Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Izby, Izby i co dalej" - Włodek Szczerbiak

2009/03/02 13:54:40


Izby, Izby i co dalej?

Wybory w pełni. Kto startuje? Najczęściej, jako przedstawiciele „wolnego zawodu” o władzę w Izbie zdają się ubiegać lekarze zatrudnieni w Inspekcji Weterynaryjnej. Lekarze sprawujący rzeczywiście wolny zawód, zajmujący się wyłącznie leczeniem zwierząt są najmniej zainteresowani tym, co się dzieje w Izbie. Zainteresowanie lekarzy prywatnej praktyki z miast jest tak małe, że wielokrotnie nie udaje się tam uzyskać quorum umożliwiającego wyłonienie delegatów na zjazd okręgowy. Coraz głośniejsze są też głosy podważające sens istnienia Izby, która w żaden sposób nie pomaga w pracy lecznic weterynaryjnych, a zajmuje się wyłącznie zbieraniem składek.

Z punktu widzenia Konstytucji samorząd zawodowy, taki jak Izba – reprezentuje osoby wykonujące ten zawód, oraz sprawuje pieczę nad jego należytym wykonywaniem. Powstały liczne pytania – czy bez takiej „czapy” lekarze przestaną dobrze leczyć, adwokaci – bronić, a architekci – projektować? Toż mimo najszczegółowszej „opieki” takiej organizacji można popełnić czasem i tragiczny w skutkach błąd. Żadna Izba tu nie pomoże! Najwyżej osądzi, napiętnuje i tak dalej. Sami widzimy, jaka okazuje się być skuteczność Izby w reprezentowaniu naszych potrzeb u najwyższych władz. Tam, gdzie dążenia Izby zazębiały się z dążeniami ministerialnymi, dążeniami Inspektoratu, Departamentu – poparcie Izby miało swój bardziej, lub mniej wymierny skutek. Są nowe etaty dla inspektoratów, pieniądze na samochody, sprzęt. Gorzej, gdy wbrew dążeniom Izby stawał Główny Inspektorat, Departament. Nie pomógł nawet Sejm. Doszło do totalnego klinczu prawnego.

Jak w takiej sytuacji dziwić się takiej, a nie innej proporcji przedstawicieli zawodu we władzach Izby? Jak w takim wypadku twierdzić, że Izba integruje, pomaga i tak dalej? Do żali naszego środowiska dochodzą skargi płynące od absolwentów wydziałów prawa. Ci młodzi ludzie mają rzeczywiście poważne problemy ze zdobyciem pracy. I chyba na kanwie protestów płynących z tego środowiska Rzecznik Praw Obywatelskich skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek kwestionujący obowiązek przynależności do korporacji zawodowych. Zdaniem Rzecznika taki przymus stanowi ograniczenie wolności obywatelskich.

Weterynaria, jeśli chodzi o podstawowe zastrzeżenia Rzecznika – wcale nie utrudnia wstąpienia do swojej korporacji. Są to czynności wyłącznie natury administracyjnej – złożenie dokumentów i praktycznie automatyczne przegłosowanie przyjęcia w skład członków Izby, równoznaczne z prawem do wykonywania zawodu. Co więc się stanie w naszym przypadku, kiedy spełnią się marzenia profesora Janusza Kochanowskiego mierzące ku nadaniu nam większych swobód obywatelskich?

Najpierw należy zobaczyć dokładnie, jakie są intencje legislacyjne Rzecznika. Otóż mówi on w wywiadzie:
„- Nie chcę likwidować korporacji zawodowych. Chciałbym jedynie, żeby przynależność do nich była dobrowolna. Chciałbym również, żeby istniała możliwość założenia alternatywnej korporacji zawodowej, gdyby ktoś chciał się tego podjąć. No i oczywiście, aby można było wykonywać swój zawód, nie należąc do żadnego stowarzyszenia”
Czyli – ja czytam to tak, że w wersji proponowanej przez Rzecznika – cała czapka związana z funkcjami przewidzianymi Konstytucją, a więc – reprezentowaniem i należytym wykonywaniem zawodu – nadal by miała pozostać w rękach Izby. Tylko nie trzeba będzie do tej Izby należeć, płacić składek. Wiadomo, że kto nie należy – nie posiada prawa wyborczego, nie może zabierać głosu poprzez organa, które „reprezentują” takiego delikwenta.

