Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Refleksje z przebiegu negocjacji"

2007/06/12 08:56:13


REFLEKSJE Z PRZEBIEGU NEGOCJACJI

To co się stało 17 kwietnia w Warszawie, było piękne i niepowtarzalne, ale też nie załatwiło większości problemów tego zawodu, którego wykonywanie nas wszystkich łączy. Myślę, że manifestacja obudziła w nas wiarę w pozytywne zmiany, które doprowadzą do podniesienia naszego statusu moralnego i materialnego. Rzeczywistość IV RP jest jednak jak natrętny świerszcz, który zamęcza nas swoim jesiennie-żałosnym rzępoleniem spod podłogi. To więc jeszcze nie koniec naszych problemów. Pomimo optymistycznego apelu Prezesa Krajowej Rady o powstrzymanie się od zaostrzania formy protestu do czasu zakończenia negocjacji. Według dr Jakubowskiego przebiegają one w sprzyjającej i konstruktywnej atmosferze. Jednak zakulisowe działania Ministerstwa Rolnictwa i departamentu przeczą tym zapewnieniom. Należy się więc zastanowić, czy swoją układnością "nie przysypiamy aby gruszek w popiele?" W zapewnienia polityków i koalicyjnych ministrów nie należy wierzyć, bo są one obliczone na zwłokę i wyciszenie naszego zrywu. Wszyscy wiemy, że prawdziwa wolność lekarzy weterynarii to dziś wolna praktyka i wyznaczenia do czynności urzędowych w imieniu Powiatowego Lekarza. Jednak likwidacja tzw. środka specjalnego- rachunku dochodów własnych, postulowana przez Minister Finansów, zabiera Powiatowemu Lekarzowi możliwości wynagradzania wyznaczonych lekarzy. Wygląda na to, że niebawem podmioty będą wpłacać opłaty do budżetu, a budżet po zaplanowaniu będzie wypłacał wynagrodzenia lekarzom urzędowym. Czyżby znów miała wrócić etatyzacja? W wypowiedziach doświadczonych pracowników GIW-u i departamentu słychać dalej westchnienia za etatową Inspekcją, wyłączoną spod wpływu Izby i zależną w 100% od pracodawcy. Z czysto matematycznych wyliczeń wynika, że jest to nie tylko możliwe ale i całkiem prawdopodobne.
Pieniądze uzyskiwane dziś z opłat to ok. 250 mln, co wystarcza na utworzenie ok. 6 tys. etatów po 3,5 tys. brutto lub 8 tys. etatów po 2,5 tys. brutto. Etatowi inspektorzy w mniejszych zakładach, które biją 2-3 dni w tygodniu mogliby w pozostałe dni "za darmo" robić monitoringi bydła i trzody oraz kontrole IRZ. I to jest koleżanki i koledzy ponura rzeczywistość " Rzeczpospolitej oszczędnej", która nie pozwala nam tak optymistycznie patrzeć w przyszłość, jak to czyni Prezes Jakubowski.
Rozmowy faktycznie przebiegają w przyjaznej atmosferze, ale to właśnie ona jest podejrzana i nie wróży nic dobrego. W 2004 roku podczas negocjacji "Medicusa" minister Pilarczyk też godził się na wszystko i codziennie podpisywał protokoły uzgodnień, aby później wszystko poszło w niwecz. Jednak patrząc z perspektywy czasu wówczas i dziś największą szkodę robią nam lekarze weterynarii. W 2004 roku zamieniono nam sztuki na godziny i rozliczenie przez lecznicę na działalność świadczoną osobiście. To dzięki temu dziś większość lekarzy zarabia ledwie połowę tego, co wypracowują w postaci opłat i w dodatku jest ciągle podejrzewana przez Inspekcję o nieuczciwość w rozliczaniu godzin. Doszło do tego, że nadzorowany rzeźnik jest bardziej wiarygodny dla Inspekcji, niż wyznaczony lekarz. Dalej w "urzędniczych głowach" kołacze się teza, że wyznaczony lekarz nie może zarabiać więcej niż wyznaczający lub kontrolujący go inspektor. Tylko kto tu za dużo zarabia? Powszechnie wiadomo, że skromne zarobki Inspektorów budzą dużą frustrację i wymagają podniesienia. Problem w tym, że swoją służalczością i ustępliwością wobec departamentu i ministerstwa nie wzbudzamy w nich szacunku i świadomości, że trzeba Inspektorów właściwie wynagradzać, a na współczucie i litość nie mamy co liczyć. Trudno mówić o partnerstwie w rozmowach, gdy ciągle gramy rolę smoka przygniecionego butem i włócznią Św. Jerzego. Tak więc nie zachłystujmy się dziś faktem, że :
1. Dyr. Wojtyra przyjął w negocjacjach postulat, że badającym należy się całe 93% kwoty pobranych opłat
2. Jako zasadne przyjął też ,że praca po godzinach ( od 18 do 6 rano) oraz w niedzielę i święta nie jest wskazana, a jeśli już miałaby mieć miejsce to za stawkę wyższą o min. 50%
3. Dyr. Wojtyra zgodził się, że jest nie logiczne, aby lekarz nie mógł rozliczyć przychodu z badania w ramach prowadzonej działalności - korzystając z jej sprzętu, leków i dojazdu samochodem prywatno-służbowym. Pan dyrektor obiecał zobowiązać Głównego Lekarza do wydania nowej instrukcji co do zmiany sposobu rozliczeń.
4. Dyrektor Wojtyra upiera się jednak, że wszelkie zmiany w cenniku opłat i wynagrodzeń wymagają uzgodnień z przedstawicielami producentów oraz prosi negocjatorów o argumenty do tej dyskusji Trudno mówić więc o pełnym zrozumieniu potrzeb i oczekiwań wyznaczonych lekarzy przez kogoś, kto nigdy nie stał na taśmie w rzeźni lub w chłopskiej obórce. Widać dla niego nasze oczekiwania to tylko próba "podłożenia sobie pod tyłek miękkiej podusi".
5. Gdzieś między wierszami powiedziano też, że niebawem musimy wprowadzić cennik minimalny z dyrektywy, w którym stawki za drób są o 50% niższe, a za trzodę ok. 1 euro, tylko badanie bydła wzrasta do 5 euro, a w związku z tym nasze oczekiwania co do stawek należy już zweryfikować.
6. Krajowa Rada przedstawiła dość twarde warunki dotyczące odpłatności za kontrolę stad w miejscu- IRZ, ale będą one trudne do przyjęcia,choć widmo wstrzymania dopłat bezpośrednich działa na naszą korzyść. Stawka proponowana przez Ministerstwo Rolnictwa za monitoring choroby Aujeszkyego na poziomie 5,20 zł jest dalece niewystarczająca dla lekarzy weterynarii i Krajowa Rada zaproponowała, by stawki były takie jak za EBB. W trakcie negocjacji "niechcący" przewinął się też temat powrotu szczepień p. wściekliźnie pod władzę inspekcji ( czyżby opłaty miały zasilić budżet?).

Piotr Kałużny        Jacek Sośnicki
Przedstawiciele "Medicusa" w zespole negocjacyjnym

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.