Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie

2006/11/05 16:52:21


Ciemno wszędzie, głucho wszędzie.
Co to będzie, co to będzie? (Dziady)

Stan wojenny – a jakże, wprowadzono w nocy - dwunastego grudnia pamiętnego roku. Także pod osłoną nocy, bez kamer i dziennikarzy „miłościwie nam panujący” A. Lepper po raz drugi odebrał z rąk prezydenta IV RP nominację na wicepremiera i ministra rolnictwa. Oto, jak brzmi komentarz „Angory” do tych niedawnych wydarzeń politycznych. Nominacja odbyła się nie o zapowiedzianej dwudziestej drugiej godzinie, lecz pół godziny później gdyż pan prezydent oglądał ważną premierę filmową. W podobny sposób bez kamer i fleszy otrzymaliśmy p.o. Lekarza Głównego – panią doktor Ewę Lech. Będzie po nowemu. Kryzys rządowy na szczęście za nami, wicepremierzy i ministrowie z entuzjazmem przystąpili do działania. Pojawiły się kolejne zajawki o nowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności, o zupełnie nowatorskiej wizji „inspekcyjnego” monitoringu chorób bydła, o wstępie do etatyzacji w rzeźniach.

Czy są to efekty działań kolejnego p.o. Głównego Lekarza, takie swoiste „wejście smoka”? A może to wielka kumulacja? Kumulacja nieuchronnych zmian, którym bezskutecznie usiłowała się przeciwstawić nasza Izba? Nie nam, maluczkim dochodzić, co za wiatry powiały w Ministerstwie. Naszym zadaniem – swoistym patriotycznym obowiązkiem wyćwiczonym do perfekcji w minionym okresie jest karne oczekiwanie na kolejne wskazania „generałów” na przyzwolenie do realizacji genialnego programu (podobno wg przewodniej myśli IV RP „tanie państwo”). Nie nam mierzyć się z tą rzeczywistością, przeciwstawiać się polityce kolejnymi próbami ugrania czegoś dla od lat traktowanej marginalnie grupy zawodowej. Czy sobie poradzimy? czy jesteśmy wystarczająco mocno przekonani do poparcia podobno prospołecznej polityki – pokaże czas.

Na stronie „Medicusa” pojawiły się pierwsze próby sklasyfikowania zmian, próby biznesowego spojrzenia na ministerialną rewolucję. Zupełny brak danych do dyskusji, wszystko utajnione, w powijakach – słowem montowanie czegoś w głębokiej konspiracji, często pod osłoną nocy – podobnie jak w pierwszych latach Solidarności. Gdzie się śpieszycie? Wszak jeszcze noc! Przyjdzie właściwa pora, dzień. Wówczas objawi się wola rządu, wola społeczeństwa, którą ten rząd ustanowił. Trochę może denerwować, że społeczeństwo, do którego się zaliczamy nie posiada zielonego pojęcia, jaka jest ta jego własna wola. Ale cóż, oto najwyraźniej efekt nowej polityki medialnej, jaka wykształciła się w kuluarach władzy. Cisza, kompletna cisza, aż do objawienia. To podobno w takim klimacie odbywało się stworzenie świata (i jest doskonały). Czy będą etaty w rzeźniach? Co z Inspekcją? Co z Izbą? Czy będziemy nadal robić monitoring, może kontrole IRZ? Nikt nic nie wie! Czeski film! Ale ogólnie jest OK! wszystko pod kontrolą i na pewno nikt nie straci (nawet budżet!).

Najwyraźniej nie sprawdził się nam, lekarzom wet. – Departament, Główny Inspektorat i niestety Izba. Stowarzyszenie dało komendę spocznij i z „bronią u nogi” biernie uczestniczyło w tworzeniu „nowego”. Co rusz pojawiały się nieśmiałe próby w miarę logicznych rozwiązań. Lecz nasza logika jest wyłącznie logiką najemnych pracowników. Pracodawca ma wobec nas własne plany niekoniecznie spójne z oczekiwaniami. Nic nie wskazuje, że mają one na celu utrwalanie, rozwój weterynarii. Jesteśmy coraz mocniej marginalizowani funkcyjnie, płacowo. Wykrusza się stara wiara w terenie, młodzi jakoś nie napływają. Cóż, jesteśmy zawodem o charakterze usługowym. Dostaniemy tyle i takiej pracy – ile potrzebuje od nas społeczeństwo. A najwidoczniej w niektórych dziedzinach weterynarii nie potrzebuje nas wcale lub prawie wcale. Wygodnym i namacalnym sposobem na podkreślenie tego stanowiska stały się robaki w kaszance – jak zwykle z „Constaru”, krowie nieboszczyki wkręcone w kiełbasy gdzieś pod Starym Sączem. Społeczeństwo znowu nie lubi weterynarzy. Jesteśmy pod pręgierzem i mamy czelność walczyć o swoje? Optymizm co do rychłych sukcesów – nie do pozazdroszczenia.

