Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Sezon ogórkowy" - Włodek Szczerbiak

2011/03/27 19:46:53


Pobierz artykuł...>

Sezon ogórkowy ?

Porywisty wicher wcale nie zniechęcił ptactwa do dokazywania w powietrzu. Rozkołysało się nasze krajowe morze, osiągając zawrotną wysokość fal, dochodzą niekiedy do pół metra wysokości! Ustecka promenada wymieciona zarówno tak z gości jak i ze pałętających się tu i ówdzie papierków. Rozliczne knajpki z przepysznymi przekąskami zapraszają w swoje progi. Fakt, w ostatniej chwili okazuje się, że zaproszenia dotyczą wyłącznie sezonu letniego. Jednak jadąc tu zaplanowałem sobie dokładnie, gdzie wstąpię, żeby się wśród tej wiosennej zawieruchy napić grzanego wina. Zaplanowałem sobie to jeszcze pół roku temu! Oczywiście knajpka jest, otwarta, czynna, ale grzańca, już nie sprzedają…

Wiosna, wiosna, co łatwo zresztą poznać po obrotach w gabinecie, po szwendaniu się klientów. Potencjalnych klientów! Jakie jeszcze objawy wiosny występują w przyrodzie? Ano wylegli na trasy koncertowe przedstawiciele firm farmaceutycznych i parafarmaceutycznych. Wszystkie znaki na niebie i ziemi zdają się mówić, że ruch w interesie powinien się zacząć lada dzień! Ach, jak przyjemnie posłuchać, pomarzyć, czym to można by te wstrętne choróbska zwalczać w dzisiejszych, nowoczesnych czasach. Niestety, jak to w życiu bywa – choróbska może i są, ale z tym zwalczaniem jest dużo gorzej, bo jak tylko mają czas, robią to za nas lepiej, lub gorzej - rolnicy. My wyłącznie sekundujemy, próbujemy doradzać. Doskonale wiemy, co to za doradzanie nauczyciela pływania, który sam nie schodzi do wody.

Dzień zacząłem od wysłuchania przedstawiciela firmy o dawnej nazwie - LNB, a tak naprawdę, dziś już – Cargil Polska. Wymyślili Lonomiksy, mieszanki witaminowo – aminokwasowe na każdą okazję. W zasadzie te komponenty są przez nich sprzedawane rolnikom w postaci mieszanek paszowych, ale czemu nie spróbować wcisnąć nieco tego towaru lekarzom? Lekarz to taki niedowiarek, że ciągle podejrzewa pasze przemysłowe o jakieś bezeceństwa. Skoro tak już jest, bardzo prosimy, niech zgodnie ze swoimi sugestiami spróbuje rzekome uzupełnić niedobory przy pomocy specjalistycznych dodatków. Pewnie, jak zwykle, będą one najpierw sprzedawane wyłącznie poprzez lekarzy, a jak zaczną mieć wzięcie, to krąg dystrybutorów odpowiednio się rozszerzy.

Ledwo umyłem szklanki po wizycie biotechnologa, już dyndajło u drzwi zwiastuje następnego klienta, oczywiście, że nic nie chce kupić, ale chętnie sprzeda najnowsze farmaceutyki dla psów, kotów a także i całkiem dużych zwierząt. Wybierać, przebierać, aby tylko zwierzęta tak zechciały pochorować! A tu porządnej zarazy nawet na lekarstwo! Niemniej, skoro tak – zapraszamy na naszą prezentację, odbędzie się lada dzień, zapraszamy w zasadzie lekarzy, ale niekoniecznie, mogą przyjechać zootechnicy, hodowcy, rolnicy, kto tylko zapragnie, firma jest otwarta dla wszystkich!

