Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Wybory czy loteria" - Włodek Szczerbiak

2009/06/22 22:36:41


Wybory czy loteria

Na Kujawach wiatraki po staremu mielą wiatr wytwarzając energię odnawialną i infradźwięki. Łany zbóż poprzetykane makiem i chabrami dojrzewają do zbiorów. W zagrodach chrumkają zwierzęta, ludzie kręcą się po obejściach. Po niebie przemykają chmury nabrzmiałe deszczem i piorunami.

Postanowiłem złamać ciszę przedwyborczą! Na własną rękę, dzięki tak ustanowionemu prawu i dzięki możliwościom, jakie daje Medicus!

W naszym grajdole zbliżają się wybory do samorządu lekarzy weterynarii. Ot, burza w szklance wody, drobne emocje garstki ludzi. Kwestiami samorządu lekarskiego jest zainteresowanych bardzo niewielu. Niezbyt profesjonalny sondaż mówi, że w jakiekolwiek znaczenie samorządu wierzy około trzydziestu procent osób czytających nasz portal. Podejrzewam, że tak naprawdę ten odsetek jest jeszcze mniejszy.

O czym będziemy radzić w Warszawie podczas Krajowego Zjazdu Lekarzy Weterynarii? Czy będziemy mieli wpływ na swoje jutro, czy zdołamy odcisnąć swój ślad na Ziemi? Jaki to będzie odcisk? Nasza branża jest zdecydowanie nieliczna, niektórzy twierdzą, że elitarna. Elitarna – cokolwiek by to miało znaczyć. To brzmi tak miło dla ucha. A po prawdzie nie jesteśmy w jakikolwiek sposób inni od wszystkich. Tak samo zadzieramy nosy, tak samo myślimy, że jesteśmy pępkiem świata, jak jakakolwiek inna nacja.

Wybory do najwyższych organów naszej Izby są odzwierciedleniem stosunków społecznych panujących w naszym kraju, w naszej części Unii. Prawie identycznie, jak nasz Sejm prowadzimy politykę - zawodową. Opieramy się na bardzo partykularnych interesach, na tumiwisizmie, na często dość podłych instynktach. Nad Izbą swego rodzaju zwierzchność sprawuje Minister. Nad Sejmem – wyłącznie Opatrzność.

W maleńkiej Izbie, liczącej sobie dokładnie tyle samo dusz, co gminne miasteczko są grupy interesów, wręcz partie. Niemniej do ostatniej praktycznie chwili nie mamy zielonego pojęcia kogo będziemy wybierać. Która partia kogo wskaże? Także i w chwili kreślenia krzyżyków przy nazwiskach nasz wybór bardzo często będzie oparty wyłącznie o pobieżną znajomość nazwisk, o to – czy któreś z nich przewinęło się przez ucho, oko, pamięć delegata na Zjazd. Może moment wyboru Prezesa Izby, naszego Króla będzie nieco bardziej świadomy, oparty na przesłankach racjonalniejszych niż to, czy nazwisko obiło się o nasze uszy. Niemniej nazwiska luminarzy, kandydatów na najwyższe stanowisko padną głośno dopiero w czwartek, w dniu wyborów. Tymczasem trwają spekulacje, licytowanie się wiadomościami z bardziej, lub mniej wiarygodnych źródeł.

Co to za sens ma wybór spośród kliku kandydatów przedstawianych wyborcom w godzinie próby? Toż kilka minut po tym, jak usłyszymy nazwisko – musimy podjąć decyzję, gdzie postawimy krzyżyk. Reakcja delegatów, owszem ma znamiona spontaniczności, lecz i najczęściej brak jej głębszych przemyśleń. „Pewniaki” biorące udział w wyborach są wielu delegatom znane, niemniej w ostatniej chwili mogą pojawić się nowe nazwiska, burzące tok wcześniejszych przemyśleń. Stąd właśnie zastanawiam się, jaki związek z głębokim przemyśleniem decyzji o wyborze, wyborze czynionym także w imieniu tych, co wskazali delegata – mają wybory do naszej Izby. Sprawia to wrażenie partyjki golfa – czy trafisz w piłeczkę i dokąd ona poleci. Traktujemy coś - co ma w sumie istotne znaczenie dla naszego maleńkiego grajdołka – niczym swego rodzaju loterię. Na kogo padnie, na tego bęc!

Jeszcze większy galimatias związany jest z wyborami na członków Rady Krajowej. Istnieją tu wprawdzie już jakieś listy trzymane przez szefów poszczególnych grup interesu „przy orderach”. Kartki z nazwiskami zostaną jednak rozdane w dniu wzborw, jak już będzie wiadomo – kto walczy o stołek w Radzie. Głosowanie odbędzie się podobnie, jak w Sejmie. Dyscyplina prawie że partyjna, głosowanie na często nikomu nieznane nazwiska. Sześćdziesięciu kandydatów, często nieznanych z twarzy i imienia. Co się stanie, jak ktoś nie otrzyma kartki z jedynie słusznymi ,wyłonionymi przez bliżej nieokreślone ciała? Każdy potrafi zagrać w Totolotka. Są różne systemy. Skreślasz szesnastu po uważaniu. Trafisz, czy nie Twój los padł na loterii o weterynarię, zafurczała maszyna przeznaczenia.

