Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Temat tabu ?" - Włodek Szczerbiak

2007/12/03 11:46:03


Lekarz weterynarii, żeby móc pracować dla Inspekcji powinien się w niej zatrudnić, albo wystąpić o "wyznaczenie". "Wyznaczenie" stanowi rokrocznie odnawianą formę zatrudnienia osoby prywatnej do sprawowania w imieniu lekarza powiatowego określonych czynności. Odbywa się to na zasadzie umowy zlecenia. Jest to swego rodzaju wybieg zastosowany przez weterynarię, a umożliwiający organowi państwa zatrudnienie dodatkowych osób, bez jednoczesnego tworzenia etatów. Bardzo zróżnicowane godziny i miejsca pracy, brak gwarancji wykonywania tej pracy, a także założenia wszystkich kolejnych rządów, że nie będą zwiększać zatrudnienia w administracji - powodują, że etatyzacja takich stanowisk jest niemożliwa. W tym układzie przekazanie zadania prywatnemu, odpowiednio zmotywowanemu partnerowi zdejmuje z płatnika obowiązek jakichkolwiek świadczeń pracowniczych, które w normalnym stosunku pracy mogłyby doprowadzić do eskalacji kosztów zatrudnienia.

Wynagrodzenie dla osób "wyznaczonych" pochodzi z konta dochodów własnych PIW. Konto to jest zasilane kwotami z pobranych opłat urzędowych, pochodzących od podmiotów kontrolowanych. Po potrąceniu 7% do dyspozycji Powiatowego Lekarza Weterynarii, reszta jest opodatkowywana i wypłacana osobie, z którą została zawarta umowa zlecenia. W przypadku badań monitoringowych wykonywania w ramach wyznaczenia, za które nie płacą podmioty kontrolowane ? płatne są one z budżetu państwa według odpowiedniego taryfikatora. Niejednokrotnie zdarza się, że umowy zlecenia zawierają zapis mówiący o wypłaceniu wynagrodzenia za pracę dopiero po tym, jak na konto dochodów własnych Inspekcji wpłyną pieniądze od nadzorowanego podmiotu ? usługobiorcy. W związku z tym dochodzi do zastojów placowych, a nawet do niepłacenia wynagrodzenia.

W skład wypłacanej kwoty wchodzi rekompensata za dojazdy do wykonywania czynności, zwrot kosztów użytych leków i materiałów. Kuriozalnym jest fakt, że od użytych leków i materiałów (rozliczanych w cenie zakupu) potrącany jest ZUS i podatek dochodowy. Jedynie rozliczanie dojazdów następuje bez ich dodatkowego ich opodatkowywania.

Inspekcja posiada prawne możliwości zakupu materiałów pomocniczych w postaci strzykawek, probówek, fartuchów. Niemniej często spotyka się wyręczanie się przez Inspekcję z tego obowiązku poprzez zlecenie tego zakupu lekarzom "wyznaczonym". W sumie straty poniesione przez lekarzy na obrocie materiałami wynoszą (około 16% ), lecz prywatni lekarze, po kilku latach bezowocnych walk, bez większego szemrania godzą się na taki warunek.

Lekarz Powiatowy, reprezentujący Inspekcję nie posiada uprawnień do zakupu leków weterynaryjnych, które z kolei może kupić z hurtowni jedynie lekarz weterynarii mający prawo do wykonywania zawodu, oraz swój własny zakład leczniczy. Zapis ten jest niekiedy obchodzony przez Inspektoraty poprzez przyjęcie założenia, że alergen używany do badań jest nie weterynaryjnym produktem leczniczym ? lecz odczynnikiem, które Inspekcja ma prawo kupować. Ciekawe, jakie założenie zostanie przyjęte, gdy Inspekcja będzie musiała kupować szczepionkę przeciw chorobie Aujeszki.

W wypadku zlecenia lekarzowi prywatnemu takiego zakupu leku ? wchodzi on także w pulę przeznaczoną na wynagrodzenie za umowę zlecenia i opodatkowywany podobnie, jak materiały eksploatacyjne, ze stratą dla lekarza.

