Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

List otwarty Włodka Szczerbiaka

2006/05/16 23:08:44


Zamieszczam ten list na tej stronie, bo wierzę w ekipę z „Medicusa”, że nadal pozostanie przy stanowisku nie cenzurowania polemik i dialogu z lekarzami. Tak zresztą było w styczniu, kiedy z bólem zauważyłem, że „Medicus” i Rada próbuje działać wbrew naszej woli w sprawie IRZ-etów. Tak chciałbym, żeby było nadal. Dlatego właśnie na zasłużonej dla wymiany poglądów o zawodzie stronie zamieszczam ten list. Forum to jest dosyć żywe, czyta je wielu lekarzy, niejednokrotnie do 2 tysięcy dziennie. Wypada tylko pogratulować „Medicusowi” tak „barwnego forum” (cytat z Życia Weterynaryjnego), trafnej inicjatywy jednoczącej naszą branżę.

List otwarty do Tadeusza Jakubowskiego, prezesa Krajowej Rady Lekarsko – Weterynaryjnej.

Panie Prezesie!

Zbiera się coraz więcej pytań pod adresem Izby Krajowej o jej kierunki działań. Coraz częściej pojawiają się pytania o zasadność istnienia takiego tworu. Niestety, znikąd odpowiedzi. Rozumiem nawał pracy, konieczność wykonywania odpowiedzialnych czynności. Niemniej prości członkowie Izby coraz częściej zadają te same pytania, które otrzymywała poprzednia Rada. Tamta Rada, co to była tak zła, że została w Toruniu zmieniona, zasilona nowymi członkami, pełnymi zapału i ofiarności.

O pracy naszych przedstawicieli dowiadujemy się z łam „Życia weterynaryjnego” po staremu, kilka miesięcy później. Czym się więc różni praca nowej Rady od tej starej? Zdaniem respondentów forum „Medicusa”, koleżanek i kolegów z którymi przychodzi mi rozmawiać – nic się nie zmieniło. Gdyby można było prowadzić jakąś punktację popularności tej „nowej” Rady – mam poważne obawy, czy nie znalazła by się poniżej najniższej kreski, „starej” rady. Fakt, że respondentami są często osoby wręcz wrogo nastawiane do jakiejkolwiek legislacji, bywają i zajadli anarchiści. Pojawiają się propozycje rozmaitych protestów, jak choćby ta ostatnia – namawiająca do rezygnacji z wystawiania świadectw. Nie będę punktował błędów tej propozycji, gdzie najpierw padło hasło – „Nie wystawiamy!”, a po kilku dniach wyjaśnienie – czego i czemu nie wystawiamy. Ba nawet w tym samym akapicie autor zdążył zniechęcić się do całej społeczności. Nazwał siebie i nas „weteryniarzami” i prasnął klawiaturę. Podobnych wypowiedzi jest wiele. Rada milczy wytrwale. Nie jest honorem polemika z innymi lekarzami? Toż to są wyborcy (albo ci, co do wyborów nie idą)!

Mówię to z bólem, bo wiązałem i wiążę z tą Radą duże nadzieje. Prowadzę niejednokrotnie dość ostrą polemikę z różnymi oponentami działań tego tworu, któremu Pan prezesuje, a ja zwykle przyklaskuję. Niestety, chwilami tracę argumenty do dyskusji. Zarzuty, często bardzo słuszne mimo, że często anonimowe – pozostają bez odpowiedzi. Pojawił się nawet zarzut, że rada zamknęła swoje forum dyskusyjne na stronie Krajowej. Rozumiem, strona martwa, uległa jakiejś kontaminacji. Czy to ma oznaczać nowe podejście do członków? Takie się pojawiają zarzuty. Rozumiem, nikt z Rady, może poza Krzysztofem Strawą nie ma czasu czytać, a tym bardziej odpowiadać na niezbyt cenzuralne uwagi. Niemniej uwagi padają z jedynego póki co przetrwałego wolnego forum służącego dyskusji o naszym zawodzie. Rozumiem też, że członkowie Rady doskonale znają bóle naszego zawodu. Powinnością nawet i lekarza weterynarii jest koić ból, a choćby i pocieszyć! Tego niestety zabrakło.

