Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Globalne znaczenie choroby Aujeszky"- W. S.

2009/01/30 23:23:43


Globalizm jest polityką dzisiejszych lat. Spójrzmy więc na nasz świat w sposób współczesny. Przyporządkujmy naszym działaniom właściwe priorytety. Stąd ten pozornie filozoficzny temat, jakże jednak ściśle związany z naszą pracą zawodową.

Czy dla kogokolwiek będzie twierdzeniem obrazoburczym, że rekin absolutnie nie jest gatunkiem prehistorycznym? Ten gatunek powstał zanim kręgowce ruszyły na ląd, a ludzie nie ganiali nawet w postaci szczurków. Tak samo, jak słynna Latimeria - rekin stanowi żywą skamieniałość. Ot, wpasował się w niszę ekologiczną i sobie żyje od grubych milionów lat. Może więc powiedzieć o historii ludzkości z pełnym lekceważeniem, że jest krótka. Ta ryba w głębokiej pogardzie ma panoszącego się obecnie człowieka. Ani nie dysponuje inteligencją, której ślady by się dały wykryć najczulszymi metodami naukowymi, ani nie posiada jakichkolwiek aspiracji. Tylko sobie żyje i ogląda marności świata wyłupiastymi oczkami krótkowidza. Pływa sobie, żre i bzyka. Nic więcej mu do szczęścia nie potrzeba.

Z człowiekiem jest zupełnie inaczej. Ten gatunek ubzdurał sobie być panem stworzenia, uważa że wyłącznie on jest pupilkiem Pana Boga. Człowiekowi nie wystarcza to, co już posiada. Niczym kura, co dostanie grzędę zawsze chce więcej i więcej. Więcej od kury, więcej od jakiegokolwiek stworzenia. Dzieła człowieka są wielkie. Przy odpowiednio dużym powiększeniu widać je nawet z kosmosu. Lecz są absolutnie różni ludzie. Jedni dążą na same szczyty, zdobywają a inni nie są czymś takim zainteresowani. Wystarcza im, co mają tu i teraz, a całą władzę stanowi zebranie rady plemienia.

Jak dla istoty z innego świata mogą wyglądać osiągnięcia ludzkiego społeczeństwa? Czy nasze wysiłki mogą się stać zauważalne dla obcych cywilizacji? To bezwzględnie zależy od instynktu badawczego. Porozumienie się różnych gatunków na Ziemi jest niesłychanie trudne. Ludziom jak do tej pory udało się jedynie nauczyć zwierzęta wykonywania różnych rozkazów. Lecz taka relacja nie jest właściwą nicią porozumienia. Ta nić pojawia się dopiero wtedy, kiedy zaczynamy rozumieć potrzeby innych gatunków. Mam wrażenie, że jest to coś podobnego do mojej relacji z Pusią. Pusia jest Berneńską Suką Pasterską i uwielbia mi zawracać głowę zawsze wtedy, gdy usiądę, żeby coś napisać. Siada i „mądrym wzrokiem” intensywnie wpatruje się mi w oczy. Gdy hipnoza nie skutkuje potrafi prościej werbalizować swoje potrzeby. Najczęściej podnosi mi nosem łokieć, tak że nie mogę pisać, albo szczeka z przyganą. Zwierzę się do mnie odezwało, czegoś chce, komunikuje się, a ja nie umiem z nim nawiązać partnerskiego stosunku! Patrzę w jej piwne oczy i usiłuję zrozumieć, czego ona chce. Biedaczka stara się przekazać mi swoje potrzeby z całych sił. Przekręca głowę to w jedną, to w drugą stronę, czasem przestąpi z łapy na łapę, albo nawet głucho zawarczy.
- Czego chcesz?
- Skuczenie, zdecydowane ruchy ogonem.
Pozostaje mi tylko zgadywać. O co nie zapytam, muszę uważać, żeby przypadkiem nie zabrzmiało to jak komenda, bo w takim wypadku mój pies potrafi sobie przyporządkować właściwe priorytety. Zazwyczaj kończy się to zwyczajnie.
- Wypuścić cię na dwór?
I Pusia podskakuje. Ale to podskakiwanie wcale nie oznacza, że trafiłem w jej życiową potrzebę. Ot, moje pytanie potraktowała na tyle priorytetowo, że stało się dla niej rozkazem. Poznaję to bardzo prosto. Suka wypuszczona za drzwi biegnie kawałek w podskokach, żeby pokazać, jaka to jest posłuszna, nawet wyjdzie na dwór, ale zaraz wraca i ociera mi się o nogę. Znaczy to, że chodziło o coś innego. I zgaduj tu do woli! Ta suka rozumie mnie dużo lepiej, niż ja ją. A niby z nas dwojga – ja jestem tą inteligentną stroną.

