Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

„ Ta okropna statystyka” Włodek Szczerbiak

2007/04/15 10:33:05


„ Ta okropna statystyka”

Powodem do niepokojów jest często niezrównoważenie pomiędzy oczekiwaniami władzy, a możliwościami realizacji zadań. Gdy rolę odgrywają wyłącznie czynniki rynkowe – pomiędzy zapotrzebowaniem, podażą relacje układają się samoistnie. Nikt nie ma do nikogo pretensji. Coś za coś. Z chwilą, kiedy ta homeostaza zostaje zachwiana w celu wymuszenia działań wynikających z głęboko przemyślanych strategii – często jednak dochodzi do nierównowagi. Układ przestaje być samosterowalny wobec próby odgórnego zawiadywania dużą ilością czynników.

W naszej sytuacji mamy poglądowy obraz takiego zjawiska. Tam, gdzie współistnienie usługodawcy i usługobiorcy odbywa się na zasadzie konsensusu – nie występują poważniejsze perturbacje. W wyniku interwencjonizmu, jakim są działania państwa dochodzi do zaburzeń układu. Tym większych, im głębiej sięgają rządowe działania regulacyjne. Zarówno niedoszacowanie, jak i przeszacowanie elementów równowagi ekonomicznej prowadzi do niekorzystnych zjawisk.

Spójrzmy na niektóre dane demograficzne weterynarii. Jest nas około 12.500 lekarzy z uprawnieniami do wykonywania zawodu. To znaczy, że w idealnych warunkach modelu demograficznego, żeby utrzymać w niezmiennym stanie ilość lekarzy trzeba corocznie zapewnić dopływ kadr. Przy założeniu, że lekarz pracuje zawodowo około 37 lat – konieczna jest rotacja kadr na poziomie: 12,500 / 37 = 338 osób. Tylu odchodzi na emeryturę, tylu tez przychodzi na staż. Polskie wydziały weterynarii rokrocznie opuszcza około 600 absolwentów. Zakładając model idealny – powinno nas być w zawodzie: 600 * 37 = 22.200 osób! A jest połowa. Co się dzieje? Czemu co drugi absolwent nie podejmuje pracy w weterynarii? Brak miejsc? Miesiącami w czasopismach branżowych powtarzają się ogłoszenia o pracy w inspektoratach. Oferty dotyczące praktyki typowo klinicznej przeważnie pojawiają się raz, chyba że dotyczą pracy ze zwierzętami gospodarskimi.

Innym problemem demograficznym jest fakt, że obecnie na weterynarii studiuje około 80% kobiet, które po skończeniu studiów pragną podjąć pracę przy leczeniu psów, kotów, w laboratoriach. Feministki może i mnie zakrzyczą, ale uważam, że praca kobiet ze zwierzętami gospodarskimi – jest dla pań za ciężka. Podobnie, jak nie widać ich wśród górników w podziemiach kopalni. Zresztą dane statystyczne do pewnego stopnia popierają moją tezę. Najwięcej kobiet, lekarzy weterynarii pracuje w miastach. Jak to się odbija na statystyce? 20% mężczyzn z 600 absolwentów to 120 lekarzy. Gdyby przemnożyć ich ilość przez 37 lat pracy zawodowej – daje to „pokrycie” w postaci 4.400 lekarzy, mężczyzn pracujących w weterynarii. Moim zdaniem – jest ich o wiele za mało!

Część lekarzy znajduje z różnych przyczyn – zatrudnienie w działach niezwiązanych z wyuczonym zawodem. Co skłania do podejmowania takich decyzji? Raz, to niespełnienie oczekiwań związanych z wyuczonym kierunkiem studiów, dwa brak miejsc pracy w zawodzie, trzy brak korelacji pomiędzy oczekiwaniami materialnymi, a możliwościami oferowanymi przez weterynarię – może i najważniejszy punkt.

Działy weterynarii, które rządzą się wyłącznie zasadami rynkowymi – są oblegane. Miejskie lecznice powstają czasem nawet po kilka na jednej ulicy i co ciekawsze radzą sobie ekonomicznie. W każdym razie ci lekarze nie występują z pretensjami o niewłaściwe traktowanie przez rząd.

