Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Refleksje Weterynarza c.d. - Barbara Pałaka

2004/07/11 20:37:01


Barbara Fojut-Pałka
Lekarz zwierząt

SAMORZĄD "ZAWODU WETERYNARYJNEGO"
CZYLI TEATR ABSURDU.
(Refleksje weterynarza c.d.)

Dedykowane anonimowemu uczestnikowi XVII plenarnego posiedzenia Krajowej Rady Lekarsko - Weterynaryjnej, autorowi spostrzeżenia : cyt. Przewały były, są i będą. (Polska) To taki kraj !

Motto: "Ja wiem, że to jest idealizm, no ale jak inaczej…?"
Zenon Laskowik, humorysta(?)

Przypomnienie

    W artykule zatytułowanym "Lecznictwo zwierząt - refleksje weterynarza" (MW 2/2004) opisałam stan praktyk lekarsko - weterynaryjnych w Polsce oraz spróbowałam przedstawić przyczyny wywierające zasadniczy wpływ na jego bardzo krytyczną ocenę. Stwierdziłam otóż, że w przededniu naszej akcesji do Unii Europejskiej lecznictwo weterynaryjne podlega procesowi postępującej degeneracji podważającej jego wiarygodność jako jednego z gwarantów trwałości systemu ochrony zdrowia publicznego w naszym kraju. Degeneracja lecznictwa zwierząt, widzianego jako całość wyraża się w stopniowym obniżaniu jakości praktyk lekarskich, które ubożejąc zaprzestają inwestowania. Również w uzupełnianie wiedzy ich właścicieli. Odpowiedzialnością za taki rozwój sytuacji obciążyłam izby samorządowe, które zaniechały wprowadzenia w życie uprawnionych przywilejów korporacyjnych (przede wszystkim powołania systemu staży zawodowych) powstrzymujących nadmierny podział wciąż malejącego rynku usług weterynaryjnych. Dopatrując się przyczyny szkodliwej dla lecznictwa zwierząt działalności samorządu zawodowego w kierowaniu nim przez osoby nie zainteresowane bezpośrednio pomyślnością rozwoju praktyk lekarskich wezwałam do powołania nowego, reprezentatywnego dla środowiska przedstawicielstwa samorządowego.

Jeszcze raz od początku

    Postawione tezy wymagają uzupełnienia i rozwinięcia, bo w uzasadnieniu ich zabrakło pełniejszego odniesienia do warunków funkcjonowania terenowych zakładów leczniczych dla zwierząt na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. A to właśnie ich losy określiły obecny stan całego lecznictwa weterynaryjnego. Nawet w dużych miastach. Kondycję wszystkich praktyk lekarskich, choć tylko terenowych bezpośrednio, wyznaczyły następujące czynniki:
    - załamanie się tzw. produkcji zwierzęcej w rolnictwie,
    - zmiany w zasadach funkcjonowania państwowego nadzoru weterynaryjnego,
    - sposób rozmieszczenia na terenie kraju zakładów przetwórstwa mięsnego oraz wielkość ich produkcji.

Ale obecny stan lecznictwa weterynaryjnego wynika przede wszystkim z wyhamowania dynamiki procesów dostosowujących jego organizację do zmieniającej się gwałtownie skali potrzeb rolnictwa.

