Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Polaków rozmowy wieczorne…

2006/01/15 02:39:00


Polaków rozmowy wieczorne…

Od rana gołoledź. Z nieba kapie woda zamiast śniegu. Taka zima dziadowska. Ciekawe jak to będzie w terenie, bo pora by ruszyła wiara w pole. Precz bakterie i wirusy. Oczyścimy naszej babci domek cały! Na naszych warunkach, po naszych stawkach. Igły w dłoń! Trzeba krwi! Wytoczymy ją z piersi i jarzmówek! To cieszy, prawda? Konkretna praca, wracamy do naszych szczytnych ideałów. Koniec z protestem, znowu bronimy bezpieczeństwa żywności zwierzęcego pochodzenia. Radosne ogłoszenia i Prezesa Izby Krajowej i Zarządu Stowarzyszenia.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, komputery ćwierkają, Internet skrzy. Wioska podobno globalna. Nikt nic nie wie, a za naszymi plecami bój się odbył cały. Czy wiecie Państwo, że zielone jest czerwone, a czarne to białe? Nie wierzycie? Uwierzcie, chociaż nie warto.

Zaczęło się bardzo sympatycznie. Czwartek, wieczór, w rzeźni dziś nie zabijają… Żyć, nie umierać! Najpierw zadzwoniłem do Lecha, umówić się na wyjazd, takie tam gadanie o życiu, pracy. Spotkanie ma nadzorować Kazik Janik z Olkusza. On załatwia bilety i łóżka.
- Kaziu, spotykamy się? Twoja Jadźka ma czas?
- Oczywista, Włodek oczywista, wszak się umawialiśmy.
- A spanie załatwiłeś?
- To ja miałem załatwiać?
- A kto? Ty jesteś Powiatowy!
- No dobra, dobra, załatwiłem. A umowy kiedy podpisujecie?
- W naszym powiecie podpisaliśmy.
- Tak szybko? A co z IRZ-tami?
- Jakie tami? Co mówiłeś?
- No te druki, co były na stronie Izby, IRZ jak je będziecie wypełniać?
- A, były jakieś druki o kontroli stad, ale co mnie one obchodzą? To twoje zmartwienie.
- Żebyś się nie pomylił!
- Kaziu, jak zawsze wiesz pierwszy. W czym rzecz?
- My tu myślimy jak tą robotę wepchnąć naszym lekarzom, bo sami absolutnie nie damy tego rady zrobić.
- A płacicie? Pewnie trzeba przejść jakieś szkolenia, bo druki o wiele bardziej skomplikowane, niż te przy kolczykowaniu bydła.
- Jasne, w naszym powiecie ciągniemy to od sierpnia. Jest tego osiem stroniczek. Dziennie przekopiesz się przez dwa – cztery gospodarstwa. Więcej nie da rady.
- To macie problem. Chcecie, żeby wam pomóc?
- To nie wiesz? Będziecie to robić w ramach badania na gruźlicę i białaczkę!
- Hę? Że papierów mamy mnóstwo, bo teraz trzeba każde gospodarstwo osobno opisać i podliczyć według tego nowego cennika to wiem. Ale o kontroli stad nic nie wiem.
- Pewnie się dowiesz, nikt nie wie, jak to powiedzieć, przeprowadzić, zrobić. Ale wszystko jest zaklepane. Rada Krajowa podobno się zgodziła w zamian za nowe stawki.
- Nic o tym nie wiem. Na pewno by mi powiedzieli!
- Żebyś się nie zdziwił! Na stronie Izby było coś na ten temat nadmienione, ale w bardzo zawoalowanej formie. Widziałeś ten nowy, skrócony formularz? O niego szedł cały bój. Izba chciała, żeby to była jedna strona, Agencja stwierdziła, że się nie da. Skrócili do trzech.
- Toż tam więcej czarnego niż białego. Dziwne symbole, których nawet Agencja nie rozgryzie. Będziecie się musieli tego nauczyć.
- Zaczekaj. Gadasz co ci ślina na język przyniesie! Podzwonię, sprawdzę co jest grane.
- Podzwoń, podzwoń, później mi powiesz co się dowiedziałeś.

