Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Moje przemyślenia o sytuacji w zawodzie

2004/06/08 16:09:45


Szanowni Koledzy!

   Przeszedłem w swej pracy zawodowej bez mała wszystkie szczeble kariery: od ordynatora przez kierownika lecznic, oddziału, rejonu po wojewódzkiego lekarza wet., aby przez ostatnie 7 lat po ponownym "założeniu butów gumowych" powrócić do korzeni, co dla mnie nie jest żadną ujmą, a wręcz odwrotnie satysfakcją z praktycznego wykorzystania wiedzy i umiejętności. Przez 3 lata pracowałem w słynnych zakładach mięsnych senatora Stokłosy początkowo jako właściciel obwodu badania mięsa (od01.12.1991 do 31.01.1993), następnie po wywłaszczeniu mnie przez wojewódzkiego lekarza wet. jako jego kierownik. Miałem wówczas okazję poznać "możnych" tego kraju: od ministrów, wiceministrów,różnych prezesów centralnych organów państwa, szafow róznych partii aż po generała Jaruzelskiego, nie mówiąc o posłach i senatorach. Z wyjątkiem Jaruzelskiego nikomu z nich nie zależało na Polsce, każdy brał różnego rodzaju wziątki, każdy myślał jakby tu dorobić i za darmo nażreć się i nachlać. Stąd postulat walki o nasze cele przez odmowę badania zwierząt rzeźnych i mięsa uważałem zawsze za jedyną broń, którą można skutecznie walczyć z chamstwem :możnych". W poł. lat 80-tych za odmowę wykorzystania przez ówczesne związki zawodowe tego pomysłu ostentacyjnie wystąpiłem z nich. Warunkiem jest solidarność środowiskowa i poinformowanie o proteście opinii publicznej. Nie badamy także mięsa w zagrodach posiadaczy i pochodzącego z dziczyzny. Należy zdać sobie sprawę z tego, że nie wygramy walki o zmianę zapisów w ustawie o zakładach leczniczych w części dotyczącej prawa do ich tworzenia, gdyż wpływy polityczne Stokłosów, Balazsów, Komorowskich, Lepperów i reprezentantów tych, co drogą przekupstwa przywłaszczyli sobie latyfundia jakich nie było w Polsce międzywojennej, a także techników wet. reprezentowanych przez posła Szejnfelda i innych są za duże w porównaniu z naszymi. Pozostaje nam jedynie droga skargi do Trybunału Konstytucyjnego. Swoją drogą uważam całą tą ustawę wymuszoną przez tych kolegów, którzy opanowali rynek wielkomiejski, doroboli się szmalu i chcieli swe firmy nazwać KLINIKAMI (paranoja, ponieważ gdzie w nich koledzy z tytułami samodzielnych pracowników nauki). Pozostał nam z tego kac w postaci poczekalni, które muszą być w każdym punkciku weterynaryjnym, tak jakby na prowincji ludzie pchali się do nas drzwiami i oknami, na dodatek z pacjentami (końmi, bydłem i świniami). Nie jestem za "torbaczami", ale od czegoś trzeba zacząć. Tylko bez przesady. Na zachodzie też są gabinety jednopokojowe i nikomu to nie przeszkadza.Opłacanie jakiegokolwiek haraczu na tzw. środek specjalny dla instytucji utrzymywanej przez budżet jakimi są PIWet-y jest niedopuszczalne w momencie, kiedy nasze usługi opodatkowano VAT-em. Byłoby to podwójne opodatkowanie. Sprawozdawczość tak, ale nie podwójne opodatkowanie. Należy zażądać zlikwidowania środka specjalnego. Jest to wogóle instytucja dwuznaczna moralnie i powinna być zlikwidowana w państwie prawa, jakim chce być Polska. Płacenie podatków jest obowiązkiem obywatelskim, ale nie jakieś haracze.
   Postulat o pobieraniu 50% dodatku za czynności z wyznaczenia powinien zawierać stwierdzenie, że przysługuje on za ich wykonanie "w godzinach pozaurzędowych PIWet-ów" ( 7.00 do 15.30), a nie w dowolnie wybranym czasie. Praktyka ubojów popołudniowych i nocnych jest powszechna. Być może wówczas podchodzonoby do nich inaczej.
