Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Krajobraz po bitwie - Jacek Sośnicki

2011/02/28 21:48:49


Pobierz artykuł...>

Krajobraz po bitwie

Rozmowy i konsultacje branżowe na temat rozporządzeń o opłatach i wynagrodzeniach, a zwłaszcza sugerowanej obniżce stawek za świadectwa zdrowia dla świń kierowanych do uboju trwały już od kilku lat. Ich dotychczasowy przebieg to zwykła „pyskówka” z przedstawicielami producentów przy mniejszym lub większym zaangażowaniu MRiRW. Jednak w sytuacji, gdy nie umieliśmy znaleźć skutecznych argumentów przeciw tej obniżce, a wobec realnej groźby likwidacji tych świadectw, należało ją przyjąć w zamian za przyspieszenie rozmów o pozostałych stawkach z rozporządzenia i zmianie sposobu ich rozliczania. Taki jest sens wszystkich negocjacji , że czasami robi się „pół kroku w tył” , aby w konsekwencji zrobić „krok do przodu”. Poza tym „idąc na wojnę” trzeba dokładnie określić o co walczymy, co uznamy za zwycięstwo i kto z nami a, kto przeciw nam. A jeśli mamy sojuszników to za jaką cenę. Niestety, nie wszystko zostało jasno określone a efekty tych zaniechań mamy dziś „na stole”.
Ogólnopolski Zjazd w Proszeniu pod Piotrkowem Trybunalskim 16 stycznia 2011 roku był być może ostatnim takim „pospolitym ruszeniem”, jakie przydarzyło się temu zawodowi. Zorganizowaliśmy go na własny koszt, aby udowodnić, że w tym zawodzie oprócz Izby, drzemią jeszcze „niespożyte siły” zdolne do czynnego protestu i nie bojące się ryzyka. Zwołaliśmy go widząc nieporadność Krajowej Rady w nadążaniu za dynamicznie zmieniającymi się warunkami oraz coraz większym zniecierpliwieniem protestujących czynnie lekarzy wolnej praktyki. Sympatia społeczeństwa i szerokich mas lekarzy weterynarii była z nami, a mimo wszystko przegraliśmy – kto więc był przeciw nam? Jak zwykle największymi wrogami weterynarii są sami lekarze. Patrząc na ok. 300 przybyłych kolegów lekarzy ( od Bogatyni do Gołdapii i od Szczecina do Jasła) „serce rosło”, a w nim nadzieja na załatwienie wielu nabrzmiałych problemów. Jednak po wysłuchaniu sprawozdania tzw. zespołu negocjacyjnego Krajowej Rady i jej prezesa, nie było zapowiadanego frontalnego ataku na Izbę , a nastroje zmieniły się na tyle, że moje dwa „vota nieufności” wobec działań ministra Sawickiego i Głównego Lekarza Janusza Związka , pomimo aprobaty zjazdu do dziś nie zostały opublikowane. Kiedy zaś zaproponowałem stanowisko zjazdu ukazujące słabości działania Izby w trakcie protestu oraz propozycję przekazania kierownictwa w ręce Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego złożonego z Izby, Stowarzyszeń i Związków Zawodowych to natychmiast pojawił się zarzut, że próbuję wykorzystać zjazd do własnych celów. Skąd ten nagły wybuch sympatii i zaufania do Izby skoro już na drugi dzień, tj. 17 stycznia, gdy „krajówka” zawiesiła protest, zawierzając w mgliste obietnice ministra część lekarzy gotowa była „wieszać jej członków na drzwiach od stodoły”. Czy my naprawdę wiemy czego chcemy? Czyżbyśmy nie rozumieli swej roli, miejsca i rzeczywistych możliwości jakie daje nam wolny zawód? Istnienie Izby jest bardzo wygodne choć ze względu na nikłe efekty jej działań coraz częściej krytykowane. Czy jednak instytucja finansowana z obowiązkowych składek każdego lekarza, a więc posiadająca największe możliwości i zaplecze do prowadzenia rozmów z Ministerstwem Rolnictwa nie podlega już żadnej krytyce jak „papiestwo”. Przecież niektóre jej decyzje są trudne do zaakceptowania, a brak determinacji, profesjonalizmu i szybkości w działaniu zaprzepaszcza często poświęcenie i ofiary terenowych lekarzy. Trudno zaiste uwierzyć, że etatowy