Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Vox populi?" - Włodek Szczerbiak

2011/02/10 12:17:19


Pobierz artykuł...>

Wbrew pozorom, wbrew temu, że szata Medicusa jest w żałobnych grafitowych barwach – walka miejscami jeszcze się tli. Nie ze wszystkim polegliśmy, wiele dobrego z medialnego punktu widzenia przyniósł nam sposób prowadzenia protestu, dobra kampania prasowa. Uznaliśmy za istotne właściwe naświetlenie naszych problemów. Czas i praktyka pokazały, że tylko otwarta i szczera rozmowa z dziennikarzami buduje nasz obraz. Coraz więcej osób w społeczeństwie, nawet posłowie widzą, jakim nieporozumieniem jest nasze miejsce w hierarchii. Nie można posługiwać się półprawdami, które są dobre wyłącznie na krótki dystans.Tylko prawda może nas wyzwolić!

Z końcem lutego przyjdzie nam stanąć jeszcze raz, ale już chyba nie do walki. Tym razem będzie to czyszczenie szeregów, a dokładnie - szeregów Rady Krajowej. Dotychczasowe spostrzeżenia mówią, że nasi korporacyjni przedstawiciele niekoniecznie reprezentują poglądy wyborców. Wiem, trudno oczekiwać, żeby osoba wybrana do władz postępowała wbrew własnemu sumieniu, ale tu jest właśnie ważna rola wyborców – musimy wybierać takich, których poglądy będą dla nas reprezentatywne. Bardzo trudne to zadanie. O popełnionych błędach przekonaliśmy się w chwili próby. W czasie, kiedy wola większości lekarzy oscylowała w kierunku kontynuacji protestu nasz Prezes i Rada Krajowa podjęły decyzje, powiedzmy oględnie, niepopularne w środowisku.

Skład Rady Krajowej jest, jaki jest. Najszerszą reprezentację mają lekarze zajmujący kluczowe stanowiska w zawodzie, ale niekoniecznie najbardziej reprezentatywni. Voxpopuli w naszej reprezentacji okazał się zbyt mało znaczącym, aby przeforsować życzenia lekarzy zajmujących się pracą u podstaw.

Pojawiły się i konflikty interesów i małostkowość, walka wyłącznie o własne dobro. Dały się odczuć silne naciski władz, które bezwzględnie wykorzystały swoje możliwości, do egzekwowania na swoich pracownikach woli ministerstwa, a nie interesu korporacji zawodowej. Różne powody oddziaływały podczas głosowań na członków Rady. Chcę wierzyć, że w większości głosowanie odbywało się za głosem serca. Niemniej położenie tych serc zostało chyba zdeterminowane czynnikami zewnętrznymi.Zajmowane stanowiska, związane z tym powiązania służbowe.

Muszę przyznać, że byłem bardzo zaskoczony i – co tu ukrywać, nieco zniesmaczony postawą lekarzy reprezentujących nauki weterynaryjne. Grupa w sumie zdawałoby się raczej niezależna poglądowo, zagłosowała zgodnie z wolą ministerstwa, a nie wzięła pod uwagę woli lekarzy wykonujących zawód w terenie. Myślę sobie, że dla tej grupy bardzo istotna jest możliwość współpracy z lekarzami nadzorującymi ich poletka doświadczalne. Poletka dostarczające zarówno materiał do badań, jak i dające możliwość sprawdzania nowych idei. Skąd wśród takichludzi zagościła opinia, która przeszkadza we współpracy z „bazą empiryczną”? Zdaję sobie doskonale sprawę z daru przekonywania, jaki posiada nasz Prezes – Tadeusz Jakubowski. Jest on bardzo sugestywny, ale i zupełnie niemiarodajny w swoich przekonaniach o sytuacji panującej w zawodzie. Najgorsze jest to, że Prezes swoje wizje zawodu uważa za stan rzeczywisty i nie dopuszcza do siebie jakichkolwiek głosów starających się mu przybliżyć stan faktyczny. Czy to wizje Prezesa, najwidoczniej tak sugestywnie, podziałały na przedstawicieli nauki, że ci odwrócili się od lekarzy pierwszego kontaktu?

