Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Nowy rok, nowe pomysły" - Włodek Szczerbiak

2009/12/28 21:36:22


Weterynaria oprócz ratowania kichających kotów, kulejących koni, pieczy nad punktami krytycznymi HACCP, zajmuje się dbałością o zdrowie zwierząt przewidzianych do uboju. Bardzo dziwny to zawód. Z jednej strony niby miłość do zwierząt, a kiedy wychodzi szydło z worka – zwyczajna kalkulacja produkcji mięsa po najniższych kosztach. Ma się wie, chronimy przecież ludzi, nie zwierzęta.

Teoretycy miłości, których kontakt ze zwierzętami polega głównie na wyganianiu ich z domów na wolność albo na niejedzeniu mięsa – żądają dostępu do hal ubojowych. Jak się sprawdzą? Myślę, że tak samo jak inni. W pierwszym okresie śmierć stanowi szok, a z czasem powszednieje. Czy jest sens wprowadzania nowej komórki kontrolnej? Pytanie źle zadane, rzeczywistość i sens nie zawsze idą w parze.

„Fundacje obrońców praw zwierząt od dawna domagają się nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. - Walczymy między innymi o wydzielenie zadań związanych z kontrolowaniem przepisów ustawy o ochronie zwierząt do nowego urzędu - podkreśla Wyszyński. - Zależy nam też na wprowadzeniu zakazu niektórych praktyk, takich jak kastrowanie bez znieczulenia, chów bezściółkowy czy kojce porodowe – dodaje.”

Jednym głosem odzywają się Prezes Krajowej Izby lekarsko – Weterynaryjnej i Główny Lekarz Weterynarii. Mowa o sukcesach w zwalczaniu choroby Aujeszki, a także zabijaniu zwierząt. Rozbieżności jakby cichną podczas wspólnych apeli. Przedświątecznym szlagierem okazał się szeroko komentowany w ogólnopolskiej prasie komunikat GLW w sprawie zabijania świątecznych karpi. Kpi z psychologii karpi „The Times Polska”, „Angora” i nie wiem, jakie jeszcze pisma.

Karp i każde inne zwierzę ma być zabijane fachowo! W rzeźni, w gospodarstwie rybackim. Zabójcami mogą być osoby pełnoletnie, z wykształceniem przynajmniej zawodowym. Gorzej z tą „dobrą śmiercią”, bo która śmierć jest dobra? Najprościej wyrzucić gapiów i pyskaczy poza miejsce pracy. Nie każdy ruch rzeźnika jest precyzyjny i doskonały. Nie każde zwierzę stosuje się do oczekiwań osób przyglądających się i umiera bez agonii.

Z tego powodu dzieci mają zakaz patrzenia na ubój. Za ewentualne nieprzestrzeganie tego zakazu i innych związanych z zabijaniem odpowiada lekarz weterynarii (patrz – eutanazja psów podejrzanych o wściekliznę w Siernikach, albo żywa jeszcze świnia w oparzelniku i telewizorze). Śmierć powinna być dla zwierzęcia, a co najważniejsze – dla ludzi jak najmniej stresująca. Pomijamy tu oczywiście kwestię nadmiernego zakwaszenia mięsa wskutek stresu, wybroczyny w tkance mięśniowej i inne takie drobiazgi technologiczne. Chodzi o zasadę, etykę. Ludzie cywilizowani są bardzo czuli na punkcie śmierci. Niektórzy posuwają się do totalnego negowania przydatności mięsa w diecie.

