Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Głosowali jak chcieli, a wybrali kogo trzeba - JS

2008/12/18 23:46:23


"Głosowali jak chcieli, a wybrali kogo trzeba"

      Tak właśnie wygląda demokracja po polsku w 2008 roku- w trzeciej RP. Kiedy inni kandydaci desygnowani przez Krajową Radę natrafiali na różne opory ze strony tzw. "najwyższych czynników" i kolejno odpadali z gry jak (cytuję za Związkiem) ..."harcownicy, ktoś musiał podnieś rzuconą weterynarii rękawicę...". Tym nieustraszonym "mężem opatrznościowym polskiej weterynarii" okazał się Janusz Związek. W dniu 12 listopada 2008 roku MRiRW Marek Sawicki powołał lek. wet. Janusza Związka pomimo negatywnej opinii Krajowej Rady, Stowarzyszenia "Medicus Veterinarius", które za nawoływanie lekarzy do łamania prawa skierowało jego sprawę do Krajowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej oraz innych instytucji. Jakież to przymioty posiada nowy Główny Lekarz, które ujęły ministra, nie wiadomo. Oficjalny życiorys Janusza Związka jest dość skromny i nie obfituje w tytuły naukowe, liczne specjalizacje czy konieczną jak się wydaje na tym stanowisku znajomość języków. Jednak jak sam powiedział cyt:"...szybko się uczę i już dziś poprzez osłuchanie mogę poprawiać tłumaczy przy rozmowach...". W latach 1972-1981 studiował na Wydziale Weterynaryjnym Akademii Rolniczej we Wrocławiu i właśnie z tamtych czasów ma liczne grono kolegów, bo któż przez te dziesięć lat nie poznał Janusza. Podjęta po studiach praca w Inspekcji zmieniła "wiecznego studenta" w urzędnika, inspektora, a w końcu w polityka.
Kolejno zajmowane stanowiska wzmocniły w nim poczucie pewności siebie i nieomylności własnych osądów. Jednak te osądy są często prostym odzwierciedleniem poglądów jego wielkich poprzedników, czyli Komorowskiego, Kołodzieja i Rudego. Janusz Związek był zawsze ich wiernym uczniem. Jest zwolennikiem autorytetów, których opinie w Inspekcji stają się obowiązującą interpretacją istniejącego prawa. Jednak takie obiegowe powtarzanie tych opinii "zwalnia" wielu inspektorów od samodzielnego myślenia i próby własnej interpretacji przepisów. Janusz Związek w swych pismach i wypowiedziach często zręcznie manipuluje prawdą, aby osiągnąć zamierzony cel: np. na Komisji Rolnictwa nr. 27 z dnia 22 kwietnia 2008 roku nie odniósł się do pytania posła o problemy z właściwym i bezkolizyjnym z prawem, wykonywaniem wyznaczeń, ale w innym miejscu tej wypowiedzi stwierdził, że cyt: ..."przy okazji zwalczania Choroby Aujeszkyego nie będzie problemów z fiskusem, bo lekarze nie będą używali farmaceutyków...". Oczywiście to bzdura, bo w wielu powiatach w Polsce już z konieczności podjęto szczepienia świń, przy czym szczepionkę znowu lekarze wyznaczeni osobiście, kupują na zakłady lecznicze, analogicznie jak tuberkulinę. To jest kwintesencja myślenia Janusza Związka: chcesz mieć wyznaczenie- naginaj przepisy, oszukuj, a jak wpadniesz, to my pierwsi damy ci po łapach.
      Lekceważący a często pogardliwy stosunek Janusza Związka do kolegów z wolnej praktyki to typowy sposób myślenia człowieka, który nie zaznał smaku wykonywania wolnego zawodu, jego blasków i cieni. Nie potrafi docenić kolegów, którzy po 1990 roku wzięli los w swoje ręce i wzorem "starej Europy" mozolnie budują wizerunek i prestiż tego zawodu.
