Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Wystąpienie Jacka Sośnickiego na Walnym Zebraniu

2006/02/09 00:12:11


ROK Z ŻYCIA STOWARZYSZENIA

     Kiedy rok temu wystąpiłem na Zjeździe Stowarzyszenia „Medicus Veterinarius” ze swoimi uwagami na temat aktualnych problemów zawodu, wydawało mi się, iż wystarczy tylko zmienić „wypalonych działaczy” Izby, aby nasze sprawy ruszyły z hukiem do przodu. Dziś, gdy w ciągu tego roku mogłem już osobiście uczestniczyć w pracach Okręgowej i Krajowej Rady oraz jej negocjacjach z rządem, dostrzegam wyraźnie złożoność materii w jakiej musimy się poruszać. Ten zawód nie mówi wciąż jednym głosem, bo pewne grupy kolegów nie widzą możliwości współpracy z innymi.
     Słusznie zauważył Włodek Szczerbiak w swojej „Relacji z Krajówki”, że trudno załatwić na tym forum choćby jedną sprawę,istotną dla jakiejś grupy lekarzy. Zaraz bowiem inne grupy wewnątrz tej korporacji uważają, że ich problem jest ważniejszy i bardziej naglący. Jednak z dalszymi wnioskami Włodka nie mogę się już zgodzić. Uważam, że ostrze naszej korporacji nie stępiło się jeszcze, a praca Krajowej Rady to nie rąbanie drewna. Jesteśmy małą grupą zawodową, w dodatku postrzeganą jako dość zasobną, więc politycy nie czują potrzeby dokładania nam z budżetu i poprawiania naszego bytu, który ich zdaniem znacznie wystaje ponad przeciętność. Argumenty wieloletnich zaniedbań, głodowych stawek, braku poszanowania dla pracy fachowca, to tylko „czcza paplanina” w oczach ministerstwa czy departamentu. My nie jesteśmy już klasą robotniczą, ale mikroprzedsiębiorcami. Musimy więc czuć więź i wspólnotę interesów grupowych bo tylko w jednej korporacji nasza siła.
Negocjacje, nie poparte zdecydowaną postawą całej korporacji to tylko sztuka rozsądnych kompromisów. Gdyby 80% czy choćby 50% lekarzy wyznaczonych wypowiedziało swoje umowy, byłby to poważny argument, ale dobrze wiecie jak to w praktyce wyglądało. Większość z nas tylko słownie poparła protest i to wówczas, gdy cały monitoring już zrobili, a tylko nieliczni wypowiedzieli umowy. Teraz z podwyżki skorzystają wszyscy, choć część jest przerażona wizją dodania IRZ-tów.
     Tym obuchem Włodku winniśmy się sami rąbnąć w czoła, a wówczas twoi bezimienni adwersarze, czując piekący ból między oczami przejrzą wreszcie i dojrzą, iż klikanie na klawiaturze w zaciszu domowych pieleszy nie oddaje atmosfery wielomiesięcznych negocjacji. Każdy z nas ma praktykę, z której żyje i jakieś zawodowe plany. Decydując się na pracę w Izbie, nie zakładamy przecież rezygnacji z zawodu. Niech więc anonimowi mądrale z forum, klikając radośnie między pracą w Inspekcji, ubojnią i zgłoszeniami pomyślą o nas życzliwiej i zaczną dostrzegać pozytywy tej pracy. Jeśli zaś ich nie widzą to przypominam, że za trzy lata wybory i każdy kto czuje się na siłach robić to lepiej musi po prostu dać się wybrać. Krajówka czeka już na was.
     Stowarzyszenie było i myślę, że pozostanie nadal wyrazistym, ale konstruktywnym głosem lekarzy wolnej praktyki, którzy widzą źródło poprawy własnego losu poprzez współpracę z higienistami i Inspekcją. Jestem przekonany, że członkowie stowarzyszenia zmienili oblicze Izby i jako jej działacze starają się aktywnie realizować postulaty komitetu protestacyjnego oraz narastające bieżące problemy. Dalej pozostała do poprawienia kwestia rodzaju umów i sposobu wykonywania wyznaczeń rzeźnianych. Zmiany wymaga rozliczanie godzinowe na sztukowe i brak zapisu konieczności terminowej zapłaty przez podmioty na rzecz Inspekcji. Nie możemy dalej tolerować, aby rzeźnik sprawdzał nam listę obecności, choć to nie zwalnia nas z obowiązku rzetelności w wykonywaniu wyznaczenia. Niektórzy Powiatowi już wprowadzili zakaz praktyki terenowej przez lekarzy badających w rzeźniach. Inni lekarze w dużych zakładach ubojowych sami już stali się higienistami z wyboru.
     Musimy odpowiedzieć dziś sobie na kilka ważnych pytań i spojrzeć trochę dalej przed siebie, bo konsekwencje tych decyzji będą nieodwracalne :