prezes i biuro prawne mogą bezkarnie „strzelać takie gafy”, które „wygasiły” już protest w 2007 roku, a obecnie dogaszają ten ostatni. Ministerstwo znów zyskuje czas na przygotowanie rękami lekarzy z Departamentu i GIW-u projektów zmian w ustawach o Inspekcji Weterynaryjnej i Służbie Cywilnej, które na zawsze uniemożliwiłyby nam jakikolwiek skuteczny protest. Krajówka swymi uchwałami zainicjowała i usankcjonowała czynny protest, ale w trakcie zagubiła się organizacyjnie nie będąc w stanie skutecznie go monitorować. W efekcie pomimo początkowej aprobaty Powiatowych w wielu regionach doszło do zadrażnień, które na długo zatrują relacje między wyznaczającym, a wyznaczonymi. Czynnikiem destrukcyjnym w środowisku jest też ciągle realny plan likwidacji Inspekcji Weterynaryjnej i powołanie Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii. Podobnie działa tłumaczenie, że nie możliwa jest podwyżka wynagrodzeń w Inspekcji, więc jeśli etatowi inspektorzy zechcą więcej zarabiać to mogą się starać o wyznaczenie Powiatowego do czynności urzędowych. Ale ten wariant przerabialiśmy już przed 2004 rokiem , w efekcie czego były nadużycia i korupcja. Nie można jednocześnie wykonywać zadań i je osobiście kontrolować, bo to rodzi wypaczenia. Minister Sawicki wyedukowany przez naszych „kolegów”, wprowadza w życie swoje plany zmiany sposobu funkcjonowania Inspekcji w oparciu o „etatowy aparat” w dużych rzeźniach oraz znacznie okrojoną finansowo, ale już wyłącznie przez siebie nawzajem „rzeszę pospolitych deptaczy gnoju”. Ewentualne pretensje o stawki wynagrodzeń będą mogli mieć jedynie do swoich kolegów z przetargu-konkursu o wyznaczenie. To swoisty „majstersztyk” ze strony Ministra, który „rzuci ten zawód na kolana”. Prezes Jakubowski „uwierzywszy już w swoją boskość” nie chciał przyjąć dobrej rady ze zjazdu pod Piotrkowem, aby powołać Ogólnopolski Komitet Protestacyjny w oparciu o stowarzyszenia, związki zawodowe oraz izbę, co usankcjonowałoby protest całego środowiska i uczyniło go legalnym – dobrowolnym, a nie przymusowym i zagrożonym sankcjami Rzecznika. Trudno dziś przewidzieć orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego, do którego Marek Sawicki zaskarżył uchwały Krajowej Rady. Jeśli NSA uzna je za nielegalne to będzie to koniec „Rady Jakubowskiego” i swoisty skandal wobec wszystkich zawodów zaufania publicznego. Atmosfera polityczna nie sprzyja dziś korporacjom-samorządom, więc rozstrzygnięcie jest trudne do przewidzenia i tego boi się Krajowa Rada. Odwołanie nadzwyczajnego zjazdu, który miałby podsumować protest i określić kierunki rozwoju zawodu w przyszłości to swoisty „unik przed niechcianą dyskusją” przy braku podpisanych rozporządzeń i groźbie delegalizacji uchwał „krajówki”. Jak długo można jednak odkładać rozmowy na najważniejsze tematy dla każdego z nas ? Przecież prócz Inspekcji i „urzędówki” są jeszcze nabrzmiałe i od lat odkładane problemy prawdziwie wolnej praktyki czyli: dostęp do samodzielnego wykonywania zawodu, standardy świadczonych usług weterynaryjnych i minimalne ceny gwarantujące ich właściwy poziom i bezpieczeństwo pacjenta. Te działania samorządu zawodowego stanowią przecież zadania w interesie publicznym jakie nakłada na nas Konstytucja. Jeśli zaś ktoś nie rozumie tej oczywistej prawdy, to powinien wrócić na taśmę „wykonywać proste-małpie ruchy” lub uczyć dzieci w szkole.
Przepraszam kolegów z forum Medicusa za sarkazm i kolejną dawkę goryczy, ale nie potrafię chwalić kogoś tylko za to, że jest tym, kim go wybraliśmy i za co mu płacimy.

Jacek Sośnicki - Wielkopolska

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.