Traktuje ich jak zło konieczne, jak wyrobników pasożytujących na ciele Inspekcji. Są oni wg niego z gruntu nieuczciwi, interesowni i wiecznie kombinują jak naciągnąć budżet. Związkowi marzy się wielotysięczna Inspekcja na etatach, która załatwi wszystkie zadania bez wyznaczeń. Dla nas wszystkich to próba powrotu do PRL-u, jego planowania, premii, talonów i "urawniłowki". Dziś wyznaczenia pozwalają egzystować wielu nierentownym terenowym praktykom pomimo coraz trudniejszej sytuacji w hodowli trzody i bydła. Rozumieli to jeszcze Krzysztof Jażdżewski i Ewa Lech, bo pracowali kiedyś w lecznicy. Januszowi Związkowi na tym nie zależy. Tęskni za stworzeniem armii tanich, etatowych i w pełni zależnych wyrobników. Nie sądzę jednak, aby ci higieniści na etatach chcieli na dłuższą metę trwać na taśmie w rzeźni czy tyrać monitoringi w chłopskiej obórce przez cały miesiąc za 2-3 tysiące. I co wtedy? Wtedy zacznie się szkolenie oglądaczy, techników, zootechników i rolników, czyli w miejsce lekarza wpakują tańszy substytut. Jeśli tak miałaby wyglądać przyszłość Inspekcji, to marny nasz los. Szkoda tylko, że zawód w którym znajdowało dotychczas pracę prawie dziesięć tysięcy lekarzy być może definitywnie się podzieli, a przy okazji część kolegów straci pracę bądź możliwość utrzymania zakładu leczniczego. A póki co żyjemy, zwalczamy chorobę Aujeszkyego za marne grosze i choć nie jest to robota naszych marzeń to jednak pobieramy krew, rozpoczynamy szczepienia, aby "nowy wódz" mógł zameldować ministrowi - zrobiłem! Wprawdzie stwierdzana ilość ognisk przekroczyła najśmielsze szacunki naszego Głównego i gdzieniegdzie rolnicy zaczynają się już niepokoić o swoją przyszłość, ale najważniejsze, że robota idzie do przodu. W wielu powiatach wybrano najdroższą metodę polegającą na wykupie zarażonych stad, ale przy braku identyfikacji i świadectw przemieszczania świń nietrudno przewidzieć, że w drugim próbobraniu również będą ogniska. To dziwne, że Janusz Związek, profesor Pejsak i inni doradcy Ministra Rolnictwa nie wzorowali się np. na Hiszpanii gdzie jest ok. 26 mln. sztuk świń (czyli niewiele więcej niż u nas ) tyle, że w 200 tysiącach stad (u nas jest ponad 1 milion stad). Hiszpanie przez 8 lat walki z chorobą Aujeszkyego nie wykupili żadnego stada, a wszystkie zarażone świnie szczepią, tuczą i odstawiają do uboju. Budżet nie dopłaca tam rolnikom do ceny skupu żywca niezależnie czy pochodzi ze stad zakażonych ( strefa czerwona) czy wolnych ( strefa zielona). Kto więc u nas doradził taką formę walki z chorobą, która już pochłonęła setki milionów, a końca dalej nie widać. Dlaczego nie rozpoczęto od stad zarodowych, skoro choroba przenosi się głównie drogą płciową? Na to i wiele innych pytań nie odpowie dziś kol. Związek, który kreuje się na współautora tego przedsięwzięcia. Zapewne znajomość któregoś z europejskich języków ułatwiłaby mu sięgnięcie do cudzych sprawdzonych rozwiązań, ale cóż duma nie pozwala. Nie dziwię się, iż wielu PLW nie sypia dziś spokojnie puściwszy lekką ręką parę milionów na wykupy, bo jeśli kiedyś zainteresuje się tym NIK czy kontrola unijna to będzie problem.

Jacek Sośnicki - Wielkopolska

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.