Lekarz kupuje na stan swojego zakładu leczniczego lek, lub materiał, a następnie odsprzedaje najpierw sobie samemu po cenie zakupu i dopiero wtedy, jako osoba prywatna wlicza te zakupy do rachunku za wykonane zadania. Przepisy farmaceutyczne mówią, że lek można kupić z hurtowni na stan zakładu leczniczego, a następnie w ramach usług wykonywanych przez ten zakład ? zastosować u zwierzęcia. Można też lek sprzedać właścicielowi zwierzęcia na podstawie recepty lek. wet. (obrót!). I prawdę mówiąc, chyba na tych zasadach lekarze kupują ze swojej firmy na prywatne konto leki, aby je zaraz zastosować u zwierząt badanych całkiem prywatnie na zlecenie państwa. Ba! Zastosować z około 16% stratą na ZUS i podatek dochodowy. Zaraz, zaraz jest jeszcze VAT 7%, ale ten na szczęście daje się rozliczyć na zero w ramach obrotu zakładu leczniczego. Przy sprzedaży po cenie zakupu VAT naliczony i należny są sobie równe i wzajemnie się znoszą.

Skoro jesteśmy przy podatku od wartości dodanej - mało kto orientuje się, że został tu wymanewrowany przepis Ustawy o VAT mówiący o sprzedaży protekcyjnej. Ale pomińmy ten szczegół, nie każda kontrola jest na tyle drobiazgowa, żeby wykazać wspomniane przestępstwo podatkowe. Kolejne zawirowanie prawne ? podatnik prowadzący firmę świadczącą określone usługi, opodatkowane podatkiem VAT ? (tu mowa o usługach weterynaryjnych) nie ma prawa wykonywać tych usług jednocześnie w formie opodatkowanej VAT i w postaci umowy zlecenia. Jakie rozwiązanie tego problemu zastosowała Inspekcja? Otóż czynnościom wykonywanym z "wyznaczenia" nadano inny symbol PKD. Czynności lekarskie wykonywane na rzecz Inspekcji nie są więc w tym układzie usługą weterynaryjną.

Trafiają się lekarze weterynarii nie prowadzący własnych zakładów leczniczych, a zatrudnieni na umowę zlecenia - nie mają oni prawa kupowania leków w hurtowniach weterynaryjnych. Kupują więc od kolegów prowadzących zakłady lecznicze, albo w bliżej nieznany mi sposób aby następnie zastosować przy badaniach. Zakup takiego leku z zakładu leczniczego też musi się odbyć wyłącznie po cenie hurtowej. Czyli zakład leczniczy w takim wypadku dokonuje obrotu weterynaryjnymi środkami leczniczymi na rzecz dla kolegów. Kwestia tego "obrotu" jest osią jednego ze sporów pomiędzy Izbą i Inspekcją. Lekarze prywatnej praktyki twierdzą, że jedynie stosują leki, co ich zwalnia od prowadzenia kont, natomiast Inspekcja Farmaceutyczna udowadnia, że prowadzą obrót bez nakazanego prowadzenia kont.

Lekarze weterynarii mają prawo do wykonywania usług weterynaryjnych wyłącznie pod szyldem zarejestrowanego zakładu leczniczego. W związku z powyższym w prawodawstwie weterynaryjnym badanie zwierząt raz nazywa się usługą weterynaryjną, innym razem analizą substancji, czynnością Inspekcyjną. Zależy, jak w danym momencie jest wygodniej Inspekcji Weterynaryjnej.

Ujmując rzecz inaczej można powiedzieć, że podejmowanie przez lekarza weterynarii zadań ustawowo przypisanych i zleconych przez IW nie jest świadczeniem usług weterynaryjnych ? wykonywanie takich czynności jest wykonywaniem zawodu lekarza wet. ale nie świadczeniem usług wet w celu wyleczenia zwierzęcia. Zatem jest to czynność weterynaryjna prowadząca do zapobiegania chorobom lub mająca na celu wykrycie choroby ? nie ma tu mowy o czynności weterynaryjnej mającej na celu wyleczenie zwierzęcia czyli nie jest to, zdaniem Inspekcji pospolicie nazywana usługa weterynaryjna.

