieć tak nieoczekiwanie, w nawet trakcie dość ostrej dyskusji. Inna sprawa, że chwilę później zacząłem się zastanawiać, czy nie było to przejęzyczenie. Prezes zaczął mówić o nagrodach, odznaczeniach dla lekarzy za pracę w Izbie, w Inspektoratach. Czemu wtedy zapomniał, że to też działalność statutowa i podziękowań nie wymaga? Ja – uważam, że za dobrą robotę można, ba wypada podziękować.
     Rąsia, busia, klapa? Bez przesady. Nie wszystko zrobione. Co z umowami- zleceniami, jak będą teraz doprecyzowane? Czy będzie tam akapit mówiący, że wykonujemy zlecenie na rzecz i odpowiedzialność zleceniodawcy? Tak istotny ze względu na płacenie podatku VAT? Niby głupia sprawa, jak długo jestem w weterynarii zawsze pamiętam, że z ministerstwa odpowiedzialność spływała na województwo, dalej na powiat, lecznicę, a w końcu na lekarza wykonującego konkretną czynność.
     Może to i tak powinno być, ale mi to coś tak wygląda jakbym się czesał pod włos. Ot – zbadam oborę, wystawię papierki, skasuję pieniążki. Przyjdzie rolnik po zaświadczenie – odeślę go do Powiatowego. Ten – podpisze atest, tak, tak, badania zrobione, obora zdrowa. Kto w końcu odpowiada? Ten, co badał, czy ten, co się podpisał? A kto podpisał? Jak ja się podpisuję pod zastrzykiem zrobionym przez technika – to odpowiadam za swój podpis! Ale kto wie? Może się znajdzie mądrzejsze wytłumaczenie tej kwestii? Mamy tylu ekspertów. Jak mówi Kaziu Janik – sami docenci prawa!
     Czy przystępować do badań monitoringowych bydła przed styczniem? Wydaje mi się, że tu sytuacja się rozwiązała sama. Większość pieniążków przeznaczonych na te badania uciekła łatać inne dziury budżetowe. A te pieniążki, co pozostały na koncie? Cóż, ja poczekam na nowe stawki. Myślę, że z obu względów…
     A któż to tam miejscami po kątach sieje defetyzm, twierdzi, że podwyżki naszych wynagrodzeń miały i tak nastąpić? Że Unia wymusiła wzrost tych stawek? Pozwolę sobie powiedzieć, jak to zrobił izraelski ambasador w Polsce na wieść o tragedii w Word Trade Center – „A wy zapamiętajcie, kto się wtedy cieszył.” Powiem tak samo, jak profesor – A które to pozycje poza uporczywie negocjowanymi przez Radę uległy podwyżce?
     Kolejna sprawa urastająca do rangi problemu to gospodarka farmaceutykami. Jest opcja mówiąca, że dotychczasowa Ustawa Farmaceutyczna stanowi dzieło prawie idealne (oczywiście wkrótce ukaże się nowelizacja). Jak to wygląda tam, gdzie te farmaceutyki się rzeczywiście stosuje? Cóż różnie. Jedni ewidencjonują użycie leków w komputerach, inni w dość cwanie wymyślonej książce klinicznej z wyrywanymi kartkami. Są i tacy, co nie robią tego wcale. Są, są.
     Ja zwykle do pisania biorę się niczym pies do jeża. Im mniej – tym lepiej, z różnych względów. Jestem czynnie pracującym przy leczeniu zwierząt lekarzem weterynarii. No, może postawiłem tą funkcję na niewłaściwym miejscu. Więc po pierwsze jestem podatnikiem podatku dochodowego zobowiązanym Ustawą o Podatku Dochodowym. Po drugie, jako mandatariusz podatku od towarów i usług czynnie realizuję zapisy kolejnej ustawy. Oczywiście nie zapominam o opłatach na rzecz ZUS – tu, gdy się spóźnię o jeden dzień – zaraz nici z chorobowego, gdybym przypadkiem, tfu! Dalej – Kodeks Handlowy, Prawo Pracy, BHP, PIP, FK, przepisy lokalne i związane z nimi drobne datki. Teraz chwilowo nie pamiętam jak to się ma z moimi zobowiązaniami w związku z dopuszczeniem do gospodarowania energią elektryczną, gazem, telefonem. Coś też umawiałem się ze strażakami, ale pal to wszystko licho! Dochodzimy do weterynarii. Na początku jest Kodeks Etyki i Deontologii. Później ustawy. Cała kupka. Na mojej działalności gospodarczej utuczy się wielu – policjant, strażak, a i inspektorów bez liku. Przepraszam, ale nie zawsze pamiętam godności wszystkich moich „opiekunów” ze strony państwa socjalnego, może to początki encefalopatii, tej gąbczastej?
