Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Namysłów na gorąco raz" - Włodek Szczerbiak

2009/03/23 22:32:44


Namysłów na gorąco raz!

Restauracja w Przygodzicach mieści się tuż obok masarni. Zakład może i by mógł otrzymać unijne referencje, ale żadną miarą nie prosta wymaganiom rosyjskim lub ukraińskim.

Ale wejdźmy do restauracji. Prawie każdy szanujący się lokal gastronomiczny posiada jakąś przewodnią myśl. Podobnie i ta restauracja posiada uroczą cechę. Są nimi stoliki z tak zmyślnie opracowanymi nóżkami, że od gości zasiadających wokół nich zależy wypoziomowanie. Objawia się to tym, że w chwili, gdy goście niesymetrycznie rozłożą ręce na stole - ten przechyla się w stronę, z której doznaje największej presji. Przyjmując, że we wspomnianym lokalu odbywają się liczne imprezy dla mieszkańców okolicznych wsi - można się domyślić, że tak ciekawa konfiguracja umeblowania wiąże się z prowokowaniem gości do ścisłej współpracy przy walce o zachowanie właściwego poziomu konsumenckiego.

Zupa, jaką z Tomkiem zamówiliśmy, na pierwszy rzut oka, czy ruch łyżki rzeczywiście robiła wrażenie żurku. Żurku rozcieńczonego grochówką i odrobiną kapuśniaku. Nie mam pewności co do bulionu mięsnego. Siedem milimetrowej grubości plasterków czegoś, co zaledwie miesiąc temu było jeszcze kiełbasą i ćwiartka gotowanego nie dalej jak przedwczoraj jajka - nadawały temu uniwersalnemu wyrobowi cechy, które (zdaniem właściciela lokalu) mają znamionować żurek. Jak zwał, tak zwał, specjalnie obrzydliwy nie jestem... Czy na temat wspomnianego wyrobu gastronomicznego w sposób równie entuzjastyczny wypowiadają się inspektorzy kulinarni - nie wnikam z braku danych, a też nikogo o korupcję oskarżać nie chcę.
Ziutek szczęśliwie wybrał sobie barszcz i jakoś nie narzekał. Na moje oko ten barszcz miał wygląd oranżady, ale co tam będę komuś zaglądał do talerza. Smakuje mu? Niech je! Całe szczęście, że Ziutek jest odporny. Ma podniebienie niczym podeszwa. Potrafi zjeść kotlet z zeszłego tygodnia i powiedzieć, że może był tylko leciuchno przypalony.

Wszystko stało się przez to, że Zarząd "Medicusa" nawalił i nie załatwił cateringu. Dyskutować przy paluszkach i mineralce to można sobie godzinę, dwie. Ale ni grama dłużej. A my szczęśliwie skończyliśmy po pięciu godzinach. I to w dodatku w niedzielę, kiedy z natury rzeczy przysługuje jakiś extra obiadek. Na zebraniu byli wszyscy potrzebni do zażartej i owocnej dyskusji, nie przeszkadzali nam w niej przedstawiciele jakichkolwiek władz. Sądząc po frekwencji na zebraniu można pokusić się o ocenę, że weterynaria jeszcze nie sięgnęła dna i tylko dlatego zebrani dali się jakoś pomieścić w największej sali ratusza w Namysłowie.

Po szybko i sprawnie przeprowadzonej części oficjalnej zebrania przystąpiliśmy do szeroko zakrojonej dyskusji o weterynarii właśnie. Żadnych tam zastępczych tematów w postaci pogody i tak dalej, sama merytoryczna dyskusja. Powstała jedna uchwała i kilka wniosków. W formie oficjalnej Zarząd przedstawi je w nieco późniejszym czasie. Moja relacja jest raczej taka gorącą, zupełnie niepodobna do temperatury żurku z Przygodzic. Najbardziej się cieszę, że w końcu mamy kryzys i zostaną wprowadzone oszczędności. Nasza strona internetowa nareszcie doczekała się właściwego poszanowania. Stara strona będzie zachowana, natomiast w oparciu o nowe oprogramowanie utworzymy nowego "Medicusa". Dokładnie, jaki on będzie jeszcze nie wiadomo, niemniej to kwestia wyłącznie odpowiednich uzgodnień. Zdaniem Skarbnika sytuacja materialna naszego Stowarzyszenia jest - cytuję za referentem - "tragiczna", niemniej są widoki na rewikariację. Finansową nadzieją na przyszłość jest dalsze pogłębianie się zapaści w terenowej weterynarii i spokojnie rozwijający się Pierwszy Kryzys Ekonomiczny XXI wieku.

"Medicus", jak bowiem od pewnego czasu zauważyliśmy ma się tym lepiej, im jest gorzej. W związku z powyższym apelujemy o płacenie składek, a w końcu okaże się, że weterynaria padnie. Padnie, lecz jak Sfinks w końcu podniesie się z popiołów w słusznym gniewie na zły życia los, na przeciwności nie tylko losowe, ale i osobowe.

      - Siedzimy więc sobie w tych Przygodzicach i wiedzeni resztkami dobrego wychowania mieszamy łyżkami w tym, co Pani Kelnerka nazwała żurkiem.
      - Jak sądzisz Włodek, czy powiedzie się nam nowa strategia walki o chleb, której zrąb nakreśliliśmy w Namysłowie?
      - Mam nadzieję, że tak. Walka asymetryczna jest zdecydowanie jedynym możliwym do przyjęcia wariantem, Tomku.
      - Tsss! Ciszej panowie, Ściany mogą mieć uszy! - słusznie nadmienił Ziutek.
      - Zgadza się, musimy zachować milczenie i krok za krokiem wdrożyć nową strategię - potwierdził Tomek.
      - Aż dziw bierze, jak dokładnie potrafi swoje działania kamuflować ministerstwo. Nikt nie chce puścić pary z gęby na temat nowej, obiecywanej przez ministra Sawickiego ustawy o weterynarii. Gdzieś w ministerialnych kuluarach toczą się szeroko zakrojone prace nad nowym kształtem Inspekcji, nad losem lekarzy pracujących dla tej inspekcji. A do mas docierają wyłącznie strzępki informacji, możliwe nawet, że są to celowe próby sondowania co poniektórych rozwiązań.
      - Ej, Włodek to równie dobrze może być spiskową teorią dziejów!
      - Tomku, etatyzacja inspekcji rzekomowetrynaryjnej postępuje. Gdyby nie kryzys już by został ogłoszony zaciąg inspektorów od cros compiliance. Są zaawansowane przymiarki do etatyzacji w dużych rzeźniach. Zresztą rozwiązania polegające na zastąpieniu lekarzy - oglądaczami głoszone są nie od dziś. Jeden lekarz, inspektor i kilku oglądaczy. Gdy zostaną wprowadzone unijne idee polegające3 na rezygnacji z badania mięsa na rzecz wyłącznie oględzin - na bruk, podobnie jak na początku dziewięćdziesiątych lat pójdzie parę osób. Dadzą miejsce dla oglądaczy po trzymiesięcznym kursie. Te bezpieczniackie przemyślenia są trochę dziwne, ale pewnie mają ręce i nogi. Skoro inspektorem w naszej inspekcji może być zootechnik, rolnik, to czemu weterynarza nie ma zastąpić oglądacz, albo skrawkarz?
      - Włodek, Włodek! Widziałeś, co to tam przebiegło?
      - Kot? Można by się ich tu spodziewać, Ziuciu!
      - To chyba nie był kot!
      - Tego, też można się tu spodziewać! Proszę panią! Rachunek proszę!

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.