Coraz częściej reżyserzy filmów opowiadając o wydarzeniach starają się naświetlić je z właściwej perspektywy. Zaczynają pokazywać problem okiem satelity nadlatującego hen zza orbity Wenus, albo Marsa. Ziemia staje się coraz większa, piękniejsza, a dokładnie wycelowana kamera uparcie zdąża do sobie znanego celu. Tak samo, jak w programie, gdy zmieniamy powiększenie. Google, dzięki satelitom obecnie potrafi pokazać dosyć wyraźnie choćby i samochody. Gdyby jakiś fan się uparł, może nawet odróżnić ich marki. Gdyby. Więc musi istnieć osoba zainteresowana i musi posiadać odpowiednią wiedzę. Tylko wtedy będzie można wykorzystać cudowne możliwości fotografii satelitarnej. Lecz takie sytuacje zdarzają się nagminnie. Szczególnie wtedy, gdy satelita prowadzi działalność szpiegowską. Lecz co daje takie zdjęcie? Ani porządnie nie przedstawi rzeczywistości, ani w żaden sposób nie umożliwi rozpoznania celowości jakichkolwiek działań widocznych na dole. Można wyłącznie spekulować. Lepiej, lub gorzej.

Mam wrażenie, że podobnymi spekulacjami są nasze opinie o życiu bakterii, wirusów. Ot, niby je widzimy jak sobie żyją, lub żyły zanim nie zostały elegancko „utrwalone”. Ale absolutnie nie wiemy, co one z tego życia mają. Dopiero w oparciu o naszą umiejętność zapisu historii możemy ocenić, co te bakterie zrobiły i na podstawie tych Oce spekulujemy o działaniach innych. Co najciekawsze, te spekulacje się nawet nieźle sprawdzają. Im większa próbka badana, z tym większą dokładnością można powiedzieć cokolwiek o jej życiu. A jeszcze lepiej, gdy potraktujemy te żyjątka kwasami, ługami i rozpuścimy na części, które uważamy za podstawowe. Wtedy umiemy nawet odróżnić dość blisko ze sobą spokrewnione szczepy. Jednej martwej bakterii zwyczajnymi metodami nie da się rozpoznać, ani sklasyfikować. Chyba, że uciekniemy się do inżynierii genetycznej, która potrafi na podstawie pojedynczej nici kwasu nukleinowego rozpoznać z jakim organizmem mamy do czynienia. Najpierw trzeba taki organizm rozłożyć na części pierwsze, a potem umiejętnie podgrzewając i studząc mieszankę kwasu nukleinowego z tak zwanym primerem – doprowadzić do wyprodukowania takiej ilości DNA, która stanie się czytelna. Dzięki metodom genetyki molekularnej umiemy rozpoznawać swój genotyp, umiemy zaprzęgać ten genotyp do reprodukcji komórek. Najprawdopodobniej lada dzień okaże się, że umiemy się samoklonować.

