Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

4.Najczęstsze powikłania pooperacyjne-W.Szczerbiak

2010/02/06 22:30:43


Najczęstsze powikłania pooperacyjne.

Pracę dobrego fachowca łatwo poznać. Gorzej z samym wykonaniem. Prawda jest taka, że zawsze może się coś nie udać. Co wtedy robić? Jakich komplikacji można oczekiwać?

A jak coś pójdzie nie tak?
Jest takie określenie, praktycznie naukowe – „kaszana”. Ów termin obejmuje dość szeroki wachlarz odstępstw od tego, czego by sobie życzył w trakcie operacji lekarz. A tak bywa, oj bywa dużo częściej, niż to wynika z publikacji w czasopiśmiennictwie. Jak pisać o płodzie martwym od kilku dni, o ciąży pozamacicznej, gdzie zamiast elegancko wyłuskać cielaczka – wylatuje on nam na ręce rozrywając przy okazji jelita krowy, do których był poprzyrastany? Jak w poważnym czasopiśmie napisać, że pan gospodarz okłamał lekarza co do terminu porodu? „Kaszana” ujmuje w sposób obrazowy sytuację, kiedy ściana macicy ma grubość kilku palców, kiedy to najgrubsze nawet nici przecinają tą ścianę podczas szycia. Oxytocyna nie działa, ściana macicy jest wręcz zwłókniała. Cóż zaszywamy. Jak się da. Nie stawiamy rokowania tylko zaznaczamy sobie w kajecie, że tutaj nigdy nie wrócimy…

Pieprz kryje błędy kucharza, a antybiotyk…
Do rany, jak wspomniałem - warto dać antybiotyk, ale taki, co jako wypełniacz posiada cukier, lub inne substancje rozpuszczalne w wodzie, a nie samo „vehiculum”. Vehiculum to dobra rzecz, gdy wiadomo że się rozpuszcza, że nie prowokuje odczynu zapalnego. Bo talk - to sam nie wiem co on robi w takiej ranie, a po co ma tam dodatkowo śmiecić i drażnić? Można wprawdzie próbować dzwonić do producenta, ale w nocy nikt nie pamięta składu vehiculum jednego z produktów. Druga sprawa to bezpośrednie oddziaływanie preparatu na ranę. Kiedyś sypałem Mepatar (nazwa popularna a może i trochę poetycka – Metafor, a czasem zwyczajnie - Metapar), ale zrezygnowałem, jak w celach empirycznych posypałem sobie skaleczenie. Piekło jak diabli! Przepraszam, że o tym napomknę, ale nie zalecam też sypać antybiotyku bezpośrednio do żwacza, jak ta baba z Popowiczek, bo się zrobi „kaszana”! Zanim przedżołądki ponownie ruszą zwierzę może zostać uznane za martwe i co gorsza będzie na nas. Bo skądże znowu antybiotyk mógłby zaszkodzić? Wiadomo, nie nasza wina, tylko tak się stało, przyczyna była całkiem naukowa, jatrogenna że tak się wyrażę, ale chłopu nie zdążysz wytłumaczyć, zanim pomaca widłami…

Są liczne szkoły na temat tego, jaki środek podać po zabiegu. Mówiąc językiem profesorów – zalecałbym zastosować „antybiotyk pierwszego rzutu”. Ogólnie rzecz biorąc i nie wdając się w naukowe dysertacje, jest to taki chemioterapeutyk, który akurat mieliśmy w torbie. Pozostałe to naukowa ekstrawagancja, skoro trzeba po nocy jechać do lecznicy. Wiadomo, krowa operowana z powodu porodu raczej niczym strasznym zakażona nie jest i środki bakteriobójcze stosujemy wyłącznie jako osłonę własnego bezpieczeństwa biznesowego.