     I na sam koniec przychodzi do mnie baba z kogutem. Wypadają mu pióra! Którą ustawą go potraktować? A może tak lekami? Dziurę w skórze zrobić, jaką driakiew wlać? Bo, przyznam się szczerze zaczynam mieć kociokwik z tymi moimi kompetencjami. Co mam umieć najbardziej? Co zapomnieć?
     Jak świat światem, zawsze wygodniejszym rozwiązaniem było nieprowadzenie apteki, a wyłącznie stosowane leków przy świadczeniu usług. Vice prezes Izby Krajowej – doktor Julian Kruszyński zaproponował, żebyśmy zrezygnowali z obrotu lekami, a zajęli się wyłącznie ich stosowaniem u zwierząt. Oczywiście natychmiast znaleźli się tacy, co oskarżyli go o odbieranie lecznicom aptek, chleba. Po mojemu, jest inaczej. Obrót lekami to ich sprzedaż. Lek plus marża równa się obrót plus Ustawa Farmaceutyczna nakazująca zakładanie kont winien – ma z datą ważności, serią, producentem i kupą innych dodatków.
     Stosowanie leków podczas świadczenia usług – to inna sprawa. Na to jeszcze nie działa Ustawa. Jakie słodkie wydaje się życie bez kartotek, bez laptopa do liczenia paczek soli glauberskiej. Niestety, prawdopodobnie długo się tak nie ślizgniemy. Jak tylko nowy rząd zacznie działać wyprostuje się mnóstwo rzeczy. Niezbyt wierzę, że ustawy staną się krótsze, mądrzejsze. Mówiąc słowami mojego synka „jak znam życie” – przepisów tylko przybędzie. Będziemy teraz mieli wszak Państwo Prawa!
     Pojawia się coraz ostrzej kolejny problem, zaczyna się mówić o samoodpowiedzialności naszej korporacji zawodowej. Jesteśmy zawodem regulowanym, zawodem zaufania społecznego. Mamy odpowiadać sami za siebie. Na forum Medicusa coraz więcej głosów pyta – jak sobie z tym poradzimy. Sam nie wiem. Inna sprawa, jak ktoś podpisuje Kodeks Etyki i Deontologii – musi go przestrzegać. Zróbmy ten kodeks taki, żeby dał się i podpisać i przestrzegać, a może poradzimy sobie z czarnymi owcami! Ma podobno być docelowo tak, że za lecznictwo będzie odpowiadać Izba, a za „bezpieczeństwo” – Inspekcja. Zajmijmy się swoim kodeksem, zdecydujmy, jak chcemy pracować.
     Kodeks, jak do tej pory pomija problem uśmiercania zwierząt, nie wspomina o badaniach wykonywanych w rzeźniach, ale to podobno nie są czynności weterynaryjne. Lekarz weterynarii skądinąd odpowiada za niehumanitarny ubój, więc niech go broni Kodeks.
     Lekarze medycyny to mają bardzo fajny paragraf, który chciałbym żywcem przenieść do naszej deontologii. „Lekarz urzędu państwowego, samorządowego lub jakiejkolwiek innej instytucji publicznej lub prywatnej powinien rzetelnie wypełniać zobowiązania zaciągnięte wobec tych instytucji; jednak lekarz nie powinien spełniać poleceń pracodawcy sprzecznych z zasadami etyki i deontologii lekarskiej.”
     Starczy. Wspomniałem, że nie lubię pisać. Dobra, prostujcie Koleżanki i Koledzy, co źle popisałem.

Włodzimierz Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.