Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Drogi Kolego" - Włodek Szczerbiak

2007/08/13 23:52:40


Jeśli mam być szczery – spodziewałem się większego odzewu ze strony weterynaryjnej społeczności po decyzji o zamknięciu „Hyde Parku” na stronie „Medicusa”.

Powspominajmy!
Tak, zamknięcie swobodnych wypowiedzi to jest ograniczenie wolności. Tak, zamknięcie swobody wypowiedzi to cenzura, to popieranie kolesiostwa i wszystkiego co stanowi spuściznę minionej formacji gospodarczo-politycznej! Tylko co mieliśmy stronę dzięki której można było bez obaw powiedzieć co się myśli o weterynarii, jej władzach wybieralnych, jak i namaszczalnych. Zbrodnia! To kaganiec, zamordyzm!

To oni! Ci co siedzą na świecznikach i nie mają zielonego pojęcia o życiu. Wyobrażają sobie, że wszystkie rozumy pozjadali! Klapki na oczach i wzajemne lizusostwo. Banda nierobów i pomazańców! Wszystkowiedzące, gnuśne wieprze przy korycie! Na naszej biedzie i krwawicy się wyżarli. Już, już myśleliśmy, że tam są nasi koledzy. Oj wy brzuchate opaśluchy, wy wieprze w jerzyka czesane!

Tak, tak. Wszystko prawda tacy właśnie jesteśmy. Mamy władzę, zaszczyty, możemy. Tyjemy na biedzie innych, wywyższyliśmy się, opalamy w blasku jupiterów. Cokolwiek zrobimy – to wyłącznie z myślą o sobie. Powiedzmy sobie otwarcie! Po co nam ta władza? Ano, żeby ją mieć! Jak ten księżyc! A gdy już mamy władzę, to możemy wylegiwać się niczym wiewiór na gałęzi, dłubać w nosie, albo gdzie indziej. Po to jest władza! Dokładnie taki jestem ja. Takim mnie widzą i piszą.

Żeby napisać jakiś artykuł o problemach zawodu trzeba mieć fakty. Potem te fakty się porządkuje, ubiera w słowa i próbuje podać w ciekawej i przystępnej formie. Skąd fakty? Z Internetu, z doświadczenia, z rozmów. Gdy zadzwonię, zapytam – dostaję odpowiedzi. Jeden mówi to, drugi tamto. Z tego próbuję sklecić jakąś całość. Różnie to trwa. Bywa miesiąc, a trafia się, że kilka godzin. Jak to poskładam, oprawię i napiszę - wtedy sprawiam wrażenie osoby dobrze poinformowanej. Prawda jest taka, nieraz moje wypowiedzi są traktowane przez decydentów jak dyrdymały.

Po napisaniu artykułu przekazuję tekst do akceptacji. W związku z tym, że Zbyszek Kowalski, Kazimierz Janik, Jacek Sośnicki, czasem i ja - publikowaliśmy w „Medicusie”, niektórzy zaczęli utożsamiać nas z władzą, z kimś kto wiele może. Tymczasem wyłącznie przekazywaliśmy nasze spostrzeżenia, odczucia.

Jednak duszą „Medicusa” cały czas byli i są czytelnicy, a szczególnie ci, co komentują wypowiedzi, sytuację, przekazują weterynaryjne nowinki. Zwolna uczyliśmy się korzystać z Internetu. Coraz więcej wiedzieliśmy o sobie, coraz więcej o sobie mówiliśmy. Niezabezpieczone przed osobami niepowołanymi strony naszego codziennika zaatakowały internetowe robale, które z takim zapamiętaniem tłukłem wraz z Andrzejem Bończakiem. Swobodny dostęp do naszej strony wykorzystali też niektórzy z kolegów, aby przelewać swoje frustracje, wypowiadać osądy o ludziach, o partiach politycznych.

„Medicus” stał się niekontrolowanym żywiołem i dobrze mu z tym było. Codziennie nasze strony wizytowało około dwóch tysięcy czytelników, codziennie ktoś miał coś do powiedzenia. Ta strona przyczyniła się do zawiązania przyjaźni, stanowiła też ubitą ziemię dla gorących potyczek. Wszyscy się uczyliśmy pisać, odpowiadać, rozumieć innych. Jednym przychodziło to łatwo, inni nigdy się nie tego nie nauczyli.

Od kwietnia 2004 roku z obsługą strony, z kosztami związanymi z jej prowadzeniem borykał się Zarząd „Medicusa”. Były czasy lepsze i gorsze. Dziś zapał do wspierania Stowarzyszenia przycichł. Nadal jednak działała i to coraz prężniej strona internetowa. Coraz cieńszy strumyk datków, coraz ostrzejsze dyskusje, większa poczytność strony. Doszło nawet do tego, że niektórzy z nas zaczęli traktować wolną wszechnicę weterynaryjną jako podstawowe źródło wiadomości o tym, co piszczy w trawie. A piszczało różnie.

A na głowy członków Zarządu, autorów tekstów leciały pomyje. Wygląda to, wypisz, wymaluj jak sytuacja po niezbyt udanej cesarce.
- Idiota ciął ją z lewej strony, zamiast z prawej. Toż wiadomo, że po lewej krowa ma żołądek i ten wszystko zasłania! Gdzie oni uczą takich debili?
Po takim uczonym komentarzu można się poczuć rzeczywiście idiotą. Ani odpowiedzieć, ani oddać. Żal można mieć wyłącznie do siebie, że się cokolwiek robiło, a nikt tego nie umie docenić. Można też mieć żal, do tego co pozwala w taki sposób komentować na stronie internetowej. Wpuszczenie anonimowego dyskutanta, który chlapie zanim pomyśli, to porażka dla kogoś co włożył kawał serca w pracę społeczną, lub zawodową. Czy w takim układzie nie można mieć żalu do moderatora, że umożliwia takie odzywki?