Ej ta nowoczesna technika, co to już pod strzechy zeszła. Piotrka Skrzypczaka i Julka Kruszyńskiego dorwałem w samochodzie, jak się przebijali z Warszawy z Izby.
- Cześć Piotrek! Tu Włodek. Co wiesz o IRZ-etach?
- Poczekaj, zadzwoń za dziesięć minut, właśnie jedziemy i zaraz porozmawiamy.
Jadą, pewnie nie mają zestawu głośnomówiącego… Staną i porozmawiamy. Ten Kaziu jak już z czymś wyskoczy to jak Filip z konopii. To niemożliwe, żeby o czymś takim nie powiedzieli. Byłem na zebraniu w Warszawie, był Minister Różański, Minister Boratyn-Laudańska, ale nic takiego nie mówiono. No, może później, jak skończyło się spotkanie opłatkowe. Wszak Prezes nieoczekiwanie zamieścił notatkę, bez jakiegoś głosowania Izby, że odwołujemy protest ustanowiony uchwałą Zjazdu. Tak się cieszyliśmy… Może wtedy? Może i kiedy indziej. Ech, niech koń się martwi, ma duży łeb.
- Piotrek? Tu Włodek, jesteś tam?
- Jestem, jestem właśnie jedziemy z Warszawy.
- Co z tymi IRZ-etami? Podobno mamy to wypełniać, trzy strony rubryczki, sakramenckie kodowania, NIP-y, PESEL-e, duperele.
- Przesadzasz Włodek. Całą robotę będą robić urzędnicy. My musimy tylko pojechać, sprawdzić i po robocie. Ostatecznie teraz nam płacą sześć razy lepiej niż poprzednio!
- Przesadzasz Piotrek, co?
- Ostatecznie i tak badasz w tych zagrodach, co ci zależy?
- Jak im wystarczą te dane, które piszę przy pobieraniu krwi, badaniu na gruźlicę? A w cholerę, moja krzywda, niech mają!
- No, niezupełnie, jeszcze kilka drobiazgów trzeba tam wstawić, ale to żadna robota.
- Czemu nikt o tym nie wiedział? Nikogo nie poinformowaliście!
- Poczekaj, dam ci Julka.
- Cześć, co z tymi IRZ-etami? Musimy to robić?
- Minister rzucił je na stół razem z nowym wyznaczeniem. Musieliśmy się zgodzić. Było albo, albo.
- Czemu nie powiedzieliście? Jak teraz wyglądamy? Rada, jej Prezydium, Prezes, my?
- Tak musiało być! Nie mieliśmy wyjścia!
- Jak chcesz to przekazać ludziom? Co powiemy? Oszukaliśmy ich? To było wiadomo od grudnia, czemu dowiaduję się o tym pokrętnymi drogami?
- Włodek, takie były warunki, musieliśmy na to przystać.
- Tymczasem, Julek, cześć!
- Cześć!

Roboty, podobnie jak i inni lekarze weterynarii się nie boję. Cholera mnie bierze, gdy ktoś mnie oszukuje. A czemu czuję się oszukany?

- Kaziu? Nie śpisz?
- Skąd! Czekam na twój telefon!
- To dzwonię.
- I co?
- To, co mówiłeś.
- Widzisz, gdzie wiedzą najprędzej? W Olkuszu! Zapamiętaj to sobie!
- Mówili, że to żadna robota, skrócili te płachty.
- Tak, mieli skrócić do jednej strony, takie było żądanie Izby, ale im nie wyszło. Ja zaproponowałem, żeby zrobili zamiast na trzech stronach A4 – na jednej A3, wtedy by się zgadzało i zdanie Izby by było na wierzchu!
- Ty, Kaziu zawsze umiesz znaleźć salomonowe wyjście! A co z tym zrobimy? To masa roboty!
- Masa, masa. Badania to pryszcz. Musisz zapisać, kiedy były uboje, gdzie, czy powiadomiono Agencję. A jeszcze to wszystko będziemy musieli w Inspektoratach opracować komputerowo, wiesz jak chodzi ten ich program?
- To wy macie to powpisywać? A Agencji za co płacą?
- Cholera wie. Nam płacą za wykonywanie poleceń i to robimy.
- Ja, ja nie wiem, co z tym zrobię.
- Umowę podpisałeś?
- Tak.
- A my tu nie podpisujemy. Czekamy do końca stycznia, żeby się przejaśniło. Dopiero wtedy pogadamy.
- A jak chłopaki nie zechcą?
- Czy ja wiem? Może ogłosimy przetarg? Ale wiesz, jak to jest z tymi przetargami – zarabia wyłącznie ten, co go ogłasza… Bo robota musi być zrobiona. Podobno niekoniecznie przez weterynarię…
- To podobno tylko dziesięć procent gospodarstw…
- My dostaliśmy osiemnaście! Mamy do zrobienia sporo białaczki, bo poprzesuwaliśmy na ten rok, ale czas pokaże jak to będzie.
- Wiesz, minie nie sama robota wkurza, tylko to, że zostało to załatwione poza moimi plecami! Jak oni się z tego wytłumaczą? Prezes? Prezydium? Ja myślałem, że nadeszło nowe, że będzie jak należy. Czy każdy musi się zeszmacić w imię Racji Stanu?
- Cholera wie o co tu w tym wszystkim chodzi. Diabli wiedzą jak to rozwiążemy.
- Ja też pojęcia nie mam. Jak nasza Izba umiała dać sobie takiego kopa? Gdzie jej wiarygodność?
- Skąd ja mam wiedzieć? Jestem tylko skromnym powiatowym. Wy tam rządzicie, układacie sobie i nam życie.
- Sam nie wiem co zrobię, czy mi zamieszczą ten tekst?
- Dobra, Włodek, zobaczymy jutro. Idź do łóżka!
- Akurat, do łóżka! Myślisz, że zasnę?
- Nie musisz, sam nie śpisz!

