Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Tekst osobisty nieco Andrzeja Bończaka i Julka Kruszyńskiego

2006/01/17 22:39:22


„Tekst osobisty nieco Andrzeja Bończaka i Julka Kruszyńskiego”

   Tak gromkim krzykiem przywoływani czujemy się w obowiązku nadstawić drugi policzek jednocześnie prosząc, abyście wszyscy Koledzy, którzy jesteście bez winy, pierwsi nam przyłożyli.
   Od wielu tygodni śledzimy Waszą aktywność na naszej stronie i aż serce rośnie, że tylu z Was wie jak i umie poprawiać rzeczywistość. Wybaczcie Koleżanki i Koledzy, że tak rzadko wypowiadamy się na forum naszej strony, co wcale nie oznacza, że jej nie śledzimy. Jesteśmy przecież, tak jak większość z Was lekarzami wolnej praktyki, którzy aby walczyć o wspólne sprawy muszą zamykać swoje gabinety, aby brać udział w spotkaniach, konferencjach, uzgodnieniach, radach, zebraniach itd. Sytuacja jest o tyle trudna, że od sierpniowego protestu w 2004 roku do chwili obecnej nie wykonujemy żadnych zleceń w ubojniach, a także nie prowadzimy badań monitoringowych (to bardzo nas boli). Dodatkowo dużo czasu pochłania nam obrona naszych interesów przed sądami.
   Czytamy komentarze do tekstu Włodka Szczerbiaka „Polaków rozmowy wieczorne” i codziennie mniej z tego rozumiemy. Chwilami wydaje nam się, że weszliśmy na stronę „zbiorowych malkontentów”, którzy wszystko i wszystkim mają za złe, cokolwiek by nie zrobili. Rozumiemy frustrację wielu Kolegów, którzy obecnej Radzie próbują „włożyć kij w mrowisko”. Przecież w ciągu 5 miesięcy zrobiła w tak ważnej dla nas sprawie tyle, co poprzednie dwie kadencje nie były w stanie. Wiemy, że wielu z Was oburzało się na fakt, że nowe władze izbowe próbują zmieniać rozporządzenie o wynagrodzeniach za czynności monitoringowe. Przecież stawki sprzed 10 lat były całkiem dobre, a oni nie życzą sobie żadnych zmian (autentyczne!!!). Jeżeli komuś wystarcza złotówka za pobranie krwi, to może rzeczywiście Rada Krajowa swym uszczęśliwianiem na siłę działa wbrew woli swoich członków. Jeśli ktoś mówi, że nowe stawki nic nie zmienią, to albo nie wie co mówi albo mówi tylko to, co wie. Przecież większość z nas obsługuje gospodarstwa mocno rozdrobnione z obsadą 1-2 sztuk bydła i tutaj stawki będą kilkakrotnie większe. W hodowlach wielkostadnych będą o kilkadziesiąt procent wyższe.
   Jakie argumenty przetargowe miała Rada Krajowa i „Medicus”, jeżeli ponad 80% z Was wykonywało monitoring za 2005 rok za tak żenujące stawki. Przecież nie mając pomocnika i pisarza dawniej za te stawki jeszcze kolczykowaliśmy bydło. Dzisiaj, gdzie bydło jest dokładnie oznakowane i mamy dokumentację z Agencji (nie chodzimy na próżno), nasza praca wyglądać będzie zupełnie inaczej. Przecież i tak każdą sztukę trzeba zidentyfikować i wpisać do arkusza badań. Czy będzie problemem wpisać w formularz nazwisko i imię właściciela zwierząt, jego adres i numer dowodu osobistego, a przy okazji porozmawiać z hodowcą o jego problemach? Kilkadziesiąt procent pozycji w formularzu będzie już wypełnionych przez Agencję. Ciągle jeszcze trwają rozmowy uzgodnieniowe mające na celu dalsze uproszczenie dokumentacji związanej z IRZ-ami! Skąd ta zbiorowa histeria, że dojdzie nam tyle roboty, że podwyżka tego nie zrekompensuje. Kontrola IRZ będzie i tak przypisana weterynarii, jak jest to w większości krajów Unii. Do tej pory robili to pracownicy inspekcji w ramach pensji, teraz zrobią to odpłatnie lekarze prywatni. Dziwi nas też reakcja Kolegów z inspekcji, którzy zamiast uspokoić wypowiedzi i komentarze, dokładają jeszcze „do pieca” mimo, że roboty im ubędzie znacznie.