Chcieli dobrze…

    Zabrakło ośrodka, który uważnie monitorując rozwój sytuacji wskazywałby zagrożenia i proponował adekwatne do nich rozwiązania. W czasach wielkich przemian lekarze zwierząt byli i są nadal pozbawieni pozytywnie umotywowanego wobec potrzeb ich środowiska dalekowzrocznego, kreatywnego oraz silnego przywództwa. Powołany do pełnienia tej roli samorząd zawodowy nie sprostał jej. Członkowie jego kierownictwa ponoszą odpowiedzialność za:
    - ekonomiczną słabość oraz niepewną przyszłość z reguły jednoosobowych i coraz liczniejszych, praktyk lekarskich,
    - sprowadzenie lekarza terenowego do roli pozbawionego praw wykonawcy pomocniczych czynności lekarskich,
    - rozwój branżowych patologii podważających niezbędny weterynarzom wizerunek etycznego przyjaciela zwierząt kompetentnie zatroskanego ich losem,
    - utratę wiarygodności lekarzy zwierząt jako partnerów środowisk, na rzecz których świadczą swe usługi itd.
        Lekarze zwierząt mają więc prawo uznać samorząd weterynaryjny za niekompetentny, nieefektywny i nieskuteczny. Taki osąd potwierdził ostatnio fakt pozytywnego zaopiniowania przez samorząd rozporządzeń ministra rolnictwa w sprawie cen za czynności wykonywane z urzędu oraz o zasadach wynagradzania za te czynności. Bo te akty prawne niekorzystnie zdeterminowały dochody większości lecznic w przyszłości. Samorząd jest niekompetentny, bo kilka osób faktycznie przygotowujących decyzje Krajowej Rady Lekarsko - Weterynaryjnej reprezentuje punkt widzenia zakorzenionej mentalnie w przeszłości, urzędniczej mniejszości samorządowej. Opinie tych osób nie podlegają korektom w ramach publicznej debaty. Zmieniają je niekiedy, byle wystarczająco silne, grupy nacisku. Samorząd jest nieefektywny i nieskuteczny dlatego, że decyzje centrum samorządowego zwykle dotyczą problemów nieistotnych dla życiowych interesów osób zajmujących się nimi.

W spadku po PRL-u…

    Istotą samorządów jest to, że skupiają swoich członków na równoprawnych zasadach gwarantujących im między innymi pełną swobodę wypowiadania się. Środowiskowa dyskusja oraz dialog pomiędzy kierującymi samorządem a pozostałymi jego członkami powinny być mechanizmem sprzyjającym powstawaniu na gruncie demokratycznego prawa opinii oraz decyzji akceptowanych przez rzeczywistą większość, więc respektowanych. Co za tym idzie przydających samorządowi autorytetu i czyniących go silnym. W polskiej rzeczywistości weterynaryjnej tak nie jest. Izby samorządowe posiadają defekt odbierający jego członkom możliwość nieskrępowanego wygłaszania własnych poglądów oraz łamiący zasadę równoprawności tworzących go osób, bo łączą na drodze przymusu prawnego dwie grupy zawodowe w związek, który najłatwiej opisać relacjami "przełożony - podwładny". Przesądza on o składzie kierownictwa, czyni je arbitralnym i wytwarza podział - my i oni. Sprawia też, że izby samorządowe powołane ustawą o zawodzie lekarza weterynarii są coraz bardziej scentralizowanym urzędem nadzorczym, a coraz mniej instytucją obywatelską. Na gruncie demokratycznego państwa jako jego w istocie rzekomy samorządowy składnik, izby lekarsko - weterynaryjne powołane ustawą z dnia 21 grudnia 1990 roku stały się instytucją fikcyjną. Postrzegane są przez większość lekarzy jako nieprzychylny urząd.
    Jest interesującym paradoksem, że stosunek podległości lekarzy terenowych, przecież przedsiębiorców, wobec urzędników państwowego nadzoru weterynaryjnego, istniejący realnie w życiu zawodowym nie powstałby bez obecności tych drugich w samorządzie pierwszych. Możnaby pomyśleć, że samorząd lekarsko - weterynaryjny powołano tylko w tym celu, aby przedłużyć ciągłość istniejącej w PRL bezpośredniej urzędniczej kontroli nad zawodową działalnością weterynarzy.

