Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Na gorąco z Namysłowa"- Włodek Szczerbiak

2006/12/12 01:18:32


W niedzielę 10 XII 2007r w godzinach do 11 do 17 - odbyła się w Namysłowie debata lekarzy weterynarii i inspektorów na temat aktualnych problemów weterynarii. W spotkaniu udział wzięli: Pani Maria Boratyn-Laudańska, Pani Ewa Lech, Pan Tadeusz Jakubowski, lekarze weterynarii. Dyskusja, w której wzięło udział wielu lekarzy, była bardzo owocna, objęła wszystkie zaplanowane tematy. Zapoznaliśmy się z wzajemnymi uwarunkowaniami rządzącymi naszą pracą, wyciągnęliśmy wnioski z zaistniałej sytuacji.

Tymczasem nie są planowane jakieś większe zmiany w Ustawie o zawodzie i o zakładach leczniczych. Z takich jaskółek – Rząd planuje uwolnienie inspektorów Bezpieczeństwa Żywności od zobowiązań wobec Izby na czas sprawowania funkcji. Izba ma pozostać na mapie zawodów społecznego zaufania, niemniej na wszelki wypadek otrzyma nadzorcę w postaci Ministra Rolnictwa.

Swoboda działalności gospodarczej nadal bez zmian dla nas. Identyfikacja i Rejestracja Zwierząt – tak, jak jest w projektach. Pieniądze – też bez zmian.

Pielęgniarz weterynaryjny, jego szkoła - tymczasem idzie w odstawkę.

To właściwie wszystko. Cieszę się, że udało mi się tak ładnie to streścić, że zajęło mi to tylko kwadransik.

Post scriptum:
Część oficjalna zakończona. Teraz napiszę, co ja o tym wszystkim myślę. A myśli nawiedzają mnie różniste. Jadąc wyobrażałem sobie, że będzie to taki mityng, jak powiedzmy dwa lata temu, kiedy jeden drugiemu wydzierał mikrofon, żeby tylko coś powiedzieć. Dziś nic z tego! Przyjechali sami stateczni dyskutanci. Popatrzeć, wymienić opinie. Odniosłem wrażenie, że to zebranie zostało zwołane przedwcześnie. Coś w rodzaju prewencji, probiotyku wręcz. Zmiany w prawie się jeszcze nie zadziały, tymczasem wiemy tylko o bardziej, lub mniej prawdopodobnych przymiarkach. A jak to z tymi przymiarkami bywa – wiadomo. Nie zawsze uda się skroić garnitur tak, żeby prezentował się niczym na okładce żurnala. A to materiał się nie poddaje, a to nie widomo co zrobić z garbem na plecach. Do tego dochodzą jeszcze możliwości krawca. Potem mamy produkt, owszem ręczna robota, ale łącząca w sobie ileś tam niekiedy wzajemnie sprzecznych komponentów.

Pozwolę sobie zacząć od tego, co mnie najbardziej interesuje. W styczniu zaczniemy pracę prawie bez zmian w stosunku do roku ubiegłego. Wszyscy chcą wprowadzić możliwość pewnej dowolności przy rozliczaniu monitoringów, badania mięsa i innych takich. Chcą. Ale jest drobny problem, jak to ugryźć. Politycy mają teraz absolutnie ciekawsze tematy niż gospodarka. Szaleje Seks-afera z Samoobroną w jednej z głównych ról i wszelkie pośledniejsze zagadnienia poszły w kąt. Mówią, że bliższa koszula ciału niż inne rzeczy i to jest prawda. Głupoty w postaci podejmowania decyzji odnośnie sposobu rozliczania się z Budżetem garstki podmiotów gospodarczych mogą poczekać. Tym bardziej, że ma wejść i wejdzie w styczniu nowelizacja prawa podatkowego odnośnie podatku dochodowego i VAT. Dokładnie, kosmetyka tylko, ale jak to ugryźć? Czy będą mogły być zawierane umowy zlecenia? Niby w Ustawie powiedziane jest jasno. Trzeba tylko tą jasność zinterpretować. Co ta interpretacja wykaże? Niestety, najpierw musi zaistnieć prawo, a później porozmawiamy…