Z drugiej strony – może to i dobrze, że nasze „wybory” stanowią swego rodzaju parodię wyborów do Sejmu, czy Parlamentu Europejskiego. Po co mamy się w przyszłości zamartwiać, na jakiego to połamańca oddaliśmy głos? Czy nie lepiej zagrać w Totka? Czy losowanie będzie cokolwiek inaczej rzutować na nasze jutro niż świadomy, głęboko przemyślany wybór? Świat i tak potoczy się po swojemu. Po co swary, emocje?

Wyborami można też sterować bardziej, lub mniej legalnie, etycznie. Nie jest to specjalnie trudne, zwłaszcza w tak małym środowisku, jak nasze. Odpowiednio wybrane komisje zjazdowe, ich przewodniczący mogą mieć znaczny wpływ na wyniki głosowania. Nie jest to wpływ poprzez bezpośrednie narzucenie wyboru, ale poprzez odpowiednie sterowanie zamykaniem i otwieraniem określonych opcji, możliwości. Zazwyczaj w naszym przypadku to się udaje, stanowimy grupę dość uległą, dającą sobą dowolnie manipulować. Jednostki myślące indywidualnie są zwykle wykluczane ze społeczeństw, nie stają na piedestale. Rację bytu politycznego ma wyłącznie wielkość i zwartość grupy. Grupy walczącej o własne cele, walczącej z innymi grupami. Taki przysłowiowy polski kocioł w piekle.

Ano, są tacy którzy uważają, że warto wygrać, że coś uzyskają. Dla siebie. Dla innych. Co jest marzeniem osób dających się wybierać? Władza? Owszem, władza i związane z tym przywileje, pozłacany świecznik, zdjęcia w miesięcznikach weterynaryjnych. Czasem nawet Profesorowie się takiemu kłaniają. A bywają i ordery sumujące się później w postaci tak zwanej „ściany płaczu” obwieszonej laurkami i błyskotkami. Bywa, że niektórzy na takiej ścianie zawieszają wymyślone przez siebie i nadane sobie samemu krążki. Cóż – oto przywileje władzy. Można też zwiedzać Polskę, i świat cały za pieniądze ze składek członkowskich, można urządzać i uczestniczyć w rautach.

Od ruletki wyborczej zależy, czy osoba którą wybierzemy świadomie lub nieświadomie będzie preferować ponad blask reflektorów pracę na rzecz tych, co wybrali. Król prawy i sprawiedliwy, nieżądny buław i piernaczy, a pracujący dla ludu swego ma prawdziwy i zasłużony szacunek i uznanie. Czy taki król zawsze zwycięża, osiąga wytyczone cele? Oj trudna to droga i najeżona licznymi przeszkodami. Często niestety bywa, że król ludzki i dobry ma swój lud równie biedny i upodlony, jak lud króla, co dba wyłącznie o fajerwerki i świecidełka. Dla siebie, dla świty.

Może więc loteria nie jest takim głupim rozwiązaniem? Może ma sens robienie krzyżyków co piąte nazwisko, a jak będzie za mało – to w górę i od początku. Gramy na system, na komputer czy próbujemy z losem borykać się świadomie? Co to jest świadome walczenie z losem? Czy mamy szansę? Czy warto zastanowić się nad daniem głosu? Na kogo głosować? Na lekarza, który nie ma prawa protestować przeciwko postanowieniom władz zwierzchnich, na lekarza który jest zobowiązany dyscypliną zawodową do posłuszeństwa zwierzchnikowi? Czy taki lekarz będzie umiał i mógł cokolwiek zrobić dla zawodu, czy też będzie trwonił czas na cele dopuszczane przez swoich przełożonych, a stanowiące igrzyska zamiast chleba? A może warto zagłosować na lekarza, który ma coś do załatwienia wyłącznie dla swoich wielbicieli?

Wiadomo, lud chce chleba i igrzysk. Niemniej, skoro na te igrzyska płacimy z własnej kasy, skoro w igrzyskach biorą udział ciągle ci sami, a całej reszcie podatników zwyczajnie się nie chce uczestniczyć w takich szopkach – czy warto? Czy warto bawić się w taką samorządność?

Układ jest taki, że samorządność została nam dana z góry. My musimy tą samorządność – przynajmniej póki co – uprawiać, jak umiemy najlepiej. Musimy ją uprawiać tak, żeby zrobić sobie jak najmniej krzywdy – „primum non nocere”, a dobrze przy okazji coś uszczknąć.

Na kogo oddać głos – na znanego sobie kandydata, na kandydata wskazanego przez własne ugrupowanie, a może losowo? Wybory, czy loteria?

Władek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.