Dozgonna pamięć.
Szczególnie ma to miejsce przy kolejnym zgłoszeniu w tym samym gospodarstwie, albo nawet podczas zwykłego spotkania hodowcy na rynku czy w supermarkecie. Mało który spec od reklamy wie, co za efekty potrafi dać nieoczekiwane spotkanie trzeciego stopnia na środku ulicy z niezbyt wdzięcznym klientem. Ot, niektórzy ludzie sobie ubzdurali, że antybiotyk przy operacji polowej trzeba dać i koniec! Jako lekarze za wszelką cenę musimy się wystrzegać takiego schematyzmu myślowego. Operacja na prawdziwej sali operacyjnej – teoretycznie nie stawia wymagania odnośnie antybiotyku. Niewiele też o stosowaniu antybiotyków u zwierząt, które nie są chore na coś zakaźnego mówi weterynaria. Są wprawdzie jaskółki mówiące o metafilaktycznym podawaniu antybiotyków, ale to jeszcze nie przeszło przez administrację weterynaryjną. Zresztą, jak przejdzie – to będzie po ptakach! Zabronią! Inspekcja tymczasem tak naprawdę nie wie, z której strony ugryźć to jajo. Nie mają w unijnym słowniczku. Korzystając z darowanego przez Brukselę czasu, antybiotyk oczywiście podajemy. Jeżeli już nie profilaktycznie – robimy to na wskroś nowocześnie, metafilaktycznie!

Mezalianse lekowe.
Z badań własnych autora wynika, że pomiędzy podawanymi lekarstwami może występować niejaki antagonizm. O antagonizmach uczą na farmakologii. Ale nie o wszystkich. Wystarczy zmieszać w jednej butelce Calcium z Oxyvetem i robią się farfocle. Mówiąc językiem nauki – wytrącają kłaczki. Czasami jest ich tak dużo, że zapycha się rurka wlewnika. Myślę, że to może stanowić niejaki problem, szczególnie kiedy gospodarz patrzy lekarzowi na ręce. Potem jeszcze zadaje głupie pytania, czy to to przejdzie przez żyły, jak rurkę trzeba było drutem przepychać. No, jak tu takiemu bęcwałowi odpowiedzieć? Doświadczenie uczy, że dolanie Biowetalginy zazwyczaj rozwiązuje problem. Przynajmniej optycznie. Mieszanka cokolwiek ciekawa, ale działa! Na kilku sympozjach naukowych zadawałem odnośne pytanie uczonym farmakologom. Albo byli niewrażliwi na doniesienia z terenu, albo coś wspominali o konieczności zdobycia grantów na określone badania naukowe.

Aha, dodam tak dla zasady, z kronikarskiego obowiązku - nie wolno sypać do rany żadnych cudownych pasz leczniczych! Ani tego, jak mu tam, „produktu pośredniego”. Z tego co mi mówili koledzy - vehiculum, są tam zwykłe otręby! To będzie tak samo, jakbyśmy do rany nawkładali siana, czy słomy, albo jeszcze lepiej - desek.

Ech, te lokalne koloryty.
Pod sam koniec opracowania, znowu wróćmy do much. Absolutnie nie dlatego, że ich nie lubię. Stanowią one, wbrew zawodowej zmowie chirurgów z cenzusem – bardzo powszechny element krajobrazu. Opiszę przypadek, jaki oczywiście nigdy, ale to nigdy, żadnemu z współczesnych lekarzy jeszcze się nie zdarzył. Mianowicie nie zdarzyło się nikomu, że rana uległa zanieczyszczeniu. Nigdy też nie miało miejsca takie zdarzenie, że takowa rana zaczęła się goić przez (przepraszam za to okropne słowo) - ziarninowanie. A w związku z tym, że cesarki robi się wyłącznie w chłodnej porze roku – nikomu z nas nie zdarzyło się, żeby taka pacjentka musiała się goić latem przy temperaturze, w jakiej gdzie indziej ścina się białko. Muchy prawem kaduka, taką temperaturę uwielbiają. Zwłaszcza w ocienionej oborze, pełnej rozlicznych atrakcji kulinarnych. Jako owady praktyczne, akurat w oborach i wokół nich lubią żerować, uprawiać seks, i inne takie. Szczytem ideału są dobrze nawilżone, podlegające procesom rozkładu tkanki martwicze na wierzchu rany pooperacyjnej. Takie małe białe robaszki były kiedyś dobrze widziane w gojących się ranach, bo wyżerały martwicę, wszystko to, co normalnie praktykujący lekarz powinien z rany usunąć. Dziś taki widok uchodzi za kompromitację zasad higieny. Zwyczajnie, zmieniła się moda. Dla purystów higienistycznych, zamiast odganiania much i cogodzinnego przemywania rany – zalecam (nieoficjalnie oczywiście) iwermektynę, albo coś z tych cudów do polewania krów po plecach. Iwermektyna zniszczy mady, a preparat spot-on odstraszy nawet latające w zakazanym obszarze muchy. Jeśli chodzi o pająki to nie mam opinii, mimo że na filmach pokazywali jak ugniatać pajęczynę z chlebem. Poza opracowaniami dr H. Sienkiewicza w „Potopie” nie czytałem na ten temat żadnych poważniejszych prac naukowych, więc zagadnienie pozostawię wyłącznie jako temat do dalszej dyskusji.