Kolejna podgrupa naszej Rady Krajowej, to lekarze zatrudnieni w Inspekcji Weterynaryjnej. Moja ocena głosowania ze strony lekarzy zajmujących stanowiska państwowe opiera się na obserwacji mechanizmów, jakie zostały uruchomione podczas protestu. Chcę w swojej naiwności sądzić, że wielu z tych lekarzy głosowała wbrew sobie, a jawność głosowania w powiązaniu z podległością służbową miała też swój wyraz w likwidacji protestu. Lekarze pracujący na stanowiskach urzędowych mają niezłe rozeznanie w problemach zawodu, mają też własne zdanie o rozwoju zawodu, o jego i swojej przyszłości. Niestety ich głosy okazały się być głosami ministerstwa zainteresowanego spauperyzowaniem naszego zawodu. Jak mogło dojść do tego, że w luźnych rozmowach inspektorzy mają wizje zawodu, wizje wielkiej weterynarii, natomiast w chwili, kiedy trzeba określić ten kierunek – głosują inaczej niż mówią. Są też lekarze o innej orientacji zawodowej, nastawieni wyłącznie na karierę urzędniczą, którzy nie liczą się z tymi, spośród których wyszli, a interesują wyłącznie skakaniem po szczebelkach drabinki.

Nawet teraz, gdy najgorsze mamy za sobą, nie ustają odgórne naciski na lekarzy podległych służbowo ministrowi rolnictwa. Ot, z ostatnich wydarzeń. Główny Lekarz Weterynarii polecił rozesłać po całym kraju „przypomnienie” o przestrzeganiu tajemnicy służbowej. W naszym województwie doszło nawet do tego, że wszyscy lekarze musieli podpisywać oświadczenia, że to przypomnienie do nich dotarło. Ważne jest, aby w odpowiednim czasie potrząsnąć prawicą, poruszyć groźnie palcem. Pozostaje tylko kwestia, czym jesteśmy straszeni. Tajemnicą spowiedzi? Toż rzeczony artykuł ustawy o inspekcji weterynaryjnej mówi właśnie o tajemnicy spowiedzi! Tej tajemnicy lekarze nie naruszają! Nasza dyskusja dotyczy pryncypiów, Panie Doktorze! My nie rozmawiamy ze sobą o tym, kto ijakie ma technologie produkcji drobiu, czy szynek z zagranicznych tuczników. My rozmawiamy o pryncypiach, o rzeczach tak jawnych, jak msza w Kościele!

Co więcej się dzieje? Z upływem pierwszego tygodnia lutego Główny Lekarz Weterynarii wydał polecenie służbowe do lekarzy wojewódzkich. Żąda w tym piśmie, aby ci lekarze wymogli z kolei na lekarzach powiatowych podpisanie aneksów do umów obejmujących wyznaczenia. Mam poważne wątpliwości, czy takie polecenie nie jest obarczone poważną wadą prawną. Moja, niestety dość powierzchowna znajomość prawa mówi, że istnieje ustawa sejmowa o zawodzie i inspekcji. Ustawa ta nakazuje lekarzom obligatoryjnie zrzeszonym w Izbie Lekarskiej – bezwzględne posłuszeństwo uchwałom Izby. Mamy uchwałę Rady Krajowej, która zobowiązuje nas do podpisania umów wyłącznie do dnia 28 lutego 2011r. Główny Lekarz Weterynarii wydał drogą służbową polecenie, aby zignorować obowiązujące nas prawo! Trochę może to i niespotykana sytuacja, ale na tym właśnie polegają wszelkie rewolucje!

Weterynaria boryka się z wieloma wewnętrznymi problemami. Prawo pozwalało je jakoś usystematyzować, ograniczyć pewnymi ramami naszą rozbuchana wolność gospodarczą. Bardzo się cieszymy, że najwyższe władze weterynarii są za odrzuceniem obowiązujących przepisów! Koniec z klasyfikacją zakładów leczniczych, ich oznakowaniem! Dalej! Koniec z prowadzeniem bzdurnej ewidencji leków! Skończmy wreszcie i z całą resztą bzdur, w które dotychczas musieliśmy wierzyć! Miło, że ten zew przyszedł ze strony najwyższych czynników! To się ceni! Cisną się na usta słowa wielce radosne:

Siadł Twardowski w końcu stoła.
Podparł się w boki, jak basza;
„Hulaj dusza, hulaj!” – woła.

Urzędowe działania skierowane przeciw lekarzom weterynarii chyba wkroczyły w ślepawy zaułek. Ministerstwo poszło na całość! Wykorzystuje wszelkie prawne (i nie tylko)- możliwości!

