Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

O "Kodeksie" całkiem prywatnie Włodek Szczerbiak

2008/03/13 00:26:09


O „Kodeksie” – całkiem prywatnie.

W drugiej połowie lutego w formie informacji o działaniach Rady Krajowej pojawił się na stronie Izby Krajowej tekst uchwalonego kilka tygodni wcześniej Kodeksu. Teraz nie jest to już Kodeks Etyki i Deontologii Weterynaryjnej, a Kodeks Etyki Lekarza Weterynarii. Człon mówiący o deontologii właściwie był i zbędny, bowiem słowo to oznacza wyłącznie spisanie, skodyfikowanie norm etycznych przyjętych w danej społeczności. Pojawia się w tytule słowo „lekarz”, lecz dalej już ani słowem nie wspomina się o konieczności jego ochrony wobec mediów nagminnie posługujących się terminem – „weterynarz”, zamiennie z „konowałem”. Cóż, skoro Kodeks nie mówi o ochronie naszego tytułu zawodowego, pal go diabli koledzy weterynarze. Mamy być weterynarzami, to bądźmy.

Więc Zjazd Weterynarzy uchwalił Kodeks. Wiem, że najpierw wśród grona wybranych i wtajemniczonych został rozesłany projekt tego Kodeksu do przedyskutowania, wprowadzenia zmian. Rada Krajowa z sobie wiadomych względów nie uznała za stosowne przekazania Projektu do konsultacji w całym środowisku. Może i słuszna to decyzja, albowiem przy tworzeniu prawa, próba zrobienia tego przy pomocy zbyt dużego gremium zwykle pali na panewce. Inna rzecz, że kiedy ktoś mi mówi o naszej etyce, zmianach w niej – to czuję, że powinno to się odbywać w szerszym gronie. Rozumiem, że może mało kto, z ponad dwunastu tysięcy członków Izby zechce zabrać głos w takiej dyskusji, ale jakoś tak głupio tych wszystkich płatników składek arbitralnie odcięto od możliwości podyskutowania, zastanowienia się co jest dobre a co złe. Tak oto – otrzymałem wraz z całą resztą braci zawodowej do stosowania zbiór zasad, które dziesięć procent moich koleżanek i kolegów autorytarnie uznało za dobre.

Etyka jest pojęciem nieco ulotnym, zmiennym w czasie i środowisku. Skodyfikowanie zasad jest niewdzięczne. Doskonale pokazuje artykuł 4 naszego Kodeksu mówiący że:
„Lekarza weterynarii, jako członka społeczności zawodowej, powinna cechować wiedza zawodowa, rzetelność, uczciwość i wysoka kultura osobista”.
Kultura osobista, rzetelność i uczciwość egzekwowane przy pomocy artykułu. Hm… Ja – dla przykładu jestem taki stary, że swojej kultury osobistej, rzetelności – już wyżej nie podciągnę. Co mi w związku z tym grozi?

Natomiast przytrafiło się w Kodeksie ostrzeżenie mające niewiele wspólnego z samą etyką. W żaden sposób nie umiem zrozumieć, co wspólnego z zasadami moralności, etyki ma treść artykułu 12/2:
„Lekarz weterynarii musi być świadomy odpowiedzialności cywilnej w zakresie wykonywania zawodu, dlatego powinien zadbać o własne ubezpieczenie w tym zakresie”.
Rozumiem, że jest to swego rodzaju dobra rada, ostrzeżenie biznesowe, ale żeby od razu aż w kategoriach normy obyczajowej, moralnej?

Ambitne to zadanie i spory koszt skonstruowanie i uchwalenie takiego Kodeksu. Policzmy; zwołanie Zjazdu, opłacenie przejazdów, wyżywienia, noclegów. Może z tego względu powinienem podejść do ustalonych zasad z szacunkiem. Pochodzę jednak z dość starej, może i niepopularnej dziś szkoły, bo okazuję szacunek tylko wobec tych, co i mi okazują jakikolwiek szacunek. Mam historycznie wypracowaną pewność, że moja podległość w społeczeństwie nie opiera się na zasadach podobnych jak w „Ojcu Chrzestnym”.

Zresztą zajrzyjmy do artykułu 20
- „Lekarz weterynarii, który nie może podjąć się leczenia lub musi odstąpić od leczenia chorego zwierzęcia, powinien wskazać właścicielowi lub opiekunowi zwierzęcia możliwości uzyskania pomocy u innego lekarza weterynarii.”,
który to jest powielony natychmiast w artykule 21/1
- „Lekarz weterynarii, podejmując opiekę nad chorym zwierzęciem, zapewnia ciągłość leczenia lub wskazuje innego lekarza weterynarii, który w jego zastępstwie będzie kontynuował leczenie.”.
Rozumiem, że reprint wyniknął z niedopatrzenia, jest to zwyczajny błąd redakcyjny, który powstał w wyniku nazbyt śmiałego postępowania z edytorem tekstu. I nikt go nie poprawił?

