Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Gospodarka świńskim zdrowiem"-Włodek Szczerbiak

2007/02/13 01:36:17


Wśród weterynaryjnej braci trwają zacięte dyskusje o pryncypiach. Zaangażowali się zarówno lekarze zatrudnieni w Inspekcji, jak i lekarze prywatnej praktyki. To ważne, kto będzie naszym głównym decydentem. Ważne, że i sami próbujemy określić swoje miejsce w społeczeństwie. Nie jesteśmy bierni, o coś walczymy. O coś ważnego dla weterynarii, ale nie tylko. Nasz pogląd na miejsce weterynarii w urzędniczej hierarchii przekłada się też na bezpośrednie efekty dla społeczeństwa.

Temat, który mam zamiar poruszyć „chodził” za mną od dość dawna, jednak brałem się za to co najmniej ostrożnie. Dziś, niestety jest już chyba po wszystkim. Była pewna kąpiel, a w niej dziecko. Zostało to wylane razem. Tym dzieckiem nazywam przekonanie WHO o zgubnym wpływie antybiotyków na oporność bakterii. Uczeni Światowej Organizacji Zdrowia obarczyli między innymi weterynarię winą za powstawanie szczepów antybiotykoopornych. Najczęściej powoływano się tutaj na problem ASW, antybiotykowych stymulatorów wzrostu. Przez cały świat przetoczyły się wielkie dyskusje na temat stosowania, lub nie stosowania antybiotyków stymulujących wzrost.

Do dziś nikt nie potrafi dokładnie wyjaśnić jak te stymulatory oddziaływają na organizmy zwierząt, że przyspieszają ich wzrost, zmniejszają spożycie paszy. Ekonomika podawania ASW jest prosta – zdecydowanie opłacają się w hodowli. Pierwszą reakcją na protesty WHO było ograniczenie antybiotyków używanych jako stymulatory do ściśle określonej grupy. Warunkami tymi stały się przede wszystkim: brak wchłanialności z przewodu pokarmowego, niestosowanie tychże antybiotyków w terapii ludzi i zwierząt. Dlatego WHO z nadzieją w oku oczekiwało na ograniczenie szarogęszących się wszędzie szczepów szpitalnych bakterii. Czas mijał, a efekty nie przychodziły, został wprowadzony całkowity zakaz stosowania ASW w żywieniu zwierząt. Tym razem badacze zaczęli odnotowywać pewną poprawę sytuacji. W skali globalnej doszło do gwałtownego spadku produkcji i sprzedaży ASW. Jednocześnie gwałtownie wzrosła sprzedaż antybiotyków terapeutycznych. Wszak hodowcy jakoś musieli ratować ekonomikę swoich stad. Po pierwszej euforii poziom produkcji antybiotyków stosowanych w weterynarii nieco opadł i ustabilizował się na poziomie jednak wyższym, niż poprzednio. Mimo tego badania antybiotykooporności dowodziły, że ten wzrost stosowania antybiotyków terapeutycznych nie przyczynił się do wzrostu ilości szczepów szpitalnych. Ba, ich ilość jakby nieco spadła. Kręte są ścieżki oddziaływań w biocenozie i bardzo trudno powiązać logicznie niektóre zjawiska, ale skoro ktoś potrafi odpowiednio mocno się uprzeć – udowodni wszystko!

Hodowla zwierząt straciła cudowny środek. Została zmuszona do zastępowania go substytutami też wprawdzie działającymi, lecz słabiej i droższymi. Żeby uregulować obieg antybiotyków w przyrodzie, a w hodowli w szczególności zostały wprowadzone odpowiednie rygory administracyjne. Ścisłe uregulowania zasad przesyłu antybiotyków służących do leczenia zwierząt. Mądre rządy też wpadły na pomysł, że hodowcy w miejsce ASW wprowadzą w podobnych dawkach antybiotyki terapeutyczne i koło się zamknie. W Polsce nadzór nad antybiotykami do stosowania w paszach uzyskała weterynaria. Odkurzono stare, stworzono nowe przepisy. Nic, że jeden śmieszniejszy od drugiego. Na początku zawsze tak jest. Aż łezka się kręci w oku na te uregulowania powodujące, że preparaty antybiotyczne o specjalnej formule, przystosowane do mieszania z paszami zostały wyłączone z powszechnego stosowania na rzecz koncernów paszowych. Tylko tam da się takowy preparat poprawnie wymieszać. Lekarzowi, hodowcy wara od sypania do paszy jakiegoś leku! Nie mają do tego celu wystarczających kwalifikacji.

W uczonym zamyśle wygląda to może i nieźle. Pasza pod ścisłym nadzorem laboratoryjnym. Kontrola każdej partii towarów, próbkobrania na poszczególnych etapach, a wszystko to, żeby zapewnić właściwą homogenność. Słowem pełna kontrola od najmarniejszego źdźbła trawy aż do pieczonego szaszłyka. Polskie przepisy uległy ostatnio pewnym drobnym modyfikacjom. Otóż nadal obowiązuje wystawienie przez lekarza weterynarii recepty (w pięciu egzemplarzach – sic!). z taką receptą właściciel osiemnastu tuczników musi jechać do zakładu uprawnionego do produkcji pasz leczniczych. Tych zakładów mamy w Polsce niczym mrówek! Tak średnio wypada ich aż jeden na sześć powiatów. Ich ilość wprawdzie rośnie, ale wolno. Fabryko pośle konie do lecznicy po lek, a pewnie raczej do hurtowni weterynaryjnej, bo tam taniej. Uczeni w piśmie ułożą właściwą kompozycję paszową z dodatkiem niezbędnych odczynników, zakwaszaczy, antyoksydantów, i całej ogromnej gamy różnistych proszków. Na koniec domieszają i przepisany antybiotyk, czy też środek przeciwrobaczy. Potem taki produkt leczniczy trzeba dowieźć do gospodarstwa, gdzie pod ścisłe dyktando recepty zostanie podany chorym zwierzątkom. Dzięki tak dokładnemu nadzorowi zwierzęta dostaną zdrowe, właściwie wymieszane lekarstwo. Czas od wystawienia recepty do pierwszego podania nie powinien przekroczyć pięciu dni.

Ja tu tak rygorystycznie o tym przestrzeganiu terminów, pięciu kopiach, nowym typie recept weterynaryjnych honorowanych tym razem nie przez apteki, a przez wytwórnie pasz. Życie nie znosi utrudnień. Czy ktokolwiek widział, żeby ludzie niczym konie na okrągło kombinowali pod górkę? Od kiedy to kupiec czeka, żeby mu zrobili jakiś towar? No, może gdy ktoś zechce sobie kupić „Fiata” według specjalnych życzeń. Ja czekałem trzy miesiące. Myślę, że rolnik ani nie będzie miał takich fanaberii, ani też nie poczeka trzy miesiące. Te pasze lecznicze będą na niego już czekały! Ba! Jakże często pojawią się pod strzechami na wózkach najrozmaitszych domokrążców! Praktyka sama skoryguje co bardziej nieżyciowe przepisy. Przepisy, które dziś jeszcze tak ociupinkę przeszkadzają firmom paszowym w naprawdę masowym wprowadzaniu produktów leczniczych na rynek.

Pierwsze kroki zostały poczynione. Jak Polska długa i szeroka – firmy planujące produkcję pasz leczniczych potworzyły gabinety weterynaryjne i pozatrudniały tam lekarzy weterynarii. Lekarzy z ogromniastymi pieczątkami, w zarękawkach, ze śladami tuszu za uszami. Ci ludzie nic innego nie robią tylko piszą recepty na pasze lecznicze. Właśnie dzięki nim będzie prościej i lepiej. Teraz wystarczy, że rolnik przyjedzie do chlewika, gdzie mieści się punkt dystrybucyjny, popatrzy na ścianę z ogromnymi napisami i będzie już wiedział wszystko.

Czemu będzie wiedział wszystko? Ano na tej ścianie będzie plakat z wytwórni i tam będzie pisało wielkimi jak byk literami: - „Na laksę”, a maczkiem - adenomatoza, albo dyzenteria. Więc na laksę będą przysługiwały ta, ta, lub tamta pasza. Na każdym worku też pisze ile ma ppm i inne takie! Te będą miały czegoś tamuj więcej, tamte mniej. Ta droższa, tamta lepsza, a ta po środku ma więcej białka. Pan rolnik wybierze sobie kilka woreczków po uważaniu, najlepiej zaś pomiesza, zapakuje na dwukółkę i hajda do domu. No może nie tak do końca, bo w buchalterii trzeba będzie odznaczyć nazwisko i dać panu hodowcy receptę z tego gabineciku koło wytwórni, co w nim ci lekarze tak ciężko pracują… W takim układzie ten rynek w końcu zacznie mieć ręce i nogi! Odpadnie koszt lekarza weterynarii, bo każden wi, kiedy świnie kaszlą, a kiedy biało robią. Wprawdzie może koszt tej paszy nie będzie zbyt miły dla oka czy ucha, lecz z czasem i z tym da się cosik zrobić.

Zresztą już nawet wiadomo! Teraz, dla usprawnienia procedur, dla wyjścia naprzeciw Społeczeństwu Sejm przegłosował nową Ustawę paszową i tam są wszystkie usprawnienia! Więc będzie tak. W firmie produkującej pasze lecznicze będą teraz premiks (farmaceutyk fabrycznie zmieszany z otrębami), więc będą ten premiks mieszać, bardzo dokładnie mieszać z nośnikiem. Najlepiej z otrębami. To dosyć bezpieczny składnik i nie powinien w żaden sposób zaszkodzić. I taki preparat na receptę lekarza weterynarii będzie już mógł sobie kupić rolnik.

Ale, ale! Nie tak hop! Państwo dba o Społeczeństwo, jego zdrowie, kondycję, wykształcenie i inne takie. Ten rolnik dlatego musi spełnić nieco srogich uwarunkowań, które zapewnią dobrostan ludności naszego kraju! Więc po pierwsze taką paszę może rolnik zrobić tylko dla swoich zwierząt. Musi mieć urzędowo zatwierdzone klepisko i szypę mieszającą. Musi w końcu mieć wykształcenie. Najlepiej średnie, bo potem nic więcej już nie musi, ale jak wiedzy brakuje – to i egzamin może sobie zdać! U dyrektora weterynarii. Jeszcze wprawdzie nie ustalili listy podchwytliwych pytań i odpowiedzi, ale…

Nikt nie będzie musiał sobie zamawiać tej skomplikowanej paszy leczniczej. Sam sobie zrobi taką wymyślną paszę. Jakby nawet jakiś lekarz kupił sobie najwymyślniejsze agregaty mieszające – wara mu od tego! Nie wolno i basta! Przyjedzie nasz hodowca z tym nowoczesnym „produktem pośrednim” do domku, na klepisku pomiesza z śrutą, dosypie sobie wiadomych, tych najlepszych, a i nie za drogich dodatków paszowych i da jeść. Może czasem zwierzęta i zdechną, ale przynajmniej hodowca się nie wykosztuje! Dzień, dwa i po kłopocie! Zwierzęta zdrowe, tanio, elegancko!

Jak się ma ustawić nowoczesny lekarz weterynarii wobec tych rewelacji? Wobec przełomu nie spotykanego w medycynie weterynaryjnej od setek chyba lat? Ja to sobie wybuduję hurtownię. Kiedyś się mówiło, że do trzymania paszy leczniczej będzie potrzebne specjalnie klimatyzowane pomieszczenie. Już nie! Wystarczy, żeby nie było tam cieplej, niż bodaj dwadzieścia pięć stopni i trzyma! No ostatecznie jakieś warunki to trzeba zapewnić! To jest pasza dla zwierząt, które kiedyś w końcu będą jeść ludzie! A dobrostan Społeczeństwa jest absolutnym priorytetem dla Rządu i Parlamentu! Inna sprawa, jak to uprości się wszelkie leczenie zwierząt! Koniec zabawy w jakieś tam karencje, dawki uderzeniowe, podtrzymujące, zabawy w pulsacyjne stosowanie leków. Są gotowe receptury! Jasne, przejrzyste, nawet bez kantów na marżach! Co jeszcze na osłodę można by tu dodać? Temat będzie dotyczył świń. Bydło ma swoje własne problemy z żołądkami wielokomorowymi. Nie wsypiesz krowie „Mepataru” bo jej żołądek stanie. A drób? Drób jest trzymany wyłącznie w fermach, gdzie woda jeszcze nie załapała się do końca na Ustawę paszową. Hodowcy większych ilości zwierząt nie wiedzieć czemu uważają, że jest sens od czasu do czasu porozmawiać z lekarzem weterynarii, choćby i o leczeniu. W kurnikach antybiotyki idą i będą szły do wody. To dobra metoda podawania leków. Wodę wypije nawet chore zwierzę, a z paszą to rozmaicie bywa, łyżeczką nie podasz…

Co jeszcze zostanie do roboty lekarzom obsługujących te dziewięćdziesiąt procent poza fermowego sektora tuczu trzody chlewnej? Spoko! Niżej strzykawki nie upadniemy! Straciliśmy gro antybiotyków, bo nie umieliśmy we właściwym czasie o nie zawalczyć, ale tych strzykawek to może nam nie odbiorą. Inna sprawa, coraz częściej się zdarza, że sprzedajemy leki w strzykawkach…

Wiem! Wiem! Inspekcja! Pójdziemy do Inspekcji! Oni nas uratują! Przykręcą kurek z lekami podnoszącymi antybiotykooporność. Tak przetrzepią tyłki tym domokrążcom, że ruski miesiąc popamiętają! Ale, ale czy na pewno? Inspekcja nie radzi sobie z upilnowaniem dystrybucji antybiotyków przez lekarzy weterynarii, ludzi z bądź, co bądź wyższym wykształceniem, czasem i specjalizacją, doktoratem. Bywa, że nawet lekarze z uporem maniaków patrzą jak zrobić sobie i ludziom na złość, te bakterie szpitalne nic, tylko produkują i produkują! Czy nowocześni dystrybutorzy pasz leczniczych z magazynami w obórkach i kurnikach będą ściślej przestrzegać przepisów WHO? Czy wykażą się większym zrozumieniem tematu od lekarzy? Najwidoczniej Parlament, Rząd i producenci pasz bardzo na nich liczą!

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Wolno sprzedawać leki przez internet
Piotr Miączyński; Zbigniew Domaszewicz PAP2007-02-12, ostatnia aktualizacja 2007-02-12
Taką decyzję podjął w poniedziałek Sąd Okręgowy w Katowicach. To pierwsze orzeczenie sądu w sprawie wysyłkowego handlu lekami w kraju

Leki jednak można sprzedawać przez internet .
Przed sądem starła się Śląska Izba Aptekarska oraz mysłowicka półka Salexim, która oprócz prowadzenia czterech aptek na Śląsku sprzedaje leki bez recepty także w internecie jako Apteka Internetowa "Vitanea".

Przedstawiciele Izby zarzucili spółce bezprawne używanie słowa "apteka" przy sprzedaży przez internet. Ich zdaniem jest ono zastrzeżone tylko do aptek znajdujących się w budynkach. Poza tym, jak argumentuje Izba, handel wysyłkowy lekami zgodnie z obowiązującym prawem farmaceutycznym jest nielegalny.

Sędzia Maria Witoszyńska z takim poglądem się nie zgodziła. Powołała się przy tym na orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który w 2003 r. uznał zakaz wysyłkowej sprzedaży leków bez recepty za niezgodny z traktatem unijnym.

- Przepisy krajowe państw członkowskich Unii Europejskiej nie mogą pozostawać w sprzeczności z prawem wspólnotowym. - podkreśliła. - Jeżeli dochodzi do sprzeczności pomiędzy przepisami krajowymi a ogólnoeuropejskimi, pierwszeństwo ma prawo wspólnotowe.

Według Witoszyńskiej użycie nazwy "apteka" na stronie internetowej nie wprowadza w błąd potencjalnych klientów. Jej zdaniem mogą oni bez problemu zobaczyć, że przez internet świadczona jest jedynie część usług apteki ogólnodostępnej i wskazany tam jest adres tej apteki, która świadczy "pełny zakres usług farmaceutycznych".

Bartłomiej Chodań, szef firmy Salexim, w rozmowie z "Gazetą" nie krył radości z takiego obrotu sprawy: - To krok naprzód. Nie ukrywam, że spodziewamy się apelacji ze strony Izby. Część aptekarzy traktuje to jako walkę o rynek. Boją się że zostaną wyparci z rynku, bo apteki internetowe są po prostu tańsze.

Cieszyli się także inni szefowie internetowych aptek.

- To jest pierwszy wyrok w takiej sprawie. Do tej pory zarówno nadzór farmaceutyczny, jak i apteki internetowe same interpretowały przepisy. Teraz głos w końcu zabrała władza sądownicza - mówi Mirosław Ostrowski, szef Domzdrowia.pl.

Prezes ŚIA Stanisław Piechula był zaskoczony wyrokiem. - Uważam, że nawet jeśli sprzedaż leków w internecie jest oparta na faktycznie istniejącej aptece, to ta apteka nie posiada zezwolenia na aptekę internetową. Zezwolenie jest wydawane na ściśle określone miejsce, w którym prowadzona jest taka działalność - powiedział. - Jeżeli to jest dodatkowy kanał dystrybucyjny, to czy ja, mając aptekę, mogę otworzyć w całym kraju kioski, w których będą przyjmowanie zamówienia na leki i wydawane - pytał. Podkreślił, że inspektorzy farmaceutyczni zabraniają wysyłkowej sprzedaży leków.

Piechula nie zgadza się z zarzutem, że w sprawie chodzi przede wszystkim o pieniądze i o to, że tradycyjne apteki boją się konkurencji tych internetowych. - Uważam, że my się kłócimy o pryncypia - dodał Piechula.
2007/02/13, 07:25:08 xy

A propo's świń .
Jak koleżanki i koledzy zapatrują się na akcję monitorowania w kierunku choroby Aujeszkyego?
Szczególnie w gospodarstwach o rozdrobnionej hodowli?
SZykuje się fantastyczna robota w brudnych i ciasnych chlewikach.
Rolnicy tez się pewnie ucieszą,że muszą pozakładać kolczyki a badane świnki trzymać do drugiego badania.
2007/02/13, 08:32:32 T.K

A z innej beczki: podobno Marek Zagórski złożył dymisję?
2007/02/13, 08:35:36 insp.

Pani Ewo - "Dymisja u Lepera"-http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3914415.html
2007/02/13, 08:51:24 do insp.

