Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Otwórzmy drzwi w wigilijną noc..." - Z.Kowalski

2009/12/22 23:33:34


Otwórzmy drzwi w wigilijną noc...

„Przy wigilijnym stole”

Że, jako mówi nam wszystkim
Dawne, odwieczne orędzie,
Z pierwszą na niebie gwiazdą
Bóg w naszym domu zasiędzie.
Sercem Go przyjąć gorącym,
Na scieżaj otworzyć wrota -
Oto co czynić wam każe
Miłość, największa cnota.

Jan Kasprowicz


     Ziemię pokryła warstwa białego śniegu - nadeszła zima. Kiedy mróz oczyszcza powietrze tak, że gwiazdy lśnią jeszcze intensywniej, zwracamy swoje myśli ku nadchodzącym Świętom Bożego Narodzenia. Które to już Święta w naszym życiu? Każdy z nas dobrze to wie, ale przeżywamy je wciąż na nowo i każdego roku inaczej. Nieubłaganie zbliża się koniec roku. Czas na podsumowania sukcesów i niekiedy porażek. Których było więcej?
Czy my lekarze weterynarii wolnej praktyki, mamy mieć powody do zadowolenia, czy nasza przyszłość rysuje się w różowych kolorach? W przyszłym roku większość z nas, zetknąwszy się z nową ofertą finansową w postaci znowelizowanego cennika usług z wyznaczenia, stanie przed trudnym dylematem. Brać zlecenia, czy nie? Czy zaoferowane stawki pozwolą związać koniec z końcem? Czy biorąc cały „pakiet” zaoferowany przez PLW, wystarczy mi czasu w ciągu doby na jego wykonanie? Czy nie utonę w stosach dokumentów będących swoistą otoczką do wykonywanych czynności?
Czy ten mijajacy rok spełnił nasze oczekiwania? Czy osiągnelismy to wszystko, co sobie zaplanowaliśmy? Czy znaleźliśmy to, czego szukamy zawsze, czyli szczęścia w życiu? Czy szukaliśmy go tam, gdzie powinniśmy?

Dzisiaj świat oferuje nam łatwe szczęście(?), zwykłą przyjemność...Pragnie zająć czymś każdą chwilę życia, dba o to, żebyśmy nie mieli czasu zastanowić się nad tym, czego tak naprawdę chcemy, kim jesteśmy i kim byśmy w przyszłości chcieli być. Dla młodych ludzi te dwa ostatnie pytania są bardzo ważne. Czy dla starych, też? Ilu potrafi na nie choć częściowo odpowiedzieć?
Chyba niewiele jest takich osób.
Brak czasu, pogoń za sukcesem, pieniądzem.
Bo przecież liczy się to ile masz, a nie jakim jesteś człowiekiem.
Smutne to...
Zawsze zastanawia mnie fakt, jak trudno jest nam wyjść poza codzienność, poza nasze szare i przyziemne sprawy. Próbujemy to czynić przy pomocy różnych (nie zawsze najlepszych) środków. Urządzamy zabawy, pikniki, prywatki, bale, święta i festyny. I co nam najczęściej z tego pozostaje? Niewiele, albo prawie nic ... czasami tylko ból głowy i pustka w kieszeniach. Ale czy jest dla nas prawdziwym świętem np. Boże Narodzenie? Czy umiemy je świętować? Przypominam sobie z mojego dzieciństwa rodzinne święta w domu. Ogromne morze wolnego czasu, leniwie i uroczyście płynące godziny świątecznych dni, zapalone lampki na choince i ciepły, dobrze nagrzany piec, odświętnie wysprzątane mieszkanie i czasami (w drugi dzień świąt) odwiedziny gości. Tak, to było świętowanie, szło się do kościoła, śpiewało kolędy, szkoda tylko, że później również znaczną część tych świątecznych dni spędzało się przed telewizorem ... Wszyscy pamiętamy te święta sprzed 25-30-40 lat, na pewno uboższe i skromniejsze, a jednak pełne uroku i niepowtarzalnej atmosfery świętowania. A jak jest dzisiaj? Czy my mamy czas na świętowanie? Czy możliwości jakie się przed nami otwarły; łatwiejsza komunikacja, wczasy zimowe, możliwość wyjazdu na narty w góry, bardziej dostatnie życie ... czy to wszystko nie spowodowało, że zatraciliśmy umiejętność świętowania, że nasze święta są pełne pośpiechu i napięć, że często nie ma tam nawet czasu na świąteczną Mszę świętą?

