Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Kryzys wartości w Inspekcji?" Jacek Sośnicki

2010/09/08 23:47:27


KRYZYS WARTOŚCI W INSPEKCJI ?

Jakież było moje zdziwienie, gdy w środku gorących wakacji 2010 r Ministerstwo Rolnictwa zaczęło "odgrzewać stary kotlet" z 2006 roku, pod tytułem Inspekcja Bezpieczeństwa Żywności. Wydawać by się mogło, że cztery lata wstecz, ówczesna władza przyjęła do wiadomości, iż jedyną instytucją predysponowaną do ochrony zdrowia publicznego w zakresie bezpieczeństwa żywności jest Inspekcja Weterynaryjna. Jednak obecna koalicja PO/PSL z niejasnych pobudek próbuje wracać do pomysłu, który moim zdaniem w tej postaci, dawno się już skompromitował. Być może jest dziś konieczność konsolidacji tzw. "Inspekcji Rolnych" zwłaszcza, że niektóre z nich wykonują tak niewiele zadań, iż gorączkowo poszukują podstaw do dalszej egzystencji ale to jeszcze nie powód aby likwidować dobrze zorganizowaną i sprawnie działającą Inspekcję Weterynaryjną. Tylko bowiem urzędowy lekarz weterynarii jest uznanym w Europie i na świecie, gwarantem bezpieczeństwa żywności i ochrony zdrowia zwierząt a przez to ochrony zdrowia publicznego. I to właśnie jego pieczęcie na świadectwach zdrowia umożliwiają dziś handel i przemieszczanie żywych zwierząt oraz mięsa, mleka , jaj i ich przetworów w ramach UE i poza nią. Po co więc Ministerstwo Rolnictwa i departament, ryzykują próbując stworzyć Inspektora Bezpieczeństwa Żywności, który nie będąc lekarzem weterynarii nie stanie się wiarygodnym jego substytutem w oczach polaków ani społeczeństw państw do których eksportujemy żywność. Kwalifikacji lekarza weterynarii nie zdobywa się bowiem na "trzymiesięcznym kursie gotowania na gazie", jak zamierza się szkolić " nowa inspekcja". Kto więc miewa takie pomysły i jakie są prawdziwe intencje twórców tej "pseudo reformy". Mam wrażenie, że "jakieś lobby" próbuje wprowadzić w błąd kolejnego Ministra Rolnictwa, sugerując mu, iż "majsterkowanie" przy nadzorze nad bezpieczeństwem żywności nie stanowi żadnego zagrożenia bo weterynarze zgodzą się na każdy układ byleby zachować swoje "posadki". Czy jednak tak jest naprawdę? Postawy naszych "kolegów" z kierownictwa Inspekcji są dziś trudne do zinterpretowania, bo jak twierdzą, oni również mają na względzie dobro zawodu. Jednak sądzę, że mówimy o dwóch różnych zawodach. Ja myślę o wolnym zawodzie lekarza weterynarii, który wyznaczony przez administrację jako urzędowy lekarz , wykonuje w jej imieniu czynności z zakresu ochrony zdrowia publicznego. O jakim zawodzie myślą "urzędnicy Inspekcji"? - niewiadomo. Ale jest to zawód "mocno zniewolony", skoro muszą oni działać wbrew własnym interesom a jak stwierdził Główny Lekarz w rozmowie z Krajową Radą cyt. ..." wypada mi poprzeć projekt utworzenia Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności, choć to nie znaczy, że tak myślę"... . Dlaczego więc "nasi koledzy" głosują publicznie za rozwiązaniem Inspekcji Weterynaryjnej na rzecz "tworu", w którym "po kryjomu" będą wykorzystywać swoje kwalifikacje do kontroli, badania i wystawiania świadectw zdrowia, "użyczając" pieczątek lekarza weterynarii swoim "niewykwalifikowanym" przełożonym w zamian za obietnice trwania. A co z pozostałymi lekarzami w Inspekcji oraz lekarzami urzędowymi? Czyżby funkcyjni w IW, jak "głodne węże gotowi byli zeżreć własny ogon" byleby tylko przetrwać? Obawiam się, że dobrze nie jest. Według projektu -Inspekcja Bezpieczeństwa Żywności jawi się jako upolityczniony twór, w którym główną rolę zagrają "zaufani koledzy królika" czemu ma służyć mnogość zastępców głównego - pięciu, wojewódzkich - po czterech i powiatowych - po trzech zastępców. Jak by nie liczyć to około tysiąca "ciepłych stołków". Tak ma wyglądać "redukcja biurokracji" której 10 procentowy pułap zapowiada Premier? Jak znam życie to ci zastępcy nie będą pochodzić z merytorycznych konkursów, więc nie podniosą prestiżu nowej inspekcji. Dziwię się postawie "głównego, wojewódzkich i powiatowych - członków Krajowej Rady", którzy popierają taki projekt, w zamian za obietnice pozostania na stanowiskach. W obliczu zbliżających się wyborów samorządowych i parlamentarnych, nikt nikomu nie może obiecywać czegokolwiek, bo za chwilę sam nie będzie już na swym stanowisku. Czymże jest ta chorobliwa lojalność funkcyjnych wobec ministra i departamentu? Myślę, że wyrazem kryzysu wartości i beznadziejnością położenia Inspekcji Weterynaryjnej. Od dawna nie mieliśmy już szefów zdolnych zaryzykować własną karierę dla ratowania zawodu. Jak dobrze pamiętam istotą nowej ustawy o powołaniu Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności jest wykreślenie z wszystkich ustaw i rozporządzeń słów : Inspekcja Weterynaryjna i urzędowy lekarz. Godząc się na to potwierdzamy kwalifikacje do nadzoru przyszłych "nie merytorycznych szefów i kolegów" a tym samym poddajemy pod wątpliwość swój dotychczasowy monopol na badania i urzędowe kontrole zakończone wystawieniem świadectw zdrowia. Chcąc kiedykolwiek wrócić do stanu dzisiejszego, będziemy musieli udowodnić ustawodawcy, "że nie jesteśmy wielbłądami". Dlaczego więc dziś niektórzy lekarze weterynarii będąc na stanowiskach w Inspekcji, "przykładają rękę do jej fizycznej likwidacji"? Przecież jawnie działają tym na szkodę zawodu, niszcząc rynek pracy dla obecnych i przyszłych urzędowych lekarzy weterynarii. W myśl Kodeksu Etyki Lekarza Weterynarii, wszyscy mamy obowiązek chronić zawód i rynek pracy lekarza . Jak go uchronicie "Inspektorzy Bezpieczeństwa Żywności" skoro kierować wami będą inżynierowie zootechniki czy rolnictwa? To smutne, że "grupka administratorów" znów próbuje sprzedać ten piękny zawód za "garść srebrników" nie czując już żadnej więzi z pozostałymi lekarzami i odpowiedzialności za ich przyszły los. A przecież wiadomo, że głównym, wojewódzkim czy powiatowym tylko się bywa a lekarzem weterynarii się pozostaje i co wówczas? -"Wielka smuta".

Jacek Sośnicki

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.