Jak z Mrożka - nasze prawo

    Kierujący samorządem nie dostrzegają związku pomiędzy jakością swojej działalności w izbach lekarsko - weterynaryjnych i jej skutkami - występującymi w lecznictwie weterynaryjnym negatywnymi zjawiskami. Zawiniony przez nich samych spadek kompetencji lekarskich w zawodzie oraz patologiczne zachowania wielu jego członków uznają za cechy przypisane weterynarzom - jakby wrodzone...(Powstał, upowszechniony przez "Życie Weterynaryjne" synonim: weterynarz czyli zły lekarz zwierząt.) Reprezentując taki punkt widzenia władze samorządowe tworzą lub uczestniczą w tworzeniu przepisów coraz bardziej ograniczających wolny zawód zarówno w samym samorządzie jak i w działalności ściśle lekarskiej. Kulminacją tej tendencji jest ustawa o zakładach leczniczych dla zwierząt wprowadzająca bezpośrednie kontrole działania praktyk lekarskich. Również wspomniane już ministerialne rozporządzenia. To za sprawą ustawy o zakładach leczniczych dla zwierząt tzw. samorząd weterynaryjny przekształci się w urząd ostatecznie. (Odbierze to weterynarzom, również ostatecznie, zobowiązanie do ponoszenia przez nich odpowiedzialności za swój zawód i podtrzyma pewną niedojrzałość ich poglądów dotyczących zawodu.)
    Zajmujący kierownicze pozycje w samorządzie wolnego zawodu, tylko z tego powodu, że w nim są, przedstawiciele mniejszości środowiska weterynaryjnego uważają taki stan za naturalny. Nie dostrzegają szkodliwości nonsensownej decyzji ustawodawcy, jaką było pośrednie uznanie urzędników państwowych za osoby wykonujące wolny zawód. Chcąc nie chcąc dają wyraz swoistej nonszalancji, jaką cechuje ich stosunek do prawa - traktują je instrumentalnie. Tymczasem w prawie demokratycznego kraju nie da się łatwo "majstrować". Bo prawo musi być spójne. Uwzględniać ducha czasu i wymogi logiki. Musi też poprawnie odczytywać związki przyczynowo - skutkowe występujące w rzeczywistości, którą chce się regulować. Inaczej traci powagę, sens, nie wypełnia celów i daje pole do nadużyć. Będzie słabe, bo nie da się go skutecznie egzekwować. Praktyka stosowania ust. 2 w art. 1 ustawy o zawodzie lekarza weterynarii jest tego przykładem. Zapisany w nim, sprecyzowany w ustawie o Inspekcji Weterynaryjnej, chyba niemożliwy do uzasadnienia wymóg, aby funkcje organów Inspekcji Weterynaryjnej pełniły osoby posiadające prawo wykonywania zawodu, rozciągnięto na drodze interpretacji na wszystkich pracowników tego urzędu. Zapis ten włączył pracowników państwowego nadzoru weterynaryjnego do samorządu lekarsko - weterynaryjnego i uprawnił nadanie urzędnikom statusu wolnego zawodu. Ta niedorzeczność wywołała następną. Taką oto, że realnie (z budżetem rocznym w wysokości 3.ooo.ooo zł) istnieje fikcyjny samorząd zawodu, którego nie ma. Reprezentując kilka różnych zawodów, traktowanych łącznie jako zawód lekarza weterynarii, samorząd weterynaryjny nie wypełnia podstawowych, demokratycznych standardów przypisanych takim organizacjom. Reprezentując wszystkich nie reprezentuje nikogo poza własnym kierownictwem i jego klientelą.

Tak rodzi się "grupa trzymająca władzę"?