Kolejną niedogodnością jest zawiła sytuacja w wypadku zlecenia na wykonanie czynności urzędowych przekazywanego lekarzom zatrudnionym w czyimś zakładzie leczniczym. Po pierwsze, aby uzyskać wyznaczenie ? muszą mieć zgodę bezpośredniego przełożonego, właściciela lecznicy. Konieczne jest to z tego względu, że Inspekcja na dziś zawiera jedynie imienne umowy zlecenia. Jak mocno rozbija to pracę zespołów lekarskich ? najlepiej wiedzą to ci, których firmy rozleciały się z tego powodu. Ot, rynek monopolisty.

W naszym zawodzie kilku osobowy zakład jest bardzo wygodnym rozwiązaniem dla pracujących tam lekarzy ze względu na urlopy, dyżury, choroby czy nawet wypadki ? istnieje bowiem możliwość zastępstwa, niemożliwa w zakładzie jednoosobowym. Istnieje możliwość gospodarowania czasem pracy, a jak istotne jest to dla zakładu ? nie trzeba tłumaczyć żadnemu menagerowi. Zarządzenia, najczęściej ustne, którymi obdarzyła nas Inspekcja wchodząc niejako "z butami" w firmy - spowodowały wiele chaosu. Kilkuosobowe zakłady, które jakoś się nie rozpadły w wyniku współpracy z Inspekcją ? stosują różne, czasem i bardzo skomplikowane sposoby omijania lub naginania prawa, żeby tyko podołać wymaganiom Inspekcji. Oczywiście ? lekarze powiatowi mimo wszystkich utrudnień skłonni do współpracy z takimi firmami też są zmuszeni do stosowania najróżniejszych wybiegów, żeby jakoś sytuację sprowadzić do pozorów normalności. Stara zasada, że tu się zegnie, tam się nagnie i w końcu da się z tym żyć.

Ciekawe zjawisko pojawiło się w związku z tak skonstruowanymi przepisami. Mianowicie jest to lekarz weterynarii otrzymujący od państwa zlecenie na niejako podwójnie prywatne usługi. Lekarz raz opodatkowany w swoim zakładzie podatkiem VAT, ZUS, dochodowym zostaje ponownie opodatkowany w Inspektoracie. Czy chce, czy nie, jeśli tylko ma mieć "wyznaczenie" ? musi działać pod ścisłe dyktando obligujących go przepisów skarbowych i ubezpieczeniowych. Inspekcja weterynaryjna znalazła wygodne dla siebie sposobiki na zatrudnianie do świadczenia usług weterynaryjnych nawet lekarzy bez zakładów leczniczych. Chwilami wręcz myślę, że to dobrze, gdy jednostki budżetowe nie podlegają takim kontrolom skarbowym, jak normalne zakłady. Innym razem dochodzę do wniosku, że może to i źle, bo w normalnym układzie musiałby zapanować jakiś porządek podatkowy, a nie prawo ustalane przez księgowość weterynaryjną, czy też wytyczne GIW- u.

Mówi się, że na dzień dzisiejszy czynności wykonywane z wyznaczenia za wyjątkiem badania w kierunku gruźlicy nie wymagają stosowania leków ani innych specyfików weterynaryjnych, których dysponentem może być wyłącznie lek wet w ramach prowadzonego zakładu leczniczego dla zwierząt. Niekiedy zdaniem Inspekcji Weterynaryjnej (w zależności od województwa) tuberkulina nie jest lekiem ? jest preparatem diagnostycznym jak każdy inny podobnego przeznaczenia preparat, który musi być używany w Zakładach Higieny Weterynaryjnej. Każdy ZHW zakupuje za duże pieniądze odczynniki, antygeny, itd. itd. nie łamiąc prawa farmaceutycznego. Na tej podstawie niektóre Inspektoraty przyjmują, że IW ma uprawnienia do nabywania tego rodzaju preparatów.

Z drugiej strony, mimo że Inspekcja wchodzi tu w kompetencje lekarzy prywatnej praktyki, wobec istniejących zawirowań prawnych takie myślenie powoduje, że lekarz "wyznaczony" nie jest narażany na straty z powodu opodatkowywania składkami ZUS i podatkiem dochodowym tuberkuliny i materiałów medycznych.
Lekarz weterynarii niezatrudniony w firmie jest dla Inspektoratu bardzo niewygodnym pracownikiem. Umowa zlecenia przewiduje płacenie pełnych składek ZUS, czego lekarze powiatowi w obecnym stanie prawnym nie są w stanie zrealizować. W takim wypadku pojawiają się różnorodne konstrukcje zatrudnienia, aby tylko Inspekcja nie musiała wejść w te płatności. Języczkiem u wagi jest drobiazg, przepis który powoduje, że część składki ZUS płaci pracownik (zresztą z wypracowanego przez siebie przychodu), a drugą część musi płacić Inspektorat ? tym razem ze swoich pieniędzy. Przedziwne konstrukcje prawne umożliwiają Inspekcji zapłacenie wyłącznie ubezpieczenia zdrowotnego, co zasadniczo zmniejsza koszty własne.