Nie należy, to i nie ma prawa głosu, a jest reprezentowany, karany, obarczany całą masą przepisów. Płacenie składki to koszt (możliwe, że w wypadku przynależności dobrowolnej – kwalifikowany do odliczenia od podatku). A jaki zysk? Patrząc na efekty działań Izb z dotychczasowych kadencji – wyłania mi się dosyć koszmarny obraz. Tam, gdzie działania Izby mają cokolwiek ułatwić – są blokowane przez lekarzy weterynarii pracujących w najwyższych władzach. Działania nierodzące szczególnych skutków, lub w jakiś sposób utrudniające życie lekarzom (czytaj – dyscyplinujące) – przechodzą bez większych oporów. Po co więc taka Izba? Pieniądze wydawane na składki to marnotrawstwo. Skoro niezależnie od tego, czy się płaci, czy nie płaci – pragmatyczny wniosek jest jeden – płacenie składek nic nie daje! To całe „reprezentowanie” jest warte funta kłaków!

Teraz zastanowię się nad tym, co czeka Izby w momencie, gdy stracą większość swoich członków. Większość, bo lekarze prywatnej praktyki stanowią większość w naszym społeczeństwie zawodowym. Mniejsza kasa, a co za tym idzie mniejsze możliwości wykonywania rozmaitych obowiązków statutowych typu kontrole lecznic, fetowanie jakichś okazji, opłacanie utrzymania lokali, pracowników. Zanik, atrofia. Nadal jednak pozostaje funkcja władzy. Kto tą władzę będzie sprawował? A? Dokładnie, właśnie ci, którym prawo nie pozwala na jakiekolwiek potyczki z urzędami. Ci, dla których przynależność do organizacji niebędących ani związkiem zawodowym, ani partią – nie jest zakazana, choć i tak nie mogą podejmować żadnych działań – przytoczę tu fragment z artykułu 78 Ustawy o służbie cywilnej:
1. Członek korpusu służby cywilnej przy wykonywaniu obowiązków służbowych nie może kierować się interesem jednostkowym lub grupowym.
2. Członkowi korpusu służby cywilnej nie wolno publicznie manifestować poglądów politycznych.
3. Członkowi korpusu służby cywilnej nie wolno uczestniczyć w strajku lub akcji protestacyjnej zakłócającej normalne funkcjonowanie urzędu.

Co może taki członek „korporacji” zrobić dla zawodu, gdy presja władz jest z różnych przyczyn skierowana przeciw zawodowi, jak ma to miejsce obecnie? Może reprezentować kolegów? Których kolegów? I co z tej reprezentacji?

Całe szczęście, że jak na razie nikt nie zabiera nam, szaraczkom możliwości tworzenia i uczestniczenia w stowarzyszeniach, choćby takich, jak „Medicus”. Medicus nie jest obwarowany zakazem protestowania, zakazem stawiania oporu i innymi takimi bzdurami, którymi dały się parafować organizacje - w tej chwili zakładające obligatoryjną przynależność. Stowarzyszenie ma to do siebie, że powstaje z potrzeby chwili i z potrzeby czasu też znika z powierzchni ziemi. Członkami naszego stowarzyszenia są lekarze prywatnej praktyki, mający określone potrzeby, których nie jest w stanie zrealizować za płacone jej podatki Izba, potrzeby, które są solą w oku władz.

Jaką widzę przyszłość Izby? Hm. Dotacje, chyba i pensje z budżetu. Czyli w dalszej przyszłości - kolejny urząd troszczący się o weterynarię! Zaczynam tej troski mieć naprawdę powyżej spławika!

Cokolwiek o przyszłości Izb podobno - będzie wiadomo w okolicach czerwca, ale nie przesądzajmy, sam promotor nowych rozwiązań, profesor Kochanowski – przewiduje rok, półtora. Nadzieją dla gorących zwolenników obligatoryjności należenia do Izb jest wyłącznie zmiana rządu. Słabą nadzieją, bo to kolejny już rząd, któremu solą w oku jest samorządność zawodowa. Mamy rząd, który głosząc wielkie gasła stosuje bardzo prostą, wręcz pragmatyczną taktykę w postępowaniu ze swoimi wyborcami. Najciekawsze, że takie postępowanie – jak najbardziej wzbudza aplauz społeczny. Premier Tusk jest „gorąco” za jak największą liberalizacją prawa korporacyjnego, za konkurencyjnością, powszechnym dostępem. Za tym są wszyscy, całe społeczeństwo.

Zdaje się, że nasza maleńka grupa zawodowa, nawet w cieniu takich molochów jak prawnicy, lekarze, farmaceuci – poniesie korporacyjne straty. Staniemy się sklepikarzami, którzy będą musieli samodzielnie użerać się z Inspekcją Farmaceutyczną, Weterynaryjną, Sanitarną. Ale co zrobić? A pieniędzy na składki – szkoda, bo i za co płacić?

Włodzimierz Szczerbiak

PS: zachęcamy do udziału w ankiecie na stronie głównej

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.