A czemu nie badać świnek na Aujeszk'y? Robota, jak inne. Oczywiście jest to praca trudniejsza niż badanie bydła, bo zwierzęta nie wiązane, trudno złapać a i schylić się trzeba mocniej. Ściółka w chlewikach też jest mniej zadbana niż w oborach. Ale jak to mówią - coś za coś. Za każdą pracę da się zapłacić!
W lubuskiem ponoć robota ruszyła w ubiegłym roku. Znaleźli się lekarze tak chciei każdego grosza, że podjęli pracę po 4zł/szt. Podobno mowa tylko o dużych fermach w tym województwie. Podobno. Izba walczy o podniesienie stawki. Temat jest nagłośniony i nawet teoretycy - wykładowcy mówią, że na wykonanie tego monitoringu są potrzrbne pieniądze wcale nie takie, jak myśli sobie nasze ministerstwo...
2007/02/13, 10:32:18 Włodek Szczerbiak

Życie Wet. 2/2007 w/g Mastalerka wszystkiemu winny z-ca J Związek ,on to nie powiadomił Komisji Rol. ,ze żle sie dzieje w państwie duńskim,grzech ten jak donosi Marek Mastalerek popełnił wielokrotnie -co za wspaniała lektura.No wiec słuchajcie wy jak tam was .. Zwiazek, gębe trzeba czasem uchylić, choćby dla tego czasem coby język kołkiem nie stanął,a Krzyś Jażdżewski nie lepszy, nie wykorzystał "boomu medialnego" na ptasia grypę zamiast tego, stał zagubiony nad Wisłą w Toruniu jak po lobotomii.Należy wspólczuć p. Ewie zastępców,a nam chyba też.A może by wysłać chłopaków na dalszą karierę do Ułan Bator
2007/02/13, 15:46:57 jaca

Włodku! To nie jest foirum aby dyskutować o poważnych tematach.Dołuż wszystkim (a potrafisz to)-będziesz herosem.Napisz konkretnie-nie znaczysz nic.
Chwała "Medicusowi",że takie forum powstało.Hańba tym, którzy to zniszczyli, przede wszystkim przez niecenzuralne anonimowe mejle.
Temat zakazu antybiotyko- i kocydiosatatyków jest b.ważny.......ale to inna bajka.Niestety nie Nasza..............
2007/02/13, 19:19:24 ----------

dołóż............dołożyć.Sorry.!!!!!!!!!
2007/02/13, 19:20:46 ................

Wybaczcie młodzi ,uczeni w pismie,ze może palne głupotę ale zapytam,czy na ustalenie ferm czy zagród zapowietrzonych ch.Aujeszki potrzebne jest pobieranie przyżyciowo krwi.Wiem co to za praca bo w latach 70/80 pobierałem krew od świń w fermach zarodowych.Czy np.nie można pobrać jej przy uboju?A propos,to w moich zawodowych czasach badanie poubojowe bylo kopalnią wiedzy dla lekarzy terenowych.Obowiązkowo wysyłałem w teren,okresowe ,zbiorcze informacje na temat motylicy,robaczyc a takze w przypadkach indywidualnych przy ubojach z konieczności.Pieniądze są ważne ale nie za taką cenę.Pozdrawiam młodszych i starszych Kolegów.
2007/02/13, 20:38:34 emerytowany ramol

Wielce Szanowny Kolego!
Masz niewątpliwie rację pisząc o "kopalni wiedzy" weterynaryjnej jaką niewątpliwie powinny być nasze poczynania na "taśmie". Jest jednak drobny niuans tej sprawy. Mianowicie od kilkunastu juz lat ogarnia nas (tak nas bo w pewnym sensie i mnie również chociaz staram sie zachowac w tym umiar) mania parcia na "bożka" XXI wieku - mamona! Ten "wspaniały wynalazek" pomieszał wszystko - i zdrowy rozsądek, i godność no i wreszcie poprawne myślenie w zawodzie. Masz dużo racji w tym że pogląd na temat choroby Aujeszki mozna wyrobić sobie na danym terenie w cyklu rocznym ze 100% pewnością badając krew nawet zbiorczą z gospodarstwa na etapie uboju. Warunek jeden - wszystkie świnki z np. województwa będą trafiały do rzeźni w tym województwie. A to już nie tak łatwo w gospodarce rynkowej zagwaraqntować nawet na okres np 1 roku. Tego się poprostu nie da wymusić na chłopkach. Widzicie jacy oni skorzy do współpracy. Ale pomysł sam w sobie godny i powinien też być brany pod uwagę w całym przedsięwzięciu.
Mam parę uwag do Kol. Włodka który tak wspaniale i dogłębnie nakreślił nam prawne aspekty nadzoru nad obrotem paszami leczniczymi. Jednym z pierwszych jest raczej hasło a nie uwaga - : WŁodek na ministra! To tak pół żartem ale coś i prawdy w tym jest. Zna Chłop rzemiosło więc tacy mogliby pociągnąć wóz pełen min w tym tych poślizgowych.
Włodku!. Jak znam zycie to nie bezinteresownie piszesz o tym temacie. Sprawa obrotu paszami, premiksami oraz dodatkami do pasz jest stara (znzna kilka lat od kiedy weszła stara ustawa o środkach żywienia zwierząt). Jakoś Ci to zbytnio nie przeszkadzało że ustawa ta była pełna bzdurnych rozwiązań w stylu właśnie przepisów szczegółowych jak i gdzie oraz kto może mieszać pasze (nawet z własnych materiałów paszowych). Widzę żeś Kolego żywotnie zainteresował się obrotem tym towarem i dopiero dostrzegłeś te kłody jakie napotka każdy kto legalnie zechce się w ten obrót zabawić. Miast stawiania w ten sposób problem może lepiej powalczyć o to aby np antybiotykiem mógł dysponować wyłącznie lekarz wet? Wiem że w dobie aptek internetowych ten problem będzie bardzo trudno racjonalnie obronić ale kto wie. Wszak wszystkim podobno chodzi o zdrowie póbliczne a nie o jakieś tam głupie pieniądze. Może warto zmienić cel o który walczymy - a raczej powinniśmy walczyć - czyli o zdrowie publiczne. Myślę że stawianie w ten sposób sprawy, mówiąć że zawsze na pierwszym miejscu mamy na myśli właśnie ten element a nie mamonę w wielu sprawach w kręgach mniej zaawansowanych w nauki biologiczno-zdrowotne bardziej by docierał.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich forumowiczów.
Jeszcze nie emerytowany ale również ramol
2007/02/14, 07:33:06 też ramol

Do "ramola", ale jeszcze nie na emeryturze.

Drogi Kolego dziękuję za zainteresowanie artykułem i sympatyczne słowa. Jednocześnie informuję, że z mojego stanowiska w naszym zawodzie - nie jestem w stanie uczynić wiele więcej niż uczyniłem. Nie jestem ministrem, ani przestępcą.
Jako normalny lekarz chciałbym jedynie, żeby nikt nie odbierał mi narzędzi pracy i nie dawał w ręce osób niepowołanych. Jestem jak najbardziej za tym, żeby ziemia była dla chłopów, fabryki dla robotników, a antybiotyki dla lekarzy.
Może ośmieszając idiotyzm sytuacji coś ugramy. Na dzień dzisiejszy hitem programowym na wszystkich kanałach telewizji jest "Szkło Kontaktowe".
Cierń w oku jest utrapieniem, choć nie zawsze skłania do jego pozbycia się. Mam nadzieję, że w chwili kiedy takie ciało obce doprowadzi do stanu zapalnego z wszelkimi jego atrybutami, a jeszcze przed pojawieniem się zaćmy (nie starczej, lecz będącej blizną) - zachęci decydenta do podjęcia środków zaradczych w postaci leczenia połączonego z ekstrakcją przyczyny. Ma Pan, Doktorze rację. Osoba wystarczająco zaślepiona nad usunięcie ciernia przedłoży pulchność sakiewki.
Czas, kiedy zareagowałem jest późny. Niemniej temat nikogo jakoś nie interesował wcześniej. Owszem, rozmawiałem z kilkoma decydentami, popełniłem też artykuł o antybiotykach, może w trochę innym ujęciu. Nie spotkał się ze zbyt żywymi reakcjami.
Tak się zastanawiam, kiedy - w wypadku zakupu w sklepie spożywczym ziemniaków i cukru - będę musiał przedkładać w Urzędzie Antymonopolowym kontrolki z kartotek rozchodowania tych produktów, jak to muszę już dziś robić z zakupionymi premiksami.
Zacząłem też poważnie się zastanawiać nad zawieszeniem w ustronnym pomieszczeniu kontrolki używania papieru toaletowego. Dziś będzie to nader prawomyślne posunięcie - w przyszłości - jedynie praworządne, bo wynikające z przepisów zapobiegających niewłaściwemu stosowaniu wspomnianego artykułu.
2007/02/14, 08:45:12 Włodek Szczerbiak

Do W.S.
Aleś Kolego poszedł politycznie,"cierń w oku..."
cierń to po niemiecku -Dorn
wstaw w to miejsce i przeczytaj.
Pozdrawiam.
2007/02/14, 09:24:01 T.J.

Do T.J. - Wszak my terz jesteśmy bardziej politykami w sprawach zwierząt, niż lekarzami. Czemu mamy sobie żałować odrobiny satysfakcji?
2007/02/14, 11:02:29 W.S.

Z tym rozchodem papieru toaletowego to tak do końca bym nie żartował.To co dziś wydaje sie absurdem jutro może być prawem,
Kto wie czy Unia nie zarządzi wyłapywania z lasów dzików, załozenia im czipów i nadajników lokalizacyjnych, aby móc monitorować ich krew w kierunku chorób.
2007/02/14, 11:39:08 m.i

Kol. Włodku! Ministrem owszem - nie jest Pan ale co do "przestepcy" to kto wie? Jeśli wprowadza pan do obrotu (a wychodzi na to ze tak) antybiotyki, dodatki, premiksy to wedle ustawy może i jesteś Pan już tym "przydomkiem" obarczony nie wiedząc nawet o tym. Bedzie tak do pierwszej lepszej kontroli i dopiero obudzi aię Pan w zupełnie innej rzeczywistości. To oczywiście tylko żrt więc proszę nie brac tych słów dosłownie. Ja jednak z uporem maniaka bedę przy kazdej okazji pokrzykiwał "Włodek na ministra!" - myśle że tym Pana nie obrażam.
Pozdrawiam i życzę dalej dobrych chumorów bo cóz innego nam pozostało? Podobno uśmiech przedłuża - ale tylko zycie.
2007/02/14, 12:31:30 też ramol

Co się z tą weterynarią nawyrabiało? Jak nie ramol, to matuzalem i inne młodzianki święte! Tak, humor, humor, tylko on może nas pocieszyć!
Jeśli chodzi o bycie przestępcą - możliwe, że nim jestem. Trudno mi to wykluczyć, tyle jest przepisów zarówno tych, które znam, jak i tych - co umknęły mojej uwadze. Cóż żyje się raz, siedzieć można częściej...
Natomiast - jakże nośne hasło zrobienia mnie ministrem – ma, moim zdaniem rację bytu. Słyszałem o ministrach, co zaczynali z wykształceniem niższym od mojego, a chęć szczera uczyniła ich profesorami. Mimo, że niewiele, ale trochę życia jeszcze przed nami zostało. Zawsze istnieje możliwość, że jak nie powieszą to posadzą – ostatecznie nie ważne gdzie. Tak, czy inaczej za państwowe pieniądze…
2007/02/14, 13:14:15 W.S

A jak się pobira krew od świni?
Nie ukąsi?
2007/02/15, 08:32:04 młody

Kolego młody. Bezwzględnie w ochronnikach słuchu.
2007/02/15, 08:58:22 emerytowany ramol

do młodego : trzeba ją ładnie poprosić to nie ukąsi
2007/02/15, 09:08:57 suchy

Potrzymaj ją za ogonek, pogłaszcz po uszku to będzie ci łatwiej. Gorzej jak trafisz na samczyka ....ha ha ha
2007/02/15, 09:37:37 "Młody"

Młody uwazaj na ne te ogonki bo jak się wyprostują to może być podejrzenie tęzca
2007/02/15, 11:04:44 stary

zawodowo param sie pobieraniem krwi od świń i powiem Ci młody ,że tak mnie już pokąsały aż musiałem sprawić sobie protezy ramion.z tego co wiem to do pobierania krwi przy zwalczaniu ch.Aujesky nie ma chętnych tak że machnę parę województw i idę na rentę inwalidzką
2007/02/15, 18:37:52 s

no dobra ,jak tam embargo na orzeczenia ? wszyscy juz nam podziekowali ,czy ktos jeszcze wystawia jakies papiery ?
2007/02/15, 18:46:01 jaca

Skarbnik Stowarzyszenia "Medicus Veterinarius" serdecznie dziękuje Koleżankom i Kolegom za wsparcie finansowe naszej działalności (tym pamiętającym o nas każdego miesiąca i tym, którzy zasilają nas większymi wpłatami okazyjnie jak Koledzy ze Starachowic). To dzięki Wam isnieje ta strona i możemy prowadzić niezbędne comiesięczne wydatki. Kolejne roczne opłaty za prowadzenie strony w marcu br. Prosimy co łaska.
Pozdrawiam serdecznie Wasz Skarbnik
2007/02/15, 19:47:10 Andrzej Bończak

Z nowości : - http://www.kprm.gov.pl/070213-1.htm
2007/02/15, 20:55:05 xy

Weterynarz potrzebny od zaraz!
15.02.2007

Polska Inspekcja Weterynaryjna ma poważny problem z zatrudnianiem nowych lekarzy. Z powodu niskich zarobków nikt nie chce tam pracować. Jakby tego było mało, Bruksela nakazuje zatrudnienie dodatkowych weterynarzy. Gdzie ich szukać? Tego na razie nie wie nikt.

Tu w Łodzi, podobnie jak prawie we wszystkich powiatowych Inspektoratach Weterynarii, brakuje rąk do pracy. Od zaraz pracę znalazłoby od 2 do 3 osób. Problem w tym, że nikt nie chce pracować.

Jacek Tyrankiewicz Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Łodzi: lekarz, który zaczyna pracę za 1300 złotych nie może stworzyć sobie perspektywy kupna mieszkania ani utrzymać rodziny.

Dlatego wielu z nich decyduje się na wyjazd za granicę. Najczęściej na Wyspy Brytyjskie. Tam zarobki młodych weterynarzy to co najmniej 3 tysiące funtów. Za braki kadrowe opozycja wini oczywiście resort rolnictwa.

Wojciech Olejniczak SLD: błędem rządu, błędem resortu rolnictwa Andrzeja Leppera było nie zabezpieczenie większych pieniędzy na dodatkowe etaty dla weterynarzy i na podwyżki pensji.

Ministerstwo przyznaje, że pieniądze są niewielkie. Obiecuje jednak fundusze na podwyżki w przyszłorocznym budżecie. Będziemy chcieli się zastanowić, żeby w budżecie w przyszłym roku wygospodarować dodatkowe pieniądze na wynagrodzenia lekarzy – powiedział Marek Chrapek wiceminister rolnictwa.

Problem weterynarii nie dotyczy wyłącznie podwyżek. Bruksela domaga się zwiększenia zatrudnienia w Polskich Inspektoratach o 304 etaty. Rząd wyasygnował na ten cel pieniądze. Niestety jak się okazało za mało.

Ewa Lech Główny Lekarz Weterynarii: gdyby podzielić 5,5 miliona na 304 etaty to byłaby mała pensja. W związku z tym pewnie stawiamy na dużo mniejsza liczbę. Ciekawe jak na to wszystko zareaguje Unia. Tym bardziej, że już teraz inspekcja nie wywiązuje się z obowiązków nałożonych przez Brukselę.
2007/02/16, 08:35:15 -=

Oglądałem wczoraj wypowiedż Lech w telewizorni he he he he , dobra, hehehe.
2007/02/16, 09:44:11 Wacek

Przecież zarówno Pan Premier jak i sam Pan Minister Rolnictwa jasno mówią,że resort rolnictwa pracuje dobrze i że na rolnictwo są wyasygnowywane duże pieniądze (ale dla rolników). A inspekcja ......jast dobra taka jaka jest - bo robi rolnikom dobrze............
2007/02/16, 10:12:32 "Młody"

W jakiej telewizorni była ta wypowiedź i o jakiej porze?
2007/02/16, 10:17:03 do Wacka

m.in w porannych programach rolniczych na TV 1 od 5,40 codziennie
2007/02/16, 10:25:44 programy tv

Perfidia "naszych władz odgórnych" nie zna granic. Ponieważ coś powoli zaczyna do poniektórych docierać odnośnie sytuacji inspekcji wet. przysyłają pisma z prośbą o analizę zarobków w inspekcji jako przecietną. Ale nie chcą szczegółowych informacji, ile jest młodych, ile osób zdecydowanie starszych dla których sa to pojedyncze lata do emerytury, że powiatowy ma płacone z innej puli i jego dochody zupełnie odbiegaja od szaraczków/ choć tez zadna rewelacja/- chcą wwalić wszystko do jednego kotła,podzielic i wyliczyć średnią- i na tej podstawie wydac opinię o zarobkach w inspekcji.Cóż za mydlenie oczu
2007/02/16, 10:37:09 nie do wiary

Jak można porównywać płace inspektora do powiatowego lekarza. Przy czymś takim wyjdzie że zarabiam 2000 na ręke jako inspektor a to jest 1100....................ZNOWU KTOś CHCE NA GóRZE ZACHACHęCIC ZAROBKI W POWIATOWYCH INSPEKTORATACH. CO NA TO IZBA......
2007/02/16, 11:41:51 "Młody"

Tak samo jak dietę słonia i konia. Jaśniej - jeden i drugi chcą jeść tylko apetyty mają różne
2007/02/16, 12:59:09 stary

Olejniczak teraz jest mądry, bo jest w opozycji, szkoda że taki nie był podczas naszego protestu w 2004 roku. Wtedy nie miał dla nas 5 minut na spotkanie,i wygadywał bzdety w TV pod naszym adresem.
2007/02/16, 17:49:56 rambo

Sejm 15 02 07 - już w maju : - Podsekretarz Stanu w Ministerstwie
Rolnictwa i Rozwoju Wsi
Marek Chrapek:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Przy tym projekcie
wypowiedzieć należy się bardzo krótko. Tak, 304 etaty
zostaną rozdysponowane pomiędzy poszczególne
województwa, mam już harmonogram rozdysponowania
tych etatów. Pierwsze zatrudnienia przewidujemy
w maju, następną turę we wrześniu. Dziękuję.
(Poseł Marek Strzaliński: Ile jest w tym roku, panie
ministrze?)
Trzysta cztery etaty na pięć milionów pięćset.
2007/02/16, 20:42:09 xy

Z tej samej dyskusji:
Poseł Jan Łączny
Ważnym elementem, który jest potrzebny dla sprawnego przeprowadzenia wszystkich spraw związanych z identyfikacją i rejestracją zwierząt, jest zadbanie przez rząd, przez ministerstwo o to, żeby dodatkowe etaty, w liczbie 304, zostały zagwarantowane i co ważne, żeby środki finansowe w budżecie były zapewnione. Wiemy wszyscy o tym, że z terenu napływają sygnały, że jest taka potrzeba, ponieważ wiąże się z tym dość dużo pracy.


Nie wiem, co oznacza stwierdzenie pana Chrapka "Trzysta cztery etaty na pięć milionów pięćset. (Oklaski)"
Wiem natomiast, czym dla weterynarii jest to mityczne "304 etaty". Tym samym, co "ustawa 204" dla medyków. Mrzonki. Mam dość niekompetencji i ignorancji pana Chrapka. Ten pan traktuje nas jak przygłupów.
2007/02/16, 23:09:34 inspektor-ek

W swojej złości na pana Chrapka pomyliłem „ustawę 203” i napisałem „204”. Przepraszam najmocniej medyków.

