Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Nowe, ale po staremu ... czyli płakać się chce

2006/11/05 12:54:07


Nowe, ale po staremu ... czyli płakać się chce

     Nie tak dawno temu bo w 2004 roku nastąpił skok na weterynaryjną kasę, co wywołało falę protestów lekarzy weterynarii na skalę ogólnopolską. Z tamtej potyczki z władzą wyszliśmy bardziej zwarci, zorganizowani i mądrzejsi o wiele doświadczeń. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo na Zjeździe Krajowym w Toruniu i wcześniej poprzez delegatów, tysiące lekarzy wyłoniło nowe władze, zgodne z naszymi oczekiwaniami, a negatywni bohaterowie z czasów protestów nie zostali nawet delegatami na zjazd, ich koncepcje zostały potępione, a oni sami poprzez swoje działania zepchnęli się na margines życia weterynaryjnego. Można było sądzić, że ich następcy w GIW-ie wyciągnęli z tej lekcji właściwe wnioski i nawet mocno zaangażowani w życie zawodowe lekarze mówili po wyborze Kolegi Jażdżewskiego na stanowisko GLW, że oto w końcu przyszło nowe. Niestety okazało się inaczej. Sposób rozumowania charakterystyczny dla ludzi z lat głębokiego komunizmu jest w dalszym ciągu obecny w GIW-ie, a ich zatrute umysły ciągną weterynarię w lata Gomułki. Jest natomiast czymś kuriozalnym, że dzieje się to przy aprobacie obecnie rządzącej partii jaką jest PIS, co by nie powiedzieć antykomunistycznej w swojej retoryce.
     Bo czym jak nie recydywą komunizmu jest powrót do ZWIS-ów, zmuszanie ludzi do pracy za 2 zł., czy robienie z Kolegów sprawujących funkcje PLW chłopców do bicia ponoszących odpowiedzialność za przekręty producentów żywności. Przyczyn tego stanu jest wiele, są one bardzo złożone, ale bardzo czytelne. Pierwszą przyczyną, którą bym wymienił, jest nasze usytuowanie w Ministerstwie Rolnictwa. Wielu Kolegów piszących na tej stronie zwracało uwagę na negatywny wpływ lobby mięsnego w tworzeniu prawa, na nonsensowną sytuację, w której kontrolowany, czyli Minister Rolnictwa nadzoruje kontrolującego czyli IW, o zgubnym wpływie braku pełnej pionizacji w IW, o braku dostatecznych środków na właściwe funkcjonowanie IW, o głodowych pensjach dla inspektorów, a co za tym idzie o selekcji negatywnej panującej w inspekcji. I co? I nic. Nasz głos jest głosem na pustyni, którego nikt nie słucha, ponieważ nikt się z nami nie liczy. Ale kto ma nas słuchać, skoro nikt w Ministerstwie Rolnictwa tej weterynarii z całej jej złożonością nie zna, bo znać nie może. I tu dochodzimy do drugiej przyczyny, która wynika z pierwszej, a jest nią dobór kadr. Kto kieruje weterynarią? Jacy ludzie o znanych nazwiskach i dorobku naukowym lub zawodowym stoją na czele instytucji mających wpływ na kształtowanie i bieżące funkcjonowanie polskiej weterynarii.
     Pominę Ministra Rolnictwa, bo jest to stanowisko czysto polityczne i zawsze takie pozostanie. Ale podsekretarzem stanu nadzorującym weterynarię jest nasiennik, były kierowca bez elementarnej znajomości zagadnień, które nadzoruje. Dyrektorem Departamentu Bezpieczeństwa Żywności jest zootechnik, zastępcą Dyrektora Departamentu jest lek-wet, która dawno utraciła czynny kontakt z zawodem.
     Dla porównania podam, że Ministrem Zdrowia jest lekarz z tytułem profesora, jego zastępcą jest lekarz, a w ścisłym kierownictwie resortu zdrowia aż roi się od lekarzy.
     Trzecią przyczyną jest problem GIW-u. Od lat na czele GIW-u nie stoi człowiek będący autorytetem w środowisku, który miałby pomysł na funkcjonowanie i kształt IW. Od lat nie słyszałem merytorycznej dyskusji na temat naszych problemów z udziałem GLW, za to jest ciągle lansowana niemoc, chaos, głupota, a dla niepokornych PLW kontrola, która ma ich zastraszyć.
     Obecne zmiany też nic nie dadzą, bo zamiana stołków niewiele zmieni. Pomysłów Koleżanki będącej nowym GLW nie znam, podobnie jak jej samej. Nie znam również jej kariery i dorobku zawodowego. Jej nowym zastępcą został stary GLW, który przez co najmniej dwa lata na różnych gremiach, w tym na Zjeździe w Toruniu, głosił niemoc. Będąc GLW nie rozwiązał żadnego problemu, za to przysporzył problemów swojemu środowisku występami w telewizji podczas tzw. afery Constar. Drugim nowym zastępcą został stary zastępca, który oprócz głoszonej niemocy też niczym szczególnym się nie zasłużył. Znany jest z zamiłowania do tworzenia statystyki, z której nic nie wynika, poza nikomu nie potrzebną pracą PLW. Taki jest niestety obraz kierownictwa stojącego na czele Inspekcji, która kontroluje około 70% przemysłu okołorolnego.
     Czwartą przyczyną jesteśmy my sami. Według mnie zbyt mała liczba Kolegów angażuje się w życie społeczno- polityczne. Przecież większość z nas jest znana w swoich „małych ojczyznach”, gminach, miasteczkach, powiatach. Nie bójmy dać się wybrać!
     Spójrzmy, ilu mamy posłów czy senatorów, a ilu mają na przykład lekarze medycyny, prawnicy, czy nauczyciele. Bez naszej reprezentacji w parlamencie zawsze będzie nam bardzo ciężko przebić się z naszymi pomysłami, dlatego pozostaje nam bicie głową w mur, dlatego nie liczą się z naszym zdaniem.
     Cały ten przygnębiający obraz nasuwa przypuszczenie, skąd biorą się chore pomysły na IRZ po 2 zł., etaty na badanie mięsa, czy dokuczliwość powiatowym lekarzom.
     Jeżeli nie będzie naszego zdecydowanego odporu, to będzie jeszcze gorzej. Kto wie, czy nie wprowadzą na siłę tak kontestowanej przez nas „ustawy o agencji bezpieczeństwa żywności”? Wtedy już nie będzie Inspekcji Weterynaryjnej, powiatowych lekarzy, inspektoratów weterynarii, a w zakładach będą badać za nas ludzie przyuczeni.
     Ale żeby dać odpór niekompetencji, głupocie, zacietrzewieniu i złej woli należy przygotować się i to solidnie. Dlatego spotkanie zaproponowane przez Kolegę Kałużnego wydaje się być zasadne, chyba że coś się szybko zmieni, ale na to raczej nie ma co liczyć.

Artur Krakowiak
Izba Świętokrzyska

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.