Jak przeżywamy swoje Boże Narodzenie?

Zajęci własnymi sprawami, często jesteśmy tak skoncentrowani na realizacji naszych planów, że nie rozpoznajemy znaków czasu. Może za dużo jest tam wizyt, za dużo pośpiechu, za dużo pustych i nic nie znaczących odwiedzin, ucieczki od rodziny, szukania „aktywnego odpoczynku” na siłę, ucieczki od Boga i od prawdy, która jest przecież centralnym punktem tych świąt?

     Będąc na przedświatecznych zakupach w jednym z bydgoskich centr handlowych, natrafiłem na koncert kolędującego zespołu. Oprócz mnie nikt nie zwracał na nich uwagi, właśnie zaczęli śpiewać nastepną kolędę... "Bóg się rodzi, moc truchleje..." . Poczułem się dziwnie. Wokół ludzie podążali własnymi ścieżkami, nie zwracając uwagi na dźwięki muzyki i ludzki śpiew, zapatrzeni na półki regałów, zajęci rozmowami, pchając przed sobą wyładowane wózki.Przez głośniki, zagłuszając śpiewaną kolędę, jakaś pani zaprasza do nastepnego stoiska z bardzo atrakcyjnym towarem...

Bóg się rodzi...

... jak to się stało, że te dwa światy, ten pieśni religijnej oraz ten świecki, zakrzątany, niepomny, zderzyły się we współczesnej świątyni konsumpcji. Coś, co jest święte i winno być dla wierzących przyjmowane z radością w sercu, zjawiło się w miejscu odartym z refleksji, całkowicie pozbawionym świętości . Stało się tylko jeszcze jedną melodią pobrzmiewającą gdzieś w uszach. Zrównało się wartością z melodią towarzyszącą ludziom przy codziennych zakupach. Było jak muzyka światowych kompozytorów wpisana jako sygnał w komórce - całkowicie pozbawione swej duchowej wartości.

Dzisiejszy świat ukierunkowany na kult ciała, konsumpcję, poprzez nachalne media, wciąż podkreśla "czar", "niesamowitość", "ciepło" tego "rodzinnego" czasu i oferuje coraz to nowe propozycje na ustrajanie domów, choinek, wystaw sklepowych i nowe trendy w kupowaniu prezentów. W tym całym hałasie przygotowań często gubi się ciszę i pokój, oraz to, co tak naprawdę jest najważniejsze. Bo przecież media nic nie mówią o przyjściu Syna Bożego, o ubogim żłobie, tylko wciąż podają nowe propozycje zakupów, połączone ze stylem nowoczesnego życia, które mają uszczęśliwić nas i nasze rodziny.

Dlatego właśnie zastanawiam się, czy w obchodzeniu świąt Bożego Narodzenia, w ich medialnym upublicznieniu, nie kryje się potężna doza hipokryzji. Bowiem czas ów przedstawia się jako niezwykle radosny w oczekiwaniu na narodziny Chrystusa, podczas gdy większości z nas, w praktyce sprowadza się do tego, by po prostu odpocząć, porozmawiać z bliskimi, zjeść coś dobrego. Ot, zwykła okazja, jakich wiele, do spotkania się i pofolgowania pragnieniom. Nic szczególnego,dla niektórych z nas nic więcej, jodła czy palma, karp czy stek, prezenty pod choinkę, czy z okazji imienin, Wigilia, czy piwo w pubie...

