Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Rozmowa dr. Włodzimierza Gibasiewicza z Podsekretarzem Stanu w Rządzie RP p. Lechem Różańskim

2006/01/13 09:38:28


Rozmowa dr. Włodzimierza Gibasiewicza z Podsekretarzem Stanu w Rządzie RP p. Lechem Różańskim

Lech Różański urodził się 30 września 1938 r. w Poznaniu. Żonaty. Trójka dzieci. W 1960 r. ukończył Wydział Farmaceutyczny Akademii Medycznej w Poznaniu – mgr farmacji. W 1972 r. na Wydziale Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego obronił pracę doktorską – dr nauk chemicznych.
Praca: w latach 1960-64 – Katedra Technologii Chemii Środków Leczniczych A.M. w Poznaniu. 1965-72 Balneoprojekt w Warszawie Oddział w Szczawnie Zdroju; 1973-76 – Instytut Metalurgii Żelaza w Gliwicach, adiunkt i kierownik Pracowni; 1976-77 PZF Polfa Poznań Laboratorium Badawcze; 1978-79 Centralny Ośrodek Badania Odmian Roślin Uprawnych w Słupi Wielkiej – kierownik Laboratorium;

1979-93 Instytut Ochrony Roślin – adiunkt; 1993-1999 Agra-Enviro Lab. Poznań – wydawnictwo o profilu naukowym, właściciel, autor i wydawca; 1999-2002 – Wielkopolski Wojewódzki Inspektor Ochrony Roślin; 1.03.02-31.08.05 – główny specjalista w Woj. Inspektoracie Ochrony Roślin i Nasiennictwa.
Autor 30 prac naukowych oraz monografii „Przemiana pestycydów w organizmach żywych” i „Vademecum pestycydów”. Bezpartyjny.

Szanowny Panie Ministrze, proszę przyjąć serdeczne gratulacje z okazji powołania na to zaszczytne stanowisko. Przekonany jestem, że to, iż udało mi się spotkać z Panem Ministrem i przeprowadzić tę „rozmowę” zawdzięczam pochodzeniu Pana Ministra – jest Pan Wielkopolaninem, a wywiad ten prowadzimy do Biuletynu Wielkopolskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej.

Minister Lech Różański: Dziękuję za gratulacje. Pochodzę z Wielkopolski i czuję się Wielkopolaninem, mam też tradycje rodzinne w zakresie rolnictwa. Jestem nietypowym ministrem, nadzoruję dwa podstawowe departamenty zajmujące się produkcją rolniczą, a z wykształcenia nie jestem ani rolnikiem ani lekarzem weterynarii ale jestem doktorem chemii z podbudową wykształcenia przyrodniczego, gdyż kończyłem wydział farmaceutyczny w Poznaniu. To mi w dużym stopniu pomaga. A co upoważniło mnie, żeby nie odmówić przyjęcia propozycji zostania wiceministrem rolnictwa, przede wszystkim długoletnia praca w instytucjach związanych z rolnictwem: w Centralnym Ośrodku Badania Odmian Uprawowych w Słupi Wielkiej, w Instytucie Ochrony Roślin, wreszcie w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Roślin w Poznaniu. Ten kontakt z weterynarią nie był wielki ale na tym stanowisku to nigdy nie ma się kompletnego wykształcenia i przygotowania a ponadto jest to stanowisko nadzorujące w stosunku do Głównego Lekarza Weterynarii, Głównego Inspektora Ochrony Roślin i Nasiennictwa i w stosunku do tych departamentów, które mają wspierać Ministra Rolnictwa w rozwiązywaniu problemów związanych z produkcją roślinną i zwierzęcą. Z Wielkopolski jest Wiceminister Rolnictwa, to chyba dobrze, bo Wielkopolska rolnictwem słynie, chociaż warunki do produkcji roślinnej nie są wcale takie dobre.