I to wszystko?
Postępowanie pooperacyjne. Jeżeli ktoś by sobie myślał, że trzeba zmieniać opatrunki i takie tam, to od razu wyjaśniam, że nie trzeba, bo żaden rolnik za takie fanaberie nie zapłaci. I tak zmarnował kupę pieniędzy na zupełnie niepotrzebną (skoro krowa, nawet tak pochlastana - żyje) operację. Niewielu znakomitych chirurgów zgadnie, co mam na myśli! A chodzi mi o zwyczajny zapis w „Klinice XP”, w dokumentacji weterynaryjnej. Ma to liczne działania ochronne, stanowi także poletko niekiedy krwawego boju pomiędzy administracją weterynaryjną a zwykłymi lekarzami. Tym razem odpuścimy sobie kwestię co ma być tam zapisane. Niemniej ogólna zasada mówi, że nie ważne co napiszemy (o to nikt nie walczy), ważne, żeby mądrze! Głupoty wypisywane w dokumentacji niejednego znakomitego lekarza weterynarii przywiodły na skraj utraty praw zawodowych! Więc najważniejsze mamy za sobą.

Rola administracji w nadzorze nad pogłowiem.
Czy zostać na poczęstunek po zabiegu? Temat - rzeka. Po pierwsze – zależy, czym przyjechaliśmy. Możliwe, że zagadnienie kiedyś doczeka się szczegółowych opracowań, więc na dzień dzisiejszy każdy musi samodzielnie podjąć decyzję – czy warto stracić prawo jazdy. Wypada też powiedzieć o kilku istotnych zabezpieczeniach, o których też nie uczą na studiach. Jest mianowicie takie prawo Murph'ego, które mówi, że jeżeli coś może się nie udać, to się kiedyś na pewno nie uda. Wprawdzie tak naprawdę gość stworzył zupełnie inne prawo, co innego miał też na myśli, ale ma fajne nazwisko i co ciekawsze regułki wpycha się w jego usta. Na następny dzień po zabiegu nigdy, nigdy, ale to nigdy nie jedziemy na kontrolę stanu zwierzęcia ot tak, bezpośrednio. Najpierw trzeba zadzwonić do Zbiornicy i zapytać, jakie zdechłe krowy przyjęli dziś na magazyn. Jeżeli nie przyjęli, ani nie otrzymali zgłoszenia o naszej, to świta promyk nadziei. Promyk! Zawsze może się coś stać i w zbiornicy jeszcze nic o tym nie wiedzą. Fakt, że lokalna Zbiornica Padliny stanowi dla nas pewne odniesienie związane ze zdrowotnością pacjentów wynika wyłącznie z tego, że krowa jest kolczykowana i stanowi zwierzę ścisłego zarachowania.

Zresztą w dzisiejszych czasach nowoczesna i skomputeryzowana administracja wściubia nos wszędzie. Ostatnio nawet psy są odhaczane, gdy który zdechnie, ale na szczęście wyłącznie pod warunkiem odstawienia go do utylizacji i załączenia odpowiedniej faktury. Jak wiemy administracja, z pominięciem rytualnego uboju przemysłowego dopuszcza zejścia poprzez śmierć samoistną, wypadek komunikacyjny, oraz śmierć po leczeniu ostatecznym – „Morbitalem”. Fakt, w tym ostatnim przykładzie można wyszczególnić leki w zasadzie dedykowane w zgoła innych sytuacjach. Wiadomo – człowiek strzela, a… Gdzie w tej śmiertelnie poważnej klasyfikacji umieścimy naszą pacjentkę? Oczywiście, wyłącznie wśród zgonów samoistnych, bo operacja przecież się udała! Fakt, niektórzy mogą tego nie rozumieć, więc zawsze niezbędna jest daleko posunięta ostrożność przy ponownym wchodzeniu na teren posesji.

Starczy tego serialu.

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.