Co wiadomo na pewno? Święta trójca chorób bydła będzie robiona prawdopodobnie z niewielkimi tylko zmianami. Najpierw sprawa identyfikacji zwierząt. IRZ dotyczy 10% pogłowia. Ministerstwo planuje iść z sobą na ugodę i rozdzielić robotę na inspektorów i lekarzy. Inspektorzy zrobią (za frico) to co padnie na nich, a lekarze po 2zł/szt to co z kolei im komputer wylosuje. Jest też inna wersja – po terenie jeżdżą przedstawiciele Ministerstwa i próbują negocjować z lekarzami powiatowymi ceny za ten IRZ. Nasi stoją twardo. Cena za godzinę pracy lekarza weterynarii jest wynegocjowana 45,50. O co więc chodzi? Chcecie odstąpić od umowy z weterynarią? Chcecie lekarzowi płacić jak sprzątaczce? Zatrudnijcie sprzątaczkę. Ta też umie sprawdzić numer kolczyka! Wchodzi unowocześnienie w postaci programu CELAB, czyli elektronicznej ewidencji badań i elektronicznego przekazywania danych do Inspekcji. Stawki za badanie i pobieranie krwi nie są wcale niższe, niż w ubiegłym roku, a dodatkowo można zgarnąć trochę kasiory za ten IRZ. Umowa albo tak, jak było, albo inna. VAT wejdzie, albo nie wejdzie. Zresztą wszelkie zmiany odnośnie na przykład kas fiskalnych nastąpią w połowie przyszłego roku. Taaak. Zmiany będą, albo i nie będą…
Wynagrodzenia dla inspektorów? Powiem tak: wychodzi, że mogą zostać przejęte etaty z ARMiR, te związane z IRZ. Pytanie – z jakimi pensjami Agencyjnymi, czy inspekcyjnymi. Hasło Tanie Państwo – jest realizowane!

Zanim usiadłem do pisania o debacie w Namysłowie popatrzyłem przez chwilę na strony „Medicusa”. Najwięksi krzykacze – nie przyjechali, zabrakło tych, co wszystko wiedzą, mają gotowe rozwiązania, recepty na wszystko. Niestety. Może z tego powodu uważam to zebranie za przedwczesne. Izba, jak się okazuje działała i działa mocno. Są na bieżąco we wszelkich procesach legislacyjnych, trzymają rękę na pulsie. Z różnych powodów ( popatrzcie Państwo na stenogram z posiedzenia Komisji Sejmowej, którego obfite fragmenty ktoś zamieszcza na naszej stronie ). Mnie trafiło coś innego. Prezes, członkowie Izby znają możliwości finansowe i prawne, jakimi dysponuje Główny Inspektorat. Oczywiście, jest to w zakresie w jakim urzędy administracji publicznej obowiązane są dzielić się informacjami ze społeczeństwem, ale nie jest to mało. Odniosłem wrażenie pewnego partnerstwa w oparciu o nieco różne podstawy, jeśli chodzi o Izbę, Inspektorat i Departament. Doskonale wiedzą, co jest do podziału. Nawet mi się to spodobało.\
Inna sprawa, że przy kilku różnych chciejstwach, przy ciągnięciu kołdry za jej cztery rogi, a niejednokrotnie i za inne punkty dochodzi do najróżniejszych rzeczy. Izba walczy o nas. To pewne. Nasza nowa Lekarz Główny, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, (który rozpoczynając pracę powiedział, że nic nie zamierza zmieniać – i dotrzymał słowa) – przynajmniej obiecuje że zobaczy co da się zrobić, spróbuje zmienić. Jednym słowem – daje pewną nadzieję. Do tego stopnia, że ma akceptację Izby, o co ostatnio nie jest tak łatwo.
Departament rządzi się własnymi prawami. Jest w nim Pani Boratyn- Laudańska. Osoba to nam przychylna, skłonna pomagać, niestety tylko w ramach swoich uprawnień, a jak wiemy podlega dyrektorowi Wojtyrze, który ma własny pogląd na weterynarię.

Odniosłem wrażenie, że układ jest taki: Izba robi, co tylko może, ale od czasu do czasu dostaje pytanie – kto za wami stoi? W Namysłowie tych co stoją za działaniami Izby, Stowarzyszenia wcale tak dużo nie było. Powiedzieć, że było to spotkanie o kameralnym charakterze – byłoby pewną przesadą. Było nas tam, było parę osób. Niemniej nie przyjechali najwięksi krzykacze. Fakt, że tymczasem i nie bardzo wiemy o co nam krzyczeć przyjdzie. Wiele rzeczy nie do końca wyjaśniono. Nie wszystko da się załatwić na drodze planowania. Niemniej, kiedy zapadną decyzje – ich odkręcanie będzie bardzo trudne. Owszem może i ujawni się wówczas nasza jedność, solidarność. Ale będzie to zbyt późno, nijak będzie cokolwiek porządnie zmienić. Teraz nie jesteśmy nadmiernie wielkim poparciem dla reprezentującej nas Izby. Wina jest tu zresztą obopólna. Izba niewystarczająco nas informuje, a my niezbyt słuchamy co się tam w górze dzieje. Dopiero, gdy dojdzie co do czego – będzie płacz i zgrzytanie zębami.

Wygląda na to – co zresztą podkreślały osoby z wysokich szczebli, że nasza strona stanowi miarodajne źródło informacji o potrzebach weterynarii. Informacje czerpane z naszej strony też służą „uprawianiu władzy”. Nieszczególnym świadectwem dla naszego kręgu zawodowego są niektóre – powiedzmy nazbyt gorące wypowiedzi, niemniej są na stronie też treści o charakterze merytorycznym, pomagającym w podejmowaniu działań i decyzji. Momentami informacja o naszych problemach staje się także niezbyt dla nas dobra, bo ujawnia nasze błędy. Niczym w czasach Stalina – hasło „Wróg czuwa!” nadal jest aktualne.