  1. Czy jesteśmy już gotowi do definitywnego podziału na klinicystów i higienistów

  2. Czy higieniści chcą zostać etatowymi pracownikami „nowej” Inspekcji ?

  3. Czy wykonując czynności PKD 74-30-11 i 75.13. nie będące usługami weterynaryjnymi w zakresie ochrony zdrowia, muszą prowadzić zakład leczniczy ?

  4. Jeśli nie wykonują usług lekarsko-weterynaryjnych i nie będą prowadzić zakładu leczniczego, to czy po 5 latach zachowają jeszcze prawo powrotu do czynnej praktyki klinicznej?

  5. Czy jako korporacja zawodowa możemy w myśl art. 3 Ustawy o zakładach leczniczych dla zwierząt, rejestrować gabinety prowadzone przez firmy mające fermy wielkotowarowe rozsiane po całej Polsce?

  6. Czy możemy rejestrować gabinety służące tylko do zakupu leków?

  7. Czy możemy tolerować na terenie swoich Izb koncerny posiadające własne wylęgarnie, stada zarodowe, fermy towarowe, mieszalnie pasz, ubojnie i hurtownie leków importujące surowce farmaceutyczne bezpośrednio z USA czy Unii Europejskiej. Koncerny zachowujące się jak „eksterytorialne oazy” liberalnego prawa do swobodnego przepływu kapitału ?

  8. Czy jako korporacja zawodowa będziemy jeszcze w stanie reprezentować, nadzorować i bronić lekarza higienistę na etacie PIW-u, czy etatowego lekarza w zakładzie leczniczym prowadzonym przez firmy rolno-przemysłowe i międzynarodowe koncerny ?

  9. Czy pomysł PIS na nową Państwową Inspekcję Kontroli Żywności nie jest definitywną próbą wyrwania Inspekcji Weterynaryjnej z korporacji i podporządkowania jej decyzyjnie i merytorycznie obcym i nieprzychylnym naszemu zawodowi czynnikom.?

  10. Czy w ramach „nowej inspekcji” nie zrównają w prawach i obowiązkach lekarzy weterynarii PIW z inspektorami innych inspekcji po półrocznej „szkole gotowania na gazie” ?