Wszystko przez te obiecane, od co najmniej dwóch lat wirtualne 304 etaty dla inspekcji. O ile mnie pamięć nie myli, to etaty te miały być związane z nowymi zadaniami inspekcji - nadzorem nad paszami. Nie rozumiem nadal, o co chodzi panu Chrapkowi w zdaniu: „Trzysta cztery etaty na pięć milionów pięćset." Nie chciałbym się zaliczać do kategorii ludzi preferowanych przez pana Chrapka, ale ja tego nie jestem w stanie zrozumieć. Posłużyłem się nawet kalkulatorem i zgłupiałem jeszcze bardziej. Chyba wyrzucę swój kalkulator.
2007/02/17, 07:41:29 inspektor-ek

Tu potrzeba Czai z prawnikiem kamikadze.oni bedą wiedzieć co robić żeby im było dobrze . A my będziemy ich naśladowac to tez coś z tego będziemy mieć.
2007/02/17, 09:42:40 Gaweł

Czyżby nikt nie chciał zrozumieć, że nasz Rząd nie da w tym roku nic, ponad to co już w ubiegłym roku obiecał? I na dodatek "wyrwanie" tych pieniędzy może okazać się na tyle trudne, że zmęczeni bojem zapomnimy o podwyżkach dla inspektorów już pracujących?
Też, podobie jak Kolega "inspektor-ek" wyrzuciłem kalkulator. Z uporem maniaka wychodziło mu tysiąc czterdzieści cztery zł miesięcznie netto. Nie wiedziałem, jak w tym wypadku policzyć część ZUS-u płaconą przez pracownika, ale jeżeli mieści się to w kwocie brutto przyznanej przez Rząd, to wtedy młodziutkiemu inspektorkowi zostanie coś około dziewięciuset zł.
Efekt propagandowy będzie, weterynaria dostanie etaty, a że nie będzie w stanie zrobić naboru do pracy? Kogo to obchodzi? To wyłącznie nasze zmatrwienie, brak chęci do pracy! Tylko krzyczeć umiemy! W ten sposób będzie nawet lepiej. Niewykorzystane pieniądze wrócą do budżetu, łatać dziurę.
Jak do tej pory nasz Rząd daje tylko to, co było wcześniej zagwarantowane w związku z przydziałem nowych zadań. Mam wrażenie, że te kwoty bardzo minimalnie zmienią globalny kszatałt budżetu państwa. Będzie to płaca netto tylko nieco większa od zasiłku dla bezrobotnych, który tak, czy inaczej by obciążył budżet. Ta cała pańska łaska jest mydleniem oczu, pytaniem z jakiego konta będą płacone pieniądze na absolwentów. Czy będzie to konto dla bezrobotnych, czy dla młodych inspektorów - pieniądze praktycznie te same, a Rząd wysłucha, przychyli się i tak dalej. Działania pozorne!
Tak mówiąc między nami - każdy absolwent ma państwowy parasol ochronny. Każdy nowozatrudniony ma podobny, tylko nieco mniejszy parasolek. Przez bodaj pół roku pracodawcy przysługuje refundacja wydatków poniesionych na zatrudnienie nowego pracownika.
Konkluzja - nie podniecajmy się!
2007/02/17, 10:14:25 W.S.

Ja odbieram to inaczej. To celowa polityka zatkania nam buzi, no bo jakżesz! damy wam w przyszłym roku! czego chcecie! wyasygnujemy z resortu pieniądze na etaty, młodzi- walcie do inspekcji, czeka was świetlana przyszłość! a i starym cos kapnie! Tylko, że co to nas obchodzi że budżet zaklepany, dlaczego inni potrafią mimo zatwierdzonego budżetu walczyć o swoje, mając za nic deklaracje rządowe na przyszłość, ile to lat dalej pokornie będziemy "rozumieć" potrzeby władzy i spokojnie czekać na zapowiedzi poprawy? Nie rozumiem! dlaczego dalej trwa taka cisza, choć wiadomo,że opinia publiczna już wie,że weterynaria stacza sie na dno??? Jak te owce na rzeź siedzimy cichutko każdy w swoim kącie oczekują na nigdy nie spełniony cud.
2007/02/17, 11:43:57 insp2

Mamy w ręku bardzo mocny i jedyny atut-TOTALNY strajk. Nawet to że tworzymy stosunkowo nieliczną grupę zawodową nie jest argumentem ponieważ jesteśmy naprawdę NIE DO NIEZASTĄPIENIA.I dopuki do WSZYSTKICH to nie dotrze i nie utrwali się nic nie wskóramy.To co do tej pory próbujemy robić to są tylko podrygi i rozmienianie się na drobne.Cóż widocznie tak musi być i będzie aż poza końcem własnego nosa zobaczymy'' interes '' całej naszej grupy a śmiem twierdzić że to nieprędko nastąpi.
2007/02/17, 11:53:47 janus0

NIE DO ZASTĄPIENIA oczywiście.
2007/02/17, 13:32:24 janus0

Będzie protest weterynarzy?


Ich praca jest odpowiedzialna, ale nieopłacalna. W regionie zaczyna brakować chętnych do pracy weterynarzy. Inspektorzy z Kujaw i Pomorza zapowiadają, że jeśli ich pensje się nie zmienią, zabraknie specjalistów badających produkty trafiające do sprzedaży.










To dzięki nim wiemy, że mięsa i wędliny, które trafiają na stoły są zdrowe. Od kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej inspektorzy weterynarii mają coraz więcej zadań. Skarżą się jednak, że wraz z odpowiedzialnością, nie rosną ich pensje.

- Nasza praca nie została właściwie oceniona i doceniona. Od lat nasze zarobki nie są wysokie, występują duże braki kadrowe. Młodzi lekarze, którzy chcieliby się zatrudnić, rezygnują szybko w momencie kiedy usłyszą jakie pobory się im proponuje - mówi Zygmunt Gadomski, inspektor weterynarii z Bydgoszczy.

W Powiatowym Inspektoracie Weterynarii w Bydgoszczy nie ma chętnych na wolne etaty, a pracowników ciągle ubywa. Inspektoraty weterynarii zaczynają świecić pustkami. Młodzi specjaliści wolą otwierać prywatne praktyki albo wyjeżdżają za granicę. - Brakuje ludzi, nie ma etatów, w inspekcji są albo młodzi, którzy ufają, że coś się zmieni albo w wieku przedemerytalnym - mówi Piotr Skrzypczak z Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej.

Weterynarze z kujawsko-pomorskiego jako pierwsi zaprotestowali przeciw niskim zarobkom. Grożą, że jeśli nie dostaną podwyżki, zwolnią się z pracy.

Tymczasem w kraju trwają kontrole rosyjskich inspektorów, którzy między innymi badają system pracy polskiej służby weterynaryjnej. Jeśli przyjadą na Kujawy i Pomorze, to wizytatorów mogą się spodziewać zakłady mające certyfikaty uprawniające do sprzedaży produktów na Wschód. - To jest zakład mięsny Polmit w Brodnicy, mleczarnia w Piotrkowie, w Inowrocławiu i ubojnia drobiu - Droset w Toruniu - mówi Bogumiła Mikołajczak, kujawsko-pomorski wojewódzki lekarz weterynarii w Bydgoszczy.

Od roku polskie firmy nie sprzedają mięsa do Rosji, bo według rosyjskich urzędników nasze zakłady nie spełniają ich norm jakościowych.
2007/02/17, 15:10:23 xy

L.Dz. WIL-W 023/34/2007/IV Warszawa, dnia 17 lutego 2007



Członkowie Rady
Warszawskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej
W s z y s c y





Proponowany porządek obrad:
1. Przyjęcie porządku obrad.
2. Przyjęcie sprawozdania z posiedzenia Rady z dnia 15 grudnia 2007.
3. Informacje o działaniach KIL-W w zakresie przyszłości Inspekcji Weterynaryjnej.
4. Protest lekarzy weterynarii Inspekcji Weterynaryjnej.
5. Rejestracja zakładów leczniczych dla zwierząt.
6. Sprawy osobowe:
- przyjęcie nowych członków
- przeniesienia do innych Izb
7. Sprawy bieżące.
8. Sprawy finansowe
- zatwierdzenie bilansu i rachunku zysków i strat
- rozpatrzenie projektu budżetu na 2007 rok
- rozpatrzenie podań
- inne
9. Wolne wnioski.
PREZES
Warszawskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej
Dr n. wet. Tadeusz Jakubowski



1400 Obiad
1600 – 2000 Obrady
2100 Kontynuacja obrad,
kontrola zakładu leczniczego dla zwierząt
lek. wet. Józefa Białowąsa


tak się przedstawia "rada" - zabawa warszawskiej izby w wydmusach - 154 km. od warszawy 23.02.2007 r. tej informacji na stronach izby nie znajdziecie - tak tajna to jest rada - zabawa ! najważniejsza jest kontrola zakładu leczniczego o 21.00.
2007/02/17, 18:58:27 ...

Do Kol. Włodka. Jeśli jest pan nadal zywo zainteresowany problematyką pasz w tym pasz leczniczych odsyłam do Dz. U. z 2007r Nr 24, poz. 155
Zobaczy Pan jakie nowinki wysmarowali nam panowie z W-wy
2007/02/17, 19:04:23 też ramol

Do kolejnego "ramola". Toż od samego rana mówię, że jest jak ma być. Jak Minister obiecał, tak i zrobił. Do końca lutego miały wejść rozporządzenia regulujące kilka szczegółów odnośnie handlu paszami leczniczymi. Oto i one...

Wystawienie zlecenia na paszę leczniczą wymaga, jak widać z wzorca - znajomości podstaw matematyki. Kursy dokształcające z tego tematu przeszli lekarze zatrudniani w firmach produkujących pasze lecznicze (tfu! tfu! Co ja mówię - lekarze zatrudnieni w gabinetach weteryanryjnych będących własnością firm paszowych). Oni będą wystawiani niezbędne dokumenty, możliwe że przy pomocy odpowiedniego programu komputerowego.

Jeszcze prostszym rozwiązaniem są gotowce w sklepiku z paszami, trzeba tylko we właściwym czasie (w chwili sprzedaży) opatrzyć je odpowiednimi drukami zamówień i pieczątkami.
Czyli raz - obliczyć dawkę antybiotyku,
dwa obliczyć spożycie i rodzaj paszy
trzy biorąc pod uwagę co ciekawsze domieszki konkretnej paszy, o której nic nie wiemy - np. oxydoreduktory, ot witaminkę "C", absorbenty, zakwaszacze - skorygować dawkę leku
cztery - ustalić dawkowanie uderzeniowe, przeanalizować celowość stosowania leczenia pulsacyjnego
i jeszcze kilka drobiazgów, do których w sobotnią noc nie mam siły.
Cemu tak dokładnie? Ano skoro to ma być na papierze, który ktoś będzie kontrolował to trzeba dokładnie! Recepty na środki psychotropowe nie wymagają tak dokładnego opisu! Spoko! Z czasem wejdą zasadnicze uproszczenia. Recepty będą początkowo wystawiali zootechnicy, a później sami hodowcy, oczywiście po odpowiednich idących na przeciw społecznym oczekiwaniom poprawkach.

Skomplikowane postępowanie z obliczeniami na dziś jest jak najbardziej stosowne, z tym że zamiast zootechników raczej bym widział przy wykonywaniu tych cudeniek farmaceutycznych - zwykłych farmaceutów. Za produkcję leków dla zwierząt wzięły się nie firmy farmaceutyczne - tylko paszowe, najlepiej chyba do tematu przygotowane merytorycznie.

Prpopnowane rozwiązania?
1. Można udawać, że tych pasz leczniczych nie ma. Można leczyć zlecając podawanie leków do wody. Skuteczniejsze, mniej mozliwości biodegradacji antybiotyku.
2. Można pomyśleć o zostaniu dystrybutorem pasz lub produktów pośrednich.
3. A może sprawę naświetlić w mediach?

Czarno widzę te stodółki z paszami na każdą okazję, oj czarno. Firmy paszowe naprawdę dokładnie przygotowały atak. Wypada pogratulować!
2007/02/17, 22:54:28 W.S.

Czy może ktoś potwierdzić, że pan chrapek i pan związek wysłali pismo do wiw-ów z zapytaniem jaka jest średnia pensja inspektora. A tą średnią pensję trzeba było wyliczyć w następujący sposób: pensja PLW + pensja zastępcy PLW + pensja inspektora = średnia pensja inspektora.


Przecież to absurd i nadaje się do prokuratury za fałszowanie danych.
2007/02/17, 23:52:34 jedynka

A właściwie to jaka jest pensja PLW bo u nas chyba zwolni się etat ?
2007/02/18, 07:55:48 Baca

Nareszcie przychodzi dla Kolegi przysłowiowe 5 minut. Skoro zwalnia się etat PLW to Kolego do boju! Czekają na Cię kokosy (netto ca 2800 no i sielanka czyli totalne nic nierobienie) a przecież zawsze zazdrościł kolega wszystkim w IW a najbardziej PLW,
Życzę "płamania stołka"
2007/02/18, 08:17:46 do Bacy

Między Bacą, a jego tatusiem dojdzie prawdopodobnie do rodzinnej rzezi kto lepszy na stołek PLW,spełniają się w końcu marzenia.
Nie trzeba będzie więcej donosów, szanse są duże bo wystąpienie w Namysłowie to słyszała nawet Pani L. z głównego i doceni chęci. Jeden i drugi by chciał z tym, że synek-Baca chyba ma mniejsze szanse bo zaliczył dyscyplinarkę w ajaksie więc może tatuś i skończy się kara dla synka.
Model z Brzeska jak widać jest w kraju nad Wisłą nośny.
2007/02/18, 08:47:56 Roch

do ... / ale Józefa Białowąsa po tej nieoczekiwanej kontroli 17 02, to 18 02 głowa napewno bolała ,jakby nieustanny tupot białych mew
2007/02/18, 09:49:51 jaca

Netto 2800 ? - nie może być. Przecież oni wszyscy tak płaczą, że nie mają za co żyć. ( A tak na marginesie ten synek i tatuś to z jakiego powiatu ? Czyżby tam też zwolniło się miejsce ? )
2007/02/18, 10:30:26 Baca

W wiadomościach Radia ZET pojawiła się informacja o problemach etatowo - płacowych Inspekcji Weterynaryjnej w województwie opolskim. Cytowano wypowiedzi wojewódzkiego lekarza w Opolu i powiatowego w Krapkowicach.
2007/02/18, 10:58:51 słuchacz

Nie chcą na państwowym
Saksy weterynarzy


NA państwowym zarabiają niewiele ponad 1 tysiąc złotych na rękę. Nic więc dziwnego, że wolą otwierać prywatne praktyki, albo wyjeżdżają na zagraniczne kontrakty. Weterynarze idą śladem innych lekarzy i rzucają państwowe posady. Jak tak dalej pójdzie, w inspekcjach nie będzie miał kto badać mięsa.
Weterynarze z Polski na Wyspach Brytyjskich dostają kilka tysięcy funtów i to tylko w ramach umowy z jednym zakładem mięsnym. W kraju musieliby pracować na taką wypłatę przynajmniej dwa lata. Inni odchodzą z państwowych inspekcji, by otworzyć prywatną praktykę. W Zachodniopomorskiem masowych wyjazdów weterynarzy jeszcze nie ma, ale..
– Z czasem pewnie będziemy się musieli zmierzyć z tym problemem. Inspektoraty w innych województwach już alarmują, że zaczyna im brakować rąk do pracy – mówi dr Tomasz Grupiński, Wojewódzki Lekarz Weterynarii.
Najgorzej jest w tzw. terenie. W powiecie wałeckim od kilku lat nie ma lekarzy chętnych do pracy na państwowym. W tamtejszej powiatowej inspekcji pracuje obecnie trzech lekarzy (razem z szefem). To grubo za mało.

– Nam potrzeba jeszcze co najmniej dwóch etatów. Wtedy mielibyśmy choćby minimalny komfort pracy. Biorąc pod uwagę standardy unijne to i tak jest śmiech na sali – obrazowo mówi Ryszard Sawicki, powiatowy lekarz weterynarii w Wałczu.
Alicja Graczyk-Sachadyn, powiatowy lekarz weterynarii w Koszalinie, zwraca uwagę jeszcze na inny problem.
– Nie jesteśmy w stanie własnymi siłami wykonać wszystkich zadań. Dlatego do urzędowych czynności wzywamy – w formie decyzji– lekarzy prowadzących prywatne praktyki. Oni zawsze mają jednak prawo odmówić – podkreśla A. Graczyk-Sachadyn.
Inna sprawa, że coraz mniej weterynarzy decyduje się na leczenie zwierząt gospodarskich, a właśnie takich potrzebują do współpracy państwowe inspekcje. Lekarzom tam pracującym z roku na rok przybywa zadań. Inspektoraty odpowiadają m.in. za bezpieczeństwo produktów mięsnych i zwalczanie chorób zakaźnych zwierząt hodowlanych. W najbliższym czasie Zachodniopomorskie ma się włączyć w kolejny profilaktyczny program. Tym razem chodzi o zwalczanie choroby Aujeszkiego, która atakuje świnie. Nawet jeśli powiatowe służby dostaną dodatkowe etaty, weterynarze pewnie nie zechcą przyjść na państwową pensję. Koło się więc zamyka.
– Państwo powinno szukać zachęt finansowych. W Rumunii, zaraz po wejściu do Unii Europejskiej, podwyższono o 100 procent wynagrodzenia w inspekcjach weterynaryjnych – dodaje dr T. Grupiński. (żan)
2007/02/18, 11:47:32 xy

Małe pytanie do K.S. oraz innych Kolegów - czy nasze środowisko konsultowało ; - projekt ustawy o zmianie ustawy o produktach pochodzenia zwierzęcego oraz ustawy o systemie identyfikacji i rejestracji zwierząt ?
2007/02/18, 14:12:28 xy

Drodzy Państwo!
Należy uporządkować sprawy protestu.
Otóż w pierwszym szeregu powinni iść ci, dla których los weterynarii leży najbardziej na sercu.
Pierwszy szereg to prezes Cz-Brzesko, PLW J- Olkusz, MLW-Kraków i inni.
Drugi szereg: szanowne rady izb okręgowych i inni funkcyjni izbowi.
Za nimi reszta towarzystwa, a nie wychodzenie przed szereg.
Przypominam, że w takiej samej kolejności są przypinane medale.
Pozdrawiam
2007/02/18, 15:42:44 mądrala

Proszę się nie czepiać mojego przyjaciela Józka Białowąsa.
2007/02/18, 17:20:23 Janosik

"mądrala"! Jak już nie masz nic do pisania, to się nie wychylaj! Żal Ci, że nie jesteś w tym towarzystwie? Daj się wybrać zobaczysz, jakie to przyjemne. Nikt wokół palcem w bucie nie rusza, a na ciebie lecą gromy od różnych mądrali. A może się przynajmniej przedstawisz - Kolego?
Będzie nam miło wiedzieć, z kim rozmawiamy...
2007/02/18, 17:48:55 W.S.

Ja osobiście nie.Jak stwierdziłem,że jest delegacja do wydania rozporządzenia w sprawie badania mięsa w gospodarstwie to tym projektem przestałem się zajmować.Na posiedzeniu w sejmie(w komisji) nikogo z KRLW nie było.Pozdrawiam.
2007/02/18, 18:36:57 KS do xy

Jeśli prawidłowo wnioskuję to akceptujemy / nie wnosząc uwag / nowe prawo "weterynaryjne " tworzone obecnie w kraju ?
2007/02/18, 19:41:24 xy

Minął miesiąc od ukazania się listu Koleżanek i Kolegów toruńskiej Inspekcji ,listu -protestu przeciwko postępującej degrengoladzie naszej społeczności weterynaryjnej w kraju.
Aż miesiąc ,czy tylko miesiąc ?
Młodzi Koledzy się niecierpliwią,czekają na jakąś chociaż jedną pomyślną wieść,że coś się zmieni na lepsze.
Znowu zaczynają szukać winnych . Szukają wszędzie . Najlepiej zaatakować tych" na górze". Najlepiej i najłatwiej oskarżać,samemu nic nie robiąc....
Nie wierzę ,że ktoś tam na górze ,czy to będąc na stanowisku państwowym, czy będąc wybranym w demokratyczny sposób na naszych zjazdach izb samorządowych ,działał przeciwko nam, a tym samym przeciwko samym sobie.
Cierpliwości ! Młyny rządowe miela bardzo powoli.
Dla nich miesiąc, to jak dla nas 1 godzina.
I nikt tutaj nic nie zmieni !
Nam pozostaje tylko kołatanie ,pukanie do drzwi....