Chwilami sobie myślę, że może to jest wojna, a może powstanie jakoweś. Nasze zachowania, nasza walka o uszanowanie godności napotkała na zaciekły opór aparatu administracyjnego. Opór ze strony głównego przełożonego, jakim jest Minister Rolnictwa. Ministerstwo wytoczyło przeciw nam wszystkie armaty, posługuje się niesłychanymi metodami. Arogancja władzy posunęła się do łamania przepisów ustanowionych na wniosek tejże władzy.

Jak nazwaćpolecenie służbowe Głównego Lekarza, związane z tajemnicą służbową?Może ono być skuteczne, wobec co płochliwszych.
Jak nazwać kij i marchewkę z negocjacji - albo będziecie spolegliwi, to dostaniecie trochę pieniążków za wyznaczenia, albo wprowadzimy etatyzację, a o pieniążkach zapomnijcie? Pamiętajcie natomiast o zagrożeniu ze strony oglądaczy, jest ono jak najbardziej realne!
A czym jestarogancja władzy, ostatni pomysł, który spłynął z Głównego Inspektoratu – zmuszanie lekarzy wolnej praktyki do podpisywania umów wbrew obowiązującemu prawu? Urzędnicy administracji weterynaryjnej tworzą rozliczne grafiki, tabele i wykresy przedstawiające naszą gotowość do posypania głów popiołem. Umowy są dobrowolnym, cywilnym porozumieniem pomiędzy stronami, ale…
Na usta cisną się kolejne słowa – lekarze – lekarzom zgotowali ten los!

Działaniom pauperyzującym weterynarię prowadzonym przez Ministerstwo, Departament i Główny Inspektorat najwyraźniej sekunduje Izba Krajowa pod prezesurą Tadeusza Jakubowskiego (obecnie, kiedy jest niezbędny, a weterynaria w potrzebie – ślizga się w Alpach, na saneczkach).Nasze oczekiwania musi reprezentować lekarz, który rozumie temat! Nie może to być ktoś oderwany od zawodu, uczestniczący w jakikolwiek sposób w zakulisowych gierkach swojego przełożonego, profesora Gajewskiego, związanych między innymi z likwidacją świadectw zdrowia. Pod nieobecność Prezesa nadal toczą się ciche rozmowy pomiędzy komisją higieniczną, a ministerstwem. Niestety, nikt nie wie, o czym oni tam sobie rozmawiają, jaki bat kręcą. Myślę, że najwyższy czas z tym skończyć!

Kiedyś, kiedyś, zryw indukowali poeci, pisarze. Dlatego też w tym miejscu, na otarcie łez rzucę na ekrancytat z mojego ulubionego poety.

Weterynaria*) jedna twojej mocy się urąga,
Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,
Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojej głowy,
Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!
*) – Adam, wybacz!

Oczywiście cytat nie ma nic wspólnego z istniejącą sytuacją.Absolutnie oderwany od współczesnych realiów, opisuje rzeczywistość dawno pogrzebaną wśród huku dział.Mamy dwudziesty pierwszy wiek!Nie wiem czemu, gdy mówię o sprawnych i profesjonalnych działaniach administracji weterynaryjnej podlegającej Ministrowi Rolnictwa, o działaniach niszczącychnasz zawód – w mojej głowie, kołaczą się kolejne słowa świętej pamięci – Adama.

Posłany wódz kaukaski z siłami pół-świata,
Wierny, czynny i sprawny - jak knut w ręku kata.

W tym strapieniu cisnący się rytm kolejnych strof pociesza, a może i dobija.

Altyreryjiruskiej*) ciągną się szeregi
Prosto, długo, daleko,jako morza brzegi
…..
Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,
Jak głaz bodzący morze, reduta Ordona.

*) Adam, niech już tak zostanie.

Czy my – sterczymy? Nie, my już leżymy na obu łopatkach z podrygującymi raciczkami, co wcale nie przeszkadza wrogim kolumnom, dalej przeć do przodu. Wiadomo, są to przebrzmiałe, niedzisiejsze sytuacje, powiedziałbym – slogany. Współcześnie mamy demokrację, władza należy do obywateli. Każdy może ją poprawiać i krytykować, korygować. Zbędne są jakiekolwiek porywy. Pozostał tylko jeden wentyl bezpieczeństwa na wypadek, na wypadek, kiedy władza zapomina, po co została powołana. Ten wentyl z całych sił nasza władza zakręca, zostało może z ćwierć obrotu.

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.