Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"O czym wiosną szumią szumią drzewa"-J.Sośnicki

2009/03/16 19:39:08


O czym wiosną szumią drzewa.

Z działania samorządu w okresie ostatniej kadencji nie mogą i nie są dziś w pełni zadowoleni ani lekarze w Inspekcji, ani lekarze wolnej praktyki. Oczekiwania lekarzy mają charakter równie roszczeniowy jak przed czterema laty. Izba dalej nie stała się związkiem zawodowym lekarzy, choć to właśnie ona jako jedyna masowa-przymusowa organizacja zrzeszająca wszystkich lekarzy wykonujących zawód, miałaby możliwości wyrażania opinii i potrzeb całego środowiska.
Jednak pełnienie przez nią głównie funkcji reprezentacyjnej i restrykcyjnej, nadzorującej wykonywanie zawodu przy braku skutecznej funkcji ochronnej powoduje niezadowolenie członków samorządu i przekonanie o nienadążaniu Izby za dynamicznie zmieniającymi się warunkami działania lekarzy. To smutne, ale pomimo sporego zaangażowania Rady Krajowej i Rad Okręgowych Izby, zwykle konkretne problemy dalej lekarze wolnej praktyki rozwiązują samotnie, borykając się w swoich środowiskach z urzędniczą niemocą i brakiem zrozumienia swoich intencji. Bez właściwego wsparcia logistycznego i prawnego ze strony Izby narasta w nich poczucie frustracji, osamotnienia i bezsensowności przynależności do samorządu. Wiele osób w Inspekcji i lekarzy wolno praktykujących zadaje sobie dziś pytanie: po co nam jeszcze samorząd? Czy to tylko dodatkowy comiesięczny wydatek dla inspektorów i kaganiec ograniczający wolność lekarzy w działalności gospodarczej? Z czego wynika tak niewielka skuteczność Izby w realizacji postulatów poszczególnych grup w ramach naszego zawodu?

W przypadku Inspekcji jest to jak się wydaje wynik braku współdziałania z Izbą lekarzy wojewódzkich i głównego w kwestii zdecydowanego domagania się właściwych warunków pracy i wynagradzania etatowych pracowników Inspekcji na wszystkich szczeblach. Łatwiej im mówić o nowych etatach w miarę przydzielania dodatkowych zadań, a przecież każdy w PIW-ie wie, że nie są im potrzebne etaty, tylko podniesienie wynagrodzeń dla już pracujących, co jest najlepszą motywacją do wytężonej pracy. Nadmiar etatów w Inspekcji, wcześniej czy później, spowoduje w dobie kryzysu finansowego, przydzielenie inspektorom na etatach większości zadań, które dotychczas są zlecane lekarzom urzędowym. Tak już stało się z kontrolami IRZ i będzie obejmować z czasem pozostałe czynności. Jeszcze mniej powodów do zadowolenia mają lekarze urzędowi - wyznaczeni przez PLW. Pomimo wielkiego zaangażowania Krajowej Rady i Stowarzyszenia "Medicusveterinarius" w nowelizację art. 16 Ustawy o Inspekcji Weterynaryjnej do dziś nie udało się wcielić w życie możliwości zawierania umów na zakłady lecznicze, a te, które dotychczas podpisano nie można rozliczać fakturami VAT zgodnie z prawem farmaceutycznym, podatkowym i prawem pracy. Pieniądze na wypłaty są na niewłaściwych paragrafach albo jak dziś, nie ma ich w ogóle. Zupełną klapą były próby podniesienia cennika opłat i wynagrodzeń, który od 2004 roku nie był rewaloryzowany pomimo przedstawiania przez Izbę kolejnych projektów rozporządzenia. W rzeźniach dalej trwa przeliczanie sztuk na godziny.