Gdyby decydenci czytający „Medicusa” widzieli na ekranie silniejsze poparcie dla Izby, gdyby do Namysłowa przyjechało więcej osób dla wykazania tego poparcia… A tu doszło do tego, że organizatorzy musieli z własnej kieszeni dopłacać do kosztów imprezy. Pod znakiem zapytania wręcz może stanąć istnienie tego forum dyskusyjnego! Wiedzieć, krytykować – chce wielu. Jeszcze więcej jest takich, co zapytają – „Co się stało?” – lecz dopiero, jak będzie zbyt późno, jak pieniądze będą podzielone, rozdane. Działać powinniśmy – „zanim będzie za późno”!
Tak samo było przy projektowaniu zwalczania Aujeszki. Ktoś popatrzył, że pobieranie krwi od ssaka kosztuje tyle, a tyle, pomny na naszą walkę o przetrwanie - pomnożył stawkę przez ileś tam i podzielił przez różnicę wielkości między krową i prosiakiem. I wyszło te cztery złote! Inna sprawa, że ta sama osoba, gdyby popatrzyła, co mówimy w Medicusie, co mówi Izba… Postępowanie obu stron zagroziło programowi zwalczania Aujeszki. Z góry – zostało to zaplanowane metodą ssania palca, a z dołu – dobitnie koledzy pokazali, że trochę jednak się cenią. Wynik ostateczny – ciekawe, czy całego tego programu nie trafi szlag! Straci społeczeństwo, bo nadal będziemy państwem niewolnym od Aujeszki. Stracimy my, bo nie weźmiemy tej pracy (zakładam, że w tym momencie już dobrze płatnej). Ministerstwo nie patrzy w dół. My nie patrzymy co „oni” tam robią. I jest jak jest. Najgorzej, że gdy chwilami jednak patrzymy sobie na ręce – w tych spojrzeniach jest zaledwie słynna „twarda męska przyjaźń”.

Zielonego pojęcia nie mam jak to jest z tym stosowaniem antybiotyków do pasz. Niby mają być te pasze lecznicze, co oznacza, że leki dla zwierząt zamiast aptek będą robiły firmy paszowe. Premiksy z racji swojej konstrukcji przystosowane do mieszania z paszami – mogą mieszać wyłącznie wytwórnie pasz leczniczych. Pojawił się w Prawie Paszowym nowy artykuł 7a mówiący, że rolnik może w paszy przeznaczonej bezpośrednio do koryta zmieszać antybiotyk, kokcydiostatyk, lub stymulator wzrostu. A dodatek paszowy, witaminy, enzymy, probiotyk – może zastosować wyłącznie firma paszowa. Włos mi się mierzwi od prób zrozumienia tego kociokwiku prawnego. Są osoby próbujące to wyjaśniać, niestety – wychodzi, że nie czytali do końca przepisów… Chodzę z tym tematem od dłuższego czasu i nikt nie umie mi przystępnie, łopatologicznie wyjaśnić jak to z antybiotykami ma być.

Suma sumarum. Rewolucji nie będzie. Idziemy do domów (przynajmniej ci, co z nich w ogóle wyszli, a nie tylko pokrzykiwali). Czekamy, co przyniesie nowy rok. Weterynaria jest dziś bezpośrednio związana z wielką polityką, wielkimi seks-aferami, z salonami prominentów. Szkoda, że te powiązania godzą w nasze dobre imię.

Na własnej skórze doznałem objawienia, jakiemu upodleniu potrafimy się poddać. Ledwo co, tydzień temu rozwiązywałem poród u krowy. Strasznie zaniedbane gospodarstwo. Pięciu mądrachołków do ciągnięcia. Trzy godziny już ćwiczyli, ale cielak ani drgnął. Okazało się, że miał podwinięty łeb. Tak mocno, że dopiero gdy się położyłem za krową i włożyłem rękę po obojczyk prawie w jej jestestwo – wymacałem oko. Gmeram i gmeram przy główce, aż krowie zrobiło się dobrze i coś wymsknęło się jej spod ogona. Okaliła mi cały bark.
- Panie, zgarnij mi to z ręki, bo nie chcę wypuścić cielaka! – zawołałem do rolnika.
Ten popatrzył na mój osrany bark, niepewnie rozejrzał się wokół, wziął widły i zgarnął nimi ekskrementy pod mój nos. Po co ja to robię do jasnej cholery? Po co? Wszyscy to ciągle robimy, nie zawsze dokładnie tak samo. Ale jednakowo nie umiemy się szanować!

Mówiliśmy na spotkaniu i o tym, że niedoinwestowania weterynaria obniża swoją jakość, starzeje się. Terenowcy są coraz starsi, młodzi wolą Irlandię, miasta lub inspekcję. W nieco innym znaczeniu padło to stwierdzenie na sali, a w innym przedstawiam je – ja. Stajemy się dosłownie, a często i w przenośni – „najstarszym zawodem świata”!

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.