Do pomocy przy badaniach terenowych lekarze często biorą pracowników własnych lecznic. Czasem są oni opłacani za pomoc przez Inspekcję, ale zwykle ? nie, żeby uniknąć kłopotów w księgowaniu, albo ze względu na małe pole manewru dla Inspektoratu. Więc taki pracownik jest opłacany przez lecznicę, a pracuje w czasie swojej pracy zamiast dla lecznicy ? dla uprawiającego legalną prywatkę lekarza. Ma zaś płaconą normalna pensję lecznicową. To trochę tak samo, jakbym kazał swojemu pracownikowi w ramach obowiązków służbowych skosić trawnik przed moim domem. Niby niektórzy pracodawcy uważają takie rzeczy za normalne, ale chyba nie jest to tak do końca w porządku, prawda?

Lekarz Powiatowy może do czynności zasadniczych, weterynaryjnych z "wyznaczenia" dopuścić techników weterynarii, a do innych czynności ? praktycznie każdego. Akurat w tym wypadku przyjęte jest, że wypełnianie tabelek pod dyktando lekarza, lub trzymanie zwierząt stanowi czynność ściśle weterynaryjną. Stanowi to jedną z przyczyn kłopotów z wypłacaniem pieniędzy za pomoc przy czynnościach z wyznaczenia.

Pokrótce tak wyglądają niektóre problemy prawa weterynaryjnego. Sytuację w wielu wypadkach mógłby rozwiązać pewien liberalizm polegający na możliwości zlecenia przez Inspektorat wykonania określonych zadań nie tylko i wyłącznie osobom prywatnym, lecz także zakładom, które wystawiając faktury umożliwiłyby ominięcie praktycznie wszystkich dotychczas stosowanych sztuczek prawnych. Inspekcja weterynaryjna może płacić za faktury. Kupuje przecież papier, prąd, płaci za usługi obce. Do naprawy kanalizacji nie "wyznacza" zaufanej osoby, ale płaci za fakturę wystawioną przez stosowny zakład.

Niemniej zdaniem pewnego mojego znajomego, jest drobna różnica pomiędzy naprawą kanalizacji czy wodociągu a wykonaniem zadania zakreślonego Inspekcji w ustawie, jako jej zadanie własne. To pierwsze nie jest zadaniem ustawowym IW natomiast to drugie jest i niestety, jako odpowiedzialna za te czynności IW musi mieć gwarancje ze czynności wykonuje osoba, (jeśli jest spoza IW) mająca "fach" w ręku stąd cały ceremoniał przekazywania uprawnień. Zatem, zdaniem mojego kolegi problem leży nie po stronie IW, która jakoby nie chce przyjmować faktur, a po stronie osoby fizycznej gdyż ta, jako osoba fizyczna nie może wystawić faktury. Czy wobec powyższego - to taki duży problem oddzielić "wyznaczenie" od sposobu jego finansowania? A z takich podobniejszych, bardziej weterynaryjnych działań ? na przykład Inspekcja płaci ekipie dezynfekcyjnej faktury za odkażanie ogniska białaczki.

Do roku 2004, kiedy to część lekarzy prywatnej praktyki zbuntowała się przeciw próbom obniżenia wynagrodzeń za czynności zlecane ? istniała możliwość rozliczania się przy pomocy faktur. Złym efektem naszego protestu była utrata możliwości prostego i w miarę zgodnego z wszelkimi przepisami sposobu rozliczeń na rzecz strasznie pokrętnej, niejasnej i ? co tu ukrywać ? wręcz prowokującej do łamania przepisów metody. Może i jest ona z jakiegoś powodu i wygodna dla Inspekcji, ale nie dla lekarzy prywatnej praktyki.