I wreszcie grupa lekarzy wolnej praktyki, którzy w ogóle nie korzystają z Wyznaczeń, a Izba jest dla nich tylko aparatem ucisku, utrudniającym swobodę w działalności gospodarczej. To oni narzekają na zupełną bezczynność Izby w kwestii ochrony zawodu, ochrony rynku usług weterynaryjnych, braku standaryzacji tych usług i likwidacji powszechnego dumpingu cenowego ze strony praktyk inspektorów czy lekarzy urzędowych, dla których zakłady lecznicze nie są jedynym źródłem utrzymania. Brak jakiejkolwiek ochrony pracujących już lekarzy przed masowym napływem nowych praktyk małych zwierząt, które powstają od początku z założeniem, że przez pierwszy rok czy dwa nie muszą przynosić żadnego dochodu, powoduje wrażenie zupełnej niemocy samorządu powołanego przecież do dbałości i ochrony rynku usług weterynaryjnych.
Moje usilne parcie w Krajowej Radzie do stworzenia zestawienia-cennika stosowanych cen na usługi w poszczególnych regionach ciągle nie zostało wprowadzone w życie, a przy braku określonych standardów usług ich wartość miałby kształtować rynek. Na czym to polega wiedzą dobrze wszyscy, którzy prowadzą praktyki weterynaryjne. Codziennie mają po kilka telefonów z pytaniem co, gdzie i ile kosztuje a zdarzają się już takie: ... mam 50 złotych czy wysterylizuje mi pan kotkę?.. . Tak kończy się kształtowanie cen przez wolny rynek usług, który spycha nas powoli na margines społeczny i finansowy. Izba o tym wie, ale niewiele może zrobić, bo boi się urzędu antymonopolowego, który już raz ukarał ją za cennik minimalny, powszechny zresztą w całej Europie.
Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył już obowiązkową przynależność do samorządów zawodowych i konieczność opłacania składek, co może być "gwoździem do trumny" tej ogólnej niemocy, jaką jest dziś Izba Weterynaryjna. Czy jednak nic już nie można zrobić? Można tyle, że nie mogą tego zrobić pracownicy Inspekcji, bo na jakimś etapie wejdą w konflikt ze swoimi przełożonymi. Ciężko też będzie lekarzom urzędowym, bo nie wszystko jest na rękę wyznaczającym, a z kolei lekarze wolnej praktyki dawno stracili już nadzieję i nie interesują się niczym, byle Izba im nie przeszkadzała. Kto więc uratuje dziś zawód - "pospolite ruszenie"? Myślę, że takowe może się udać tylko, gdy lekarze korzystający dziś z wyznaczeń zostaną postawieni przed wyborem: robić monitoringi bez zapłaty w terminie lub wejść na "bieda etaty za 2-3 tys./miesięcznie". Czyli skromne etaty w Inspekcji lub próba powrotu do praktyki terenowej bez wspomagania wyznaczeniami. Wówczas musieliby się zmierzyć z "biedą" i szukać pomocy Izby czy Stowarzyszenia "Medicusveterinarius", ale póki co jest im jeszcze dobrze więc nie interesują się Stowarzyszeniem, ani wyborami w Izbie oddając pole pracownikom Inspekcji.
Śledząc wyniki wyborów do Rad Okręgowych poszczególnych Izb widać, że trwa dziś "ofensywa inspekcji" na Izbę jakby ta ostatnia miała być panaceum na wszystkie problemy pracujących tam lekarzy. Zadziwiająca jednomyślność delegatów z Inspekcji przy cichym poparciu lekarzy urzędowych i niewielkim zaangażowaniu lekarzy wolnej praktyki powoduje, że Rady Okręgowe zdominują Powiatowi Lekarze, a Krajówkę chyba Wojewódzcy. Szczęście, że Główny odpadł w przedbiegach, bo zapewne zostałby Prezesem Krajówki.
Koleżanki i Koledzy - w Krajowej Radzie obecnej kadencji jest dziesięciu pracowników Inspekcji na trzydzieści osób w Radzie, więc interesy tej grupy lekarzy są reprezentowane bardzo wyraźnie. Czemu więc mogłoby służyć odwrócenie tych proporcji, skoro Rada obecnej kadencji większość czasu poświęcała na problemy Inspekcji i współpracujących z nią lekarzy urzędowych? To jest właśnie tajemnica, której ja dziś nie mogę rozwikłać, ale może już wkrótce się dowiemy.

Jacek Sośnicki - Wielkopolska

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.