Nie tylko ja wiązałem nadzieje na szybkie i dobre rozwiązania po ostatnich wyborach władz Izby. Wobec wyższej „racji stanu” działania naszych kolegów, często pełne oddania i wiary w naszą sprawę – okazały się tym, czym okazały. Departament, Główny Inspektorat to organizacje rządowe służące po pierwsze do realizacji priorytetów politycznych. Mamy mieć tanie państwo? Będzie! Mamy mieć wygodną (przepraszam) sprawną Inspekcję? Będzie! I pracownicy Inspektoratów i prywatni lekarze lada dzień staną twarzą w twarz z nową rzeczywistością. Jak się w niej odnajdziemy? Kto z kim stanie? Kto komu się sprzeniewierzy? Etatowi pracownicy są zwykle wierni płaco - i pracodawcy. Izba jak się okazuje ma również etatowych prezesów. Według kuluarowych informacji jedynie prezesi kilku okręgowych Izb nie są w taki czy inny sposób opłacani z naszych składek: lubelska, małopolska, podkarpacka, świętokrzyska, zachodnio-pomorska. (Jeżeli kogoś pominąłem – przepraszam, proszę skorygować). Praca prezesa jest wynagradzana. Czy dzięki temu można liczyć na jego lojalność wobec nas, płatników składek? To zwykle nie jest jedyny etat prezesów, bywa że mają ich po kilka. Czy to źle? Nie sądzę, ale któremu płacodawcy będą bardziej spolegliwi?

Wobec niewydolności Izby, zakulisowych działań Głównego Inspektoratu - lada dzień staniemy na rozdrożu. Tak samo jak w sierpniu dwa lata temu. Wtedy poratowało nas Stowarzyszenie - organizacja zależna wyłącznie od nas, nie obwarowana łaskawie sejmowymi ustawami i rozporządzeniami. Zupełnie możliwe, że żywot Izby dobiega kresu. Izba jest podobnie niewygodna dla obecnego jak i dla poprzednich rządów. Trzeba z nią negocjować a to kłopotliwe. Znowu będziemy musieli się odwołać wyłącznie do tego co umiemy robić, czego nauczyliśmy się na studiach dziennych, podyplomowych, w pracy. Ciekawe, czy rząd nie ulegając perswazjom Izby – ulegnie objawom społecznego niezadowolenia ze strony ”Medicusa”. Dwa lata temu trochę wygraliśmy, trochę przegraliśmy. Nabraliśmy pewnych doświadczeń. Ten rząd miał być inny, tyle nam naobiecywano.

Łatwiej kogoś pozbawić pracy niż zapewnić mu utrzymanie. My też jesteśmy odważni w walce o rodziny, o chleb, o byt. Nie sądzę, żeby to miała być walka na barykadach. Teraz się walczy w oparciu o realia ekonomiczne. Te są twarde, niezależne od polityki.

Niewzruszoną opoką zawodu pozostaną tymczasem lekarze pracujący w miastach, przy zwierzętach towarzyszących, bez wyznaczeń. Póki co nie są zainteresowani idącymi przemianami. Ich one nie dotyczą. Platonicznie są za „czystością” układów. Nie pamiętają że w następnym etapie mogą stracić swoją wolność zawodową. A dawno to została staraniem działaczy Stowarzyszenia uwolniona wścieklizna? A czy Koleżanki i Koledzy z miast pamiętają, że nadal w każdej chwili mogą zostać zmuszeni do wskoczenia w „stroje przeciwepizootyczne”? Wielu z nas podjęło się współpracy z Inspekcją, tylu lekarzy związało z Inspekcją życie zawodowe. Czy staniemy bronić stołków, wyznaczeń gdy tymczasem najbardziej wolni będą w imię piękna zawodu walić po łbach i jednych i drugich? Możliwe, że część z nas, podobnie do weterynarii początku lat dziewięćdziesiątych znajdzie się z rączką w naczyniu przeznaczonym dla zgoła innych celów.

Etatyzacja, wprowadzenie darmowych usług związanych z kontrolami IRZ, przetasowania w Inspekcji. Kto wie? Pewnie nie wszystko na raz, spokojnie. W styczniu IRZ, a jak to przełkniemy, ruszy etatyzacja, przegrupowania w Inspekcji - konglomeracie. Z drugiej strony – może to i odważny krok ministerstwa. Zwolnić wszystkich, niekiedy z trudem pozyskanych pracowników, a później zatrudnić na nowych zasadach taniego państwa. Pewnie u niektórych z nas, nawet u tych ze starej wiary zostanie mocno nadszarpnięte przywiązanie do zawodu. Czy taka metoda działania rządu wzbudzi to uczucie u młodych, już gremialnie emigrujących, szukających czystszej pracy w miastach? Czy nadal pozostaniemy jedną grupą zawodową?

Boję się, że nie. Staniemy się przez to jeszcze słabsi niż dziś. (Może o to chodzi?) Każdy będzie patrzył, żeby w miarę miękko wejść i pokonać zakręt historii. A - Izby? Te jednym pociągnięciem może zlikwidować sejm. Kto stanie ze Stowarzyszeniem? Starzy działacze? Jakoś mało ich, mało. Którzy z nas będą solidarni? Którzy będą lojalni i z kim? Ile nas mogą kosztować nadchodzące zmiany? Kto tym razem spocznie na ołtarzu reform? Bezimiennie. (Baśka – to i o Tobie) Znani będą wyłącznie „zwycięzcy”. Zwycięzcy? To tylko społeczny koszt przemian.

Przypomina mi się stary, jeszcze radziecki dowcip o wierności zasadom. Podobno przed Gagarinem był jeszcze jeden kosmonauta. Nie starczyło mu partyjnej lojalności, aby powstrzymać oddech, gdy zawiodły urządzenia podtrzymujące życie. Dlatego nie istnieje.

Włodek Szczerbiak i Kazimierz Janik

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.