" Kołaczcie, a będzie wam otworzone"

I trzeba to robić nadal,to daje efekty, może teraz mało zauważalne, ale jednak zaczynają zauważać nasze problemy. Czas zrobi swoje.
Mówimy o formach protestu. Padają różne pomysły.
Dla mnie najbardziej skutecznym, popartym nieustannym przypominaniem o zagrożeniach dla rolnictwa są wakaty w inspektoratach ,nieustanna rotacja w obsadzie stanowisk.
To najbardziej przemawia do wyobraźni.Jednorazowy protest nic nie da.
My ,lekarze wolnej praktyki nie przyjmujmy więcej zleceń do wykonania, ponad to, co robimy.
Zresztą i tak na więcej zaczyna brakować czasu!

A gdyby tak te pięć i pół miliona przeznaczyć na podwyżki ?
Bo chyba na te wakujące etaty, pieniądze są zarezerwowane?
Oprócz tych pięciu!
Jak to faktycznie jest z tymi etatami ?
Czy te trzysta parę etatów, to są te wakujące ?
Czy to są nowe?
Czyżby pytanie bez odpowiedzi ?
Zobaczymy.
Czekajmy cierpliwie.

Pasze lecznicze. Premiksy. Wiele pytań,wiele wątpliwości.
Czyżby tu działało znowu jakieś lobby,paszowe czy jakieś inne?
Czy to znowu nie było pisane pod czyjeś dyktando?

Znowu ktoś poważa kompetencje i wiarygodność lekarza praktyka.
Dlaczego oddano komuś to, co powinien robić lekarz?
Dlaczego sposób podania z paszą jakiegoś antybiotyku,dla 10 sztuk prosiąt ,czy warchlaków urosło do wielkiego przestępstwa?
Dlaczego wymieszanie 10 kg paszy z antybiotykiem jest przestępstwem?
Jakimi kierowano się zasadami określając co jest premiksem ,a co nim nie jest?
Dlaczego Fenbenat jest premiksem, a Levamisol juz nie ? I inne leki doustne? Definicja jest bardzo naciągana.
Czy ja zostawiając np. pudełko Mepataru, dla dalszego leczenia 5 szt warchlaków popełniam przestępstwo ,wiedząc ,że mimo zalecenia podania leku w wodzie,,hodowca poda go w paszy "na mokro",bo tak wygodniej. Bo nie ma innej możliwości,albo mu się nie chce?
Czym się różni podanie z jednego koryta leku podanego w paszy, czy rozpuszczonego w wodzie?
Czy nie powinna być zostawiona furtka z możliwością podania jednorazowej dawki leku z paszą?
Wylano dziecko razem z kąpielą.
Czyżby znowu okazja do puszczania perskiego oczka?
Szkoda ,że artykuł Włodka Szczerbiaka ,przeszedł bez większego echa.Praktycznie żadnego odzewu,a szkoda.
W przyszłym roku będzie stanowił bardzo duży problem. Ciekawe, kto będzie monitorował zużycie i sposób podania tych pasz leczniczych przepisanych z recepty jakiegoś z lekarzy "szybkiej praktyki"? Zwłaszcza tych przyzakładowych z mieszalni pasz.
Każdy hodowca będzie miał w zapasie parę woreczków paszy leczniczej; tej "na laksę" ,lub tej "na kaszel".
Kto będzie w stanie potwierdzić wiarygodność łańcucha pokarmowego ?
Kolega z mieszalni pasz? Czy Kolega wykonujący kastrację, czy leczenie z przypadku?
Znowu zapomniano o strukturze naszych gospodarstw.Zapomniano o detalistach. A może to początek ich likwidacji?
Kto wie?
Do końca okresu przejściowego jeszcze tylko 10 miesięcy.
Tylko, czy aż tyle ?
Nie chciałbym, żeby było tak samo jak z rozp.1/2005.Do dzisiaj mało kto się orientuje ,o co w tym wszystkim chodzi.
W styczniu 2008 ,będzie dużo trudniej!
2007/02/18, 19:46:27 Zbigniew Kowalski

tu jest odpowiedż , http://209.85.129.104/search?q=cache:1th1EQ6QVqUJ:www.wetgiw.gov.pl/inspekcja_weterynaryjna/FUS/Srodki_z_zwierzat/Wykaz%2520premiks%25F3w%2520kt%25F3re%2520mog%25D1%2520by%25E5%2520stosowane%2520do%2520produkcji%2520pasz%2520leczniczych.doc+premiks+leczniczy&
2007/02/18, 20:10:42 do Zbyszka Kowalskiego

W jednym z naszych województw przeprowadza sie kompleksowe kontrole powiatów (pod kątem pracy higienistów żywności). Protokół z kontroli nie przewiduje pytań w celu ustalenia zasobów kadrowych, stażu pracy lekarzy, średniej płacy itp. Brak powiązania tych spraw z z ilością nadzorowanych obiektów, a jedynie kontroluje sie wykonanie zadań i prawidłowośc postepowania administracyjnego.
Kontrole zleca Woj.Lek.wet. i nie przyjdzie mu do głowy, aby wykorzystać okazję i zebrać te dane na choćby swoje usprawiedliwienie, jeśli nie stać go na przesłanie powstałego w ten sposób raprtu właściwemu wojewodzie.
2007/02/18, 20:24:21 hig-sta

..Kompleksowe kontrole powiatów..no no znow idzie na czasie NOWE
"jedynie kontroluje sie wykonanie zadań i prawidłowośc
postepowania administracyjnego "
jest pytanie .
...czy w tym województwie
Instrukcja Głównego Lekarza WeterynariiNr GIWhig.500/2/05z dnia 2 maja 2005r
w sprawie określenia częstotliwości kontroli w ramach pełnionego urzędowego nadzoru nad podmiotami .........jest REALIZOWANA ?
2007/02/18, 20:51:31 ???..

Rozumiem , że miłym jest dla Ciebie towarzystwo Czai , wybitnego chirurga i powiatwego na pełny etat w jednym naginającego prawo dla własych potrzeb i to przy pomocy izbowego" radcy"?
2007/02/18, 21:12:02 Do W.S.

Sympatyczny, anonimowy Kolego. Nie znam bliżej doktorz Czai. Znam Janika i bardzo go lubię.
Niemniej - po tak długiej wymianie "ciosów" do dziś się nie dowiedziałem o co tak naprawdę Wam chodzi. Macie do dyspozycji Internet, parawan za którym można się nieźle ukrywać (co wielu z umiłowaniem czyni) - i nic! Niczego się nie dowiedzieliśmy, Ktoś ma zadry za paznokciami i próbuje robić z tego wielką politykę. Oj, ale coś mi to przypomina...
2007/02/18, 21:45:27 W.S.

Kolego Włodku masz rację , parrgraf 4 :-http://www.wetgiw.gov.pl/old/przepisy_wet/Prawo%20farmaceutyczne/rozp.02(220%201854).htm
2007/02/18, 22:05:59 xy

Duzo piszecie na temat zarobkow weterynarzy za granica . Informacje sa najczesciej niescisle i opieraja sie na zasadzie , ktos cos , od znajomego uslyszal i powtarza . Tymczasem internet daje mozliwosc zweryfikowania tych informacji . Dla przykladu w USA poczatkujacy weterynarz w " prywatce "zarabia okolo 36 tys , po 5-ciu latach okolo 46 tys , a jako doswiadczony weterynarz " na pensji" moze zarobic okolo 56 tys . Wlasciciele klinik zarabiaja od 100 do 200 tys (i czasami wiecej). Co do zarobkow polskich weterynarzy , no to sytuacja jest rozna . Po pierwsze nie na wszystkich czeka dyrektorska posada , po drugie , roznie bywa z nostryfikacja dyplomu , znajomoscia jezyka , mozliwoscia pobytu na stale , konkurencja na miejscowym rynku . Decyzja na wyjazd jest trudna i jesli uwarunkowana jest tylko ekonomicznymi wzgledami , bardzo szybko moze okazac sie bledem zyciowym . Nie czarujcie sie "Wyspami " .
2007/02/18, 22:31:31 Salary Wizard

Do "xy". Wszystko zależy od punktu widzenia. Nawet proste, zdawało by się jednoznaczne przepisy dotyczące leków dało się skutecznie obejść. Trzeba tylko mieć odpowiednią motywację. Motywacja firm paszowych jest wybitnie ekonomiczna. Nie ma nic wspólnego z dbaniem o dobro ludzi. lub zwierząt. Mało, że firmy paszowe uzyskały dostęp do antybiotyków, to jednym ruchem pozbawiły tego dostępu nas! Postawienie nas, lekarzy pod płotem, wobec plików przepisów, jakimi oskarżą nas inni lekarze jest moim zdaniem majstersztykiem.
Przemysł paszowy, który stracił antybiotykowe stymulatory wzrostu nie wytrzymał próżni bez chemioterapeutyków. Tego typu rozwiązanie może i ma rację bytu wobec dużych ferm. W Polsce układy są inne. Z klasą wydarte zostały nam antybiotyki lecznicze i tak ustawione przepisy, że wytłuczemy się wzajemnie. Już dziś w kategoriach sukcesów inspektorzy farmaceutyczni przedstawiają statystykę spadku posługiwania się przez weterynarię premiksami.
Może ktoś w końcu zrozumie, że nie tędy droga. Nas, owszem interesuje mamona, podobnie jak i innych ludzi. Niemniej kwestia posługiwania się lekami dla zwierząt konsumpcyjnych powinna pozostać w rękach tych, co się na tym cokolwiek znają. Ponownie znaleźliśmy się w sytuacji, kiedy ktoś zadecydował o zdrowiu konsumentów mając na uwadze wyłącznie własne interesy. Gdyby przy okazji wprowadzania tego pakietu przepisów nie „wycinano” – weterynarii – mógłbym myśleć, że były to działania mające na celu dobro i wygodę producentów mięsa. Zabranie nam dostępu do antybiotyków moim zdaniem świadczy o wrogim podejściu do weterynarii.
W wypadku, jeżeli ktokolwiek z weterynarii podejmie działania naprawcze w tym kierunku – widzę obecnie dwie linie zasieków. Pierwsza, łatwiejsza do sforsowania, jako że pozbawiona podstaw merytorycznych jest linia operująca zakazem stosowania premiksów bez pośrednictwa firm paszowych. Brak tu jakiejkolwiek przesłanki merytorycznej. Prefiksy są przygotowane przez przemysł farmaceutyczny specjalnie do stosowania w paszach.
Trudniejsze do pokonania, a przy braku chęci i niemożliwe może się okazać stosowanie prefiksów poprzez zakłady paszowe w dużych fermach.
Kontrola nad antybiotykami dziś może i nieco iluzoryczna, jutro w Polskim wykonaniu stanie się mitem, pustym śmiechem z idei lansowanych przez WHO.
2007/02/19, 00:05:20 W.S.

No coś w tym jest co piszesz Salary Wizard. Wg danych z internetu zarobki są raczej średnie, natomiast niektórzy (patrz wyżej) piszą że weterynarze zarabiają "kilka tysięcy funtów i to tylko w ramach umowy z jednym zakładem mięsnym" , z tego co wiem to raczej Ty masz rację, redaktorzyny z różnych pism sieją niepotrzebną dezinformację. Ale próbuję znaleźć złoty środek i nie tylko pensja się liczy. Kiedyś starszy stażem kolega stwierdził że z każdym nowym rokiem odczuwa strach przed nowym, które nadchodzi. Ciągle jakieś zmiany; VAT, PKD, umowy, opodatkowanie, ZUS. Nie chodzi tylko o zarobki, niekiedy wartością jest stabilizacja i możliwość zaplanowania sobie życia zawodowego. Więc może jednak te "wyspy"?
2007/02/19, 00:15:02 .

ps. program pozamieniał mi premiksy na prefiksy. przepraszam.
2007/02/19, 00:26:36 W.S.

Do kolegi "w kropce",
oczywiscie, kazdy jest panem swego zycia , ale przed vatem , zusem i ubezpieczeniami na zachodzie nie uciekniesz . Oni to wynalezli ! Rynek weterynaryjny jest przeladowany w calej Europie i jest malo elastyczny . Wszyscy patrza troche z niepokojem w przyszlosc , ale czy to tylko problem weterynarii ? Ja powoli szukam innego zrodla dochodow ;-)
Pozdrowienia i powodzenia
2007/02/19, 13:46:27 Salary Wizard

Może niejasno się wyraziłem, skoro muszę płacić to podatki i inne należności płacę, tak jest prawie wszędzie i nie zamierzam od tego uciekać. Boli mnie tylko to, że bezkarnie ustawodawcy robią sobie żarty i moim kosztem próbują różne dziwne rozwiązania. Zmiana PKD kosztuje , zabawa z VAT`em niejednego kolegę po fachu dużo już kosztowała, dodatkowe składki zdrowotne (prowadzę gabinet i mam umowę na monitoring - po co dwie składki zdrowotne skoro krowa może mnie połamać zarówno robiąc wlew i.v. jak i wykonując tbc). I tak wyląduję na oddziale ortopedycznym (sobie i innym oczywiście takiego zajścia nie życząc).
Kolego może nie odpuszczaj i nie zmieniaj źródła dochodów, weterynaria jednak daje dużo satysfakcji, dziękuję za pozdrowienia, życzę wszystkim wytrwałości i powodzenia.
2007/02/19, 16:59:51 .

http://ajanvz10.com ajanvz11 ajanvz12 [URL='http://ajanvz13.com' ]ajanvz13[/URL] ajanvz14 [URL=http://ajanvz15.com ]ajanvz15[/URL]
2007/02/20, 10:59:46 nameajanvz

czy ktoś mógłby mi objaśnić nowe wymagania dotyczące transportu zwierzat(orzeczenia,świadectwa zdrowia itp.) po przeczytaniu przepisów lekko mi sie pop...
2007/02/20, 14:41:38 HUN

"Hun"! poczytaj co pisali na tej stronie... Temat był wałkowany pod tym i głównie pod poprzednim artykułem. Jest też propozycja nowego wzoru "Protokołu kontroli środka transportu". Poczytaj!
2007/02/20, 15:49:22 W.S.

"nameajanvz" co ty za rebusy wypisujesz ?
2007/02/20, 16:30:35 Baca

Nie ma co czytać GiW powinien rok temu zrobic wykładnie prawną a nie bzdety pisać. A to tu to sie kupy nie trzyma i prawa co pisane było. Wolnomyślicielstwo
2007/02/20, 17:19:17 ..........do W.S.

wzor orzeczenia jest na stronie GIW jako aktualny albo nie zmienili http://www.wetgiw.gov.pl/index.php?action=art&a_id=1940
2007/02/20, 17:24:58 ........

Do "Hun-a"! Chłopie! Nie wymagaj, żeby Ci ktoś dobrze wytłumaczył złe prawo! Złego prawa nie daje się ani wytłumaczyć, ani zrozumieć. Jak potrzebujesz prawnej wykładni - idź do Powiatowego, może będzie mądrzejszy od kogoś z tych, co o tym pisali. W każdym razie przedstawi Ci swoją wersję i tej będziesz musiał się trzymać.
Na tej stronie próbujemy zrozumieć, co prawodawca miał na myśli, ale to jest - jak widać niewykonalne! Nie każdą myśl można zrozumieć, albo – gorsza wersja – czy w ogóle jest tam jakakolwiek myśl.
Sądzę zresztą, że miałeś Kolego wykład w PIW na ten temat. Rób, jak Władza kazała. Nie próbuj zrozumieć, tego się nie da!
2007/02/20, 18:41:46 W.S.

to co się teraz z WET. wyrabia, to jakby zapowiedz tego co zrobili głaby z WSI Rząd jako żywo przypomina stado gołębi w mieście ;wszystko obsrane, wszędzie gówno i strzelać do nich nie wolno
2007/02/20, 19:55:21 kjmać@koniecpolski.kwa

A jak to wygląda u nas ? : Mobbing w miejscu pracy - artykuł dr Henryki Bochniarz
Raport „Mobbing w środowisku pracy”, opracowany na podstawie badań CBOSu z maja 2002 r., pokazuje nie tyle marginalność zjawiska mobbingu w Polsce, co raczej małą świadomość społeczną zjawiska. Mobbing pociąga za sobą ogromne koszty społeczne i ekonomiczne. Uświadamianie istoty zachowań o charakterze mobbingowym oraz promowania dobrych praktyk związanych z traktowaniem pracownika w miejscu pracy to konieczne i podstawowe formy walki z tym zjawiskiem.


MOBBING w miejscu pracy


Zupełnie niesłusznie przyjęło się uważać, że zjawisko mobbingu pojawiło się w Polsce wraz z transformacją ustrojową i powstaniem gospodarki rynkowej. Wrogie i nieetyczne zachowania w miejscu pracy miały miejsce także w poprzednim ustroju, jednakże brak świadomości oraz możliwości rozwiązywania konfliktów narosłych wokół szykanowania w miejscu pracy powodował, że społeczeństwo pozostawało nieczułe na tę patologię. Dopiero wraz z przyjściem do Polski kultury korporacyjnej przyszła wiedza na temat mobbingu.


Analiza dostępnych danych


Dotychczas w Polsce nie przeprowadzono kompleksowych i reprezentatywnych badań na temat mobbingu, a dane jakie są dostępne pochodzą z przed kilku lat. Pewną orientację w tej kwestii daje sondaż CBOS z maja 2002 roku, na podstawie którego Centralny Instytut Ochrony Pracy przygotował raport pt. „Mobbingu w środowisku pracy”. Dane zawarte w raporcie są jednak mało precyzyjne, choćby ze względu na wieloznaczność użytego w nich słowa „szykany” i brak odpowiednich zapisów w kodeksie pracy w okresie, w którym przeprowadzone zostały badania.


Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan dostrzegając problem mobbingu oraz starając się zdefiniować właściwie problem i ocenić skalę jego występowania, przeanalizowała dostępne dane, na podstawie których definiuje się dziś w Polsce zjawisko przemocy psychicznej w miejscu pracy.
Wyniki raportu nie potwierdzają powszechności tego zjawiska. 82% respondentów odpowiedziało, że nigdy nie było ofiarami szykanowania przez przełożonego, 12%, że spotkało się z tym rzadko lub tylko raz, a tylko 5% poczuło się często mobbowanymi.


Także raport Państwowej Inspekcji Pracy pt. „Równe traktowanie kobiet i mężczyzn w stosunkach pracy. Mobbing w środowisku pracy.” z 2004 roku może wskazywać, że zjawisko to jest w Polsce dość marginalne. W ubiegłym roku do PIP wpłynęły 394 skargi, w których podnoszono zarzut mobbingu. Połowa z nich została uznana za bezzasadne. W 44 przypadkach mobbing znalazł tylko częściowe potwierdzenie. Jedynie 31 skarg było w pełni uzasadnionych. W I kwartale tego roku do Państwowej Inspekcji Pracy wpłynęło 188 skarg o mobbing w miejscu pracy, tylko 28 zostało uznanych za zasadne.


PIP potwierdza, że problematyka dyskryminacji bądź mobbingu zazwyczaj nie stanowi głównego przedmiotu skarg pracowniczych. Występują one zwykle obok zasadniczych problemów poruszanych przez skarżących, jak np. nieprzestrzegania przez pracodawcę przepisów dotyczących wynagrodzeń za pracę, czasu pracy, nawiązania i rozwiązania stosunku pracy itd.


