Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Rozmyślania w korku pod mostem"Włodka Szczerbiaka

2007/05/08 12:48:15


Rozmyślania w korku.

Korek, w którym codziennie rano stoję wcale taki duży nie jest, liczy sobie około kilometra. Posuwa się też w miarę szybko (jak na korek). Niemniej pozwala poczynić obserwacje. W korku stoją równi. Równiejsi mają po kilka alternatywnych rozwiązań. Codziennie też kilku takich „super równiachów” demonstruje swoje możliwości. Jedna sprawa to odczucia tych „równych”, co zgrzytając zębiskami dalej trwają w kolejce. Druga to odczucia tych lepszych, ważniejszych.

Patrząc na śmigające bokiem samochody zastanawiam się, czemu niektórzy ludzie sądzą, że ich problemy są ważniejsze. Rozumiem, każdemu może się przytrafić, że ma nóż na gardle. Tak miała moja koleżanka, dyrektorka największego liceum w mieście. Traf chciał, że w krzaczkach, w miejscu wszystkim wiadomym stali chłopcy, koledzy tacy.
- Pani pozwoli dokumenciki – i tak dalej, dalej. Znacie to Państwo z kabaretów zapewnie?
Moja koleżanka jest bardzo bystra i zaraz znalazła logiczne wyjaśnienie dla pośpiechu. Wiezie bardzo ważne dokumenty, śpieszy się, jak nigdy w życiu i te de i te pe. Wyobraźcie sobie Państwo, że „koledzy” puścili ją lekko grożąc palcem, że to ma być niby ostatni raz i te de i te pe.
- Oczywiście! Ja dziś wyjątkowo! Przepraszam, oczywiście, nigdy więcej.
Następnego ranka ta sama ekipa znowu zatrzymała moją koleżankę.
- Dzień dobry, jakie dokumenty dziś pani wiezie?
- Bo to widzą panowie…
Skończyło się na 500 zł. Recydywa niby. I nikt mojej koleżanki nie żałował ani ja, ani policjanci, ani – o dziwo ona sama do nikogo żalu nie miała.

Z tej historii wynika morał, że sprawiedliwość może i nierychliwa, zwykle w końcu dopada delikwenta. Niemniej zanim ta sprawiedliwość, albo i – jak sądzą niektórzy – fatum dopadnie takiego delikwenta zachodzi sporo ciekawych relacji. Równi przygryzają w samochodach języki i marzą o częstszych patrolach policyjnych. Równiejsi natomiast zanieczyszczając środowisko mgiełką swoich spalin zastanawiają się, po jakie licho ci nieudacznicy tak wytrwale pilnują kolejki.

Czemu o tym mówię? W kontekście handlu lekami? Wyrywania co intratniejszych zleceń? Zabaw zapałkami? Nie! Powiedziałem to bez kontekstu. Ot, w korku różne takie myśli błądzą po głowie…

Jednocześnie z obserwacją co wybitniejszych mieszczan Torunia zacząłem się zastanawiać, jak to jest z tymi pieniędzmi dla weterynarii. Kilka dni mrozu i pan minister Lepper rozdaje pieniądze na pomoc klęskową dla sadowników. Bez strajków, protestów. Samoczynnie, samoistnie. Natomiast weterynaryjne sprawy legły w szarzyźnie dziejów. Nie spaliliśmy w Warszawie żadnego malucha za 400zł, nie stłukliśmy ani jednej szyby wystawowej. Po jakie licho z nami rozmawiać? No po jakie?

Tak sobie się rozglądam po mgiełce spalin, po tym miejskim smogu takim i myślę, myślę, że nie ruszę w tym roku z budową magazynu na paszę. Suporeks podrożał z pięciu na prawie piętnaście złotych i obowiązuje lista kolejkowa. Robocizna podrożała o sto procent, a zostali fachowcy, ci co zostali. Jak inwestować? Czy zaczyna się się „przegrzanie” boomu gospodarczego? Czy to w ten sposób się odbywa?

Operatorzy maszyn budowlanych, spawacze, zbrojarze najwcześniej zniknęli z rynku gdzieś poza granicami naszego kraju. Wszędzie płacili więcej. Początkowo były plany zastąpienia ich zagraniczną siłą roboczą, ale ta zagraniczna siła robocza okazała się być nie w ciemię bita i poszukała sobie odpowiednich pracodawców. Teraz mamy do pobudowania na gwałt (znaczy na Olimpiadę) około tysiąca kilometrów autostrad, stadiony, infrastrukturę. A fachowc? Fiu! Najciekawsze, że brakuje nawet zwyczajnego tłucznia, cementu, asfaltu.

Dziś operator koparki może zarobić i sześć i siedem tysięcy netto w kraju, bez całowania nikogo w rękę. To raczej ten operator jest całowany, żeby zechciał pracować w niektórych firmach – krzakach. Oni wolą solidne, europejskie firmy, niż handryczenie się z naszymi przedsiębiorcami. Boom w budownictwie zaczął się podobno od „łatwobralnych” kredytów hipotecznych. A fachowcy nieszczególnie chcą wracać do pracy w niezbyt pewnych krajowych firmach…

Polityka naszych władz nastawiona wyłącznie na walkę z urojonymi problemami i na łatanie najpilniejszych dziur doprowadziła do takiej sytuacji. Fachowcy skłonni do pracy zniknęli z rynku. Nie chcą tu wracać nawet za ciężkie pieniądze. Może to jest i rozwiązanie dla weterynarii? Wszystko jest na najlepszej drodze ku temu…

Myślałem nad rozwiązaniami dla Inspekcji w powiązaniu z Ministerstwem Zdrowia. Niemniej ostatnie wywiady ministra, którego miałem kiedyś za szanującego się człowieka, fachowca – obaliły mój przesadnie mitologiczny punkt widzenia. Politycy najwidoczniej najpierw muszą poradzić sobie sami ze sobą, a dopiero w przypływie dobrego humoru, nadmiaru czasu po plażach Egiptu, po badaniach DNA – zajmą się gospodarką. Może poczekajmy? Może to jest rozwiązanie?

Poczekali murarze i mają cudowny rynek pracy: zgłoszeń bez liku, ceny – prosto z nieba. Bez jakiegoś zbędnego strajkowania, pisania bzdurnych elaboratów – nagle zaczęli być potrzebni, doceniani. Dziś murarz zarabia lepiej od lekarza. Tak chce tego gospodarka.

Zaczynam się zastanawiać nad zmianą zawodu. Przed weekendem chciałem dać do zrobienia regał w pokoju. Podyskutowałem ze znajomym stolarzem. Zaproponował mi pracę. Fakt początkowo trzeba zacisnąć pasa! Zapisałem się na terminatora. Za rok pan majster przyjmie mnie do terminu, za dwa lata, jeżeli jestem taki bystry, jak mniemam – zostanę czeladnikiem, a kiedyś może i nawet mistrzem… Może kiedyś, jak się wyzwolę, kupię sobie w ”Obi”, lub w „Castoramie” własną piłę, wiertarkę i w przerobionej sali operacyjnej spróbuję przejść do pracy na własny rachunek…

Czy wrócę do nieudolnie sterowanej weterynarii? Kto wie, jeżeli zapłacą mi lepiej jak stolarzowi? Ale będę się musiał zastanowić, bo to odpowiedzialność straszna, a i przez te kilka lat deczko pewnie zapomnę tej weterynarii. Pocieszam się, że przynajmniej będę dobrze wiedział w czym sęk! Jaki sęk – Zbyszku?

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.