    Niegroźna początkowo dominacja "państwowych" we władzach samorządu wraz upływem czasu zamieniła się w ich dyktat wobec całego środowiska lekarzy zwierząt. Stało się tak, gdy terenowe lecznice tracąc dochody pochodzące z wykonywania czynności ściśle lekarskich, uzależniły się ekonomicznie od dochodów za czynności urzędowe. Władze samorządowe stały się wtedy nieusuwalne. I trudno się temu dziwić biorąc pod uwagę, że tworzą je osoby de facto sterujące dochodami lecznic terenowych, bo nadzorujące przepływ środków finansowych pomiędzy podmiotami gospodarczymi a budżetem weterynarii. Wykorzystując wymuszoną szantażem ekonomicznym uległość terenowych lekarzy oraz z tym związaną powszechną absencję lekarzy podczas wyborów samorządowych, również dyspozycyjność własnych podwładnych i zaproponowany przez siebie system wyborczy mogą już organizować samopowielające tzw. demokratyczne wybory samorządowe. Pozycja ta pozwala im na rozbijanie zawodowej solidarności weterynarzy i wyeliminowanie płynącej z tego środowiska niezależnej opinii recenzującej izby lekarsko - weterynaryjne, państwowy nadzór weterynaryjny itd. Pozwala też na zneutralizowanie, może ukierunkowanie, poprzez nacisk instytucjonalny opinii ich własnych przełożonych. Czy nie jest to grunt umożliwiający działalność np. jakiejś "grupy trzymającej władzę" w weterynarii? A może został on przez taką grupę przygotowany? Wyłącznie w jej własnym interesie. W miejscu drażliwym ze względu na spotykanie się w nim interesu publicznego z prywatnym. Zwłaszcza, że istniejące procedury regulujące tę sferę działalności gospodarczej są niewystarczające, bo brakuje np. zasad wyznaczania lekarzy badających mięso.
Czy to nie z poczucia braku zagrożenia dla trwałości swego urzędowania centrala samorządowa marginalizuje lecznictwo weterynaryjne i jego potrzeby?

Według obrotnych … z wyznaczeń

    W styczniu br. w Warszawie odbyło się XVII plenarne posiedzenie Krajowej Rady Lekarsko - Weterynaryjnej poświęcone analizie stanu "zawodu weterynaryjnego" przed akcesją Polski do Unii Europejskiej. Krajowa Rada reprezentująca 10 tysięcy członków, z których 8 tysięcy to praktykujący lekarze, sprawom lecznictwa podczas dwudniowych obrad poświęciła jedno, półgodzinne wystąpienie. Prelegent zasugerował w nim, cytując w większości nie polskie statystyki, że aktualna sytuacja materialna lekarzy znajduje uzasadnienie w liczbach, bo jak wynika z tych zagranicznych statystyk, Polska jest krajem biednym i rolnictwo też ma biedne. Objaśnił ponadto, że konkurencja wśród lekarzy będzie rosnąć i czy tego chcą czy nie i tak 80 % pieniędzy w weterynarii znajdzie się u 20 % tych najbardziej obrotnych. Konkludował, że osiągnięcie stanu "szczęśliwości ogólnej w zawodzie" jest niemożliwe. Prezes Krajowej Rady zaś w podsumowaniu dopowiedział, że samorząd nie będzie miał wpływu na sytuację materialną lekarzy praktyków. Słowem: jest jak jest, może być gorzej, lecz nic na to nie poradzimy, radźcie sobie sami. Takie bezwzględne są reguły gry.

Obrotni … z wyznaczeń są w błędzie

    To nieprawda. Samorząd, i tylko on, ma przyzwolenie do korygowania zasad funkcjonowania zawodu - prawa weterynaryjnego. Stale z niego korzysta. Dlatego to w istocie od niego zależy przyszłość zawodu i on ponosi odpowiedzialność za jego stan obecny. Samorząd może, mógł, a co więcej powinien był przedsięwziąć środki zabezpieczające pomyślność lecznictwa weterynaryjnego już kilkanaście lat temu. Izby lekarsko - weterynaryjne uznając obecny stan lecznictwa weterynaryjnego za uzasadniony okolicznościami zewnętrznymi, uznają za wytłumaczalną taką sytuację w lecznictwie weterynaryjnym, w której jest coraz biedniej, brakuje jasnych reguł, jeden grzebie w kieszeni drugiego, a państwowy urzędnik wskazuje palcem 20 % tych przedsiębiorców, którzy mogą przejąć 80 % wszystkich weterynaryjnych pieniędzy.
    Samorząd zawodowy sprawia wrażenie, iż nie wie, że zamożność i siłę europejskich weterynarzy gwarantuje sprzyjające im prawo, przyzwalające od kilkudziesięciu lat na ograniczanie konkurencji w ich zawodzie poprzez stosowanie korporacyjnych przywilejów. Samorząd chyba udaje iż nie wie, że wysoki poziom weterynaryjnej ochrony zdrowia publicznego w tamtych krajach zapewniają wspólnie państwowy nadzór i silne lecznictwo weterynaryjne. Że pomyślny rozwój lecznictwu tam gwarantują przypisane do zawodu weterynarza przywileje wraz z systemem cen minimalnych za usługi oraz silne samorządowe organizacje uważnie strzegące przyjętych reguł.