Stańmy jednak na chwilę w tej pogoni za nie wiadomo czym i zwróćmy twarz i myśli ku tajemnicy betlejemskiej szopki. Oto z dala od zgiełku świata, bez girland światełek na drzewkach, w samotnej nocy przychodzi na ziemię Dziecię Jezus - nasz Zbawiciel. Nie pragnie On fanfarów i hołdów od możnych, bo otaczają Go Aniołowie, nie potrzebuje blasku fleszy i rozgłosu, bo pokłon oddają Mu ubodzy pasterze, którzy swymi prostymi, pełnymi zaufania sercami, przyjęli nowinę Bożych Posłańców. Nie potrzebuje On w końcu żadnych skarbów, ani drogocennych darów, bo oto na sianie klękają przed Nim Trzej Królowie, przynosząc złoto, kadzidło i mirrę.

„Nie było miejsca dla Ciebie, w Betlejem żadnej gospodzie”... czy dzisiaj też nie ma miejsca?

Czy naprawdę nie ma w nas nigdzie miejsca, odrobiny miejsca w naszym domach?

Jest tylko jedna "rzecz", której potrzebuje ten "Nieogarniony", który przybrał postać jaśniejącego i spokojnego Niemowlęcia - są to nasze serca, gdyż przecież nie do szopy i nie do świata przyszedł, ale właśnie do naszych serc - takich zagubionych, osamotnionych, zapracowanych. To w nich ma Swój prawdziwy dom .

Spójrz w niebo - czy nie jaśnieje już pierwsza gwiazda? To ona niech wskazuje drogę do naszych serc, drogę naszego życia, tak jak ta gwiazda, która prowadziła Mędrców ze Wschodu. To światło jest potrzebne nam samym, bo Bóg już mieszka w naszym wnętrzu, tylko my zagubiliśmy klucz do niego.

Otwórzmy drzwi, oby przychodzący Jezus w mroźną noc wigilijną ogrzał się w naszych kochających sercach i zastał ich drzwi otwarte - nie tylko teraz, w czasie tych rodzinnych, pełnych radości i przebaczenia Świąt, ale przez całe nasze życie.

Boże Narodzenie

Boże Narodzenie w najdłuższą noc w roku
przychodzi, gdy zwykle biała zima wokół.
Brak kwiatów. W jesieni opadły kolory.
Ciemnogranatowy niebiański koloryt
jest dziś najpiękniejszy, bo tych gwiezdnych kruszyn
jak nigdy jest tyle, że w sercu i w duszy
powracają bajki, jak cudem dotknięte,
bo to Narodzenie jest dzieciństwa świętem.

Pastuszkowie idą od Biebrzy z bydlęciem,
by w kościele w Mońkach spotkać się z Dziecięciem.
Aniołowie święci także są z Podlasia.
A te gwiazdy, których roje Pan Bóg nasiał,
najjaśniej, najpiękniej drgają srebrem tutaj.
I tylko łacińska nad stajenką nuta:
Gloria, gloria, gloria in excelsis Deo,
głosi, że na ziemi następuje przełom.
Ludziom od dziś niebo otwarte zostaje,
które dla nich, biednych, będzie wiecznym rajem.

Pójdźmy do stajenki z miasteczek i wiosek
uściskać Dzieciątka boskie stopy bose!
Ono swoją rączkę wszystkim dzieciom poda
i będzie w ojczyźnie pomyślność i zgoda.

Wędrują choinki do pięknych pokoi
bogate w zieloność. Nie trzeba ich stroić.
Sopelki z lodu zdobią je i gwiazdki,
czapeczki krasnali małe jak naparstki,
grzybki z pajęczyny siateczką lekuchną.
Wierzbowe od dołu oświetla je próchno.

Bajka. Zaraz wszyscy zasiądą za stołem.
Opłatkiem jak hostią podzielą się społem.
Jest mama i tata, rodzeństwo, dziadkowie...
Tam jest puste miejsce. Tu jakiś wędrowiec,
którego te święta zastały w podróży,
albo ten, którego samotny los znużył,
usiądzie, lub biedak, co tej świętej nocy
nie znalazł nigdzie ciepła i pomocy.

Płoną choinki w wigilijnym mroku.
Kolędo polska, do siego roku!

Franciszek Kobryńczuk

Dziękuję Panie Profesorze za te i za inne wiersze...
Wszystkiego najlepszego! Wesołych świąt! Do siego roku!
Zbigniew Kowalski

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.