W ocenie Lewiatana te dane nie muszą oznaczać, że mobbing w Polsce nie występuje. Pokazują one raczej, że w społeczeństwie funkcjonuje niewielka znajomość zjawiska. Wśród ankietowanych panuje przekonanie, iż mobbing i dyskryminacja to pojęcia opisujące tę samą kategorię, gdy w istocie są one odmiennie uregulowane w Kodeksie pracy. Podobne stwierdzenie pojawiło się w sprawozdaniu PIP z 2004 r. Istnieje natomiast zasadnicza różnica między tymi pojęciami. W przypadku dyskryminacji ciężar dowodu jest przerzucony na pracodawcę, zaś zadanie ofiary ogranicza się do przytoczenia faktów służących uprawdopodobnieniu jej zaistnienia. W przypadku mobbingu jest odwrotnie.


Mobbing w Unii Europejskiej


Ciekawie prezentują się wyniki badań w UE. Badania przeprowadzane przez Europejską Fundację Poprawy Warunków Życia i Pracy oraz Międzynarodową Organizację Pracy, Dublin 2003 r. (badania nie dotyczyły krajów, które do UE weszły 1 maja 2004 roku) pokazują, że mobbing i przemoc w miejscu pracy są szczególnie obecne w sektorze publicznym: w usługach, opiece zdrowotnej, edukacji i transporcie publicznym. Trudno podać przyczyny takiego stanu rzeczy. Badacze uważają, że tendencja ta związana jest z mniejszymi możliwościami zmiany pracy osób zatrudnionych w sektorze publicznym niż prywatnym


Mobbing w krajach UE występuje najczęściej w następujących sektorach:

administracja publiczna i służby mundurowe – 14%,

edukacja, służba zdrowia – 12%,

hotelarstwo, gastronomia – 12%,

transport, komunikacja – 12%,

handel (hurtowy i detaliczny) – 9%,

nieruchomości – 7%,

przemysł wytwórczy, górnictwo – 6%,

budownictwo – 5%,

usługi finansowe – 5%.


W krajach UE średnio 9% pracowników jest poddawanych działaniom mobbingowym. Dotykają one 10% kobiet i 7% mężczyzn czynnych zawodowo. Odsetek pracowników narażonych na zastraszenie i mobbing w miejscu pracy rozkłada się następująco w zależności od kraju, w którym występuje.


Finlandia – 15%,

Holandia – 14%,

Wielka Brytania – 14%,

Szwecja – 12%,

Belgia – 11%,

Francja – 10%,

Irlandia – 10%,

Dania – 8%,

Niemcy – 7%,

Luksemburg-7%,

Austria – 6%,

Grecja – 5%,

Hiszpania – 5%,

Portugalia – 4%,

Włochy – 4%.


Fakt, że duży odsetek osób mobbowanych w miejscu pracy występuje w krajach skandynawskich, które już dawno wprowadziły specjalne rozwiązania ustawowe zapobiegające temu zjawisku - Finlandia – 15%,. Szwecja – 12%, nie świadczy o nieskuteczności rozwiązań prawnych tam zastosowanych, a raczej wiąże się ze zwiększoną świadomością obywateli, umiejących dochodzić swych praw w sądach i instytucjach do tego powołanych.


Mobbing a polskie przedsiębiorstwo


Analiza problemu mobbingu w Polsce nie może być czyniona w oderwaniu od analizy struktury naszej gospodarki. 99% polskiego sektora prywatnego stanowią małe i średnie firmy, najczęściej rodzinne. Przełożenie relacji rodzinnych na relację pracodawca – pracownik jest bardzo trudne. W tej rzeczywistości określanie zjawiska szykan w pracy może więc być niemożliwe. Fakt ten powinien być wzięty pod uwagę przy tworzeniu rozwiązań zapobiegających mobbingowi w naszym kraju. Proste przenoszenie schematów prawnych sprawdzonych w krajach o rozwiniętej strukturze korporacyjnej, może w żaden sposób nie być przystosowane do realiów polskich i powodować, że stworzone zostaną jedynie martwe zapisy nie poprawiające komfortu pracy.


Szukając rozwiązań w obszarze poprawy tego komfortu należy także zwracać uwagę na negatywne skutki jakie pociąga za sobą zjawisko mobbingu. Obok ogromnych kosztów społecznych, pojawiają się także koszty ekonomiczne. Szykanowany pracownik jest często mniej wydajny, unika odpowiedzialności, choruje, ucieka od pracy np. biorąc częste zwolnienia. W skali indywidualnej przemoc w miejscu pracy destrukcyjnie wpływa na zdrowie psychiczne osoby prześladowanej, może nawet doprowadzić do trwałego wykluczenia z rynku pracy. W skali przedsiębiorstwa mobbing stwarza nieprzyjazną atmosferę w środowisku pracy, powoduje pogorszenie stosunków międzyludzkich i obniżenie motywacji do pracy. Ma bezpośredni wpływ na efektywność, konkurencyjność oraz rozwój firmy. Przedsiębiorstwa, które na czas nie wyeliminują mobbingu, muszą liczyć się z kosztami ekonomicznymi i społecznymi, tj.: absencją chorobową (częste, kilkudniowe zwolnienia z pracy są charakterystyczne dla osoby nękanej psychicznie), dużą fluktuacją personelu (co pociąga za sobą szkolenie nowych pracowników, koszty rekrutacji), zmniejszeniem efektywności (zaniedbania w pracy, wypadki przy pracy z udziałem osób mobbowanych, pozbawionych motywacji i wyeliminowanych z zespołu), a także utratą prestiżu i budowanego przez wiele lat wizerunku firmy, gdy sprawa mobbingu zostanie ujawniona. Przemoc psychiczna oznacza duże koszty nie tylko dla przedsiębiorców, ale także budżetu państwa z tytułu leczenia, rehabilitacji i wypłaty świadczeń społecznych (np. renta) osobie, która stała się ofiarą działań mobbingowych.


Spojrzenie na problem z perspektywy strat jakie ponosi pracodawca, w którego przedsiębiorstwie występuje mobbing daje dodatkową motywację do walki z tym zjawiskiem już na poziomie samego przedsiębiorstwa. Pracodawcom powinno zależeć, aby mobbing nie występował w ich firmach.


Przeciwdziałanie zjawisku


Mobbing odbywa się w miejscu pracy i właśnie w miejscu pracy ten problem powinien być rozwiązany. Karanie nie jest skutecznym rozwiązaniem. Należy myśleć o prewencji. W tym celu trzeba:


wyznaczyć jasne kryteria oceny pracy pracownika

odpowiednio szkolić menedżerów

wyznaczyć w firmie osoby, które będą przyjmować tego typu skargi

edukować pracowników jak powinni rozpoznawać mobbing i jak skutecznie powinni bronić się przed nim.


W ocenie przedsiębiorców stworzenie jasnych, przejrzystych przepisów może mieć także znaczenie dla przeciwdziałania zjawisku. Obecnie pracodawcy mają trudności z właściwą interpretacją przepisów. W jaki sposób mają racjonalnie stosować nieracjonalne przepisy – istnieje przecież bardzo płynna granica między tym, co jest mobbingiem, a co nim nie jest. W zakresie stosowania prawa pracodawcy nie mają żadnego odniesienia, brakuje odpowiednich praktyk, nie ma orzecznictwa sądowego mogącego posłużyć racjonalnej weryfikacji, które zachowania i sytuacje faktyczne należy powszechnie definiować jako mobbingowe. W celu zobiektywizowania przesłanek mobbingu przy ocenie konkretnego zachowania powinno następować odwołanie do trwałego wzorca, do ogólnie przyjętych standardów. W przeciwnym razie, każde zachowanie może być traktowane jak mobbing. Optymalnym rozwiązaniem wydaje się więc doprecyzowanie przepisów w obecnie istniejących regulacjach prawnych lub w nowo powstającym Kodeksie pracy, o co od dawna zabiega Lewiatan.


Przedsiębiorcy stoją na stanowisku, że ze zjawiskiem mobbingu należy walczyć. Najwięcej do zrobienia pozostaje w obszarze uświadamiania istoty zachowań o charakterze mobbingowym oraz promowania dobrych praktyk związanych z traktowaniem pracownika w miejscu pracy.
2007/02/21, 08:02:47 xy

http://praca.wp.pl/kat,18453,title,Umiesz-liczyc-Unia-Cie-zatrudni,wid,8740732,wiadomosc.html?rfbawp=1172054847.704&ticaid=1342c

"Pensje nie są wygórowane. Średnia płaca na stanowisku inspektora to 1600 złotych netto..."

no to w takim razie jak nazwać pensje inspektorów wet.?
2007/02/21, 12:23:23 wyrwane z kontekstu

jak to jak ? to jest czyste SADO-MACHO ,pniewaz inspektorzy osiągaja przyjemność i satysfakcje z tego stanu ,pieniadze im sie nie należą ,przynajmniej te duże
2007/02/21, 15:49:08 kjmać@koniecpolski.kwa

Ostatnio pytała mnie znajoma gdzie byłem bo nie mogła się dodzwonić, odpowiedziałem, że w rzeźni. Spytała co tam robi "weteryniarz", odpowiedziałem - badałem świnie. Jakież było jej zdziwienie - to świnie się bada?! Po co? No i standardowy komentarz, który zapewne już niejeden kolega słyszał - całe życie jemy mięso nie badane (lub pijemy mleko z obór niepoddanych monitoringowi) i jesteśmy zdrowi.
No cóż. Pomyślałem, że jest to rzecz oczywista w dobie gazet, TV i internetu. Skoro ludzie dziś nie wiedzą takich rzeczy to nie dziwmy się ustawodawcom, pewnie sami nie wiedzą co robi tenże weteryniarz, za co bierze odpowiedzialność, jaką wiedzę oraz wykształcenie musi posiadać. Oczywiście mam świadomość tego, że ta niewiedza dotyczyć może małej garstki ludzi żyjących w środku lasu od pokoleń, ale jaka jest gwarancja, że nasi politycy decydujący o zarobkach w weterynarii takową wiedzę posiadają.
2007/02/21, 17:30:19 ha!

A kto, Kolego ,jest za to odpowiedzialny ?
2007/02/21, 21:18:18 do "ha!"

Ja jestem odpowiedzialny, wybrałem nieodpowiedzialnych reprezentantów mojego fachu. Mało tego , wybrałem nieodpowiedzialnych reprezentantów mojego kraju, mimo że głosowałem na innych. I co? Muszę sobie znaleźć inne miejsce na ziemi. Tyle na ten temat.
2007/02/21, 21:36:29 ha!

ha widac ze wolisz dyktature
2007/02/21, 22:17:56 v

Byle tylko nie dyktature lustrzanych kurdupli.
2007/02/22, 07:11:28 matrix

http://www.vetpol.org.pl/ - pismo Dr. Mirosława Tomaszewskiego z dn. 22 02 07 .
2007/02/22, 21:43:58 xy

Od pewnego czasu cisza wszędzie.
Czekamy na strajk czy na ptasią grype?
2007/02/23, 08:50:28 m.i

Czekamy na Godota.
2007/02/23, 08:55:35 ZK

Należy poprzeć stanowisko powiatowego lekarz a wet. z zawiercia, coś w tej sprawie powinno się zmienić, argumentacja tam przedstawiona jest słuszna.
2007/02/23, 10:08:26 jf

Coś niedobrego dzieje sie z naszym prawem weterynaryjnym.
Coraz więcej niejasności, coraz bardziej brakuje logicznego uzasadnienia naszego działania. Każde nowe rozporządzenie,zamiast wnosić jasność interpretacji i logikę w postępowaniu lekarza wet.wprowadza wiele nowych wątpliwości i zamieszania. Usiłujemy sami na siłę interpretować paragrafy,ustępy,punkty i podpunkty,oczywiście z mizernym skutkiem.
Zastanawiamy sie o co chodziło legislatorom w takim ,czy innym paragrafie ,czy punkcie danego rozporządzenia.
Czy tak być powinno?

Gdzieś tam na górze jakaś grupa decydentów w szaleńczy sposób coraz bardziej pozbawia nas prawa do wykonywania czynności ,do których jesteśmy powołani.
W zasadzie każde nowe rozporządzenie ,czy nowelizacja ustawy zabiera nam co rusz możliwość działania, cedując nasze uprawnienia na kogoś zupełnie nie znającego się na naszych zagadnieniach w myśl zasady:"Polak wszystko potrafi". A jak nie umie .to się nauczy.

A nas traktuje się jak pasożytów ,trutni ,którzy przeszkadzają spijać miodek rolnikom w postaci unijnych dotacji.

Rozporządzenie 1/2005. Rozwaliło do końca cały nadwątlony system badania przedubojowego. Na jakiej podstawie Koledzy w ubojniach przyjmują zwierzęta ? Z dokumentów, które na siłę wciskamy kierowcom nic nie wynika. One są potrzebne tylko na trasie. Specyfikacja przewożonych zwierząt urosła do miana dokumentu zastępującego świadectwo zdrowia. Napisana przez pośrednika,lub kierowcę. Po co lekarz ?
Informacja o przewożonych zwierzętach i protokół kontroli środka transportu tylko dla Inspekcji Drogowej.
Nasza kontrola może być ,albo nie musi.

Rozporządzenie z początku lutego pozwalające na skup obwoźny . Żadnych wymagań sanitarno-epizootycznych. Można sobie jeździć od domu do domu,żadnych dokumentów,żadnych wymagań.
Za to uderzono w punkty gromadzenia zwierząt,narzucając znowu obowiązek wykładania mat dezynfekcyjnych ! Znowu ktoś się z kogoś głośno śmieje........
Gdzie tu miejsce dla lekarza?

Badanie zwierząt poddanych ubojowi na użytek własny.
Analizując znowelizowaną ustawę i rozporządzenie dochodzimy do wniosku ,że rolnik powinien tylko zgłosić fakt uboju zwierzęcia do PLW, a przeprowadzenie badania tylko według swego uznania.Wcale nie musi badać !
Minister Chrapek na ostatnim styczniowym posiedzeniu Komisji Rolnictwa wyjaśnił,że badanie przed i poubojowe jest dobrowolne,ale wyłączył z badania poubojowego badanie w kierunku włośni,które jest wg niego obowiązkowe !
Czyli można badać tylko próbkę mięsa!

Badanie trichinoskopowe. Nowe rozporządzenie mówi o możliwości dopuszczenia tego sposobu badania w ubojniach o małej zdolności z odpowiednia klauzulą o termicznej obróbce mięsa. Czyli można badać.
Natomiast nic się mówi jaką metodą trzeba badać mięso przeznaczone na użytek własny.
Czyli tylko metodą wytrawiania !

I tak być powinno.
Pozostaje jeszcze jeden malutki szczegół do wyjaśnienia.
Naszych zleceniodawców proszę o instrukcję wykonania takiego badania poubojowego w gospodarstwie.
Czy mam sprawdzić uprawnienia osoby do wykonania uboju?
A jeżeli ta osoba nie miała ? Zgłosić od razu do prokuratora?
Czy mam z pobrana próbką udać się do swojego gabinetu i tam przeprowadzić badanie metodą wytrawiania?
Następnie wrócić z powrotem i opieczętować półtusze?
Za 11 złotych ???
Czy dzika za 20 zł ???
Kto zwróci nam za prąd ,wodę, ogrzewanie pomieszczenia stacji wytrawiania w ciągu 2-3 godz? Za badanie najczęściej jednej ,czy dwóch sztuk.

Czy moja decyzja od której zależy zdrowie i życie kilku ,czy kilkunastu osób warta jest tyko 7 zł, czy niecałe 15 zł po potrąceniach ?
Ile warta jest moja decyzja?
Ile powinna być warta?

Czy zapłata 2 czy 3 zł za godzinę wytrawiania 1 próby mięsa jest uczciwa ?
Kim my jesteśmy ?

Popatrzmy na to, co my robimy !
I jak robimy!

I popatrzmy na to, co inni z nami robią !!!

Widzicie ?
2007/02/24, 19:39:01 Zbigniew Kowalski

Po co nam Inspekcja. Po co prace zlecone.
Rolnicy wiedzą lepiej. Nasz Prof. L. też.
2007/02/24, 20:09:22 mailo102

Skoro profesor L.wie że z lekarza weterynarii można zrobić weteryniarza to można i ubojowca.Jakpobierze w trakcie wykrwawiania próbke w kierunku Aujeszki i podsumuje te kilka czynności to może przeżyje.
2007/02/24, 21:31:34 m.i

Przepraszam,Kolegów żartowałem ale tekst Kolegi Zbyszka Kowalskiiego nie nastraja optymistycznie.
2007/02/24, 22:02:29 m.i

Oto rozległ się głos Tego, co woła w puszczy. Ja też ryknę!

Niezrozumienie naszej pracy coraz mocniej się pogłębia. Nikt nie wie, że weterynaria zabezpiecza jakość żywności, a nie wyłącznie służy do bicia, kiedy cwaniacy wykręcą jakiś szatański numer. Zupełnie jak w tym kawale o klozetowej w Pałacu Kultury.

Przyjechał terenowiec do stolicy i idzie do wygódki. A sprzęt tam nader nowoczesny, jak no owe czasy. Dawaj więc do kumpla po instrukcje:
- Stary - jak to się tam robi?
- Usiądziesz na tym białym stołku, zrobisz, co trzeba i pociągniesz za dzyndzel. Poszumi trochę, ale sprzątnie.
Poszedł uczony terenowiec do kibelka, zrobił ca trzeba na zamkniętą deskę klozetową. Pociąga dzyndzel oznaczony na czerwono. Wpada sprzątaczka, łapie się za głowę i zaczyna puszczać wiązanki.
Terenowiec nieco wystraszony dodaje sobie jednak ducha:
- Poszumi, poszumi i sprzątnie!

Ot jest sobie weterynaria, bo najwyraźniej musi. Ale trzeba zrobić wszystko, żeby tylko nie przeszkadzała w produkcji. Ciekawe, to jak to teraz będzie z nami. Czy sobie poradzimy?
Poza dotkliwym ciosem, jakiego zaznaliśmy za poprzedniej kadencji Rady, a polegającym na dopuszczeniu do posiadania lecznic przez każdego, kogo tylko na to stać – na razie wszystkie akcje antyweterynaryjne są czynione najczęściej w nieco obcych nam ustawach. A to o paszach, o farmacji, czy innych rzeczach. Jakoś omijane są nasze, czysto weterynaryjne ustawy. Niemniej musimy przestrzegać wszystkich ustaw. I jak piszą, że wara nam od antybiotyków - w ustawie o paszach - to wara!
Może coś da się z tym zrobić? Może by się udało nieco zmienić ustawę o zawodzie? Tak, żeby lekarze zatrudnieni w rozmaitych firmach paszowych nie mogli wystawiać recept na pasze lecznicze? I tak lekarze będą tam niezbędni, bo trudno o lepszych fachowców.

Można pokusić się o ściślejsze obwarowania dotyczące prowadzenia gabinetów. To co mamy dziś woła o pomstę do nieba! Na gruncie fachowym należy sprecyzować zasady stosowania leków u zwierząt. Powinniśmy przyjąć zdecydowane stanowisko wobec rozmaitych parafarmaceutyków lawinowo wciskanych do hodowli zwierząt. Ile to razy dostajemy do leczenia zwierzę „podleczone” przez rolnika najdziwniejszymi preparatami na bazie ziółek, glinek i licho wie czego jeszcze? Ba, żeby te „leki” były stosowane prawidłowo – to byłoby pół zmartwienia. A tu ani kupujący, ani sprzedający zwykle nie mają zielonego pojęcia o działaniu danego parafarmaceutyku. Mają wyłącznie głębokie przekonanie, wyniesione z rozmaitych zebrań dla rolników, że kupowany właśnie preparat tej, a nie jakiejś inne firmy stanowi panaceum na wszystkie schorzenia. Powinienem był powiedzieć – panaceum – cokolwiek by to miało znaczyć. Bo kto z tych ludzi wie co to takiego jest – panaceum?