Okazuje się jednak, że nie, dla IW najwygodniej byłoby pozbyć się problemu z rozliczaniem lekarzy wyznaczonych z fiskusem. Płacenie za faktury znacznie odciążyłoby księgowość Inspekcji. Niestety. Najwidoczniej tak się nie da. Zgłaszany problem już kilka razy miał zostać rozwiązany po myśli lekarzy wolnej praktyki. Tym bardziej, że w służbie zdrowia ? dość podobne umowy z NFZ są zawierane zarówno z lekarzami jednoosobowo wykonującymi pracę, jak i z właścicielami wieloosobowych firm. Rozliczenia następują na zasadzie normalnych faktur.

Czemu z weterynarii powstało jakieś dziwne królestwo rządzące się własnymi prawami? Nie było to w jakikolwiek sposób rażące, kiedy za łamańce prawne odpowiadało państwo samo przed sobą. Od kilkunastu lat mamy do czynienia ze współpracą budżetu zarządzanego przez weterynarię z firmami opartymi na normalnym prawie podatkowym, handlowym. Z mocy nadanej przez monopol państwa na zadania epizootyczne ? Inspekcja na własny użytek skonstruowała specyficzne zasady rozliczania się ze współpracownikami. Gdyby nie groziło to poważnymi konsekwencjami dla lekarzy prywatnych, mogłoby tak i zostać. Ale teraz każdy zakład leczniczy podlega kontroli Urzędu Skarbowego stosującego jednolite zasady wobec wszystkich podatników. Rodzi to liczne problemy. Ostatecznie, każdy "wyznaczony" lekarz weterynarii łamie po kilka ustaw! Dobrze, kiedy udaje się zagłaskać te "obejścia". Ale do czasu. Czy jednak naprawdę nie można tych spraw w końcu porządnie uregulować?

Lekarze powiatowi bardzo często jak ognia unikają rozwiązywania jakichkolwiek problemów księgowych w swoich zakładach. Bywa, że te zagadnienia stanowią dla nich i swoiste "tabu". Identycznie ma się zresztą sprawa z lekarzami prywatnymi. Najczęściej buchalterię spychają na biura rachunkowe, żeby tylko nie grzebać w papierze i przepisach fiskalnych. Może to stąd płynie ta przedziwna mieszanka przepisów i niedomówień wiążących się z rozliczeniami pomiędzy państwowymi i prywatnymi zakładami?

Wielu z nas przyzwyczaiło się do istniejącego stanu "prawnego". Normalnie funkcjonujące prawo podatkowe dopuszcza wielorakie formy rozliczania się z fiskusem. Różnie funkcjonujące firmy wybierają sobie najdogodniejsze dla nich warianty opodatkowania. I tak powinno być! Ale u nas tak nie jest. Zakłady lecznicze dla zwierząt, są uwiązane na krótkim pasku Inspekcji Weterynaryjnej. To nie jest tak, żebym nie kochał naszych pań księgowych. Zawsze zachwycała mnie ta ich pewność siebie: nierozliczone siedem groszy, błąd w zaokrągleniach! Niby drobiazg nie warty pochylenia się nad nim, ale przez te kilka groszy żaden lekarz nie przeskoczy i nie podskoczy.

Doskonale zdaję sobie sprawę, kto tak naprawdę trzęsie całą weterynarią. I mimo to piszę taki obrazoburczy tekst. Albowiem znikąd nie widzę ratunku. Lekarze nie znają się na rozliczeniach finansowych i co gorsza, absolutnie odżegnują się od jakichkolwiek działań w tym zakresie. Uratować nas mogą chyba tylko te panie, co umieją dodać dwa do dwóch, wiedzą jak to zapisać, rozliczyć. I ? niestety, ale robią to w ten sposób, że im jest może i z tym wygodnie, ale lekarze którzy muszą strawić te księgowe wygibasy nie mają lekkiego życia. Oczywiście, każda trudność przywiązuje. Pisklęta tym bardziej przywiązują się do kwoki, czym dłuższy odcinek za nią przebiegną. I my jesteśmy przywiązani do naszych pań księgowych. Ot, siła wyższa!