W.G.: Już po kilku dniach od powołania Pana na stanowisko Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Rolnictwa, w kompetencji którego znalazł się nadzór nad bezpieczeństwem żywności oraz weterynaria, musiał Pan Minister kierować Zespołem wyjaśniającym przyczyny embarga rosyjskiego na naszą żywność. Proszę o podzielenie się z Czytelnikami ustaleniami tego Zespołu.

L. R.: Od strony rosyjskiej nie możemy się doprosić oficjalnego rządowego dokumentu, który stanowi podstawę do takich zachowań strony rosyjskiej. Mało tego – nie otrzymaliśmy oficjalnego dokumentu wykazu towarów objętych zakazem wwozu do Rosji. Jest to kwestia pewnych nawyków w traktowaniu Polski i my musimy sobie z tym poradzić. Mamy koncepcję w jaki sposób skłonić do refleksji stronę rosyjską ale to będzie wymagało działań, konsekwencji i niestety będzie rozłożone w czasie. Premier powołał Zespół Międzyresortowy, o czym Pan wspomina, którego jestem przewodniczącym, ale mam bardzo dobrych partnerów zarówno z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Min. Spraw Wewnętrznych, Min. Finansów, Min. Gospodarki, zastępców Komendanta Głównego Straży Granicznej. Jesteśmy po to, by wypracować rozwiązanie tego problemu.

W.G.: Z Ukrainą problem eksportu żywych zwierząt jest już rozwiązany?

L. R.: Nie. Sprawa jest jeszcze niedokończona. Władze weterynaryjne Ukrainy wystąpiły do Głównego Lekarza Weterynarii, żeby wstrzymał czasowo wystawianie polskich świadectw weterynaryjnych na partie żywych zwierząt – trzody chlewnej, które to są eksportowane do Ukrainy. Jako argument podano, że nie są przestrzegane ukraińskie wymagania stawiane przy tym eksporcie a mianowicie: inwentarz musi urodzić się i być wyhodowany na terenie kraju z którego odbywa się eksport oraz aby zwierzęta poddano 30-dniowej kwarantannie przed wwozem na Ukrainę. Dokładnych danych o naruszeniach tych warunków strona ukraińska nam nie dostarczyła. Tym niemniej, Główny Lekarz Weterynarii zgodził się z tą propozycją i nie wystawiamy świadectw zdrowia i tym samym jest wstrzymany eksport. Wraz z tą prośbą strona ukraińska zaproponowała spotkanie.

(W tym momencie Pan Minister rozmawiał przez telefon i po chwili dodał)
Nie ma powodów, żeby zakazywać importu z Polski...Na zakończenie wypowiedzi na ten temat, mogę już powiedzieć, że faktycznie od 25 listopada od godz. 24.oo przywrócone będzie wystawianie przez urzędowych lekarzy weterynarii świadectw zdrowia dla przesyłek żywych świń przeznaczonych do uboju, eksportowanych z Polski na terytorium Ukrainy.

W. G.: I kolejne trudności, a właściwe pomówienia, które pojawiają się z Norwegii?

L. R.: Musimy sobie poradzić i z tą sprawą. Nie władze Norwegii, ale nieuczciwi importerzy psują reputację polskiego mięsa. Jeśli w przypadku Rosji czy Ukrainy można by mówić, nawet trzeba mówić, bo tak było, o konkretnych podstawach, to w przypadku norweskim, gdzie prasa publikuje pomówienia, próbuje wywołać psychozę i rozszerzyć ją na Europę, nie ma do tego podstaw. Od samego początku w tym przypadku była sytuacja jasna. W przypadku Rosji było fałszowanie świadectw. Byli w to częściowo zamieszani lekarze weterynarii.

W.G.: Smutne to...

L. R.: Bardzo smutne. Musicie z tym zrobić porządek. Oni nie tylko zaszkodzili swoim rodzinom – pozbawiając się pracy, ale zaszkodzili całemu eksportowi, całemu środowisku rolników, hodowców. Ale musimy o tym mówić. I ten przypadek musi być rozliczony.