Pytania, pytania…

    Dlaczego polski samorząd jest zdania, że Polska nie potrzebuje silnych zakładów leczniczych dla zwierząt i pewnych siebie lekarzy? Dlaczego polski samorząd lekarzy weterynarii postępuje tak, jakby uważał lekarzy zwierząt za grupę zawodową stanowiącą zagrożenie dla interesu publicznego i z tego powodu zamienia się w urząd przeznaczony do sprawowania nad nimi kurateli? Czy postępuje tak w przekonaniu, że polscy lekarze zwierząt naprawdę mogą wykorzystać przywileje, aby szkodzić dobru wspólnemu? Czy dlatego, że musiałyby zmienić się wtedy relacje w samym samorządzie oraz relacje między zawodami poza nim? Czy hipoteza o istnieniu w weterynaryjnym samorządzie "grupy trzymającej władzę" może coś wyjaśniać? Wydaje się, że puzzle faktów w tej układance pozwolą się złożyć.

Półśrodki zawiodą

    Samorządowy związek kilku zawodów weterynaryjnych narzucony postanowieniem ust. 2 w art. 1 ustawy o zawodzie lekarza weterynarii nie udał się. Jest groźny nie tylko dla samych zainteresowanych. Osłabiając jakość lecznictwa oraz skuteczność państwowego nadzoru weterynaryjnego godzi w dobro wspólne - jakość ochrony zdrowia publicznego. Ale poszkodowanymi w tym związku są wyłącznie uprawiający wolny zawód weterynarze.     Potrzebny jest rozwód. Czas na ujawnienie własnej tożsamości i powołanie własnych, lojalnych elit w rzeczywistym dialogu ustalających wspólne cele. Czas na zapewnienie sobie należnych praw. Alternatywą jest kontynuacja rządów "starszych braci" w "zawodzie weterynaryjnym" i z tym związana degeneracja zawodu lekarza zwierząt - weterynarza.
    Trzeba iść na przyszłoroczne wybory samorządowe eliminując tych, którzy jak wynika z praktyki ich postępowania a nie słów, uważają, że są jedynym gwarantem skuteczności weterynaryjnej ochrony zdrowia publicznego w Polsce. Którzy sądzą, że powinien zapewniać ją wyłącznie, byleby był liczniejszy i lepiej opłacony, państwowy nadzór posiłkujący się osobami wykonującymi pomocnicze czynności lekarskie. Za takie są skłonni uważać lekarzy wykonujących czynności urzędowe. Duet Inspekcja Weterynaryjna i tzw. samorząd zawodu weterynaryjnego, w ich przekonaniu, miałby kontrolami narzucać "właściwe" standardy lecznicom należącym do tych osób oraz orzekać o dopuszczalnym dla nich poziomie dochodów.
    Weterynarze muszą wyeliminować ze swojego samorządu wszystkich, którzy myślą podobnie widząc pomyślnie rozwijające się praktyki lekarsko - weterynaryjne jako zagrożenie dla dobra publicznego, nie zaś jego, opartą na lekarskiej wiedzy, podstawę.

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.