„Komentarz” Prezesa Izby Krajowej mówiący o ochronie małych rzeźni w kontekście zbliżającego się zakazu domowego uboju świń (bydła już nie wolno bić w gospodarstwach) niestety, został wśród szaraczków przyjęty z bardzo mieszanymi uczuciami. Z jednej strony niby i racja, teoretycznie warto zachować maleńkie ubojnie. A ze strony praktycznej? Utrzymanie rygorów sanitarnych, dość ściśle obwarowanych przepisami w takim tworze zależy w sumie od obsługi. Nic nie pomogą pokrzykiwania inspektorów weterynaryjnych – skoro zgodnie z apelem mają chronić takie rzeźnie. Czy chronić to znaczy patrzeć przez palce? Aż dziwne, że tego rodzaju wezwanie jest sygnowane przez organ Izby. Izby niby zrzeszającej praktyków. Wydaje się, że autor bardzo niewiele wie o rzeczywistych relacjach panujących w terenie. Typowy apel teoretyka weterynarii, pewnie nieskonsultowany z terenowcami. Teoretycznie dziełu nic się nie da zarzucić a w praktyce? Jak zrealizują takie przesłanie przyjaciele śmierci własnoręcznie leczonych zwierząt?

Rada Europy, a także idący w ślad za nią, a niekiedy i na wyprzódki Główny Inspektorat Weterynarii od dawna zawzięcie walczą z ubojem domowym. Skutki są dziwne. Dawno, dawno temu zniknęły ubojnie sanitarne, powstały rozmaite pokątnie działające firmy i mają się całkiem dobrze. Niczym kamfora gdzieś znikają niekastrowane knury, schorowane bydło. Utworzyły się strefy czarna i szara. A przepisy mają się dobrze. Coraz lepiej.

Został wprowadzony nakaz badania próbek mięsa na 56 polach kompresora, zamiast jak wcześniej na 14. Oczywiście, w sposób „niepowodujący skutków finansowych”. Teoretycznie wszystko gra. Ludzie nadal zabijają świnie, nadal przynoszą próbki do lecznic. My nadal te próbki badamy. Z duszą na ramieniu, bo co kilka miesięcy zmieniają się przepisy dotyczące uboju domowego. Każdy przyjmując do badania próbkę zastanawia się, jaki to nowy przepis dziś łamie. Raz wpisujemy do dokumentacji, innym razem nie. Zależy skąd wiatr wieje. Na horyzoncie pojawiła się jednak nadzieja! Będzie pełna jasność. Od 2013 roku wchodzi całkowity zakaz uboju w gospodarstwie domowym! I każdy lekarz, co przyjmie do badania na włośnie próbkę mięsa – automatycznie stanie się przestępcą, jeżeli nie poinformuje o incydencie odnośnych władz. Czysto i klarownie? Jakoś na szczęście nikt nie apeluje o ochronę uboju domowego. A ciekawe, ciekawe…

Sytuacja stopniowo się przejaśnia, za kilkanaście lat pewnie już nikt nie będzie zabijał świni we własnej stodole. A jak zabije, natychmiast pojawią się policyjne radiowozy i nieodłączna telewizja z rozentuzjazmowanymi sprawozdawcami. Morderstwo! Winny będzie rolnik, ale najbardziej – lekarz weterynarii, który albo nic nie wiedział i czemu, albo wiedział i nie powiedział. A tak na marginesie, to ciekawe, czy będą nas skuwać kajdankami. Pewnie tak. SWAT też ma swoje, coraz bardziej rygorystyczne zasady BHP.

Ratujmy te ubojnie! Przepisy są jasne i stawiają je na równi z unijnymi. Użerajmy się z właścicielami. Omijajmy przepisy. Odpowiedzialność za wszelkie niedociągnięcia i tak poniesiemy. Ot, pomysły teoretyków, którzy nigdy nie widzieli ani uboju domowego, ani niewiele różniącego się uboju w małej rzeźni!

Jak łatwo jest ruszyć paluszkiem z góry! I robi to nasz Prezes! Czym to to się odbije w terenie wiedzą wyłącznie praktycy. Władza rączki otrzepuje, a o efektach takiego rządzenia już dawno, dawno temu mówił poeta: Wójt wini Pana, Pan Księdza, a nam prostym zewsząd – Rzecznik.

Z optymistycznymi życzeniami „małej szkodliwości społecznej czynów” i wyroków „w zawiasach”,
w kolejnym roku wiejskiej rzeczywistości – pozostaje – Włodek Szczerbiak.

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.