Inspekcja weterynaryjna jest obciążona zadaniami, którym nie jest w stanie podołać w obecnej obsadzie. Każde opuszczone miejsce pracy długo czeka na pracownika. W inspektoratach pracują lekarze weterynarii albo po szczycie kariery zawodowej, albo często stażyści.

Weterynaria zajmująca się kliniką zwierząt gospodarskich, jednocześnie podejmująca prace z „wyznaczenia” dla inspekcji, jako lekarze urzędowi też ma problemy kadrowe. Odchodzą lekarze na emeryturę, a na ich miejsce brakuje kandydatów. Dzieje się tak w chwili, kiedy na każde realnie istniejące miejsce pracy dla lekarza weterynarii teoretycznie oczekuje przynajmniej dwóch absolwentów. Skąd taka nierównowaga? Czy w świetle tych liczb jest to wyłącznie subiektywne odczucie lekarzy weterynarii?

A może został popełniony błąd polegający na złym oszacowaniu sił i zamiarów, jakie stają przed weterynarią? W dobie, kiedy nie istnieją już nakazy pracy, kiedy każdy lekarz może podjąć suwerenną decyzję o opłacalności pracy zawodowej – tylu z nas rezygnuje z wymarzonego zawodu.

Może jakieś znaczenie ma tu fakt, że stanowimy małą, wręcz zapomnianą garstkę w społeczeństwie? Że zapomnianą – nie trzeba daleko szukać przykładów. Ot ubiegłoroczne zmagania z HPAI, wysoce patogenną grypą ptaków. Największe zasługi w zwalczaniu – jak się okazuje - poniosły urzędy miejskie i gminne, straż, policja. Weterynaria jest czasem wymieniana, niejako z łaski na ostatnim miejscu. Podczas przygotowań do walki z zarazą cały personel przewidziany w procedurach epizootycznych został poddany bezpłatnym szczepieniom przeciw grypie. Oprócz weterynarii. Musieliśmy się upominać o uwzględnienie i naszego zagrożenia zachorowaniem. Czy to skandal? Nie! To zupełnie normalna sytuacja w naszym zawodzie. Jesteśmy do tego prawie przyzwyczajeni. Weterynaria nikogo nie interesuje dopóki nie pojawią się poważne problemy.

Sytuacja epizootyczna w Polsce obecnie jest w miarę ustabilizowana. Udało się zapobiec co groźniejszym zarazom, gruźlica, bruceloza bydła stanową wspomnienie, pojawiają się wprawdzie pojedyncze przypadki wykrywanej laboratoryjnie białaczki. Lekarze wykrywają chorobę. Zwierzęta chore powinny być likwidowane, a tymczasem na ten niezmiernie istotny etap – brakuje pieniędzy.

Nieporozumieniem jest moim zdaniem w tym układzie próba zwalczania choroby Aujeszki u świń, (której likwidacja umożliwi eksport żywca wieprzowego na zachód) wobec braku barier w przemieszczaniu zwierząt między stadami zdrowymi i chorymi. A takie są fakty. I to są skutki złej legislacji ale kto ją tworzy?

Z jednej strony rząd chce uzdrawiać sytuację epizootyczną, gotów jest przeznaczać na ten cel niemałe sumy, a z drugiej strony idąc za populistycznymi hasłami swobody handlu zwierzętami hodowlanymi – błednymi decyzjami przekreśla wszelkie starania weterynarii w tym kierunku. Pieniądze są wydawane na próżno!

Jednym z sukcesów ostatnich lat jest poważne zmniejszenie ognisk wścieklizny w naszym kraju. W związku z tym, że program szczepień dzikich zwierząt rozpoczął się od zachodnich województw – tam wścieklizna prawie nie występuje. Im bliżej naszej wschodniej granicy, tym więcej ognisk choroby. Trochę to i dziwna sytuacja wobec zagranicznych doniesień, że na wschodzie ta choroba nie występuje. Może się to wiąże z inną organizacją pracy weterynarii w tamtych państwach? Podziwem napawają możliwości naszych wschodnich sąsiadów, którzy sami nie odnotowują co groźniejszych chorób zwierząt, a jednocześnie dysponują tak silną kadrą lekarską, że spontanicznie i regularnie pomagają naszym higienistom weterynaryjnym w kontrolach mięsa.

Nie są nam znane jakiekolwiek problemy zoohigieniczne występujące w Rosji, Ukrainie, czy Białorusi. Może do pewnego stopnia wiąże się to z tym, że w naszym kraju nie traktujemy wyrobu kiełbasy na równi z produkcją broni biologicznej.