Artykuł 22/2 stwierdza:
„Lekarz weterynarii w swej pracy zawodowej stosuje naukowo uznane metody rozpoznawcze i lecznicze.”
- moim zdaniem na przykład homeopatia, mimo że niejednokrotnie bywa odsądzana od czci i wiary, mimo że bywa uznawana za szarlatanerię, skoro nie potrafi wytłumaczyć terminu „pamięć wody” – nie jest metodą, której warto się pozbyć. Mam wrażenie, że ten przepis jest nieco niedokładną transkrypcją podobnego przepisu z Kodeksu Etyki Lekarskiej mówiącego:
„Lekarz nie może posługiwać się metodami uznanymi przez naukę za szkodliwe lub bezwartościowe”.
- niby to samo, a jakoś inaczej i homeopatia, leki homeopatyczne by mogły pozostać w praktyce lekarsko -weterynaryjnej.

Każde prawo, które ma być stosowane, nie mówiąc już o etyce, będącej zbiorem powszechnie akceptowanych norm – powinno uwzględniać zastaną sytuację prawną czy obyczajową. Egzekwowanie przepisu niezgodnego z powszechnie panującą praktyką jest niezmiernie trudne, może prowadzić do licznych buntów, protestów. Mądrzy władcy tego typu zarządzenia wdrażają po kawałeczku. Natomiast Zjazd Lekarzy Weterynarii w artykule 8/2 niedawno uchwalonego kodeksu stwierdza:
- „Publikacje lekarzy weterynarii w czasopismach innych niż weterynaryjne nie mogą zawierać treści opisujących czynności, do których wykonywania uprawniony jest tylko lekarz weterynarii”.
W licznych czasopismach są prowadzone kąciki weterynaryjne, porady mówiące w jaki sposób poprawić dobrostan, postawić podejrzenie choroby. Kodeks – zabrania robić tego tym, co są najbardziej predysponowani w tym kierunku. Kto tera zajmie nasze miejsce przy pisaniu artykułów o H5N1, chorobie Aujeszki?

W Kodeksie zauważyłem echo przebrzmiałej walki klasowej. Pochylmy się nad artykułem 22/3 mówiącym:
„Lekarz weterynarii powinien ograniczyć swoje postępowanie wobec zwierząt do czynności niezbędnych. Zasada ta nie dotyczy przeprowadzania eksperymentów”.
Dawno, dawno temu ekonomiści odkryli, że nie zawsze najtańsze jest najlepsze. Dziś chyba już nie żyjemy w takich czasach, żeby w czambuł potępiać wszystkie wielkie osiągnięcia socjalizmu. Czy nie jest nadmierną, wręcz nieuzasadnioną ostrożnością - zgoda Kodeksu na zastosowanie pełnego pakietu leczenia wyłącznie pod postacią eksperymentu?

Brakuje mi w Kodeksie przepisów, które by nakreśliły zasady naszego postępowania w typowo weterynaryjnej rzeczywistości, jaka się trafia przy eradykacji niektórych schorzeń. Zdawkowy artykuł 15/3 mówi zaledwie o zastanawianiu się, podczas gdy lekarz nie tylko temat musi rozważyć, ale i podjąć decyzje, a niejednokrotnie je współrealizować.
- „W uzasadnionych przypadkach, lekarz weterynarii może rozważyć możliwość humanitarnego uśmiercenia zwierzęcia”
Zgadzam się, że ten punkt jest dość odmienny od zasad kodeksu lekarskiego, lecz mamy do czynienia z kodeksem weterynaryjnym, gdzie szokujące niektórych decyzje są na porządku dziennym. Czemu Kodeks nie chroni naszego postępowania czyniąc z lekarzy weterynarii - filozofów, kiedy w rzeczywistości nasza działalność jest nieco bardziej praktyczna? Czy mamy w końcu prawo wykonywać eutanazję, albo wysyłać do uboju z konieczności?

Kodeks w dobie zaawansowanej komunikacji elektronicznej, blisko dwa miesiące po uchwaleniu nie został przedstawiony do publicznej wiadomości, ani w specjalnej rubryce elektronicznego organu Izby Krajowej, gdzie nadal znajduje się „stary” Kodeks, ani na stronach „Życia Weterynaryjnego”. Moim zdaniem Izba ma rację. Kto bowiem się będzie przejmował takim kodeksem, na co on komu?

Rewolucyjnych zmian w Kodeksie nie ma. Niektóre zapisy zyskały nową formę, inne zostały po staremu. Bardzo mnie natomiast cieszy, że udało się skrócić Kodeks. Jak dokument kiedyś zostanie w końcu wydrukowany to ta ostatnia, zaoszczędzona strona będzie mogła być przeznaczona na książeczki dla dzieci. Zawsze to jakaś pociecha. Po co był więc ten Zjazd Nadzwyczajny w Warszawie. Czy nowe prawo naszej korporacji jest w czymkolwiek lepsze do starego? Może jest tylko nieco inne, lekko – i to wcale nie najlepiej - przeredagowane?

Zawsze miałem tendencje do wyolbrzymiania. Możliwe, że niesłusznie stawiam zarzuty do zasad narzuconych mi przez naszych przedstawicieli. Uważam jednak, że każda dyskusja, która może przybliżyć zasady etyki jest warta prowadzenia. Z jednej strony taka rozmowa przyczyni się do poznania tych zasad, a z drugiej - do ich poprawnego zwerbalizowania w przyszłych przepisach, które sami dla siebie stanowimy. Może by warto wydać objaśnienia typu „co autor miał na myśli”?

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.