W. G.: Muszą być wdrożone procedury...

L. R.: Panie Doktorze. Ja w same procedury nie bardzo wierzę. Musi być uzupełnianie się dobrego prawa, kontroli, by to prawo było egzekwowane i z trzeciej strony – w sposób rozumny pojęty interes własny i interes ogółu. Jeśli to się uda spełnić, to nie będzie takich sytuacji...

W.G.: Dział (bezpieczeństwo żywności, weterynaria itd.) nad którym sprawuje Pan Minister bezpośredni nadzór, można śmiało powiedzieć – jest jednym z najtrudniejszych i najważniejszych działów w Rządzie. Gros zaleceń z Unii Europejskiej, gros dyrektyw dotyczy właśnie szeroko rozumianej weterynarii. A właśnie „weterynaria” przez wiele lat była nie dofinansowana, przy czym stale nakładano nowe zadania. Dlatego jedno z pytań musi brzmieć - czy Pan Minister przewiduje zwiększenie budżetu dla potrzeb inspekcji weterynaryjnej?

L.R.: W projekcie ustawy budżetowej na 2006 r. na zadania realizowane przez Inspekcję Weterynaryjną w zakresie zwalczania chorób zakaźnych zwierząt oraz badania monitoringowe, w tym również badania pozostałości chemicznych i biologicznych w tkankach zwierząt i produktach pochodzenia zwierzęcego przewidziane zostały środki budżetowe w kwocie ogółem 83.153.000 zł tj. na poziomie środków przewidzianych na 2005 r., z tego w części 83 – Rezerwy celowe w kwocie 22.500.000 zł uruchamianej przez Ministra Finansów na wniosek Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi opracowany w porozumieniu z wojewodami i wojewódzkimi lekarzami weterynarii. Środki te przeznaczone będą głównie na likwidację nieprzewidzianych epizootii.
Należy zaznaczyć, że zarówno dotychczas przeznaczane w budżecie Państwa środki na zwalczanie chorób zakaźnych zwierząt, jak również zaplanowane kwoty w budżecie na 2006 r. – nie pokrywają w pełni potrzeb wynikających ze stale rosnących zadań, jakie są stawiane przed weterynarią.
Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi będzie czynił starania o zwiększenie puli środków dla Inspekcji Weterynaryjnej na realizację zadań.

W.G.: W celu zachowania pewnej równowagi w pytaniach o pieniądzach, pozwalam sobie zasugerować, że istnieje także możliwość zaoszczędzenia pewnych kwot np. poprzez włączenie Departamentu Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii do Głównego Inspektoratu Weterynarii. Departament Bezpieczeństwa Żywności przygotowuje rozporządzenia dla inspekcji wet. – uzgodnienia pomiędzy nimi itd. Może to się odbywać pod Głównym Lekarzem Weterynarii...

L. R.: Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie przewiduje włączenia Departamentu Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii do Głównego Inspektoratu Weterynarii. Departament ten zapewnia obsługę Ministra jako naczelnego organu administracji rządowej, zwłaszcza w realizacji procedur legislacyjnych w części dotyczącej bezpieczeństwa żywności i weterynarii.

W.G.: W tym miejscu powinniśmy porozmawiać o koncepcji integracji Inspekcji...

L.R.: Jednym z celów łączenia Inspekcji jest uzyskanie efektów ekonomicznych. Chcemy to uzyskać albo poprzez racjonalizację zatrudnienia w Inspekcjach albo poprzez lepsze wykorzystanie tego potencjału, który w Inspekcjach tkwi. Z reguły - ten potencjał - przez poszczególne Inspekcje, jest wykorzystywany nie w takim stopniu, jak być powinno.
To, co zamierzamy zrobić zgodnie z programem przyjętym przez Rząd Kazimierza Marcinkiewicza to powołanie Państwowej Inspekcji Kontroli Żywności. Zamierzamy także powołać Radę lub Komitet, który działania tej Inspekcji będzie nadzorował. Inspekcja ta zostanie utworzona z połączenia: Głównego Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa, Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, Inspekcji Weterynaryjnej, Państwowej Inspekcji Sanitarnej i Państwowej Inspekcji Handlowej. Jeśli chodzi o Inspekcje Handlową to będzie włączony jej pewien wycinek zajmujący się artykułami żywnościowymi, podobnie z Inspekcji Sanitarnej. Generalnym założeniem jest aby podczas prac łączenia nie destabilizować pracy poszczególnych Inspekcji na poziomie podstawowym. Proces legislacyjny rozpoczniemy po przygotowaniu założeń, gdy większość spraw merytorycznych zostanie rozwiązanych.