  11. Czy jako korporacja chcemy zachować kontrolę nad handlem detalicznym produktami leczniczymi dla zwierząt, lekami, prefiksami paszowymi, półproduktami zawierającymi lecznicze koncentracje antybiotyków, kokcydiostatyków i probiotyków?
     To są „matrixowie”, aktualne i istotne pytania dla przyszłości zawodu- pytania na które Izba i Stowarzyszenie muszą sobie dziś odpowiedzieć. Uczestnicząc w posiedzeniach i negocjacjach Krajowej Rady nasuwa mi się smutna refleksja, iż piętnaście lat istnienia Izby nie spowodowało znaczącej zmiany postrzegania naszej korporacji przez urzędników Ministerstwa Minister Departamentu. Jeśli Minister przychodzi ze swoim zwierzakiem do Kliniki, to traktuje lekarza opiekującego się jego pupilem jako fachowca godnego zaufania, a nawet podziwu. Jeśli jednak ten sam Minister negocjuje stawki za badania monitoringowe i rzeźniane, to traktuje nas lekarzy jak wykształconych robotników w oborze czy na taśmie, którzy są „trybikami w wielkiej maszynie” i wcale nie najważniejszymi. Słowem, mógłby równie dobrze zrobić to za nas ktoś inny, a być może dużo taniej. Powtarzane przez media i urzędników Inspekcji półprawdy, kłamstwa i uogólnienia, utwierdzają tylko kolejnych Ministrów w przekonaniu, że „weterynarze” bywają niekompetentni, niewiarygodni i pazerni na pieniądze z wyznaczeń. Trudno wówczas w krótkim czasie zmienić takie obiegowe poglądy. Trudno też negocjować z pozycji dumnego i gruntownie wykształconego lekarza medycyny weterynaryjnej, będącego jedynym gwarantem bezpieczeństwa żywności pochodzenia zwierzęcego. Odbudowa należnego nam autorytetu zawodu zaufania publicznego to mrówcza i długotrwała praca dla wszystkich lekarzy. Musi być ona poparta również przez Głównego, Wojewódzkich i Powiatowych Lekarzy, bo tylko jako lekarze mogli zostać urzędnikami Korpusu Służby Cywilnej.
Przypominam raz jeszcze, że nie ma ludzi niezastąpionych, a Powiatowym, Wojewódzkim i Głównym Lekarzem tylko się „bywa”, a co potem ? W zarządzie Constaru jest tylko kilka miejsc, wszyscy się tam nie zmieścicie. Rzeczywistość zmienia się bardzo dynamicznie. W ubiegłym roku straszył nas Pan tu wizją wielotysięcznej zetatyzowanej Inspekcji Weterynaryjnej, a dziś w dobie jednoczenia inspekcji, być może wchłonie was „coś”, na co już nie będziecie mieli wielkiego wpływu. Myślę Panie Ministrze Jażdżewski, że czas już zacieśnić współpracę GIW-u z Krajową Radą i Stowarzyszeniem. Tylko wspólnie możemy skutecznie lobować, aby w tej „nowej inspekcji” główne stanowiska i decyzyjność zachowała Inspekcja Weterynaryjna. Tylko razem możemy próbować wyprowadzić GIW z Ministerstwa Rolnictwa i dać wam niezależność finansową i decyzyjność, jaka się należy Inspekcji Weterynaryjnej -jedynemu gwarantowi bezpieczeństwa żywności pochodzenia zwierzęcego „od zagrody do stołu”.
     Jako członkom Stowarzyszenia lekarzy wolnej praktyki znana nam jest sytuacja w Inspekcji, gdzie narasta frustracja i niezadowolenie szeregowych Inspektorów PIW z warunków pracy zarówno merytorycznych jak i finansowych. Czujemy się w obowiązku zaapelować do Pana Ministra o sprawiedliwy podział dochodów własnych PIW-ów i WIW-ów czyli tzw. „S”, które wypracowują powiaty, a premię biorą WIW-y. To dodatkowo rozdrażnia inspektorów i kieruje ten gniew na Izbę, a nie na przełożonych. Wszelkie zmiany w budżecie państwa są dziś bardzo trudne do przeprowadzenia, ale środki które ma w gestii Inspekcja, muszą być dzielone według sprawiedliwych kryteriów. Podsumowując stwierdzam, że warunki, w których przyszło działać lekarzom weterynarii zmieniają się bardzo szybko i nie zawsze we właściwym (zgodnym z oczekiwaniami kolegów) kierunku. Tylko autentyczna więź wspólnoty interesów wszystkich lekarzy weterynarii tych prywatnych , państwowych, na uczelniach i wszędzie tam, gdzie pracując mogą zrobić coś pożytecznego, uchroni ten zawód przed głębokimi podziałami, które na zawsze oddzielą wolną praktykę od lekarza urzędnika-robotnika „nowej inspekcji”.

Jacek Sośnicki - Wielkopolska

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.