Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Apel do rozsądku" Jacka Sośnickiego

2005/11/28 17:01:57


Koleżanki i Koledzy

Upływa kolejny rok wspólnych zmagań z pokrętną rzeczywistością pracy lekarza weterynarii w III Rzeczypospolitej. Pomimo wielu pozytywnych zmian w samorządzie ( przywrócenie właściwych proporcji reprezentacji lekarzy wolno praktykujących, zdecydowane działania korporacji podczas VI Zjazdu w Toruniu), nie udało nam się w tym roku osiągnąć założonych celów. Porozumienie było w zasięgu ręki, ale ustępujący Minister i „nasz wielki przyjaciel” Józef Pisarczyk kolejny już raz nas oszukał. Dlaczego pomimo deklaracji zrozumienia naszych potrzeboraz wielomiesięcznych targów i uzgodnień, decyzja o urealnieniu cen za badania monitoringowe nie zapadła?
Zapewne oficjalny powód to brak pieniędzy w budżecie ( ok.11 mln.), ale mnie to nie przekonuje. Z uważnej lektury dzienników ustaw wynika jasno, że ten sam Pilarczyk znalazł jednak czas i pieniądze dla pracowników Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych na nowe umundurowanie czy 50% dopłaty do ubezpieczeń produkcji roślinnej i zwierzęcej na kwotę ok. 50 mln. Myślę, że wielu z nas ma zbyt idealistyczny stosunek do idei sprawiedliwości społecznej i wiary w dobrą wolę urzędników administracji państwowej w stosunku do ludzi ciężkiej i odpowiedzialnej pracy- lekarzy weterynarii. Niestety „aparat ucisku” daje tylko to co musi i tym których się boi a przez to ich szanuje. Merytoryczne dyskusje na argumenty z rządem nie przynoszą takiego efektu jak kilkutysięczny tłum z „muterkami” pod Sejmem. Oczywiście daleki jestem od ekstremizmu i siłowych rozwiązań, ale mam pewność, że nic lepiej nie przekona nowego Ministra do podjęcia decyzji, jak brak umów na 2006 rok, a tym samym zagrożenie niewykonania monitoringów. Tylko tak możemy zaakcentować swój sprzeciw dla głodowych i uwłaczających godności lekarza stawek za badania TBC, EBB i brucelozy. Jak zwykle dyrektor Różański i Minister Jurgiel deklarują zrozumienie i chęć współpracy, jednak doświadczenia ostatnich miesięcy nakazują umiarkowany optymizm i wsparcie swojego stanowiska konkretnymi działaniami. Przypominam wszystkim, że każdego członka samorządu obowiązuje Uchwała nr 10 Krajowego Zjazdu o niewykonywaniu czynności związanych z monitoringiem chorób zakaźnych. Do tej pory stosunkowo niewiele powiatów wypowiedziało umowy, ale dziś mamy szansę zamanifestować swój sprzeciw do wysokości stawek i sposobu proponowanych rozliczeń tych czynności. W toku wielotygodniowych rozmów z podsekretarzem stanu Józefem Śliwą uzgodniono nowe stawki, które były z naszej strony daleko idącym kompromisem i pasmem ustępstw, ale widocznie taka postawa była dla rządu oznaką słabości i brakiem determinacji. Wykażmy się dziś większym zdecydowaniem, bo sukces jest w zasięgu ręki. Pokażmy nowemu ministrowi, że nie damy się znowu wykorzystać i na bazie poczucia odpowiedzialności za bezpieczeństwo epizootyczne państwa nie będziemy tym razem wykonywać badania za głodowe stawki. Protesty i strajki najlepiej udają się grupom zawodowym, którym bieda i bezrobocie zajrzały już w oczy. Bądźmy więc dziś mądrzy przed szkodą, aby ten czarny scenariusz w stosunku do lekarzy weterynarii nigdy się nie ziścił. Nie wszyscy lekarze mogą leczyć psy i koty, a kolejne roczniki absolwentów, bardzo sfeminizowane, chciałyby praktykować właśnie z małymi zwierzętami. Bezpieczeństwo epizootyczne kraju to problem nie tylko Inspekcji i wyznaczonych lekarzy, ale przede wszystkim każdego rolnika i hodowcy, bo z braku badań to ich zwierzęta nie będą się nadawać do sprzedaży i konsumpcji. Nie liczmy jednak na zrozumienie tej grupy, jeśli wielu lekarzy będzie się dalej godzić na niskie i nierealne dziś stawki za badania, bo dla nich to widoma oznaka, że tyle nam wystarczy. W głębi serca podobnie myślą przecież „urzędnicy” Inspekcji i Minister, ale im wszystkie świadczenia płaci budżet. Dla nas monitoring to ważna część przychodu, więc wstrzymajmy się dziś z jego wykonaniem, bo za chwilę okaże się, że wszechogarniająca mizeria budżetowa sprawi, iż zaproponują nam badania za złotówkę. W trosce o godność i rangę tego zawodu nie podpisujmy dziś tych umów, bo to będzie nasz widomy sprzeciw i wyraz solidarności z działaniami Krajowej Rady, która wobec braku zdecydowanego poparcia lekarzy terenowych nie jest w stanie przekonać rządu i kolejnych ministrów do konieczności urealnienia cen za badania bydła. Nie musimy jechać z „bejsbolami” i „muterkami”pod Sejm.
Wyraźmy swój protest dla braku nowego rozporządzenia z wynegocjowanymi już cenami i zmianą sposobu rozliczeń, nie przystępując do badań do czasu przyjęcia stanowiska Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej. Oczywiście monitoring chorób zakaźnych to nie jedyny problem tego zawodu, ale dziś walczymy o to, co możemy mieć i na co była już zgoda, zabrakło tylko zdecydowanego poparcia w terenie. Wierzę w dojrzałość moich kolegów-terenowych lekarzy, których życie w dobie rejestracji praktyk i konieczności inwestowania w lecznice stało się ostatnio bardzo trudne, a czasem wręcz nieznośne. Nie zmarnujmy więc szansy łaszcząc się dziś na parę groszy, bo szkodzimy tym wizerunkowi całego zawodu i jego reprezentacji jaką jest Krajowa Rada.

Jacek Sośnicki Wielkopolska.

Zarząd Stowarzyszenia "Medicus Veterinarius" w pełni utożsamia się z poglądami Kolegi Jacka.

Zarząd Stowarzyszenia

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.