Nie! Bzdura! Głupoty! Bo po co się brał! Bo mógł nic nie ruszać! Zostawić, jak było! Po co te rozmowy z Ministrem? Jak nie potrafią rozmawiać, won do pasienia gęsi! Przyjdą inni! Lepsi! Ci dadzą sobie radę!
- A kto przyjdzie?
- A ktoś się zawsze znajdzie!
- Może Ty?
- Ja? W życiu! Jeszcze na głowę nie upadłem! Mam swoją robotę! Muszę patrzeć z czego chleb jem! Za darmo nie będę!

I tak wygląda rozmowa. Zrobiłeś? - Jesteś głupi i ostatni imbecyl. Koń by umiał lepiej! Czemu się ktokolwiek dziwi, że osoby spod pręgierza chcą jakiejś osłony. Choćby w postaci tego logowania. Wtedy dyskutanci są oględniejsi, pomyślą nad słowami. Rzadko się trafia, że w bezpośredniej dyskusji ktoś pluje na drugiego. Jeśli ma coś do przekazania, zakomunikowania, jako człowiek z cenzusem znajdzie i inną formę. I takie stawiają wymagania moderatorowi dyskusji ci opluwani.

A moderator? Cóż prawo stanowi, że w zasadzie każdy osobiście odpowiada za swoje słowa. Ale jest furteczka, że skoro autora trudno złapać – czemu nie ukarać za upublicznianie obelg i oszczerstw? Bo gdyby nie ten, co udostępnia stronę internetową na cały kraj by nie poszło! Przedstawialiśmy opinie prawników w tej sprawie. Jedni mówią, że odpowiada autor (jak da się go złapać) drudzy twierdzą, że właściciel strony, a jeszcze inni uważają, że winny jest w zasadzie autor, ale jak moderator nie umie wskazać autora – to sam odpowiada za dopuszczenie do pojawienia się zniesławień. Czy nie prościej oskarżyć moderatora? Niech sobie sam później szuka i rozlicza autora! Moderator może się tłumaczyć, że on nie będzie odpowiadał – powiedzmy za zamieszczenie na ogólnodostępnej stronie informacji o tym, do jakiej stawki Departament może negocjować wynagrodzenie za badanie poubojowe. Winny jest ten, kto puścił farbę. Kwestia, czy warto, czy opłaca się takiego poszukać. Prawo pływa. Internet się przed nim broni, wyślizguje, coraz to w jakimś państwie pojawiają się konkretne rozwiązania prawne. W Polsce ich jeszcze nie ma.

Całe odium brudu i błota wylewanego na stronie spływa na głowy administracji, autorów. I ci ludzie musieli żyć z bagażem plwocin z ekranu i z bagażem bezpośrednich żali pokrzywdzonych. Czy to takie miłe i przyjemne, kiedy każdy spotkany człowiek ma do nas jakieś anse za burkanie go na stronach ogólnopolskich? A za jakie grzechy? Paradoksalnie – za wolność słowa, za otworzenie oczu. Za prowadzenie takiego medium ponieśli cenę ludzie, którzy poświęcili czas dla innych. Niekiedy może i warto się podłożyć, nadstawić oba policzki. Ale czy zawsze? Z czego zapłacić zasądzoną kwotę? Czemu, zamiast myśleć o pracy, chorych zwierzętach – mamy walczyć z prawnikami? Bo zapewniamy wolność słowa? Pomożecie płacić kary, prowadzić, bronić się w sądach, w towarzystwie, gdy ktoś wystąpi z zarzutami? A za co prowadzić stronę, jak opłacić za serwer, informatyka? [ - Nieeee! ]

Czy nie łatwiej, czy nie prościej poprowadzić witrynę tak, jak ma to miejsce na stronach logowanych? Tam wypowiadają się wyłącznie osoby chcące sobie pomóc, naradzić się. Niebo, a ziemia w porównaniu z tą naszą stroniczką. Wieżą Babel. Za jakie grzechy mamy ją prowadzić w dotychczasowej formie?

Ma ktoś rozwiązanie? Jakaś umowa, regulamin? Każdy nuworysz wchodzący na stronę zacznie od obalania regulaminu! Bo on wie lepiej, ma rację. A czemu do jasnej Anielki właśnie on nie ma mieć racji?

Wielu z nas, działających społecznie jest altruistami o sercach miękkich niczym wosk. Lecz, żeby przeżyć w dżungli musimy mieć w sobie i coś twardego.

Gadam i gadam, a wszystko czy tak, czy inaczej sprowadza się do jednego – zamknęli ludziom usta! Czy knebel będzie zdjęty? Kiedy, na jakich zasadach?

Otwarte pozostaje logowane forum. Każdy może je czytać. Wypowiadać się zaś mogą ci, co się zarejestrują i zostaną dopuszczeni przez moderatora do głosu. To dopuszczenie nie będzie natychmiastowe, bo moderator jest osobą fizyczną, pracującą ma własny kawałek chleba i wyłącznie z pobudek społecznikowskich zajmuje się selekcją rejestrujących się osób.

Obecnie mamy na stronie zarejestrowanych prawie 1800 zgłoszeń. W tym wiele autorstwa jakichś „jwegbgylfa”. Do dyskusji są dopuszczeni wyłącznie ci, którzy podadzą o sobie wiarygodne informacje. Zresztą nad szczegółami zawsze możemy podyskutować.
Podyskutować! Bez rękoczynów! Zapraszamy.

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.