W.G. Czy możemy mówić o terminie powołania tej Inspekcji czy Agencji w marcu-kwietniu?

L. R.: Raczej nie. Sądzę, że koniec pierwszego półrocza, to będzie ten najbliższy termin. Nie będziemy niczego robić pochopnie. Przygotujemy wszystko rozważnie, tak jak mówiłem – by nie destabilizować pracy poszczególnych inspekcji. Będziemy kojarzyć zadania na płaszczyźnie merytorycznej, by nie powielać tych samych zadań, tych samych badań dotyczących tych samych problemów. W laboratoriach poszczególnych Inspekcji potencjał badawczy nie jest wykorzystywany. Duża część pieniędzy po prostu jest marnowana. Są różne przypadki np. zakup aparatury, która nigdy nie znalazła zastosowania, a nie można jej skierować do innego laboratorium, bo zakupiono z pieniędzy unijnych czy FAO-wskich. Tak jest właśnie w Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.

W.G.: Czy to chodzi o tę Inspekcję, która w październiku uzyskała umundurowanie?

L. R.: Tak, tak.

W.G.: A czy w tym kierunku zamierzamy pójść?

L. R.: Ja myślę, że i w tym. Sądzę, że urzędnik państwowy, jeśli wykonuje swoje funkcje państwowe w sposób publiczny, powinien być w jakiś sposób umundurowany. Spójrzmy na to, jak to wygląda w starych państwach Unii. Oni bardzo dużo uwagi przykładają do prestiżu, do image urzędnika.

W.G.: Pani Ministrze, czy to zespolenie Inspekcji będzie szło do samego dołu? Tzn. do poziomu powiatu?

L. R.: Sądzę, że na każdym poziomie będzie jakaś forma współpracy. Zapewne to będzie jednolita struktura. Nie będzie to polegało na przenoszeniu mebli do nowych obiektów. Podstawowa zasada to, by nie destabilizować inspekcji sanitarnej, powiatowego lekarza weterynarii. Służby weterynaryjne wymagają dużego wsparcia, żeby opanować te choroby, które utrudniają nam wymianę handlową – eksport, a z tym bywa różnie.

W.G.: Kolejne pytanie także z zakresu „bezpieczeństwa żywności”. Otóż, lekarze weterynarii na swoim Zjeździe Krajowym w Toruniu podjęli uchwałę o zawieszeniu wykonywania badań monitorowych (tzn. badania bydła w kierunku gruźlicy, brucelozy i białaczki) ze względu na bardzo niskie stawki za te badania a także nie podnoszenie ich (sensowne) od kilku lat. Poprzedni Rząd prowadził rozmowy z Krajowa Radą Lekarsko-Weterynaryjną na ten temat – zgadzano się z faktem konieczności podniesienia tych stawek ale rozmowy tak przeciągano, by następcom zostawić ten problem do rozwiązania. Obawiamy się, że dalsze przeciąganie może doprowadzić do kolejnego embarga na naszą żywność ale już ze strony Unii Europejskiej.
Czy Pan Minister miał możliwość zapoznania się już z tym zagadnieniem i jakie są planowane posunięcia?

