Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"XIII Kongres PTNW w Olsztynie" - W. Szczerbiak

2008/09/23 19:36:29


Niektórzy z nas mogą mnie uznać za nieudacznika, niedouka, albo co gorzej - lizusa skoro pojechałem do Olsztyna na Kongres PTNW. Czasami lubię posłuchać, co nowego o weterynarii mówią sobie w świecie.

Zacznę od końca. Po obradach Kongresu miał miejsce I Zjazd Lekarzy Specjalistów. Podczas spotkania została poruszona niesłychanie ostatnio popularna kwestia kastracji. Temat zaczął sam premier Tusk (wprawdzie nie podczas naszego Kongresu), ale nożyce odezwały się zewsząd. Co tam pedofile! Okazuje się, że świat nie może patrzyć na cierpienia kastrowanych prosiąt. Konsumenci dopuszczają zabijanie świnek na kotlety i inne smakołyki, ale ma to się odbywać humanitarnie. Wróćmy do tej kastracji. Referat o kastracji miał doktor Piotr Postępski z firmy Pfizer, która to zresztą sponsorowała całe spotkanie. Zanim jednak doszło co do czego zauważyłem niezwykle elegancką reakcję uczestników spotkania – otóż (niezbyt na szczęście liczna) grupka słuchaczy zechciała „po angielski” opuścić salę. Stało się to w momencie, gdy padła zapowiedź, że po wykładach profesorów i zagranicznych gości – przedstawiciel sponsora powie o nowowprowadzanym preparacie. Rozumiem, że wielu z wychodzących była na tyle oswojona z tematem, że nie chcieli słuchać o nowinkach prezentowanych przez jakąś tam firmę farmaceutyczną. Wyszły wyłącznie osoby czystego serca, absolutnie nieskorumpowane usilnymi staraniami Pfizera o przekazanie nowinek. Ot – wykładów owszem, wysłuchali, w obfitym poczęstunku udział wzięli, ale żeby wysłuchać reklamy (zresztą, czy to tak do końca reklama?) – to już nie! A – warto było.

Niewtajemniczonym wyjaśnię, że lepsza część świata stara się o wyeliminowanie bólu z hodowli. W Unii dozwolona jest kastracja bez znieczulenia u prosiąt do siódmego dnia po urodzeniu. Poza Unią, w Szwajcarii od przyszłego roku będzie wprowadzony zakaz kastracji. W Norwegii zakaz już istnieje. Chłopaki ślizgają się jak mogą. A to odwożą do skupu młodsze knurki (te przed uzyskaniem dojrzałości – nie śmierdzą, wystarczy zrobić kastrację post mortem i gra), a to robią dokładne badania zapachowe. Australia i Nowa Zelandia – stosują szczepionkę przeciwko zapachowi knura. Tak, szczepionkę, bo działa to w ten sposób, że antygen wzbudza produkcję przeciwciał skierowanych przeciwko czynnikowi uwalniającymi gonadotropiny przysadkowe GnRF. W ten sposób zostaje przerwana linia prowadząca do rozwoju jąder, a konkretnie – produkcji hormonów steroidowych, testosteronu i androstenonu. Brak androsteronów, obniżenie produkcji skatolu powodują, że knur przestaje być knurem. Daje to efekt bardzo zbliżony do kastracji. Pozostałości w mięsie - zero. Czyli koniec z kastracjami? Może nie do końca. Zastrzyki muszą być dwa, koszt kastracji hormonalnej może byłby i akceptowalny w wypadku leczenia pedofilii, a w skali przemysłowej, już niestety nie.

Oczywiście powstaje też problem nadużyć, na co zaraz zwróciła uwagę administracja. A jak sobie taka pani żądna zemsty na całym świecie skradnie specyfik i poda nielubianemu panu? A jak ktoś zamiast knurowi poda zastrzyk sobie? Następny temat – czy wieprzek po szczepieniu przeciwpopędowemu będzie musiał iść do rzeźni z certyfikatem? Do dziś problem kastracji traktowaliśmy po macoszemu. Ot robiliśmy to albo sami, albo – co częstsze, zajmowali się tym bardziej oblatani hodowcy. A za kilka lat? Ano administracja może się nam przyczepić do kolejnego punktu praktyki weterynaryjnej!