   To, że nie ma jednomyślności w Radzie Krajowej (tak jak w radach okręgowych) wszyscy wiemy, ale my gramy w tej drużynie i w pełni utożsamiamy się z jej postanowieniami.. Tylko mocno dyscyplinując nasze postępowanie, możemy osiągnąć zamierzone cele. Spójrzcie Koledzy, jak robią to medycy z Porozumienia Zielonogórskiego. Proponujemy przyjąć nam wszystkim od lat sprawdzoną zasadę: jeden dyrygent-jedna orkiestra.
   Wracając do IRZ-ów:
1.wprowadzenie obowiązku wypełniania uproszczonych, znacznie odchudzonych formularzy kontrolnych wymaga jeszcze wielu zmian prawnych (Ustawa o Inspekcji, rozporządzenia wykonawcze)
2.wykonuje się je dla 10 % stad
3.już nie inspektor, a pełniący urzędowe, kontrolne czynności lekarz wolnej praktyki będzie gospodarstwo „punktował” dodatnio lub ujemnie
4.czynności kontrolne w gospodarstwach, których dotychczas nie wykonywaliśmy dodadzą mocy prawnej naszej wizycie
5.legitymowanie właściciela stada i sprawdzenie dokumentacji zwierząt jest pierwszym etapem sprawowania nadzoru nad obrotem i przemieszczaniem się zwierząt, o co wszyscy tak zabiegaliśmy.
   Czy rozmowa z właścicielem stada, sprawdzenie dokumentacji i potwierdzenie tych faktów własną, lekarską pieczęcią nie jest warte wynegocjowanych zmian?
   Uważamy, że każdy z nas musi wykonać własny rachunek zysków i kosztów. Jeśli nakład pracy nie zostanie zrekompensowany dochodem finansowym, to w żadnym wypadku nie powinien narażać swojej firmy na straty i przyjmować tak nędznej jałmużny. Przecież jest to dobry punkt wyjścia do kolejnych rozmów i negocjacji płacowych dla całego zawodu.
Mamy pełną świadomość, że dla bardzo wielu urzędników, także tych spoza weterynarii lektura naszej strony jest pierwszym codziennym obowiązkiem, dlatego też nie możemy na tym forum ujawniać szczegółów z zakresu socjotechniki prowadzonych negocjacji. Mamy nadzieję, że wszyscy zrozumiecie, że to dopiero początek długiej drogi. O pewnych sprawach możemy mówić tylko na spotkaniach wewnętrznych, takich jak np. najbliższe Walne Zebranie członków w Namysłowie.
   Jesteśmy przekonani, że najwięksi malkontenci i krytykanci działań Rady Krajowej i Stowarzyszenia „Medicus” w najmniejszym stopniu nie przyczynili się do poparcia naszych wspólnych działań, a wręcz przeciwnie bardzo znacznie utrudniali te prace. Na pewno nie są członkami Stowarzyszenia i nie wspierają go na co dzień. Nigdy nie dadzą wybrać się do władz izbowych. Przecież lepiej stać z boku, a krytykując z ukrycia podpisywać się: x, y, z lub ileś tam wcieleń matrixa. Skoro było i jest tak dobrze, to podpiszcie się i poinformujcie o tym wszystkich, bo inaczej robi się typowe „polskie piekiełko”.
   Nawiasem mówiąc, to my stworzyliśmy stronę, na której wreszcie zawrzało życie. Dzięki temu narzędziu możemy odbierać krytyczne sygnały dotyczące naszej pracy. Zresztą na takich najbardziej nam zależy. Więc używajcie Koleżanki i Koledzy do woli, nie wstydząc się własnych nazwisk.
   Przeceniacie chyba rolę Stowarzyszenia „Medicus Veterinarius”. Od kiedy to kilku „nawiedzonych oszołomów” z Namysłowa (bo tak o nas mówią), do których mamy zaszczyt należeć może cokolwiek zmienić bez Waszego poparcia. Czy to, co stało się w weterynarii w ostatnich 2 latach nie jest naszym wspólnym sukcesem. Jeśli uważacie, że nie nadajemy się do tej roli dajcie temu wyraz w Namysłowie 05 lutego. W odróżnieniu od innych działaczy nie mamy dolnej części pleców przyrośniętej do stołka, chętnie przekażemy w Wasze ręce nasze sprawy. Może nasze rodziny i my sami wreszcie odetchniemy wolnym czasem ze spokojnymi głowami.
   Dziękując za mądrą krytykę prosimy jednocześnie o to, abyście mogli się spełniać na forum naszego Stowarzyszenia, które musi dalej istnieć. Spróbujcie wejść w skład nowego zarządu już za 2 tygodnie

Serdecznie wszystkich Was pozdrawiamy Andrzej i Julek

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.