L. R.: Jest to poważny problem. W kontaktach z Krajową Radą Lekarsko-Weterynaryjna, z prezesem tej Rady, dr. T. Jakubowskim, poznałem ten problem. Skomentuję to w taki oto sposób: jeśli po długich negocjacjach uzgodniono pewne warunki umowy, które właśnie zostały zawarte między Ministrem Rolnictwa a Krajową Radą Lekarsko-Weterynaryjną, skoro te warunki oznaczały kompromis, a dodatkowe fundusze zostały określone na 11 mln zł to trzeba zrobić wszystko by umowa była realizowana. Uruchomienie tych funduszy umożliwiłoby zrealizowanie programów monitoringu, wymaganego przez Unię Europejska. Szukamy tych pieniędzy. Z drugiej jednak strony, nie bardzo rozumiem stanowisko samorządu zawodowego lekarzy weterynarii, który zalecił swoim członkom, by nie wykonywali badań zwierząt, a tym samym przestali dbać o interes ogółu obywateli. To nie jest dobre. Ja rozumiem dr. T. Jakubowskiego, że broni interesu wszystkich lekarzy weterynarii, którzy obowiązkowo do Izby należą. Ale on też musi zrozumieć służby państwowe, Ministra Rolnictwa, które są zobowiązane do ochrony interesów wszystkich obywateli. Po to jest ten Rząd powołany. W związku z powyższym odstąpienie od tych badań jest dla Polski po prostu szkodliwe.
Ja po prostu przestaję to rozumieć. Lekarze weterynarii w terenie wykonują te czynności – one nie są wcale takie proste, wykonują wiele czynności fizycznych obarczonych ryzykiem, wliczając w to ryzyka zakażenia się chorobami. Tym niemniej zabrakło w stanowisku środowiska lekarzy weterynarii tego szerszego spojrzenia na dobro wspólne. Tym jestem rozczarowany, aczkolwiek wiem, że te pieniądze muszą się znaleźć. Jestem zresztą orędownikiem znalezienia tych pieniędzy. Tylko, że nie mogą być one zmarnowane, wydane pochopnie.

W.G.: Przepraszam Panie Ministrze, jeśli mógłbym wejść w zdanie – ten zawarty kompromis z Ministrem Rolnictwa był właśnie wyrazem troski o interes ogółu z naszej strony i ze strony Ministerstwa.

L. R.: Prawdopodobnie z tego tytułu otrzymam od Ministra Finansów naganę ale przekonany jestem do tego, mimo wszystko, że umowy się dotrzymuje. My przecież jesteśmy kontynuatorami – nie w sensie politycznym – ale w sensie władzy państwowej, prawnymi kontynuatorami poprzedniej władzy.

Środowisko lekarzy weterynarii jest w bardzo dobrej sytuacji, gdyż ma dobrą i mocną reprezentację zawodową, która rzeczywiście nie zaniedbuje interesów.

W.G.: I kolejne pytanie, także o pieniądze ale tym razem z Unii Europejskiej. Ostatnio tzn. 14 października 2005 r. została przyjęta i ogłoszona przez KOMISJĘ WSPÓLNOT EUROPEJSKICH decyzja w sprawie programów zwalczania i monitorowania chorób zwierząt, niektórych TSE, oraz programów zapobiegania chorobom odzwierzęcym kwalifikujących się do udziału finansowego Wspólnoty w 2006 r. – i Polska uzyskała z kwoty 185 mln euro (na 14 programów) 9 mln euro, a Hiszpania – 42 mln euro. Ani jednego Euro nie dostaniemy na zwalczanie enzootycznej białaczki bydła, choroby Aujeszkiego, salmonellozy, brucelozy owiec i kóz oraz pomoru świń.
Moim skromnym zdaniem – to kolejny skandal...