Dobrze, że my nie jesteśmy w ten sposób poznawani przez istoty z innego świata, a przynajmniej nie dotarło to do naszej świadomości. Ot wystarczy posiać trochę ludzkości na ziemie wybiórczo–namnażające i zaraz byśmy się mogli dowiedzieć, w jakich warunkach dana populacja naszego gatunku może się utrzymać. Na płytce z podłożem Grenlandia – utrzymać przy życiu by się mogli Inuici, na podłożu z Afryką – mieszkańcy tego kontynentu. Wiadomo, czasem mogą się trafić i zanieczyszczenia. Zawsze tak jest. Niemniej do solidnych badań naukowych przyjmuje się określone standardy. Nie są istotne pojedyncze osobniki. Istotna jest kolonia.

Zastanawiam się, jak więc nasze działania mogą być interpretowane z zewnątrz. Czy jesteśmy niczym termity, albo mrówki mające swoją architekturę, społeczeństwo, ale i mnóstwo niezrozumiałych zachowań? A może jesteśmy niczym wirus grypy zdolny do namnażania się w najrozmaitszych gatunkach zwierząt dzięki swojej zmienności, którą da się odczytać w oparciu o współzależność pomiędzy występowaniem określonej neuroaminidazy i towarzyszącej jej odpowiedniej hemaglutyniny. Ile się można dowiedzieć w ten sposób o życiu? Nie znamy porządnie struktury takiego wirusa, budowy jego antygenów, nie wspominając już o strukturach atomowych i subatomowych. Stale opieramy się o efekty działania tych wirusów jakże widoczne w populacji ludzi i zwierząt.

Jak nas widzą? Te ponad siedem miliardów ludzików kręcących się po błękitnej planecie? Ot tu i ówdzie widać jakieś termitery, paprochy płynące po oceanie. Miejscami do środowiska wydzielane są substancje toksyczne zakłócające normalny stan pożywki na jakiej żyjemy. Niemniej cały czas sądzimy, że dążymy gdzieś naprzód. Zdaje się nam, że coś chcemy osiągnąć. Co? Tego nikt nie wie. Tymczasem rozmnażamy się na ile tylko pozwoli nam baza żywnościowa.

Jakże ważnymi w tym układzie okazują się badania świń w kierunku Aujeszki! Właściwa władza zwierzchnia potrzebuje syntetycznych raportów ile gospodarstw w jakim województwie jest zapowietrzonych, aby z tych danych sporządzić całościowy raport o stanie epizootycznym państwa w temacie rzeczonej choroby. Koleżanki, Koledzy! Pamiętajcie, jak ważna jest Wasza dokładność w pracy! Nie zapominajcie, jak istotne jest przestrzeganie zasad próbobrania! Każda świnia, zanim nie umrze musi być policzona i oznakowana. Bo ta świnia jest inna od tamtej! Każde odchylenie od procedury skutkuje zmianą którejś cyferki po przecinku, spójnej cyferki jaką przedstawimy Zjednoczonej Europie, aby ta z kolei mogła podać te dane dalej, gdzie ulegną dalszemu przeliczeniu. Dzięki temu będziemy mieli zabezpieczoną wiedzę naszej populacji w kwestii ilości świń będących nosicielami w sumie chyba najwyżej ubikwitarnego już wirusa.

A teraz spójrzmy globalnie, jak przystało na władców Ziemi. Widzicie, jak istotna jest nasza praca? Popatrzcie Państwo, jakie samouspokojenie siedmiomiliardowego społeczeństwa następuje dzięki tej wiedzy, dzięki temu, że zaledwie ileś tam tysięcy ludzików pozornie bezcelowo kręci się wokół mrowiska? Ile milionów wśród tych miliardów wie o chorobie Aujeszki? Pewnie niewiele, lecz ten drobny szczególik, że ktoś wie - rzutuje na całokształt gospodarki, na eksport i import żywca wieprzowego, podstawy wyżywienia miliardów ludzi. Ludzi, którzy nawet nie wiedzą, co jedzą, ale chcą jeść bezpiecznie i za ten spokój płacą ciężkie pieniądze. Pieniądze, które idą w nasze podłoże życiowe, w codziennie z nową werwą udeptywany gnój.

A rekiny sobie spokojnie pływają po oceanie. Tu powącha, tam coś użre i dalej, dalej. One były zanim nie było nas i będą sobie dalej.

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.