Zima zrobiła się jeszcze bardziej dziadowska. Totalnie dziadowska. To ma być rok 2006? Z nową Izbą? Ze Stowarzyszeniem? Taki numer! Ale patrzcie, patrzcie, kto się będzie śmiał, zapamiętajcie, kto się będzie cieszył! To są nasi najwięksi przyjaciele!
Jestem ciekawy, oj bardzo ciekawy jak ja się teraz pokaże swoim rolnikom. Do tej pory było tak, że nawet w wypadkach podbramkowych, kiedy Iździak zablokował się w gospodarstwie, nie wpuszczał pogotowia, policji – mnie wpuścił. Co będzie, kiedy zacznę mu liczyć krowie ogony? Kto tak łatwo szafuje moją wiarygodnością? Chyba nie lekarze weterynarii?

Teraz jest ranek dnia następnego. Dzwonił już Andrzej Bończak, podobno nie będzie tak źle z wypełnianiem tych dokumentów, wiele rzeczy ma tam być wstępnie powpisywanych. Mam zadzwonić do Marka Mastalerka, on mi to wyjaśni dokładniej. Tymczasem na stronach „Medicusa” pojawiły się pierwsze jaskółki na ten temat. Dłużej się to nie ukryje pod suknem!

Jak minęła noc? Eeech. Nowy dzień, nowe wiadomości, wyjaśnienia. Nadzieja? Porozmawiałem i z Markiem Mastalerkiem i z Julkiem Kruszyńskim. Podobno wszystko źle zrozumiałem. Te IRZ-ety mieliśmy dostać tak, czy inaczej. Wyszło odpowiednie rozporządzenie, jeszcze za Ministra Pilarczyka. Ze starymi, albo z nowymi stawkami. Dostaliśmy je z nowymi stawkami. To plus, zwycięstwo, tak mówią Ci, co w tym chcą widzieć zwycięstwo. Inna sprawa – to poparcie z terenu dla dążeń nowej Rady było tak nikłe, że jakakolwiek argumentacja cyframi o proteście okazywała się śmieszna.

Oczywiście ma i tu miejsce krycie naszych protestów, przesuwanie wykonania zadań na inne terminy. Faktem jest, że protest wypadł słabiutko i Rada miała słabe argumenty negocjacyjne. Wywalczyła to, co wywalczyła. Pytałem, czemu nikt nie wiedział o tych negocjacjach z IRZ-etami. Odpowiedź brzmi, że tego się nie dało zrobić inaczej jak podczas rozmów w wąskim gronie. Jest w tym i dużo racji. Patrząc na naszą stronę „Medicus” – najczęściej mamy przyjemność oglądać co najmniej dziwne posty. Czasami coś wnoszą, czasami nie. Żeby osiągnąć porozumienie konieczna jest konstruktywna rozmowa, z podniesionymi przyłbicami. Nie może to być takie gdybanie, jakie ja uprawiam.

Od czasu wydania rozporządzenia o IRZ-tach trwa na górze batalia o maksymalne ograniczenie pracochłonności wypełnianej w terenie dokumentacji. Te odbitki, zamieszczone na stronie Izby są ważne, nie można zrobić z nimi tak, jak ja to nieopatrznie zrobiłem. Trzeba obejrzeć, skomentować, wysłać to do Rady Izby. Ma to być zmniejszone do jednej strony, i trzech – czterech pozycji, które będzie trzeba zapisać w gospodarstwie. Komentujcie, piszcie może coś z tego będzie… Ja do pisania ochotę straciłem, proszę niech mi nikt się nie dziwi.

Oj, ciekawostka przyrodnicza jest, czy mi to zamieszczą na „Medicusie”…

- Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.