Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Blizsza ciału koszula, a ministrowi chłop-J.Sośnic

2010/03/01 00:39:30


Bliższa ciału koszula, a ministrowi chłop

Sposób konsultowania zmian w przepisach dotyczących weterynarii jest dość precyzyjnie określony w ustawach, jednak Minister Rolnictwa i jego urzędnicy mają własne oryginalne sposoby negocjowania nowych przepisów z zainteresowanymi stronami. Polegają one w skrócie na konfrontacji przedstawicieli stron i obserwowaniu, która z nich jest bardziej zdeterminowana. Miałem już okazję wielokrotnie przekonać się, jak pokrętna jest logika myślenia chłopa i to niezależnie czy siedzi na przydrożnym rowie , czy za ministerialnym biurkiem. Można to skwitować stwierdzeniem, iż tylko praca na roli jest czymś wzniosłym i społecznie użytecznym, a cała reszta to pasożyty i darmozjady. Po ichniemu brzmi to następująco:" Łod mysy do cysoza, wszystkie żyjo z gospodorza". Jak głęboko zakorzeniona jest to maksyma przekonała się Krajowa Rada na „konferencji uzgodnieniowej" 23 lutego, której nie zaszczycił obecnością żaden minister, a „dyżurny dyrektor" Wojtyra stwierdził, że domaganie się rewaloryzacji wynagrodzeń lekarzy jest społecznie szkodliwe w trudnej sytuacji podmiotów. Społecznie ( chłopu) użyteczne jest natomiast obniżenie stawek za wystawienie świadectw zdrowia na świnie, bo rolnicy skarżą się do ministra, że są dziś za drogie. Któremu ministrowi powinni poskarżyć się zatem "weterynarze", skoro od 2003 roku obniża się im wciąż stawki za badania, pomimo rosnącej inflacji i wzrostu kosztów utrzymania. Kolejny raz kłania się pogląd, że nasze miejsce nie jest tu, gdzie chłopskie interesy chroni się za wszelką cenę i wbrew logice. Wybiórcza pamięć dyrektora Wojtyry pozwala mu obiecywać i zapominać o obietnicach, a nawet zapomnieć czego miało dotyczyć wspomniane spotkanie. Widać sądzi on, że nie ma sensu dyskutować z weterynarzami o czymś, co rolnicy-producenci dawno już uzgodnili ze swoim ministrem. Rację miał Włodek Gibasiewicz twierdząc, że świętowanie przejścia służby weterynaryjnej w 1920r. z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych do Ministerstwa Rolnictwa jest błędem, bo od tego czasu straciliśmy wszelką niezależność w działaniu i staliśmy się „chłopską policją sanitarną". Inspekcja, która wykonuje „namiastki kontroli za symboliczne wynagrodzenie" jest mało wiarygodna społecznie, a jej rola sprowadza się do „niańczenia kumpli królika". Prezesi z tzw. „grupy Bełchatowskiej" wyszli z tego spotkania zdecydowani powtórnie powiadomić o sprawie Premiera, Prezydenta oraz przewodniczących klubów poselskich. Korumpowanie ministerstwa przez lobby producenckie zapewne zainteresuje również Komisję Europejską, którą postanowiono niezwłocznie powiadomić zanim jeszcze rozpoczął się „audyt generalny". Jestem przekonany, że ten temat będzie wdzięczniejszy dla szacownego gremium niż „grzebanie" w weterynaryjnych torbach, które na Podkarpaciu robią za magazyny leków.
Sny o Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności czy Urzędzie Zdrowia Publicznego są już nierealne, bo „chłopy w garniturach", dobrowolnie nie wypuszczą z garści „swoich weterynarzy". Natomiast planowana dziś konsolidacja administracji zespolonej przypomina mi PiS-owskie „obtanianie państwa", poprzez likwidację lub ograniczenie do 30% liczby stanowisk w inspektoratach wojewódzkich i powiatowych, głównie kadr, księgowości, obsługi prawnej czy informatycznej ,co znacznie jeszcze ograniczy możliwości istniejącej Inspekcji. Gołym okiem widać więc, że całość zadań należy przekazać lekarzom urzędowym wyznaczonym w ramach zakładów leczniczych dla zwierząt, bo wówczas to one same rozliczą swych właścicieli i pracowników, kupią sobie szczepionki, sprzęt i zrobią z tego sprawozdania. Inspekcja powinna ograniczyć się do rozdziału zadań, skontrolowania i zapłaty. Być może będzie to więc impuls powrotu, do normalności sprzed 2004 roku. Uważam, że Inspekcję należy jak najszybciej uwolnić od wpływów MRiRW nawet kosztem połączenia z Sanepidem, bo tylko wówczas zachowa ona charakter kontrolny i niezależność w działaniu. Konieczność pionizacji z własnym budżetem nie znalazła dotychczas właściwego zrozumienia dysydentów, nawet w obliczu ptasiej czy świńskiej grypy, więc szanse na jej realizacje w kryzysie są żadne i wszyscy to wiemy. Nie pocieszajmy się więc, że jutro będzie lepiej, bo jest coraz gorzej. Likwidacja konta dochodów własnych to następny „gwóźdź do trumny" obecnego systemu wyznaczania. Jeśli ktoś jeszcze liczy, że „terenowcy" poczekają do kwietnia-maja 2011 na pierwszą transzę budżetową za monitoringi czy mięso to się myli i strajk stanie się faktem. Niech więc wszyscy „poligloci" z GIW-u i pseudo znawcy problemów weterynaryjnych z Departamentu zaczną kombinować, kto im to zrobi na kredyt, bo na pewno nie my.

Jacek Sośnicki

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.