Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Krajobraz po wielkiej bitwie" - Jacek Sośnicki

2007/10/23 21:05:14


Krajobraz po wielkiej bitwie.

Gruntowna zmiana na scenie politycznej Polski po wyborach 21 października 2007r powinna spowodować, że zagrożenie samorządności zawodowej znacznym ograniczeniem kompetencji bądź jej fizyczną likwidacją poprzez zmiany w Konstytucji RP, zostały wreszcie zażegnane. Obsesyjne ataki PiS-u na korporacje w trakcie kampanii wyborczej i przypisywanie im wszelkiego zła od zawyżania cen usług, utrudniania dostępu do zawodu ludziom młodym aż do tolerowania korupcji, przeszły już do historii. Oczywiście należy nam się pewna refleksja, że Izby Lekarsko-Weterynaryjnej ze swoim liberalnym podejściem do prawa wykonywania zawodu i otwierania praktyk przez młodych lekarzy nie można nawet porównywać do rygorów Izb Adwokackich, Radców Prawnych czy Aptekarskich. Jednak przy takiej nagonce na zmianę zapisu art. 17 Konstytucji RP, istniała realna obawa, że PiS zniesie obligatoryjność przynależności do samorządu oraz zlikwiduje instytucję Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej oraz Sądu Izby a tym samym zniesie podstawy działania wszystkich samorządów zawodów zaufania publicznego. Liberalno-demokratyczne rządy PO, winny docenić rolę samorządów zawodowych, które wyręczają aparat państwa w sprawowaniu pieczy nad ich członkami i faktycznie dbają o wysoki standard wykonywania tych zawodów. Jestem przekonany, że jako samorząd zawodowy lekarzy weterynarii będziemy mieć teraz możliwość wykorzystania zdroworozsądkowych argumentów za stworzeniem silnej Inspekcji Weterynaryjnej, która w ramach Urzędu Ochrony Zdrowia, przejęłaby wraz z Sanepidem, całość nadzoru nad bezpieczeństwem żywności. Musimy zrealizować wreszcie nasze priorytety jakimi są całkowita pionizacja Inspekcji z własnym budżetem nie zależnym od wojewodów i pokrywającym faktyczne koszty jej funkcjonowania. Skończyła się fikcja „taniego państwa” i jest teraz klimat aby powalczyć o środki na godziwe wynagrodzenia dla etatowych pracowników Inspekcji. Jednak z założeniem, iż nie należy etatyzować tych czynności, które można zlecić wyznaczonym lekarzom urzędowym a tym samym nie ponosić jako Inspekcja pełnych kosztów ich zatrudnienia. Są oczywiście w Polsce inspektoraty jedno- lub dwuosobowe i tam należy stworzyć etaty w myśl zasady jeden inspektor do obsługi jednego działu( zagadnienia) ale przede wszystkim trzeba zainwestować w sprzęt, wyposażenie i szkolenia personelu. Musimy mieć też świadomość, że najbardziej prawdopodobna koalicja Platformy z Ludowcami, zechce obsadzić swoimi ludźmi Ministerstwo Rolnictwa, Departament, GIW i WIW-y. Samorząd Lekarsko-Weterynaryjny winien wyegzekwować teraz swoje ustawowe uprawnienia do opiniowania stanowisk na których wymagane są kwalifikacje lekarza weterynarii. Kandydaci ci winni być ludźmi posiadającymi jakieś własne poglądy, doświadczenia , dorobek zawodowy i poparcie środowiska. Nie mogą być to „ludzie z nikąd”, przywiezieni w „partyjnej teczce”, bez doświadczeń praktycznych w zarządzaniu i z wydumanymi za biurkiem poglądami, których jak to „drzewiej bywało - nie sprawdzili jeszcze na białych myszkach”. Mamy już w weterynarii dość rządów wątpliwych autorytetów, oderwanych od praktyki i realizujących wymyślone przez siebie koncepcje i instrukcje, które w efekcie bardziej nam szkodzą niż nasi zdeklarowani wrogowie. Czas już aby Rząd RP i Ministerstwo Rolnictwa zrozumiało, że rolą Inspekcji Weterynaryjnej i współpracujących z nią lekarzy urzędowych jest działanie w interesie konsumenta czyli społeczeństwa a nie niańczenie producenta ( hodowcy i przetwórcy rolno-spożywczego). Naszym zadaniem jest konsekwentnie egzekwować istniejące prawo w zakresie nadzoru nad bezpieczeństwem żywności a nie ułatwianie hodowcom dostępu do leków, pasz leczniczych i otwierania własnych gabinetów weterynaryjnych czy liberalizacja norm higienicznych aby wspierać-umożliwiać rozwój tego sektora gospodarki. Opłacalność produkcji i przetwórstwa spożywczego nie zależy przecież od udziału kosztów leczenia, profilaktyki, stawek za nadzór i badanie mięsa co wmawiano poprzednim ministrom rolnictwa i rządowi ale od faktycznego zapotrzebowania rynku na produkt finalny. Usługi weterynaryjne i urzędowe opłaty nie mogą być w Polsce dostosowywane wartością do niskiej opłacalności produkcji zwierzęcej i przetwórstwa, bo ceny leków i materiałów mamy już europejskie a nasze wykształcenie i wyposażenie praktyk to dziś porównywalne z unijnymi koszty działania lekarza weterynarii. Można więc chyba powiedzieć, że wróciliśmy do normalności po „dalekiej podróży w przeszłość” w jaką nas zabrał populistyczny rząd PiS-u i Samoobrony. Jeśli zapowiadany klimat w Ministerstwie Rolnictwa PO i PSL-u będzie rzeczywiście przyjazny europejskim rozwiązaniom to powinniśmy zdecydowanie przyspieszyć negocjacje nad nowym Rozporządzeniem o opłatach i wynagrodzeniach, które opracowane przez Krajową Radę leży już na biurku nowego ministra gotowe do uzgodnień międzyresortowych. Również kwestia zwalczania Choroby Aujeszkyego powinna doczekać się wreszcie odpowiednich środków na realizację bo wymuszają to europejskie realia wewnątrz wspólnotowego handlu. Wprawdzie kontrola IRZ w stadach ma już dzięki twardej postawie Krajowej Rady godne stawki w rozporządzeniu ale dalej nie znalazły się jeszcze pieniądze na jej realizację. Czas nagli, zadania się nawarstwiają a Europa patrzy zniecierpliwiona bezczynnością Rządu RP. Rozumiemy, że nowa koalicja musi się ukonstytuować i zapoznać z zagadnieniami ale tak naprawdę to decyzje finansowe są już niezbędne i nadmierna zwłoka tylko pogarsza naszą sytuację jako partnera w zjednoczonej europie i obniża konkurencyjność naszych produktów rolno-spożywczych.

Jacek Sośnicki - Wielkopolska

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.