Może zrobić cichy strajk - nie wypisujemy recept na pasze? W czambuł tępimy obecność antybiotyków w mięsie, zamiast dotychczasowych doraźnych kontroli robionych ostrożnie, żeby tylko czegoś nie stwierdzić?

W końcu wreszcie rusza na poważnie protest weterynarii przeciwko dalszemu pauperyzowaniu Inspekcji Weterynaryjnej. Informacje oficjalne pojawią się na naszych stronach po niedzieli. Czy nie warto przy okazji pomyśleć, o wetknięciu do postulatów kadrowych, płacowych - także postulatów mających na celu bezpieczeństwo żywności? Mających na celu zapewnienie nad produkcją żywności kontroli, która cokolwiek daje? To nie tylko będzie dobrze wyglądało. To powie cokolwiek o naszej roli w łańcuchu żywieniowym, znaczeniu właściwego leczenia, nadzoru. Mamy wiedzę, łącznie ze specjalizacjami, sprzęt, póki co – nawet i lekarstwa. Spróbujmy to wykorzystać, pokazać!

Na temat weterynarii wypowiadają się wszyscy z Ministerstwa Rolnictwa, poza nami. Zróbmy to w postulatach! Postulaty zadbania o jakość żywności; łącznie z pokazaniem, jak coraz bardziej odsuwane są w kąt wszelkie w miarę rozsądne posunięcia higieniczne, i zastępowane aby tylko wygodnymi dla producentów. Choćby i te rzeczy o których pisze Zbyszek Kowalski. Badanie zwierząt rzeźnych i mięsa, kontrola zdrowia stad. Najwidoczniej nasz rząd sądzi, że jak w hodowli nie było straszliwych krachów związanych z epizoocjami – to można sobie „odpuścić” nadzór. Czy naprawdę społeczeństwo musi się uczyć na błędach rządzących? Czy społeczeństwo nie mogłoby czasem zainteresować się, co mają do powiedzenia fachowcy z branży? Czy jedynie plotka i opinia mediów ma stanowić o toku postępowania? Rozsądnych wyjaśnień każdy chętnie posłucha! Ba! Czasami nawet je zastosuje.

Wiem, że dziennikarze najchętniej będą opisywać potknięcia. Są to ludzie, którzy z dnia nadzień potrafią zmienić ton i nastawienie swoich wypowiedzi. Jak to było z kardiologiem Mirosławem G.? Najpierw był straszliwym mordercą na zlecenie, a w następnym dniu pojawiły się pytania, czy lekarza musieli zakuwać w dyby i wyprowadzać z Sali operacyjnej faceci w kominiarkach. Jakby tego się nie dało inaczej załatwić! Pora zacząć myśleć konstruktywnie. Sami wyszukiwanie i rozdmuchiwanie błędów niczego nie zbuduje!

Afer dziś u nas dostatek, więcej niż zdolności ich percepcji. Pora w końcu zająć się mądrą gospodarką. Mądrą, a nie opartą wyłącznie o omijanie procedur związanych z bezpieczeństwem, zdrowiem ludzi, a także i zwierząt.

Ale to tylko, jak mówi Zbyszek – głos wołającego w puszczy. Obyśmy tylko nie byli złymi prorokami!
2007/02/24, 23:55:14 Włodek Szczerbiak

Nasz obraz w sieci : - Czy można się pokusić o opisanie wiejskiego lekarza weterynarii? Myślę, że już coś o nim wiem. Terenowiec jest samotnikiem około pięćdziesiątki, bez specjalnych widoków na lepszą przyszłość. Samotnikiem jest, bo nie potrafi się pogodzić z żadnym sąsiadem, aby prowadzić wspólny interes. Życie nauczyło go polegać wyłącznie na sobie. Samotnik ma własne poglądy na wszystko, ufa wyłącznie sobie. A kierować kimś takim, co to wszystko robi po swojemu? To naprawdę wyższa szkoła jazdy. Próbują tego z rozmaitym skutkiem lekarze powiatowi. Tym, co potrafią się wczuć, zrozumieć, nachylić do lekarzy terenowych – nawet się udaje. Inni ponoszą klęskę za klęską.

Między sąsiadami kwitnie konkurencja często w jak najgorszym wydaniu. Oczernić, odebrać klienta? Oczywiście, mamy kapitalizm! Są nawet takie przypadki, że rolnik chodzi od jednego do drugiego gabinetu licytując, który z lekarzy taniej odklei łożysko.
- Doktor Majewski mówił, że może odkleić za czterdzieści złotych, za ile pan odklei?
- Za trzydzieści pięć.
- To ja na razie dziękuję, może wrócę za piętnaście minut. – (Jak zapytam za ile teraz Majewski zechce odkleić).
Niby o odklejaniu łożysk mówi się raz dobrze, raz źle, ale jak na razie zabieg jest wykonywany. Rolnicy się do tego przyzwyczaili, lekarze też. Zresztą, żeby podjąć decyzję, o rezygnacji z odklejania – trzeba krówkę zbadać, a to wymaga wizyty. Skoro już jestem w gospodarstwie, czemu tego nie zrobić? Zawsze parę złotych więcej wpadnie do skarbonki.

Wiejskie lecznice są zdominowane przez dziadków takich jak ja, którzy lata szaleństw weterynaryjnych mają za sobą. Ale teraz często jeszcze sięgają po literaturę fachową, szukają nowych rozwiązań. Często są to rozwiązania, jakie już znają obecni absolwenci uczelni. Pytanie tylko, czy będą umieli znaleźć moment żeby je zastosować?
Chętnie podpatrujemy sąsiadów, czy nie trafią się im ciekawe wpadki. Osoba krążąca pomiędzy lecznicami bez problemów może się zorientować, co słychać w terenie. Wystarczy tylko objechać kilka zakładów i w każdym zapytać o sąsiada. Zaraz będzie wszystko wiadomo.
- Czy to prawda, że doktor Kalisz przejechał psa w Gwizdołkach?
- Zaraz tam psa! Sołtysównę, sołtysównę, panie kolego. I to nie przejechał, ale przeleciał! Nie w Gwizdołkach, a w stodole!
- Na śmierć?
- A skąd! Na życie nowe!

Oczywiście, o sobie żaden szanujący się lekarz nic nie powie, nawet o sukcesach, bo jest skromny, chce sprawiać wrażenie takiego, co „nie wychyla się”. Ale od sąsiada, o sąsiedzie – dowiemy się wszystkiego.

Jakież perspektywy? Zmienia się i to gwałtownie struktura gospodarstw rolnych. Małe hodowle marnieją i padają jedna za drugą, natomiast te rozwijające się nie zawsze są na wystarczającym etapie, żeby zrozumieć znaczenie dobrej, nowoczesnej pomocy weterynaryjnej. A któż taką pomoc może świadczyć? Tych kilku zgredów w zapyziałych gabinetach? Oni nawet, jak posiadają tytuł specjalisty – rzadko potrafią to wykorzystać. Raz, że niewielu rolników umie docenić taką fachowość, dwa – niewielu lekarzy przyzwyczajonych do dawnych metod stosowanych w gospodarstwach potrafi się przestawić na inne postępowanie i myślenie. Nie każda nowoczesna metoda zafunkcjonuje u rolnika szczycącego się dwoma krowimi ogonami. A i nie każdy rozwijający się hodowca umie docenić możliwości lekarza – specjalisty.

Często dzieje się tak, że rolnik woła do siebie rzutkiego lekarza z odległej lecznicy, którego poznał podczas jakichś szkoleń, a swojemu nie zaufa, bo ten nie był nigdy wykładowcą na wiejskim mityngu. Jest też moda na lekarza. Liczy się opinia tylko jednego, niekoniecznie najlepszego, ale najgłośniejszego.
- Sąsiad znowu wezwał Ileckiego? A co mi tam, też go zawołam, bo ten nasz weterynarz to chyba nic nie umie, a zresztą zobaczę czy tamten młody to taki kozak. Nawet jak zapłacę więcej, to mam przynajmniej sprawdzonego lekarza. U naszego najwyżej kupię leki, jak mi zabraknie tych, co zostawi ten Ilecki. A co Ilecki, to Ilecki i sąsiadom można będzie powiedzieć, że moja chlewnia, to nie w kij dmuchał, leczą tu najsłynniejsi weterynarze w województwie! Z naszym lekarzem też dobrze żyję, zawsze będę mógł go wezwać, jak Ilecki nie będzie miał czasu, a i sam potrafię cokolwiek zrobić!

Jak widać na załączonym obrazku, widoczna jest już praca specjalistów, ale wyłącznie tych specjalistów, co umieją działać marketingowo. Pozostali nadal cicho siedzą w swoich zakładach i kiszą się złością na bardziej przebojowych kolegów. Pociecha, że młodzi lekarze tak gremialnie nie przychodzą pracować w terenie. Oni najwyraźniej wychodzą z słusznego założenia, że tak trudne studia skończyli nie po to, żeby się taplać w błocku i gnoju, a żeby zarabiać pieniądze. A gdzie można wyjąć z weterynarii pieniądze? Niemcy, tam można dostać pracę sanitariusza, a czasem i lekarza, Irlandia przyjmuje naszych lekarzy z otwartymi ramionami. W Wielkiej Brytanii można być lekarzem, można też zająć się czymś innym. W Polsce sympatyczne posadki zapewniają firmy paszowe, farmaceutyczne. Można także powalczyć o pracę w mieście. W lecznicy dla zwierząt towarzyszących, w laboratorium.
Niektórzy pracodawcy już się zorientowali, że potrzebny im dealer to fachowiec, który potrafi mówić jak nakręcony, a niekoniecznie musi to być praktyk. W marketingu najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Tam wystarczy schludny, elegancki, pewny siebie lekarz – przedstawiciel.
Firmy zatrudniające lekarzy z doświadczeniem terenowym, często nie są tak zadowolone z efektów pracy swoich przedstawicieli, jak te firmy, co zatrudniły teoretyków. Praktycy wszędzie węszą problemy, a teoretycy często o tych problemach nawet nie wiedzą. Łatwo ordynować szczepionki, antybiotyki lub hormony nie zastanawiając się nad ich ceną, skutecznością. W teorii każdy preparat dealera działa rewelacyjnie, a szczególnie, jeżeli wyprodukowała go właśnie reprezentowana firma.

Lekarz stosujący te preparaty ma wiele dylematów, a to cena, jakość, rozpuszczalność w wodzie, skuteczność, a nawet kwestia bonifikat przyznawanych przez producenta. I co się dzieje? Menager każdą chorobę wyleczy, każdy problem żywieniowy rozwiąże w ciągu piętnastu minut, a lekarz leczący zwierzęta? Wybrzydza na wentylację, oświetlenie, czepia się sposobu karmienia, narzeka na zagęszczenie i wiele innych tak nieistotnych z pozoru spraw.
Ostatnio, zetknąłem się z określeniem: „lekarz szybkiej praktyki”, jako przeciwstawienie lekarza wolnej praktyki. Zgadzam się, że ta „szybka” praktyka ma liczne przewagi nad „wolną”. Połączenie działania dealera i praktyka. Szybki pieniądz, lepsza sprzedaż, zadowolenie klientów bezproblemowymi rozwiązaniami. Taki lekarz czasem jednak nie widzi swoich porażek, bo nikt go do nich nie wezwie, jest zbyt drogi, nie zajmuje się poszczególnymi chorymi sztukami. Leczy globalnie. Ciągle są następni klienci, którym można coś doradzić. Gorzej, jak trzeba hodowlę dźwignąć z dołka, wyprowadzić na prostą. Tu „szybka” praktyka często zawodzi. Rozbija się o różne braki: materiałowe, pieniężne, zaufanie ze strony klienta, konieczność ubrudzenia rąk, zakasania rękawów ze strony lekarza. Przy braku pieniędzy potrzebna jest właśnie ta „wolna” praktyka, niekoniecznie nastawiona na szybki zysk.
I jeszcze coś, na co zwracają uwagę starzy praktycy. To ten uśmiech pojawiający się, gdy słońce właśnie wstaje zza grzbietu cielącej się krowy, a cielak próbuje odgryźć nam palec ręki po pachę spoczywającą w krowim jestestwie. Gdy samochód wpadnie po osie w błoto, a hen wysoko na niebie odzywa się skowronek zachwycony pięknem dnia. Ręce, nogi w strupach i siniakach, a w duszy coś gra i niesie ponad polami. Bo z wiekiem życie staje się coraz piękniejsze, uczymy się je szanować, widzieć.
Młody zazwyczaj lekarz „szybkiej” praktyki nie zrozumie swojego kolegi przejmującego się najdrobniejszymi efektami swoich działań, kosztami ponoszonymi przez klienta, oddziaływaniem na zwierzęta. Najistotniejszy jest szybki i maksymalnie duży przerób. Tacy lekarze są często oskarżani przez swoich kolegów o hurtowy handel lekami. Nie zawsze to tak wygląda. Przyjedzie do dużego gospodarstwa taki konsultant, zrobi przegląd stada, zaleci badania dodatkowe, wprowadzi leczenie. W związku ze stosowaniem dużych ilości leków – daje i upusty. Zostawi lekarstwa na tydzień, czy dwa. Często, w większych hodowlach jest to cały bagażnik leków. Co mówią zawistnicy? Przyjechał do biura, sprzedał po cenach hurtowych przyczepę leków i pojechał dalej. Szukaj wiatru w polu. Tak to można odbierać? A to jak miło wykazać brak etyki zawodowej u konkurenta, prawda?
Do „swojego” lekarza taki hodowca przyjdzie uzupełnić apteczkę, poprosić o wykonanie bardziej specjalistycznych, pracochłonnych zabiegów. Kierunek leczenia wytyczył lekarz „szybkiej” praktyki, temu drugiemu pozostaje wyszukiwanie luk, drobnych niedociągnięć. I kto tu weźmie prawdziwe pieniądze? Co by tu dużo mówić. Kastracje, zgodnie z przepisami nie są domeną weterynarii. Podobnie, jak i zastrzyków nie wolno ich wykonywać technikom weterynarii, a chłop sam może to robić.

Cóż siedzimy zgorzkniali w swoich licho opalanych gabinecikach, pokazujemy palcami na tych, co działają skuteczniej i nowocześniej, że handlarze, że nie znają prawdziwej pracy a spijają samo miodzio. Owszem, czasem lecząc własnego lenia sprzeda taki lekarz w strzykawce mieszankę leków dla świni czy krowy znajomego rolnika. Ale oczywiście doskonale wie, dla której świni to sprzedał, ba zna tą świnię od dziecka, wie co jej dolega nawet nie wstając z fotela. Nie jest jednak bez winy oskarżając innych o handel.
A najśmieszniejsze chyba, że lekarze z tych wykruszających się lecznic planują przekazywać swoje zakłady rodzinom. Dzieciom, młodszym żonom nie lekarzom. Czemu? Ot, emeryt zatrudniony u kogoś, kto sam prowadzi działalność odprowadza znacznie mniejsze składki ZUS, jest tanim pracownikiem, i coś jeszcze zdoła uciułać. Czemu nie sprzedać za te pieniądze podupadającej firmy, której nikt już nie przejmie?

Wróćmy jeszcze do tego mojego obrazu weterynarii. Są wśród nas też i typowi hurtownicy, co sprzedają leki na jarmarkach. Ich cechą charakterystyczną jest zazwyczaj znakomicie prowadzona dokumentacja weterynaryjna, albo posiadanie leków kupionych bez jakichkolwiek faktur. Z nimi próbuje sobie radzić Inspekcja, Izba i ich osiągnięcia są godne wkładanego w tą pracę wysiłku.

A cóż się dzieje na wsi wieczorem, w nocy? Który lekarz jest wzywany do właśnie wycielonej krowy, do proszącej się maciory, do konia, co złamał nogę? Kto smacznie śpi w poczuciu dobrze wykonanej pracy, czego świadectwem są zarobione pieniądze? Kto zaś jedzie do nieuleczalnych przypadków, gdzie bardziej od skalpela, czy strzykawki potrzebne jest kropidło? Komu pozostaje mieć porażki terapeutyczne? Kto spija błędy, tapla się w błocie, kręci głową, że nic się nie da zrobić? Ten „wolny”, czy „szybki”?

Matuzalemów zatrudniają Inspektoraty do najcięższych, czasochłonnych prac. Dziadkowie zbierają krew, szukają gruźlicy pocierając zaparowane okulary. Nie do końca ci sami lekarze badają w rzeźniach. Tam często jest już kolejna grupa lekarzy, zajmujących się wyłącznie tym zagadnieniem. W dużych rzeźniach jest mowa o niezłych pieniądzach. W małych – często więcej z tych badań pracy, niż pożytku. Tam też pojawiają się skargi na naszą pracę, że nie stoimy podczas całego uboju, badamy w chłodni. Że się spóźniamy, wychodzimy przed czasem. Czemu? Czyżby ci, co pytają nie wiedzieli?
Małej rzeźni nie obsługuje lekarz zajmujący się wyłącznie badaniem mięsa, lecz terenowiec wykonujący i monitoring i leczący chore zwierzaki. Te małe rzeźnie mają to do siebie, że podobnie, jak i liche gospodarstwa są przeznaczone wcześniej, lub później na odstrzał. Nie wytrzymają konkurencji molochów, które stać na odpowiedni lobbing, aby tym mocniej niszczyć drobną konkurencję. W małej rzeźni często nie jest prowadzona klasyfikacja półtusz, nie mówiąc już o klasyfikacji mięsa. W małej rzeźni wkładane jest w pracę więcej serca, w dużej – wiedza i pieniądze. Kto wygra? Może znajdzie się ktoś, kto powie, że serce?

Cóż, podobnie jak małe gospodarstwa rolne, małe rzeźnie, tak i małe wiejskie gabinety są skazane na wymarcie. Dosłownie. Nikt młody nie zechce tam pracować. Co się stanie z tymi małymi ubojniami, jeżeli nie zostaną wyduszone przez konkurencję? Kto je będzie obsługiwał? Pewnie Inspektoraty.
A kto będzie robił monitoring? Może powstaną „specgrupy”, wyłącznie do tej czynności, po jednej na kilka powiatów, lub województw? Za jakie pieniądze lekarze podejmą się tak ciężkiej i niewdzięcznej pracy?

Kto będzie obsługiwał drobnych rolników, zanim wymrą? Może kiedyś, wokół lekarzy „szybkiej” praktyki powstaną silne lecznice terenowe skupiające po kilku, kilkunastu specjalistów do obsługi całego powiatu? Może i tam będą mieć siedziby „specgrupy” do monitoringów? Oczywiście będzie to w końcu praca za konkretne pieniądze.

