Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Jasełka" - Włodek Szczerbiak

2010/12/20 11:22:32


Jasełka, czyli o jedności weterynarii.

Nie zbyt gwiezdne grudniowe noce, śnieg, zawieje, do świąt daleko. Powiadają uczeni progności, że obecne ochłodzenie jest objawem ocieplenia. Zawiłe to i naukowe rozważania. Choć mróz trzaskający i śnieg skrzypi pod butami w przedszkolu gęsto od ludzi. Przedszkolaki wystawiają szopkę, razem. Widownia. Okrzyki, oklaski, zaciskanie pięści, ekstremalny doping. Który artysta jest najdoskonalszy, który jest ideałem, bożyszczem? Statystyka bywa brutalna. Wszyscy. Żaden. Każde dziecko dostanie tyle samo głosów, od mamy i taty! Każde jest gwiazdą. Jedyną, niepowtarzalną, najlepszą. Każdy stoi przy swoim. Czy nie tak samo jest na zebraniach i naradach? Każdy ma swój wniosek, pomysł? Najlepszy, jedyny? Okopujemy się, nie dopuszczamy innych. Może pora zauważyć inne dzieci?

Widownia złożona z rodziców, dziadków umie docenić wyłącznie swoje dzieci. Nie jest kryterium, czy dziecko recytuje, śpiewa, albo powiewa brodą z pakuł do uszczelniania wodociągów. Pewnikiem jest jedno, że to nasze, krew z krwi, rodzone. Jedyne i genialne! Może inny osąd, wybór mają rodzice ośmioraczków, czy choćby bliźniąt. Jest wreszcie, w czym wybierać. A gdyby tak skrócić ogniskową spojrzenia i zdać się na chłodniejszy werdykt przedszkolanek, pedagogów, fachowców od wychowywania?

Własne dziecko, myśl, pomysł, głos w dyskusji. Czy tylko nasz ma ręce i nogi? Są inne, tak niewiele różniące się od naszych. Jednak ten mój jest najlepszy, najdoskonalszy. Prawda? Tu krótka dygresja – ile to zachodu kosztowało, czasu trwało, zanim jeden z moich przyjaciół oduczył się używania frazy: „niech pani posłucha, weźmie obiektywnie i później przyzna mi rację”.

Która wychowawczni, recenzentka jest najukochańsza, najwspanialsza, która ma pierwsze notowania? Czyż nie ta, co każde dziecko przytuli, pogładzi po czółku, obdarzy komplementem. Każdy pomysł trzeba uszanować, wtedy rosną wskaźniki popularności!

Trzeba wybrać któryś z pomysłów, gdzieś zastosować, podjąć decyzję, które dziecko będzie Melchiorem, chórem aniołków, albo sianem w stajence. Każda rola ważna, każdy aktor doskonały. Kogo odrzucić? Czemu wybrali ten, a nie inny pomysł? Czy mój nie lepszy? Jak wybrać, żeby wilk, owca i kapusta przetrwały? Może nie wybierać, niechaj żyją wszystkie stany?

To nie wszystko. Są rodzice, autorzy pomysłów, bardziej i mniej przywiązani do swoich tworów. Nauka o behawioryzmie mówi, że najsilniej przywiązujemy się do czegoś, co przyszło z większym trudem. Im więcej zachodu, tym bardziej nasze. Im dłużej się coś rodzi, tym cenniejsze. A choćby i taki cielak z cesarki, czy nie jest bardziej cenny? Mimo Wigilii spójrzmy na ludzi. W rodzinach patologicznych, mimo, że co dzień, co noc leją się krew i łzy, istnieje prawdziwie nierozerwalna więź rodziców z dziećmi. Wręcz histeryczna! Czemu? Spójrzmy na aktywa, gdzie jest wydatkowane najwięcej uczuć i pracy na modelowanie młodego charakteru? Empirycznie rzecz biorąc, kurczęta, zmuszone więcej i dalej biegać za kwoką są bardziej przywiązane od tych, co mniej drałowały.

Pomysły, na uzdrowienie weterynarii są nasze. Niektóre powstały ad hoc, inne w długich i zaciekłych dyskusjach. Które z nich mają gorętszych orędowników? Czemu obce, inne, nie moje pomysły, szatańsko powykręcane, wykoślawione wchodzą do realizacji? Najczęściej do konsensusu dochodzi, kiedy wszyscy mają już dosyć i chcą iść spać. Czy to optymalny wybór, uwzględniający wszystkie relacje? Czy przyjęte rozwiązanie znajdzie aplauz, stanie się dzieckiem całej sali?

Skoro tak dobrze mi się gaworzy dodam jeszcze kilka punktów do przemyślenia. Co mogą ugrać dzieci podrzucone, sieroty, porwane od prawowitych rodziców? Wbrew pozorom, to też są istotne głosy mogące przesuwać szalkę decyzji. Są rodzice, co swoich dzieci nie poślą na spotkanie, sami też nie pójdą. Dla zasad. I nie bez racji mówi się o nich, że są nieobecni…

W jaki sposób to scalić, nadać wspólny mianownik? A może jest też i tak, że niekiedy trzeba się uciec do sposobu? Czy tabun dzikich rumaków pociągnie wóz w stronę przeprawy przez rzekę? A może warto choćby na chwilę zaprząc te konie, wziąć je w cugle, skłonić do ukierunkowanej współpracy? Może jest sens ustąpić, pozwolić się okiełznąć, założyć sobie na łeb kantar, uzdę, na chwilę zrezygnować z własnego ego, żeby coś wspólnie zrobić?

Wesołych Świąt! Stańmy razem! Naonczas moc struchleje (albo będzie z nami).
Niech nie rozbiegną się konie tak, że na zydlu ostanie się ino Izba, a my będziemy znowu śpiewać:

„Miałeś, chamie, złoty róg,
miałeś, chamie, czapkę z piór:
czapki wicher niesie,
róg huka po lesie,
ostał ci się ino sznur,
  ostał ci się ino sznur”.

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.