L.R.: Skutkiem przyjęcia powyższej uchwały jest zagrożenie wykonania przez Inspekcję Weterynaryjną wymaganych prawem Unii Europejskiej i Polski badań. Przepisy zawarte w Rozporządzeniu Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 17 grudnia 2004 r. (Dz. U. Nr 282, poz. 2813) w sprawie określenia jednostek chorobowych, sposobu prowadzenia kontroli oraz zakresu badań kontrolnych zakażeń zwierząt przedstawiają plan badań mający na celu kontrole utrzymania statusu epizootycznego stad bydła wolnych w zakresie gruźlicy i brucelozy bydła i program ten jest zgodny z przepisami Unii Europejskiej natomiast w zakresie enzootycznej białaczki bydła Polska prowadzi badania w celu uzyskania statusu kraju urzędowo wolnego.
Ponadto pragnę nadmienić, że w chwili obecnej program kontroli i zwalczania brucelozy oraz gruźlicy bydła jest zatwierdzony do współfinansowania przez Unię Europejską. Przyznana maksymalna kwota Wspólnoty na 2005 rok wynosi odpowiednio 100 000 Euro (398 000 zł) dla programu kontroli i zwalczania brucelozy oraz 700 000 Euro (2 786 000 zł) dla programu kontroli i zwalczania gruźlicy (do 50 % faktycznie uprzednio poniesionych wydatków przez budżet Państwa). Środki podlegające współfinansowaniu za realizacje programu w danym roku wypłacane są w roku kolejnym po zaakceptowaniu raportu ze zrealizowania programu przez Komisje Europejską.
Kwoty współfinansowania przyznane na 2006 rok w Decyzji Komisji w sprawie programów zwalczania i monitorowania chorób zwierząt, niektórych TSE oraz programów zapobiegania chorobom odzwierzęcym kwalifikujących się do udziału finansowego Wspólnoty w 2006 r. są również kwotami wstępnymi i w trakcie realizacji programów podlegają weryfikacji w zależności od poniesionych kosztów, natomiast ostateczna decyzja odnośnie wypłaty środków i tak uzależniona jest od oceny wykonania programów przez Komisję Europejską.
Odnośnie współfinansowania podstawowych badań dotyczących kontroli występowania bakterii Salmonella w stadach niosek z gatunku Gallus gallus należy dodać, że Decyzją Komisji 2004/665 Polska otrzymała kwotę około 30 000 Euro na realizacje tego zadania w roku 2004 i 2005 i wykorzystała ja w całości.
Odnośnie współfinansowania programów zwalczania choroby Aujeszkiego oraz enzootycznej białaczki bydła w 2006 r. pragnę nadmienić, iż zgodnie z ustaleniami Stałego Komitetu ds. Łańcucha Żywnościowego i Zdrowia Zwierząt –choroba Aujeszkiego oraz enzootyczna białaczka bydła, jako nie stwarzające zagrożenia dla zdrowia konsumentów są chorobami o najmniejszym priorytecie w kwestii współfinansowania. Minister Rolnictwa czyni starania o przyznanie dodatkowych środków budżetowych w celu pełnej realizacji zwalczania enzootycznej białaczki bydła, a także o dodatkowe środki w celu rozpoczęcia zwalczania choroby Aujeszkiego u świń. Należy stwierdzić, ze możliwość uzyskania współfinasowania przez Unię Europejską w zakresie tych dwóch jednostek chorobowych wiąże się z poniesieniem dodatkowych kosztów przez budżet Państwa i zatwierdzeniem przez Rade Ministrów w drodze uchwały realizacji tych programów. Realizacja przedmiotowych programów przez Inspekcję Weterynaryjną jest ściśle uzależniona od możliwości finansowych Państwa.

W.G.: Panie Ministrze, na własnym przykładzie przedstawię Panu Ministrowi pewien absurd. Wykonuję prywatną praktykę w ramach działalności gospodarczej (mam gabinet i świadczę usługi) ale badanie przed- i po ubojowe, nadzory nad rozbiorem mięsa, badania monitorowe (gruźlica, bruceloza, białaczka) wykonuję w ramach umowy zlecenia, którą zleca mi powiatowy lekarz weterynarii. A zgodnie z prawem, jako osoba fizyczna nie mogę zakupić potrzebnych leków do wykonania tego zlecenia, tylko jako lekarz posiadający lecznicę. Reasumując – prowadzę zakład a większość usług wykonuję w ramach umowy zlecenia czyli poza tym zakładem. To przecież absurd.
Czy można liczyć na pomoc Pana Ministra, by ten absurd zlikwidować?