Co jakiś czas pojawiają się artykuły mówiące o sukcesach weterynarii w minionych latach. Pogrom wśród mikrobów, ciągle rosnące stada zwierząt, kraje zachodnie w tyle. A dziś? Nasz zawód zdaje się z trudem wiązać koniec z końcem. Bezpieczeństwo epizootyczne, jak wynika z tych opracowań jest poważnie zagrożone. Jednak te opracowania nie wspominają o tym, że nasze państwo same zrezygnowało z utrzymywania weterynarii. Wiele lecznic zlikwidowano. W innych pozostały tylko szkieletowe obsady. Właściciel, który rzadko już jest w stanie wytrzymać pochylony nad operowaną krową, lub świnią przez cały czas operacji. Wyprostowanie się po zabiegu to kolejny ból i potrzebny ktoś do pomocy. Teraz nie istnieją Wojewódzkie Zakłady Weterynarii, gdzie dyrektor mógł jednym gestem wysłać swoich pracowników do powiedzmy szukania motylicy, czy pomoru. Dziś lekarz wojewódzki jest wyposażony w ustawy i rozporządzenia, śladowe ilości pieniędzy na wynagrodzenia i ma tym arsenałem zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Tych epok, problemów nie można porównać. Zupełnie inna zasada rządzenia, ale i inny przekaz informacji, nowe możliwości diagnostyczne. Niezmienni pozostają ludzie, ciągle ci sami wtedy i teraz.

Uczelnie pracują pełną parą, opuszczają je wciąż nowi absolwenci. I idą radzić sobie sami. Tam, gdzie luka w rynku, gdzie można jak najwięcej zarobić. Na wieś oni nie idą. Są roczniki, gdzie do siedemdziesięciu procent absolwentów to kobiety. One, też nie są stworzone do pracy w gnoju. Obecne działania Rządu, podwyższenie opłat za badanie bydła, to przedłużenie, może i o parę lat agonii starej weterynarii. Ale są to i działania absolutnie niezbędne, bo inaczej padnie na obie łopatki to nasze słynne „bezpieczeństwo”. Na teraz jesteśmy szczęśliwi, że wreszcie znowu można wiązać koniec z końcem. Jak długo? Mamuty, podobne do mnie wkrótce wymrą, odejdą w cień. Czy rynek sam ureguluje te łączki, na których się dziś pasiemy?
Czy też Ministerstwo rozpocznie działania stabilizujące? To jest też pytanie, o to czy Ministerstwo jest nam potrzebne, czy jest nam potrzebna jakakolwiek Izba, Stowarzyszenie i do czego? Czy należy stabilizować, a może trzeba przyśpieszyć zmiany, pójść za rynkiem? Czy weterynaria ma być jedna? Czy musi się zmagać z Rządem? No, tu jak dla mnie – odpowiedź jest prosta. Jeżeli politycy będą bawić się w pakiety socjalne – Izba i Stowarzyszenie są niezbędne. Jeżeli rząd oprze się na prawach rynku – żadna organizacja zawodowa nic nie zdziała. Jest jak jest, a będzie najprawdopodobniej i tak i tak. Trochę kapitalizmu, trochę socjalizmu. Nasze organizacje zawodowe trzeba więc zachować. Zależnie od polityki bardziej, lub mniej prosocjalnej będzie potrzebny reprezentant zawodu tam, wysoko.
Balcerowicz, ten co to podobno „musi odejść” załatwił reformę gospodarki w kilka miesięcy.
Czy znajdzie się reformator weterynarii? Jedną reformę udało nam się przeżyć. Nadchodzi druga, też wymuszona realiami czasu. Co z nami będzie?

Rozpisałem się ponad miarę próbując budować zamki z piasku. Co się stanie, jakie zapadną decyzje, czy rozwiążą nasze problemy? Na koniec powiem, co tak naprawdę sądzę o decyzjach.
Bo co to takiego jest, ten problem decyzyjny? Można rysować najrozmaitsze grafiki, wektory postępowania. Najłatwiej jednak wyjaśnić to na przykładzie.
Ot, w wycieczkowym autokarze wracającym z Kazimierza Dolnego – Edek, zafascynowany poznawaniem zagadek wszechświata zawołał:
- Jadźka! Pokaż cycki!
- ??? – Nasza reakcja, to konsternacja, zażenowanie, śmiech. A przy okazji, tak między nami – całkiem ciekawy temat na szczegółowsze opracowanie naukowe, nieprawdaż?
Jakie nasuwają się możliwości działań przy tak sformułowanym temacie badań?
Na początek wyłania się kwestia, czy Jadźka zechce pokazać cycki. Zawsze może powiedzieć, że nie! Ona jest decydentem, czy przyczyni się do wyjaśnienia zagadek Ziemi, czy pozostanie dalej w swym kołtuństwie. Mamy niestety z winy podmiotu naszych dociekań do czynienia z dużą dawką subiektywizmu w tym badaniu.
Drugi problem – czy Jadźka ma jakiekolwiek cycki. To od Jadźki bezpośrednio nie zależy. To jest prawda naukowa, empiryczna do pewnego stopnia korespondująca z punktem pierwszym. Żeby pokazać, trzeba mieć to coś, zgadza się?
Ale to nie wszystko! Ciągle nie wiemy, czy ta Jadźka jedzie naszym autobusem. Czy z nami była jakaś Jadźka? Bo bez Jadźki reszta problemów badawczych jest scholastyczna.
No i abstrahując od podstawowej problematyki badawczej, może i najważniejsze pytanie – czy nasz uczony, amator Jadźki, a może tylko jej cycków – nie dostanie przypadkiem po mordzie. Działania czysto behawioralne. Niby kwestia osobistego bezpieczeństwa badacza nie jest najistotniejsza, szczególnie przy tak ciekawym temacie, ale…

Oto całe planowanie, pisanie kijem po kałuży. Już, już wydaje się, że problem został zwerbalizowany, uchwycony za rogi, a pojawia się całkiem nowa opcja. Opcja, którą niesie życie. A ono jest podobno wieczne. Z tym, że tak twierdzą tylko ci jego wyznawcy, co się jeszcze nie sparzyli na tej wieczności.
2007/02/25, 08:26:00 xy

"...Obecne działania Rządu, podwyższenie opłat za badanie bydła,..."
jak na razie ten Rząd obniżył z 45.50 na 15.00 brutto. Tak więc nie jestem pewien właściwego kierunku w jakim podąża ten Rząd. Przykre to wszystko
2007/02/25, 12:41:58 kolego xy

a miał niby rychło szlagtrafić tych pisiorów z resztą koalicyjnych downów,cóż trzeba będzie poczekać na eliminację tego patałactwa z Chrapkiem na czele.Może wybory,a może taka pewna biała pani wyposażona w literaturze wiejskiej w kosę (wersja pesymistyczna z uwagi na czas)
2007/02/25, 14:54:47 jaca

Popieram przemyślenia i uwagi Pana xy,szkoda tylko że nie ma odwagi się przedstawić,myślę że nie ma czego się wstydzic .
Dużo by można pisać ,jak to jest zle w weterynarii lub jak dobrze, może to wmyśl zasady ,że punkt widzenia zależy od punku siedzenia.Jestem a właściwie to byłem do wczoraj tym lekarzem od gnoju, od trudnych przypadków,nieprzespanych nocy,naprawianiach błędów po WIELKICH SZYBKICH IDROGICH FACHOWCÓW od jednego przypadku.I niestety może cięzko w to uwierzyć ale żal mi tego.Ja też narzekałem że mało zarabiam,że w zakładach mięsnych pracuję w nocy,przekonywałe m kolegów że powinniśmy trochę przeciwstawić się władzy-czytaj POWIATOWEMU,ALE NIESTETY NIC Z tego.Większość oczywiście dyskutowała ale jak nie słuchały władze, a na zebraniu moje koleżnki iczęśc kolegów pogryzły chyba pszczoły i nie mogłi mówic,TYLKO JEDEN odważył się szczerze przyznać,że ma samochód w leasingu i jeżeli nawet powiatowy każe mu robić gruzlice w całym powiecie za darmo to on zrobi ,bo bez rzeżni umrze z głodu.Zapomniał chyba o jednym że wcześnej czy póżniej itak umrze jako praktyk ,jako lekarz bo nie będzie w stanie konkurować i wiedzą i sprzętowo z mlłodymi wilkami którzy przyszli do rzeżni zrobić pieniądze i przygotować sobie przyszłe miejsce pracy. Popieram tych ostatnich bo im jakos dziwnym zbiegiem okoliczności jeżeli dostają jakąs robotę za karę to w bardzo ograniczonym zakresie. Nie za wszystkie błę dy odpowiada izba czy GŁÓWNY bo w myśl zasady jeżeli pracodawca znajduje chętnych do pracy to on dyktuje warunki a nie odwrotnie.SZkoda że pisanie na forum również moje nic nie zmieni ale chociaż wszyscy piszący będziemy mieli satysfakcję że może prubujemy zmienić a w ostateczności inaczej oceniamy rzeczywistość

pozadrawiam jan
2007/02/26, 09:28:03 jan ambrożewicz

Małe sprostowanie i wyjaśnienie.
Tekst przytoczony przez Kolegę xy napisał Włodek Szczerbiak rok temu.
Kolega xy przypomniał go tylko umieszczając go w kontekście innych postów.
A swoja drogą wiele wypowiedzi napisanych w odległych czasach nic nie straciły na aktualności i czasami warto je przypominać.
2007/02/26, 10:01:40 ZK

Panowie! Po co tracić niepotrzebnie energię? Czy nie lepiej wykorzystywać swoje pięć minut jak pan Cz z Brzeska i zawijać te swoje sreberka?
2007/02/26, 13:08:21 mądrala

as napisał : "a tak na marginesie : rusza proces Constaru- główni oskarżeni... lek. wet. ..."
Czy ktoś ze Starachowic może napisać coś więcej, ilu jest oskarżonych, o co oskarża się lekarzy, czy oskarżonymi są wyznaczeni czy z inspekcji itd ?
2007/02/26, 21:33:01 Baca

Warto było robić swoje : - Powołanie Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego ; http://www.vetpol.org.pl/
2007/02/26, 21:48:11 xy

Z portalu gazeta.pl:

Proces: Mięsny skandal w Constarze
PAP 2007-02-26

Żaden z pracowników Constaru ani inspekcji weterynaryjnej nie przyznał się w poniedziałek do niedopełnienia obowiązków i dopuszczenia na rynek podejrzanych wędlin z tej firmy. W Starachowicach rozpoczął się proces w tej sprawie.
Na ławie oskarżonych w Sądzie Rejonowym w Starachowicach zasiadło wczoraj pięć osób oskarżonych o nieprawidłowości w tamtejszych Zakładach Mięsnych ,,Constar". Dwa lata temu dziennikarze TVN i "Rzeczpospolitej" ujawnili, że firma prowadzi nielegalny magazyn wycofanych ze sprzedaży wędlin, które są przerabiane na inne wyroby lub "odświeżane" i wracają na rynek. Przed sądem stanęli: były dyrektor fabryki Marek C., ówczesny powiatowy lekarz weterynarii w Starachowicach Witold S. oraz trzej inspektorzy z tamtejszego powiatowego inspektoratu weterynarii - Małgorzata M., Piotr Ś. i Janusz P.

Wczoraj żaden z nich nie przyznał się do winy.

Sąd nie przychylił się do wniosku obrońców o zwrócenie aktu oskarżenia prokuraturze, bo - według adwokatów - zarzuty były nieprecyzyjnie przypisane oskarżonym.

Byłemu dyrektorowi Constaru prokuratura zarzuca m.in., że wprowadził system przyjmowania zwrotów ze sprzedaży i ich przepakowywania z zamiarem ponownej sprzedaży z bonifikatą lub darowizny, oraz że tolerował przechowywanie mięsa z przekroczonym terminem przydatności do spożycia i wadliwego - ze zwrotów.

Inspektorom weterynaryjnym prokurator zarzucił brak odpowiedniego nadzoru nad Constarem.

Następna rozprawa 26 marca.
2007/02/27, 06:12:39 do Bacy

A My mamy swoje postulaty ? ;- Warszawa, 26.02.2007 r.
KRLW/064/05/07
/zał.3/
Panowie
Prezesi
Okręgowych Rad Lek.-Wet.

Uprzejmie informuję, iż w dniu 20.02.2007r. w Warszawie zawiązał się Ogólnopolski Komitet Protestacyjny urzędowych lekarzy weterynarii, Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej, Ogólnopolskiego Zw. Zaw. Lekarzy Weterynarii IW, Sekcji Krajowej Pracowników Weterynarii NSSZ„Solidarność” i Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Wolnej Praktyki „Medicus Veterinarius”.
Priorytetami działań „komitetu” jest:
1. Zwiększenie zatrudnienia w inspektoratach do poziomu gwarantującego powołanie przynajmniej jednoosobowej komórki zajmującej się jednym działem, zgodnie z zarządzeniem nr 11 Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 19.04.04r. w sprawie organizacji wojewódzkich, powiatowych i granicznych inspektoratów weterynarii (Dz. U. MRiRW z dn.26 kwietnia 2004 r.), oraz doposażenia rzeczowego i osobowego Zakładów Higieny Weterynaryjnej.
2. Spionizowanie struktury Inspekcji Weterynaryjnej wraz z wydzieleniem dla niej budżetu.
3. Rezygnacja z utworzenia Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności w kształcie proponowanym w aktualnym projekcie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi bez akceptacji tego projektu przez specjalistów środowiska weterynaryjnego z zakresu bezpieczeństwa żywności i ochrony zdrowia publicznego.
4. Podniesienie pensji do 50% wykorzystania mnożnika kwoty bazowej od 1 czerwca 2007 roku.
Jeżeli Panowie zgadzacie się z tymi pryncypiami to proszę o:
1. Zbieranie deklaracji poparcia od pracowników IW i lekarzy urzędowych wg załączonego wzoru.
2. Podjęcia na zjazdach sprawozdawczych uchwał podobnych do tej „lubelskiej” (w załączeniu).
3. Zrobienie rozeznania ilu ludzi (lek. wet. i pracowników IW) gotowych byłoby przyjechać na demonstracje do W-wy.
Z koleżeńskim pozdrowieniem
Przewodniczący Komitetu
Krzysztof Strawa
2007/02/27, 07:09:35 xy

GAZETA POMORSKA 26 lutego 2007
Domagają się podwyżek i zapowiadają protesty

Rozmowa z EWĄ LECH głównym lekarzem weterynarii

- Lekarze weterynarii - ludzie po studiach, ze specjalizacjami, sami dodatkowo się szkolą. Jakie mają z tego korzyści oprócz satysfakcji z dobrze wykonanej pracy?

- Jeśli ma pani na myśli korzyści finansowe, to są one, powiedzmy, umiarkowane. Dlatego tak wielu dobrych fachowców ucieka z inspekcji weterynaryjnej. Najczęściej są to młodzi ludzie, którzy nabrali już doświadczenia. Czasem przechodzą do prywatnych firm, niekiedy otwierają własne praktyki, zwykle jednak wyjeżdżają na Zachód. Kiedyś nie mieliśmy takiego problemu, ale po otwarciu unijnych rynków pracy wielu naszych lekarzy weterynarii zdecydowało się na wyjazd do Anglii czy Irlandii, bo tam dostają nieporównywalnie większe pieniądze. A my, niestety, coraz bardziej odczuwamy brak rąk do pracy.

- Trudno znaleźć chętnych na ich miejsce?

- Bardzo trudno! Po pierwsze lekarzy nie zachęcają zarobki - nie są takie, jakich by sobie życzyli. Po drugie wiedzą, że w inspekcji weterynaryjnej czeka ich ogrom pracy związanej z bezpieczeństwem żywności. A odkąd wstąpiliśmy do Unii Europejskiej jest jej jeszcze więcej. Dlatego w niektórych inspektoratach powiatowych zostali sami powiatowi lekarze weterynarii. Są też inspektoraty, w których od kilku lat nie możemy zapełnić wakatów.
Jeżeli już uda nam się kogoś zatrudnić, to mamy świadomość, że jest u nas tylko na chwilę. Młodzi lekarze decydują się na pracę w inspekcji po to, żeby zdobyć doświadczenie i wykorzystać je później np. za granicą. Odnoszę się do tego ze zrozumieniem, bo wiem, że chcą się realizować i muszą utrzymać rodziny.

- Bogumiła Mikołajczak, wojewódzki lekarz weterynarii w Bydgoszczy przyznała, że jej marzeniem są cztery etaty dla lekarzy weterynarii i tyle samo dla pracowników administracji. Jakie są szanse, że jej marzenie się spełni?

- W maju rozdzielimy 17 nowych etatów dla powiatowych lekarzy weterynarii w Kujawsko-Pomorskim. Następną transzę zaplanowaliśmy na wrzesień. Doskonale wiem, że to i tak nie rozwiąże wszystkich problemów, bo lekarze mają zbyt wiele obowiązków.
Niestety, ustawa mówi, że muszą oni wykonywać czynności kontrolne. A przecież nie ma takiej potrzeby! Identyfikacją czy dobrostanem zwierząt, kontrolami gospodarstw mogliby zajmować się przeszkoleni do tego ludzie, a nie lekarze weterynarii. Te przepisy muszą być zmienione, bo w przeciwnym razie na nic zdadzą się nowe etaty.

- Jakie widzi Pani szanse na podwyżki dla lekarzy?

- Inspekcja funkcjonuje w sferze budżetowej, więc trudno mi się wypowiadać na ten temat. Pewnie nie byłoby teraz takiego problemu, gdyby nie braki kadrowe. Mam świadomość, jak dużo obowiązków spada na barki jednej osoby i że czasem trudno to wszystko udźwignąć. Sądzę, że wielu lekarzy zadowoliłoby takie rozwiązanie: te same pieniądze, ale mniej zadań. Bo problem nie leży aż tak bardzo w tym, że lekarze zarabiają 1500-1700 zł, tylko w tym, jaką pracę wykonują za to.
To nie jest tak, że my dostajemy dużo, a chcemy jeszcze więcej. Pieniądze, które otrzymujemy z budżetu tak naprawdę nie są na utrzymanie inspekcji. 80 proc. tych środków trafia do rolników w postaci wykonywanych na ich potrzeby badań lub odszkodowań za ubite z nakazu inspekcji zwierzęta.

- Problem leży jednak w zarobkach, ponieważ właśnie ze względu na niskie płace inspekcji brakuje rąk do pracy. Jak więc można uzdrowić sytuację w weterynarii?

- Dofinansowując nas. Będę dopingowała ministra rolnictwa, by ten przekonał ministra finansów, że pomoc finansowa jest nam niezbędna.

- Czy na taki doping nie jest już za późno? Lekarze weterynarii szykują się do akcji protestacyjnej.

- Na to nigdy nie jest za późno. Chociaż faktycznie, lekarzom powoli kończy się cierpliwość. Spotkałam się niedawno z przedstawicielami Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej i dwóch związków zawodowych. Wiem, że chcą wejść w spór zbiorowy z rządem. Zamierzają też manifestować swoje niezadowolenie przed Sejmem i ministerstwem rolnictwa. Uspokajam, że będą chcieli zwrócić uwagę na problemy środowiska, a nie wstrzymać się od wykonywania obowiązków.
2007/02/27, 09:03:23 Gazeta Pomorska

"Bo problem nie leży aż tak bardzo w tym, że lekarze zarabiają 1500-1700 zł, tylko w tym, jaką pracę wykonują za to."

Pani GLW za podsumowanie naszych aspiracji należy się odpowiednie podziękowanie - na razie żółta kartka.
2007/02/27, 09:18:17 inspektor-ek

Na razie dla wielu 1500-1700 to jest płaca marzeń (biorąc pod uwagę,że otrzymują 1000-1100).
2007/02/27, 09:38:45 ..........