Skoro już jesteśmy przy praktyce – uczestnicy Kongresu mogli się zapoznać z najnowszymi osiągnięciami Głównego Inspektoratu w dziele zwalczania Aujeszki. Do końca sierpnia średnia krajowa wynosi 4,5% gospodarstw z wynikiem serologicznie dodatnim. Są trzy województwa mające wynik 7 – 8%. Akcja w toku. Zdaniem prelegenta, doktora Janusza Związka jedynymi problemami jest organizowanie na czas pieniążków, oraz wprowadzanie rozporządzeń. Rozporządzenia związane z uwalnianiem powiatów zapowietrzonych są jeszcze nieumocowane prawnie, lecz koło listopada prawdopodobnie nabiorą już mocy prawnej. Główny Inspektorat dołożył wszelkich starań, żeby akcja przebiegała bez zakłóceń. Zdaniem prelegenta po zakończeniu akcji powstanie pewien mały problem. Otóż, jak się wyraził mówca - nastąpi wówczas depopulacja sił przeznaczonych do tego zagadnienia i po kłopocie. Niektórzy lekarze naiwnie sądzą, że jakimś problemem są niskie wynagrodzenia dla pobierających krew. Nieprawda! Przedstawiciel Głównego Inspektoratu stwierdził, że obecne wynagrodzenie jest nader godziwe, sam to przeliczył!

Pociechą dla tych z nas, którzy nieszczęśliwie zbyt mocno powiązali się z Inspekcją może być to, że szykują się kolejne działania. Salmonelloza, IBR-IPV i jeszcze kilka. Roboty starczy na kolejnych parę lat mimo zapowiadanej w branży depopulacji.

Co jeszcze? Wiele nie powiem, bo przyjechałem dopiero na ostatni dzień Kongresu. Nawet w ostatnim dniu, choćbym się rozczłonkował – nie mógłbym wszystkiego zobaczyć i usłyszeć. Jednocześnie pracowało trzynaście sekcji naukowych (czyżby dlatego, że to był trzynasty Kongres?). Całe miasteczko akademickie, wszystkie sale wykładowe zajęła weterynaria. Referaty naukowców; polskich i zagranicznych, sesje plakatowe, wystawy firm sponsorujących Kongres. Właśnie. Organizacja Kongresu Polskiego Towarzystwa Nauk Weterynaryjnych pracującego aktualnie pod przewodnictwem profesora Zygmunta Pejsaka nieco różniła się od kongresów, w jakich wcześniej miałem zaszczyt brać udział. Pojawił się element komercyjny w postaci wystaw, sponsoringu, co dodało całemu spotkaniu skrzydeł. W sobotę, w dniu zakończenia obrad sale wykładowe nie były nazbyt przeładowane słuchaczami. Myślę, że ogrom działań organizacyjnych nieco przerósł zainteresowanie. Niemniej, o ile kolejny Kongres będzie w podobny sposób zorganizowany – nie wątpię, że powinno się pojawić na nim dużo więcej słuchaczy.

Z ciekawostek – wszyscy wiemy, że wielu wykładowców obecnie nawiązuje do różnych problemów swoich firm macierzystych, próbuje je promować w trakcie wykładów. Zresztą pierwsze strony prezentacji, a często i wszystkie kolejne zawierają zwykle odniesienia do firmy prelegenta. W podobny sposób podczas wykładów prezentuje się i jedna z najbardziej efektywnych grup lekarzy weterynarii. Olsztyński Vet-com był reprezentowany przez doktora Wojciecha Kempę. Doktor miał ciekawy wykład o problemach okresu poporodowego u macior, często wikłanego zapaleniem gruczołu mlekowego. Mimochodem przedstawiciel Vet-comu zahaczył o nieetyczne postępowanie grupy lekarzy z województwa warmińsko-mazurskiego. Otóż pojawiła się tam grupa lekarzy, którzy sprzedają leki z samochodu bezpośrednio do rąk zainteresowanych rolników. Ceny – dumpingowe. Aż mi ręce opadły, ja do tej pory słyszałem o takim działaniu ze strony Vet-comu! A okazuje się, że to jest nieprawda, lekarze z tego zespołu uważają takie postępowanie za nieetyczne! Jak to można się głupich plotek nasłuchać! Po wykładzie spytałem prelegenta o jednego z pracujących u nich lekarzy, który w moim powiecie sprzedaje rolnikom leki po dumpingowych cenach, oczywiście bez badania zwierząt. Był kompletnie zaskoczony. Ciekawy jestem – pytaniem czy faktem, jaki przedstawiłem.

Z rzeczy na czasie – doktor Kempa wspomniał o problemie z zatrudnieniem jego firmy liczącej sobie kilkunastu lekarzy do pobierania krwi. Okazuje się, że lekarze powiatowi nie chcieli podpisywać umów z firmą, a wyłącznie z indywidualnymi lekarzami, na co zespół zdolny samodzielnie przebadać większość Polski nie mógł się zgodzić.

Nie piszę tu, czego się jeszcze dowiedziałem podczas Kongresu. Pół roku temu inaczej widziałem leczenie zwierząt, niż widzę je dziś, po zaledwie kilku wykładach. Warto było, szkoda, że tak trudno być w kilku miejscach naraz.[/b]

Fakt, niektóre z informacji opierają się o to, co powiedziały "rude wiewióry". Ale może w tych plotkach tkwi ziarno prawdy?

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.