L. R.: Z tego co mi wiadomo, pismem z dnia 4 marca 2005 r. Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi zwrócił się do Ministra Finansów z zapytaniem o możliwość zawierania umów o wykonywanie czynności urzędowych z zakładami leczniczymi dla zwierząt. W odpowiedzi Minister Rolnictwa otrzymał jednoznaczne stanowisko, z którego wynika, iż wyłącznie w przypadku zawierania umów zlecenia z osobami fizycznymi możliwe jest rozliczanie podatku od towarów i usług na dotychczasowych zasadach.
Mając na względzie powyższe Minister Rolnictwa rozważa, aby czynności szczepień ochronnych, badań rozpoznawczych oraz pobieranie próbek do badań mogło być wykonywane po zawarciu odpowiedniej umowy pomiędzy powiatowym lekarzem weterynarii oraz kierownikiem zakładu leczniczego dla zwierząt oraz po uzyskaniu przez pracowników zakładu leczniczego odpowiednich pisemnych upoważnień do wykonywania czynności urzędowych. Nadal jednak zachowana powinna zostać osobista odpowiedzialność upoważnionych lekarzy za jakość wykonywanych czynności.

W.G.: Panie Ministrze zdaję sobie sprawę, że ma Pan ograniczony czas ale jeśli będziemy mogli jeszcze chwilę rozmawiać, to chciałbym poruszyć następujące tematy:
kasy fiskalne od nowego roku w weterynarii?
rozliczanie badania przed- i po ubojowego od sztuki (tak jak właścicieli zakładów mięsnych obciąża powiatowy lekarz a nie od ilości przepracowanych godzin – to wymaga wyjaśnienia z mojej strony). Dodam tylko – gdy pracujemy dłużej niż wynosi kwota jaką otrzyma za badanie od sztuki Pow. Lek. – to nam nie dopłaci ale gdy krócej – to może potrącić.
Za te same stawki pracujemy po godzinach: w nocy, w dni wolne od pracy, niedziele i święta...

L. R.: Odpowiem krótko: kwestia wprowadzenia obowiązku posiadania przez lekarzy weterynarii kas fiskalnych leży poza zakresem kompetencji Ministra Rolnictwa.
Drugie pytanie – ten sposób obliczania wynagrodzenia ma na celu zerwanie tam gdzie jest to możliwe z systemem wynagrodzeń akordowych (od badanej sztuki). System akordowy wynagradzania według ekspertów Komisji Europejskiej uważany jest za system obniżający jakość prowadzonego nadzoru, w tym powodujący zaniedbywanie obowiązujących procedur i dokumentowania wykonywanych zadań.

W.G.: - A teraz kilka pytań z życia prywatnego: Jak mieszka się w Warszawie?

L.R.: - Jeszcze nie zdążyłem zaznać radości z powodu zmiany miejsca zamieszkania. Powodem jest chroniczny brak czasu. Jestem spragniony teatrów warszawskich i atmosfery stolicy. Ale cierpliwości ...

W.G.: - Czy z Panem Ministrem jest rodzina?

L.R.: - Niestety nie, choć żona czasami przyjeżdża na weekend.

W.G.: - Czy macie Państwo jakieś zwierzęta?

L.R.: - Kocham psy, a jeśli go nie mamy obecnie, to z poczucia obowiązku wobec tego przyjaciela – nie miałbym serca go zaniedbywać.

W.G.: - Hobby Pana Ministra?

L.R.: - Biegi maratońskie! Muzyka, góry, sztuka no i aktywność społeczna.

W.G.: - Ponieważ ten numer Biuletynu ukaże się w grudniu, tuż przed Świętami, proszę przyjąć od środowiska lekarzy weterynarii życzenia dla Pana i Rodziny – Wesołych i Spokojnych Świąt oraz Szczęśliwego Nowego Roku.
Dziękuję za rozmowę.
L.R.:


     "Dziękujemy dr. Włodzimierzowi Gibasiewiczowi za zgodę na zamieszczenie tekstu na naszej stronie. Wywiad ukazał się w grudniowym wydaniu Biuletynu Informacyjnego Wielkopolskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej.

Zarząd Stowarzyszenia

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.