Inna sprawa, witryna Izby Krajowej stale zamieszcza rozmaite projekty Rozporządzeń, Ustaw. Czytelnictwo tych projektów ze strony lekarzy wolnej praktyki jest mizerne. Odpowiedzi na zamieszczane projekty – podejrzewam – są bardzo nieliczne. Wiąże się to też ze zbyt słabym rozpowszechnieniem Internetu w terenie. Inicjatywa Izby dotycząca wsparcia dla tak nowoczesnej technologii spotkała się z krytyką osób już posługujących się komputerami. Są to jak przypuszczam w dużej mierze lekarze, których chlebem powszednim nie są zwierzęta gospodarskie. Nie posiadam informacji jak wielu kolegów skorzystało z oferty zakupu komputerów. Pomijając ten mankament – uważam, że Izba powinna może właśnie i z tego powodu, że tak nieliczni korzystają (chyba tylko ok. 1/4 lekarzy) korzystają z tej formy przekazu – podkreślać moc i możliwości Internetu poprzez odpowiadanie na informacje płynące tą właśnie drogą. Zgodzę się z opinią, że wielu lekarzy korzystających z tego medium to lekarze urzędowi, miejscy. Prawdziwi terenowcy są tu rzadkością i może to jest przyczyną nienajlepszych opinii zamieszczanych o Izbie. Rada Krajowa bowiem w dużej mierze zajmuje się właśnie terenowcami, najbardziej wymagającymi jej wsparcia. Wobec lekarzy w miarę osiadłych w rynkowych realiach „Nowoczesnej Europy” Izba ma pewne wymagania. Nieczęsto jest to mile widziane… To też powoduje określone zachowania internautów.

Prawie wyłącznie moje odpowiedzi na forum weterynaryjnym nie są miarodajne, gdyż jestem wolnym strzelcem, sympatyzującym co prawda z działaniami tych, co wybraliśmy do władz Izby. Czemu tak się dzieje? Czemu nikt mi nie pomoże? Przecież Rada ma być nasza, działać dla nas. Kiedy pytamy – liczymy na odpowiedź, wyjaśnienie. Poprzednia Rada nie odpowiadała… Czy rzeczywiście jest, jak zarzucają niektórzy anonimowi komentatorzy? Czyżby członkowie Rady usiedli na laurach, dumni z władzy, przepojeni wyłącznie własną wizją weterynarii? Czy niepokój i zagubienie nas, szarych prostaczków jest dla Pana, Prezesie zupełnie bez znaczenia? Nie honor odpowiadać dyskutantom bez nazwisk i twarzy? Niemniej te kominiarki coś oznaczają. Moim zdaniem – brak zaufania, obawę przed wypowiedzeniem własnego zdania.

Z tego, co wiem o członkach Rady – są tam wspaniali ludzie, wybrani ponieważ im ufaliśmy, uznaliśmy za naszych godnych przedstawicieli. Czemu nikt się nie odzywa? Czemu nasze troski pozostają bez odpowiedzi? Odpowiedź wyłącznie w postaci konkretnych działań w ministerstwach, sejmie nie wystarcza, bo o tym dowiadujemy się po miesiącach, kiedy wielu z nas dawno zapomniało swoje pytania. Uważam, że zasługujemy na informacje, że postanowiono tak, czy inaczej i czemu. Czyżbym nie miał racji? Gdzie się mylę? Wiem, łatwo być kontestatorem, trudniej tworzyć rzeczywistość. Ale w ostateczności dla kogo ta rzeczywistość jest tworzona? Może jednak i dla nas? Więc – czego my chcemy, czego mamy chcieć? Czy się dowiem?

Wybraliśmy Pana, bo zawsze stał Pan za zwykłymi lekarzami, nawet wtedy z transparentami, pod gmachem Ministerstwa. Stąd i ten mandat. Czemu dziś, kiedy „wszystko” Pan może – nie rozmawia Pan z nami, Prezesie? Czy dwa tysiące czytelników dziennie to mało? Nie warto się odezwać, porozmawiać o problemach, sukcesach?

Włodka Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.