   Odpowiedzialność PIWet-ów za ściąganie należności za badanie zwierząt rzeźnych i mięsa jest z mocy prawa bezdyskusyjna i każdy sąd może zaocznie wyda badającemu nakaz zapłaty za wykonane przce. Tylko się nie bać. Strach przed konsekwencjami finansowymi za nieróbstwo urzędników da efekty.
   Trzeba uświadomić górze, że kontrolujący nasze prace przy przeprowadzaniu badań alergicznych w kier. tbc wymagają od nas olbrzymiej precyzji, przestrzegania zabezpieczenia przeciwepizootycznego, zapisywania wszelkich danych ewidencyjnych i fizjologicznych badanego bydła, danych diagnostycznych, a samo badanie wymaga właściwego unierychomienia zwierzęcia, co w sumie wymaga nakładów , których nie pokryją śmieszne kwoty 4,- czy 5.- zł przy dwóch wizytach w odstępie 72 godzin. Istnienie cennikowego zapisu o wynagrodzeniach za pomoc obłożone jest wymogami kwalifikacyjnymi co najmniej technika wet. Bzdet. A propos systemu AIACS. Rozp. MR i RW nakłada na nas obowiązek dokładnej identyfikacji leczonych zwierząt, m.in. poprzez wpisanie nr identyfikacyjnego bydła. Nie widzę tu sensu. Komu to jest potrzebne? Chyba tylko kontrolującemu. Czyż nie wystarczy przekazanie klientowi informacji potwierdzenia nabycia produtku leczniczego, gdzie określona jest karencja na tkanki jadalne i mleko? Przecież jest on odpowiedzialny za jakość wytworzonego produktu jadalnego. Leczenie zwierząt to nie ich obrót. A wiek i jej nr przy wiedzy o jej właścicielu jest nieistotny.
   Najgorsza rzecz w kilkudziesięcioletniej pracy w wterynarii spotkała mnie 01 czerwca br., kiedy to dowiedziałem się w PIWet., że mam dokonać przelewu na ich środek specjalny pieniędzy uzyskanych ze szczepienia psów p. wściekliźnie i badanie zw. rzeźnych i mięsa w zagrodach posiadaczy za m-c maj. W moim przypadku była to niebagatelna kwota. Chamstwo, czy głupota pospolita? A może zwykły brak wyobraźni? Ponoć to wynalazek Min. Finansów, że wszystkie należności pochodzące z tytułu wykonywania czynności z wyznaczenia powinny przechodzić przez "środek specjalny". Nikogo nie obchodzi fakt, że to ja jestem organizatorem całej akcji szczepienia psów i to od mojej inwencji zależy jej efekt. Muszę ponieść nakłady na zakup szczepionki, oplakatowanie 23 wsi i bez mała 2 miast, wysłanie 1200 zaproszeń, opłacić pomoc biurową. Pieniędzmi trzeba obracać, nie można pozwolić sobie na ich przechowywanie lub systematyczne gromadzenie na koncie firmy, gdyż to są koszty, których nikt mi nie zwróci.
   Jeśli tak miałoby być, to proponuję, aby to PIWet. ponosił wszystkie koszty organizacyjne łącznie z zakupem szczepionki, strzykawek, igieł, środków opatrynkowych, zabezpieczenia p.epizootycznego, leków przeciwwstrząsowtych, pomocy biurowej, a ja wykonam za 60% obecnej ceny bez inkasowania pieniędzy za wykonane usługi. Ściąganiem należności niech zajmie się PIWet. najlepiej przez wystawianie usługobiorcom rachunków płatnych w bankach (łącznie z pocztowym). A ja wystawię fakturę na PIWet z 7% VATem płatny w terminie 7 dni. Przeciez muszę rozliczyć się z Państwem VAT do 20-go. Jestem lekarzem, a nie kasjerem.
   Łączę pozdrowienia i zachęcam do wytrwałości Zdzisław Gołaszewski ul. Jastrowska 46, 77-400 Złotów

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.