Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Co dalej z protestem - Jacek Sośnicki

2011/01/09 20:57:07


Co dalej z protestem ?

Kolejny już raz zawód lekarsko-weterynaryjny staje na dziejowym zakręcie za którym wcale nie widać jasnej perspektywy. Pomimo dwudziestu lat działania odrodzonego samorządu zawodowego nie udało się poukładać najważniejszych spraw dla lekarzy wolnej praktyki jak i dla lekarzy Inspekcji weterynaryjnej. Ranga zawodu lekarza weterynarii wciąż się obniża, bo takie są ponoć europejskie trendy. Od lat kurczy się rynek pracy dla lekarzy weterynarii bo rządzący i właściciele zakładów przemysłu spożywczego próbują zastąpić nas tańszym substytutem w postaci technika, oglądacza, zootechnika, biologa czy magistra rolnika. Postępująca pauperyzacja i marginalizacja finansowa zawodu przy masowym kształceniu i wolnym dostępie do wykonywania praktyki lekarsko-weterynaryjnej powoduje coraz większą frustrację i brak zawodowej solidarności. Słowo „weterynarz” dalej ma znaczenie raczej pejoratywne i społeczeństwo stawia takowego delikwenta na równi ze znachorem, szamanem czy wróżką. A przecież mamy coraz nowocześniejsze zakłady lecznicze, inspektoraty, laboratoria ZHW. Skąd więc ciągle tak negatywny odbiór społeczny. Częściowo stąd, że nasi szefowie i prezesi najczęściej nie potrafią zaistnieć medialnie i w sposób klarowny przekazać społeczeństwu istotę problemów jakie rozwiązuje służba weterynaryjna celem ochrony zdrowia publicznego. Jeszcze trudniej jest tym panom rozmawiać ze zwierzchnikami z MinRolu, których spryt i medialna praktyka konfrontowania nas z producentami daje negatywne efekty wieloletnich negocjacji.
Pogarszająca się sytuacja wiejskich lecznic, zmusiła wielu kolegów do coraz większego uzależnienia się od urzędowych wyznaczeń PLWet. Jest to jednak nie tylko dobrodziejstwo ale również przekleństwo. Sposób osobistego wyznaczania, wymusił trwanie w jednoosobowych zakładach, których główny przychód stanowią tzw. urzędówki, kosztem coraz mniejszej dyspozycyjności dla klienta i w końcu zaniku praktyki terenowej. Z kolei nie rewaloryzowane od lat stawki za monitoringi chorób, szczepienia czy badanie zwierząt rzeźnych i mięsa powodują, że pomimo coraz mniejszych przychodów z działalności na rzecz „powiatowego” nie możemy od nich odstąpić, bo nie mamy już do czego wrócić. Czy jednak oznacza to, że mamy się godzić na każde warunki?
Myślę , że postawa wielu koleżanek i kolegów w ostatnich dniach jest budująca i godna podziwu. Bo choć tak wiele mają do stracenia, to jednak nie godzą się na obniżkę wynagrodzeń i fizyczną likwidację Inspekcji Weterynaryjnej. A przecież wiemy, że relacje pomiędzy poszczególnymi grupami w naszym zawodzie nie zawsze są koleżeński i oparte na wzajemnym szacunku. Ważne, że w obliczu zagrożenia bytu wszystkich lekarzy, przestajemy się bać i stać nas na czynny protest. Problem jednak w tym, że protest się przeciąga w czasie i może potrwać jeszcze kilka tygodni. Przebieg i sposób prowadzenia negocjacji przez stronę Ministerstwa Rolnictwa nie budzi nadziei na rychłe porozumienie. Myślę jednak, że problem jest również po stronie Izby Weterynaryjnej, której restrykcyjna uchwała nr 28 a później 30 oraz poprzedzające je apele, wywołały spory zamęt interpretacyjny. Mamy dziś sytuację, że ci lojalni mieliby protestować czynnie już dziś a ci mniej lojalni dopiero za miesiąc po wygaśnięciu wypowiedzianych umów. Tylko czy przy niewielkim dostępie do informacji o sytuacji ogólnej, te enklawy czynnie protestujących lekarzy wytrwają do osiągnięcia satysfakcjonujących rozstrzygnięć ? Oczywiście medialny wydźwięk czynnego protestu jest nie do przecenienia ale czy mając tak nieprofesjonalny sposób informowania o jego przebiegu, Izba ma prawo narażać swoich członków na konsekwencje utraty dochodów bądź jak sugeruje Główny Lekarz trwałej utraty wyznaczeń?
Mam wrażenie, że naprzeciw siebie stoją w tych negocjacjach ludzie, którzy się nawzajem nienawidzą, nie szanują, lekceważą i są skłonni walczyć do końca nie ustępując „ani o krok”. Taka postawa nie wróży nic dobrego dla nas lekarzy. Straciliśmy już świadectwa zdrowia do uboju bo Rząd je zlikwidował, choć minister chciał tylko obniżyć stawki. Walczmy więc o pozostałe sprawy, które możemy jeszcze wygrać dla całego zawodu. Jednak przede wszystkim nie dajmy się „medialnie zaszufladkować” jako grupa „oszołomów”, która dla swoich „trzydziestu srebrników” robi „rokosz” i naraża zdrowie publiczne. Społeczeństwo widząc naszą odpowiedzialną postawę musi wreszcie zrozumieć, że to właśnie my w jego interesie dbamy o bezpieczeństwo żywności zwalczając choroby zakaźne.
Minister Sawicki zachowuje się ponoć skandalicznie w czasie negocjacji ale sprytnie zmienia swoich przedstawicieli unikając bezpośredniej konfrontacji z Izbą. Być może czas już aby ten protest wyprowadzić z Izby i uczynić go dobrowolnym a nie obligatoryjnym i restrykcyjnym. Myślę , że wzorem naszych adwersarzy należy zmienić negocjatorów włączając w rozmowy związki zawodowe i stowarzyszenia oraz wszystkie grupy zawodowe lekarzy. To jest protest całego środowiska, którego byt jest dziś zagrożony, więc ten szlachetny zryw koleżanek i kolegów nie może pójść na marne z powodu buty i wzajemnej arogancji obecnych negocjatorów.

Jacek Sośnicki

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.