Nie tylko żółta ale i czerwona kartka. Pan GLW nie wie ile zarabiają inspektorzy w terenie - około 1100 - 1200. I mówi bzdury inspektorzy maj troszkę większe aspiracje niż 1500- 1700.Ja mogę "za....ać" ale za godziwe zarobki. Kazdy z nas ma rodziny i za takie pieniądze jak mówi GLW nie utrzymamy ich.
2007/02/27, 10:20:35 "Młody"

Do "Młodego". Kolego - zarzucasz Głównemu niewiedzę o Twoich zarobkach, a z Twojego liściku wynika, że jakoby nawet nie wiesz, że mamy "Główną". Znając Cię z poprzednich postów sądzę, że to przejęzyczenie.
Niemniej z tą czerwoną kartką - weź pod uwagę, że Służba Cywilna ma pewne uwarunkowania swojego istnienia. Funkcjonariusze nie mogą w żaden sposób krytykować tego, co robią. Taka sytuacja w sposób niesamowity wiąże wszelki możliwości działania lekarzom pełniącym tą właśnie "służbę".
Z tego też powodu do protestu przystępują lekarze prywatnej praktyki, nie posiadający takiego "kagańca".
2007/02/27, 10:58:45 Włodek Szczerbiak

"A My mamy swoje postulaty ?".Dziwi mnie ten znak zapytania, ale nie mniej" postulaty" nie są sprawą zamknietą.Wyartykułowane zostałe te które komitet uznał za priorytetowe.Pozdrawiam.KS
2007/02/27, 11:06:27 KS do xy

Do K.S.
Krzysztof! Proponuję przy każdej okazji sprzedawać mediom nie tylko same nasze bolączki. Społeczeństwo nie wie, co robi weterynaria. Trzeba niejako mimochodem uświadamiać, że to dzięki pracy weterynarii, w zasadniczej mierze - Inspekcji chronimy społeczeństwo przed zagrożeniami ze strony całego arsenału chemioterapeutyków, wydziera się nam możliwość porządnego badania na włośnie (prozaicznie - kwestia wytrawiania), rozprowadzanie antybiotyków dla zwierząt siłą przejęli dealerzy paszowi.
To też są nasze, weterynaryne problemy, a także może i przede wszystkim - problemy konsumentów oszukiwanych przez producentów żywności.
Nasza podległość podmiotom kontrolowanym doprowadziła do sytuacji, kiedy weterynaria naciskana z jednej strony potrzebami społeczeństwa, a i dyrektywami unijnymi - jest zobowiązywana do jednego, a lobby rolne w celu ułatwienia sobie życia utrudnia i niekiedy paraliżuje nasze działania.
Wynika to z niezrozumienia naszej pracy, ale i z chęci dojścia do celów na skróty, z pominięciem najważniejszego - dbania o zdrowie społeczeństwa.
Myślę, że pora znowu przypomnieć i stale podkreślać naszą dewizę - dbamy o zdrowie ludzi poprzez nadzór nad zdrowiem zwierząt.
2007/02/27, 11:30:06 W.S.

Moja propozycja wydaje się być pozornie nader wyidealizowaną. Wystarczy się jednak nad nią głębiej zastanowić. Z tego, co proponuję przedstawić, przy właściwym naświetleniu - powinny wynikać społeczne naciski na weterynarię. Naciski prowdzące do realizowania przez nas naszych, weterynaryjnych zadań, do których jesteśmy przygotowani.
2007/02/27, 11:33:41 W.S.

Są w inspektoratach dostępne- przyszły w dzisiejszej poczcie: pismo/projekt/ do Pana Jarosława Kaczyńskiego,informacie o zawiazaniu sie Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego,do Koleżanek i Kolegów lekarzy weterynarii RP, do Prezesów Okr.Rad lek.Wet.,protokół z posiadzenia zesp.rob.wyłononego na posiadzniu kom.KRLW d/s IW oraz druk/do wypełnienia deklaracji przystapienia do protestu.
Jezeli macie mozliwośc to zapoznajcie sie z tymi pismami.Kto chce, niech poda swój fax- to prześlę.insp2
2007/02/27, 12:32:45 do wszystkich

Czy Pani GLW nie powinna odpocząć od zajmowanego stanowiska (może na zawsze)?Na ile ona wycenia prace lekarza weterynarii?To nie jest problem ,ze lekarz zarabia 1500-1700 zł?
I następne pytanie ,który lekarz tyle zarabia,to chyba średnia płacy Pani GLW,Powiatowego i biednego Inspektora.
Moja Ukochana dostała ostatnio podwyżkę po 1,5 roku pracy w PIW-i co?Już zarabia 1042 zł netto.Ale to dopiero 1,5 roku ktoś powie.No tak ,ale w tym tempie to może jak dojdzie do emerytury osiagnie współczynnik płacowy 1 i bedzie juz prawie 1300 zł.Na chleb i maslanke może wystarczy?
Jeśli tak podchodzi do tego Pani GLW to ja jej już dziekuję!!!
Moim zdaniem nie chodzi o to by człowiek z super wykształceniem zarabiał jałmużnę tylko by czuł sie dowartościowanym pracownikiem w służbie Państwu.
2007/02/27, 13:23:03 Krzysztof z Podkarpacia

Włodku! To wszystko o czym mówisz jest w liście do premera RP>Sprawdź.Pozdrawiam.KS
2007/02/27, 13:28:53 KS do WS

Z całym szacunkiem dla PANI GłóWNEJ lEKARZ WETERYNARII brak i przy słowie Pan spowodował że zamieniłem płeć naszego naczelnego wodza. (naczelnej) Dobrze wiem że jest nim Pani. Dlatego niniejszym przepraszam zainteresowanych. A gwoli ścisłości wielkości zarobków inspektorów. Wcześniej przewinął sie watek wyliczania średniego zarobku inspektorów przez dodanie zarobku PLW, jego zastępcy i inspektora. z tyc trzech składowych miał powstać "średni zarobek inspektora" czy ktoś może potwierdzić ,że władze nasze w ten sposób zbieraly informacje o zarobach w trenie.
Ale ad rem nie chdzi mi o to że GLW powinna krytykować to co robi sama ale choć powinna powalczyć o wyższy budżet dla inspekcji ......

pozdrawiam Kol. Włodka Szczerbiaka
2007/02/27, 13:49:51 "Młody"

Jeszcze co do zarobków.
Moze jeśli wypowiada się ktoś z naszych Przedstawicieli w mediach to zrobiłby to prcyzyjnie.
Srednia płaca inspektora to......Powiatowego to........
Bo w przeciwnym razie Przykładowy Kowalski odbiera to tak- 1700 zł zarabia i jeszcze mu mało.....
Przypomina mi to sytuacje jak kiedyś podawali poziom inflacji-15%,tylko ktos zapomnial dodać ,że czołg zdrozał 0,01 % a masło 40%.
Jeśli już wypowiadamy się w mediach(co zdarza sie niestety niezbyt często) to wykorzystajmy tą szansę w 100 %.

Brawo dla Kol. Krzysztofa Strawy za działania i list do Jarosława.
Dla innych Kolegów Walczacych oczywiscie też.
Jutro jade do swojego PIWu podpisać ankietę.
2007/02/27, 14:14:30 Krzysztof z Podkarpacia

Ostatni news.Przyszło zapytanie do Lublina w sprawie zarobków inspektorów.Padła odpowiedź.Była za niska Więc?????????????Włączono [popwiatowych i zastępców).Średnia poszła w górę.O to chodzi??????????/ Chyba NIE.
2007/02/27, 15:13:23 KS do Krzysztofa z Podkarpacia

Gratuluję i popieram . Myślę , że niebawem dołączone zostaną również postulaty dotyczące lekarzy wyznaczonych a nie wątpię ,że zadba o nie Nasz Prezes oraz Ci, których nie widzimy - ale czujemy Ich działania . Rodzi się pytanie czy dojdzie do przełomowych zmian w zawodzie ? xy pozdrawiam .
2007/02/27, 19:33:01 do KS

duże podziękowania i brawa dla K.S
2007/02/27, 20:40:38 ss

czekam na wyznaczenie daty protestu,pozdrowienia
2007/02/27, 21:20:38 jaca

Dwaj pracownicy Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Olsztynie odpowiedzą przed sądem za przyjmowanie łapówek za poświadczanie nieprawdy w dokumentach dotyczących eksportu zwierząt rzeźnych do Rosji, Litwy, Niemiec i na Ukrainę. Akt oskarżenia przeciwko Lechowi P. i Bolesławowi G. trafił w środę do Sądu Rejonowego w Olsztynie. Obaj lekarze weterynarii nie przyznali się do stawianych zarzutów. Grozi im kara do 10 lat pozbawienia wolności. Lechowi P. przedstawiono łącznie 9 zarzutów. Dotyczyły one wystawienia prawie 300 świadectw weterynaryjnych na transport do Rosji, Litwy, Ukrainy i Niemiec ponad 38 tysięcy zwierząt rzeźnych. Za wystawiane świadectwa weterynaryjne, w których lekarz poświadczał nieprawdę co do przeprowadzonych badań, faktycznego miejsca załadunku, pochodzenia oraz miejsca wymaganej przepisami prawa 21-dniowej kwarantanny eksportowanych zwierząt, Lech P. miał otrzymać łącznie ponad 115 tysięcy złotych. Jego wspólnik odpowie za niedopełnieniu obowiązków służbowych polegających na niewykonaniu badań zwierząt oraz poświadczaniu nieprawdy w wystawianych przez siebie świadectwach zdrowia trzody chlewnej i bydła, co do faktycznego miejsca załadunku i przebywania zwierząt.
2007/03/01, 12:08:35 ????????

Tak sobie siedzę i myślę o tym proteście. Kalkuluję jak podwyżki płac w inspekcji przełożą się na moje dochody (wyznaczonego). Doszedłem do wniosku, że gdybym np. był ministrem rolnictwa czy finansów i musiał znaleźć kasę na te podwyżki, to prawdopodobnie znalazł bym je w puli przeznaczonej na wykonanie monitoringu gruźlicy, brucelozy, białaczki dla lekarzy wyznaczonych. Monitoring wykona inspekcja w ramach obowiązków do tego IRZ-ety itp. itd. Jeżeli ta podwyżka będzie znaczna to oczywiście inspektorzy na to pójdą, majac w d....e spadek dochodów prywaciarzy.
2007/03/01, 16:44:28 Baca

"Mądrala", powiedz wreszcie wszystkim nam o co chodzi z tym Czją. Piszesz i tu i tam o "sreberkach" Czai ale nikt z nas nie wie o co chodzi tak naprawdę. Zawracasz nam tu gitarę, nikt nie stara z Tobą podjąć tego tematu ale Ty i tak o "sreberkach" Wal wprost a może kogoś zainteresujesz tematem. A może tu zupełnie o coś innego chodzi? Nie daj się prosić i wydukaj wreszcie o co do licha Ci idzie.
2007/03/01, 20:26:09 drugi "mądrala" ale inaczej

1) nie każdy wie o co chodzi w handlu ( i nadzorze wet.) wewnątrzwspólnotowym i dlatego proszę o rozważne sądzenie kolegów na łamach mediów, kiedy ja borykając się z problemami w ZPGZ słyszałem w słuchawce z WIW`etów - " róbcie tak żeby było dobrze", inni spali spokojnie. Po pewnym czasie w WIW`ie się czegoś dowiedzieli o przepisach unijnych ( i tak źle przetłumaczonych) to zaczęli sie pastwić nad inspektorami szczebla powiatowego.
2) Dajcie spokój temu CZ. z Brzeska czy Bochni, jedynie ten koleś zawinił? Wykorzystał czas, miejsce, stanowisko i ma. Masz i TY droga koleżanko/kolego okazję; pokaż co dasz radę uzyskać w wyniku rozpoczynającej się akcji protestacyjnej.
3) i nie obwiniaj mnie koleżanko/kolego za "obronę" p. czai, nie mam nic wspólnego z nim, jedyna informacja pochodzi z tego forum
4) piszcie koleżanki i koledzy konkretne postulaty w ramach proponowanego strajku, nie obrzucajmy się błotem, ludzie spoza branży to czytają i z tego co wiem dziwne mają spostrzeżenia, a chciałbym żeby mieli przynajmniej takie: mają rację! należy się im! uczyli się niech zarabiają porządnie! w pocie , znoju i gnoju - taka robota!
2007/03/01, 23:14:33 .

DOTARŁY DO MNIE INFORMACJE Z ZEBRANIA W DNIU 02-03-2007 U POWIATOWEGO.
Uprzejmie informuje,że informacje w moim wpisie UMIESZCZONE INFORMACJE. nie dotyczyły nikogo z szanownych PAŃ I Panów lekarzy weterynarii z powiatu WŁOCŁAWSKIEGO. TYM SMUTNYM PRZYKŁADEM JESTEM OSOBIŚCIE JA SAM-.PRZEPRASZAM WSZYSTKICH KTÓRZY EWENTUALNIE WIDZIELI TAM SAMYCH SIEBIE.
MOŻE LEPIEJ ŻYĆ W WYIMAGINOWANYM ZŁUDNYM ŚWIECIE BAJEK KRASICKIEGO.
POZDRAWIAM JAN
2007/03/02, 14:38:32 jan ambrożewicz

Osobiście jestem nieco zaskoczony uwagami pod Pańskim adresem - Kolego. Uważam, że wypowiedzi Pana mają w sobie dużą dawkę szczerości, a i cenne są z drugiego powodu - nie są anonimowe. Ja Pańską odwagę bardzo wysoko sobie cenię.
2007/03/03, 12:43:28 Włodek Szczerbiak

http://4756e8377ce01906a9dabfab3bf9f24c-t.ghoiou0.info 4756e8377ce01906a9dabfab3bf9f24c [url]http://4756e8377ce01906a9dabfab3bf9f24c-b1.ghoiou0.info[/url] [url=http://4756e8377ce01906a9dabfab3bf9f24c-b2.ghoiou0.info]4756e8377ce01906a9dabfab3bf9f24c[/url] [u]http://4756e8377ce01906a9dabfab3bf9f24c-b3.ghoiou0.info[/u] 196c3da0ce3e9a23267e7eab02ad2b11
2007/04/18, 18:59:26 Ira

b8b3cecbf96f5ab1fff470304a6770f1 http://immagini-di-un-feto.wuzzme.org/ http://concorso-polizia-2006-2007.wxamgv.org/ http://film-i-ragazzi-della.benlzg.org/ http://cappellino-uncinetto-schema.hihuft.org/ http://pendolino-radioestesia.aoonyx.org/ http://cura-salute-nutrizione.mpxxqr.org/ http://poltrona-da-barbiere.njylwy.org/ http://tgcom-calcio-b-tempo-reale.wxamgv.org/ http://per-lei-parafrasi-caproni.gazdtl.org/ http://stufe-a-pallet-campania.wxamgv.org/ 8c2a5fabd273020cebfaea52010ee4bb
2007/07/14, 09:14:34 Micah

e0d2be087179e8039782e7b9a6be4552 fornitura servizio idrico integrato alghero santarcangelo romagna programma eeprom swap pannelli in cls memoria asus m3452c liceo oberdan trieste dragone caserta non saranno mano fata cappellino istituto superiori bari a875aa102e91579b074fe29fa7a13e81
2007/07/15, 16:12:37 Aditya

6c67c06872598ab459de8857b51dfe08 http://negozi-economici.mxkrxs.com/ http://corso-gratis-agente-immobiliare-milano.jmncsw.biz/ http://pechino-purple-bamboo-garden-zizhuyuan-park.xxmndb.biz/ http://moneta-romane-giano.ynpojb.biz/ http://sintomo-psicosi-cronica.knhtou.com/ http://impianto-risalita-folgaria.drncar.biz/ http://inglese-tempo.fuypfr.biz/ http://cercasi-giocatore-basket.gvjcaf.com/ http://vendita-appartamento-savona.jmncsw.biz/ http://mini-telecamera-colore.drncar.biz/ 8cff813cd5cdf93d908a9e43c4704dad
2007/07/17, 01:17:02 Timothy

http://aad03e22e2b5d2c49d5dca702e6a9557-t.xkktxb.org aad03e22e2b5d2c49d5dca702e6a9557 [url]http://aad03e22e2b5d2c49d5dca702e6a9557-b1.xkktxb.org[/url] [url=http://aad03e22e2b5d2c49d5dca702e6a9557-b2.xkktxb.org]aad03e22e2b5d2c49d5dca702e6a9557[/url] [u]http://aad03e22e2b5d2c49d5dca702e6a9557-b3.xkktxb.org[/u] 8d1f2bfe3cbc5359328d95464cab8b7c
2007/07/18, 09:42:43 Jerome

4e7a51cad7039acdede0c935c4fb21c4 vacanza a caracas caesar 4 errori breve ignazio cucine nardi interni milano salone manuela arcuri clip porno decomprimere audio stream wav file canzone un angelo cordoli calcestruzzo prato in giardino 8ea4fcdde1a965ef95e68187f350c6f6
2007/07/18, 09:49:23 Dalton

5584a1318e43b42b1304513713745efe http://domenico-mimmo.jvzulp.in/ http://cnl-edile.jnesky.in/ http://indice-trix.kmyeyh.com/ http://lcd-samsung-23-pollici.bkqryo.com/ http://villaggi-con-baby-club.qeshtw.in/ http://ricetta-tipiche-italiane.jvzulp.in/ http://subacquee-torce.iznvge.in/ http://esame-di-stato-medico-chirurgo.iznvge.in/ http://famiglia-figlio-disabile.aoknmm.in/ http://convertire-video-avi-3gp.qeshtw.in/ b8a12f78e2ab8d9c8e5e94f78e975725
2007/07/19, 21:16:06 Rey

9f14f89bc7a09a1692442037f74d2fbd camera noleggio mobile enpals tecnico luce mutuo ecu smagliature laser classifica allievi nazionali baby pappa frullasano fiera internazionale restauro offerte lavoro giovani da driade milano petalo caduto b8fb7d84153cc5c69600cbe1497734b2
2007/07/21, 06:18:09 Terence

83f73bc89a0406305f205e16d7414e59 ShoaffHassan WalkerSwart GuthHassan EnriqueBabb ShoaffHassan UlshGabriel WalkerSwart ErbCooper EnriqueBabb WineingerKade 1bb5907b91a875f331998f8e4f2b0572
2007/07/22, 14:07:37 Milton

b5368323239f5cda7529b599b84ddd73 http://figa-calore.mnkcbe.org/ http://previsioni-bergamo.mnkcbe.org/ http://mulinello-tonnetti.gbdrme.org/ http://imi-casevacanze.jnbwct.org/ http://webcam-sauze-d-oulx.gbdrme.org/ http://pollice-piede.hdpwsk.org/ http://video-di-mon-amour.gbdrme.org/ http://lcd-tv-sinudyne-televisore.cqhnnx.org/ http://cartucce-canon-ip1600.pvaeyo.org/ http://luigi-mons-belgio.pvaeyo.org/ eb89aa2351bfb8dd061b0dc25061dcdb
2007/07/23, 22:36:45 Leland

ac12b62c623c65d875a76fced29a992b http://simboli-cinese.ppdpwx.biz/ http://paolo-mantovano.ygvhik.biz/ http://studio-amministrativi-gestione-stabili-milano.ppdpwx.biz/ http://vendita-plexiglas-bassano.iuatju.biz/ http://illuminazione-cella-frigo.ppdpwx.biz/ http://capodanno-istanbul-2006.tzlnou.biz/ http://ospedale-cardarelli-campobasso.ppdpwx.biz/ http://discoteca-muretto-jesolo.ppdpwx.biz/ http://cinelandia-it.enadzh.biz/ http://giudice-pace-monza.enadzh.biz/ 69fae163d26a9b1682339a4eb6fc4ad9
2007/07/25, 08:18:30 Joshua

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.