Zdaję sobie sprawę, że księgowość budżetowa i podatkowa to dwa różne kontynenty. Niemniej uważam, że trzeba te kontynenty połączyć regularnymi liniami pasażerskimi, towarowymi, a dzięki temu unikniemy pirackich ataków, będziemy mogli cokolwiek planować bez obawy o naruszenie dóbr którejkolwiek ze stron. Nie może tak być, że księgowa budżetowa kłóci się z księgową firmy pracującej na zwykłych zasadach. I to kłóci się o pryncypia! Jedna nie rozumie drugiej, brakuje konsensusu, a cierpi szary podatnik, lekarz weterynarii. Lekarz, który przez współpracę z Inspekcją nie może utworzyć wieloosobowego zakładu mogącego choćby i prowadzić całodobowe dyżury w terenie.

Do tego, że unikamy dyżurów jak ognia przyzwyczaiła nas nie tylko ich nieopłacalność, ale jak widać - i działania Inspekcji nie tylko niestymulujące powstawania większych zakładów, lecz wręcz wrogie rozwiązaniom, które stają się potrzebą czasu. Fakt, podobno najłatwiej jest kierować skłóconymi pracownikami. Żaden się nie podstawi, bo drugi utopi go w łyżce wody. Czy o to chodzi? Te zasady się podobno już przeżyły. W takim układzie niestety, lecz nie powstaną w terenie wielospecjalistyczne lecznice do wykonywania zaawansowanych zadań! Tylko ? czy tym jest dziś zainteresowana nasza kochana administracja weterynaryjna?

Stajemy oto przed nowym wyzwaniem, likwidacją choroby Aujeszki. Mimo to irytujące niedociągnięcia administracyjne jak były, tak są. GIW, owszem potrafi stawiać poprzeczki, proponuje nawet pseudorozwiązania jak choćby bibułkowe kombinezoniku i foliowe skarpetki do brodzenia w gnoju. Takie działania nie rozwiązują naszych problemów. Są to posunięcia pozorne, maskujące problemy, a stwarzające wrażenie ich rozwiązania. A może powinniśmy bardziej literalnie czytać wypowiedzi na temat zwalczania tej choroby? Co rusz ktoś tam podkreśla, że podstawą uratowania możliwości eksportowych naszego rolnictwa jest już samo rozpoczęcie zwalczania choroby Aujeszki. Może wystarczy robić dobre wrażenie, zasugerować, że coś się robi, a reszta jakoś tam będzie?

Do pewnego stopnia jestem skłonny zrozumieć mentalną blokadę społeczeństwa związaną z fizelinowymi "ubraniami ochronnymi". Ale w żaden sposób nie umiem dociec czemu nasza administracja nie potrafi usunąć nam i sobie zresztą - kłód spod nóg, przeszkód o wyłącznie prawnym charakterze. A miało już być tak dobrze?

Dla przypomnienia zacytuję fragment postulatów z naszej tegorocznej manifestacji w Warszawie. Postulatów, które miały być tak szybko zrealizowane.


--- "Postulaty Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego pracowników IW i urzędowych lekarzy weterynarii

II. POSTULATY LEKARZY WOLNEJ PRAKTYKI WYKONUJĄCYCH CZYNNOŚCI URZĘDOWE

1. Rozszerzyć art16 ustawy o IW tak, aby powiatowy lekarz weterynarii mógł zawierać umowy również z zakładami leczniczymi dla zwierząt a tym samym, aby przestała być łamana ustawa prawo farmaceutyczne.

2. Poczynić zmiany legislacyjne, aby wyeliminować pobieranie od zwracanych kosztów dojazdu i użytych materiałów medycznych zaliczki na podatek dochodowy i składki na fundusz zdrowotny.

3. Znowelizować rozporządzenia MRiRW w sprawie opłat pobieranych przez IW oraz w sprawie warunków wynagradzania za wykonanie czynności przez lekarzy wet. i inne osoby wyznaczone przez powiatowego lekarza weterynarii aby:

- w zakładach o małej zdolności produkcyjnej skończyć z procederem, że ilość godzin pracy lekarza wylicza się nie na podstawie rzeczywistego czasu pracy, ale po przeliczeniu ton czy sztuk na godziny
- zwiększyć stawki opłat i wynagrodzeń za prace wykonywane w godzinach 18.00-6.00 i w dni wolne od pracy o 50% w stosunku do stawek podstawowych" ---

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.