Mamy doskonałą kadrę, mamy możliwość obsadzenia wielu, wielu nowych miejsc pracy w weterynarii. Konieczne jest rozsądne podejście do zarządzania zasobami kadrowymi. Nie ukrywam, że jest tu mowa i o zarobkach, które umożliwią zachowanie stanu osobowego. Mówimy też o wiele ważniejszych niedociągnięciach naszego ministerstwa. Pieniądze wydawane na monitoring, eradykację chorób są marnowane z powodu złych decyzji. Nas, fachowców – jak to naświetliłem wcześniej – mało kto słucha!

Stąd nasz protest, manifestacja mająca pokazać, że popełniane są błędy które jeszcze teraz jest dość łatwo naprawić. Chcemy pokazać, że pauperyzacja weterynarii skutkuje brakiem chętnych do pracy w tym zawodzie, a to może się odbić na bezpieczeństwie żywności zwierzęcego pochodzenia. Jesteśmy jedną z nielicznych grup zawodowych gdzie, w kraju o 20% bezrobociu, nikt z dyplomem lekarza weterynarii nie chce podjąć pracy. Wybiera Anglię. Dlaczego?

Do mediów apelujemy o właściwe zrozumienie istoty naszej manifestacji. Łatwo jest sprowadzić ją wyłącznie do żądań płacowych, ale takie spłaszczenie istoty problemu przyniesie szkodę nie tylko nam, lekarzom. Dlatego tak ważna jest dla nas Państwa opinia, ocena istoty manifestacji. Od Waszego profesjonalizmu w rozumieniu i przekazywaniu istoty wydarzeń zależy bardzo wiele – uzmysławia mi wydarzenie sprzed siedmiu lat.

Zagraniczna łódź podwodna zatonęła wówczas wraz z załogą liczącą 118 osób. Oburzenie publiczne skierowane przeciwko rosyjskiemu rządowi nie wynikało z zaniechania akcji ratowniczej. Dotyczyło tego, że w obliczu tej katastrofy prezydent Putin zdecydował się pozostać w swojej rezydencji wakacyjnej. Pomni znaczenia Państwa profesjonalizmu – prosimy o próbę zrozumienia i profesjonalnego przedstawienia naszych racji.

Włodek Szczerbiak

PS: W dniu 14.04.2007r. w gmachu MRiRW odbyło się spotkanie Komitetu Protestacyjnego i Prezydium KRLW z kierownictwem tego resortu z wicepremierem Andrzejem Lepperem na czele.W spotkaniu ponadto ze strony resortu uczestniczyli m.in.:Główny Lekarz Weterynarii Ewa Lech, dyrektor departamentu bezpieczeństwa żywności Wojciech Wojtyra i jego zastępczyni Maria Boratyn-Laudańska.Na spotkaniu przedstawiono postulaty Komitetu Protestacyjnego. Nikt z kierownictwa resortu nie zakwestionował ich słuszności a wręcz odwrotnie.Wicepremier Lepper i p.dr Ewa Lech odnieśli się do nich z pełnym zrozumieniem a nawet wręcz z poparciem.Wicepremier Lepper zaproponował aby Komietet Protestacyjny i Prezydium KRLW desygnowali swoich przedstawicieli do zespołów roboczych, które zajmš się próbš rozwišzania istniejacych problemów.Desygnowano przedstawicieli do następujšcych zespołów: a)budżetu IW b)usytuowania IW i koniecznych poprawek legislacyjnych c)d/s naprawienia rozporzadzenia o wynagradzaniu wyznaczonych lekarzy weterynarii. Wicepremier Lepper zaproponował zorganizowanie spotkania z premierem J.Kaczyńskim ( do pierwszego ,wstępnego takiego spotkania prawdopodobnie dojdzie podczas manifestacji 17.04.2007r).To zdanie wygłoszone przez Ministra wyraźnie wskazuje gdzie jest główny ośrodek decyzyjny , dlatego tak istotny jest liczny udział w manifestacji w dniu 17.04.2007r. o co apeluję i goršco proszę wszystkich, którym na sercu leży dobro polskiej weterynarii a tym samym polskiego rolnika,przetwórcy i konsumenta. Krzysztof Strawa

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.