Kolejna z firm też wyczuła, co się święci w naszym towarzystwie i zarządziła pielgrzymkę do samego Lichenia. To spowodowało, że nie wgłębiałem się w szczegółowe propozycje domokrążców, tylko pobiegłem do samochodu, żeby zdążyć na prezentację. Tym razem w Starym Licheniu, u stóp przeogromnej bazyliki całej spływającej w złocie, firma Boehringer- Ingelheim postanowiła zapoznać lekarzy z zasadami postępowania w przypadku zdiagnozowania kilku ciekawych schorzeń świń. W zasadzie dobra diagnoza jest podstawą terapii, lecz właściwe zarządzanie stadem stanowi o jego ekonomicznym przesłaniu. Zresztą ze świecą szukać porządnej zarazy, nawet Aujeszk’y zeradykalizowaliśmy. Zresztą nie sami lekarze są zaproszeni, wypada dać posłuchać i innym. Toteż goście z USA, Danii, Austrii - mówili o zarządzaniu rozrodem trzody chlewnej, o nadzorze zdrowotnym w okresie odchowu, o roli żywienia w odniesieniu do zdrowotności świń i pozycji lekarza weterynarii w tym zakresie. Niemniej największe wzięcie, jak zwykle miały wirusy PRRS prezentowane przez profesora Tomasza Stadejka.

Nie jest moją powinnością jakakolwiek propaganda farmaceutyczna, bo jestem przedstawicielem wyłącznie swojego własnego gabinetu weterynaryjnego, co tak przy okazji umożliwia mi rzucenie krytycznym okiem na wszelkie proponowane dobra weterynaryjne. Tak, tak, wiem doskonale, gdzie nasze miejsce widzi minister Sawicki i nie mam chwilowo ochoty z nim na ten temat dyskutować. Niektórzy takie zajęcie nazywają kopaniem się z koniem, jako że nie przynosi wymiernych korzyści. Po batalii z ministerstwem, (przegranej oczywista, z powodu niewłaściwego zarządzania) jakoś trudno się pozbierać do pracy, do pracy, której tak naprawdę jest coraz mniej. Wprawdzie dążenia administracji idą w kierunku zakamuflowania tego ewidentnego faktu poprzez tworzenie przewspaniałej archiwistyki, ale nie o to chyba chodzi. Najpiękniejsze nawet epistoły nie zapewnią zdrowia, a najwspanialsze papierkowe obietnice nie pozwolą na utrzymanie lecznic w stanie czynnym.

Warto czasem rozejrzeć się wokół, zobaczyć jak naszą przyszłość widzą inni. Temu między innymi służą wszelkiego rodzaju konferencje. Od dawien dawna powiadają, że na tego rodzaju nasiadówkę czasem warto jechać dla choćby jednego, a istotnego zdania, słowa. Zawsze mówi się, że podczas konferencji naukowych najwięcej przynoszą rozmowy kuluarowe. Toteż nie od dziś z wszelkich konferencji staram się wynosić dla siebie jak najwięcej. Niekoniecznie ulotki lub gratisy.

Pielgrzymka do Lichenia zafascynowała mnie samochodami. I wcale nie dlatego, że po rozbiciu swojego auta rozglądałem się za czymś nowym. Nie! Najbardziej zafascynowały mnie samochody uczestników konferencji zaparkowane przed Hotelem Magda. Jako terenowiec obchodząc parking po wiadomych tylko starym lisom oznakach rozpoznawałem wozy lekarzy. Czemu piszę, że po oznakach znanych wtajemniczonym? Ano, nikt spoza zawodu w życiu by się nie domyślił, że ten obchlapaniec przed nim to bardzo wzięty ambulans weterynaryjny! Rzucone tu i ówdzie opakowania z lekami, narzędzia chirurgiczne, strzykawki umożliwiają rozpoznawanie „naszych”. A na parkingu, ci „nasi” wcale się nie rzucali w oczy, byli jak szare, szare myszki pośród wozów firm paszowych jednolitych, czystych flot, oblepionych reklamami, widocznych.

Co mnie zmartwiło? Te firmy oferują dla rolnictwa kompleksowe usługi. Zaczynają od budowy pomieszczeń inwentarskich, sprzedają paszociągi, kojce, wentylatory, pasze, dodatki, doradzają w każdym względzie, a także dysponują, jako jednym z podpunktów – nowoczesną weterynarią. Ot, gdzie jest nasze miejsce, miejsce przeznaczone nam nie tylko przez pana ministra, ale i przez gospodarczą rzeczywistość. Mówimy o specjalizacji, o pogłębianiu wiedzy lekarzy, kształceniu ustawicznym, a tak naprawdę we współczesnym rolnictwie utrzymają się wyłącznie wielkie firmy typu mydło i powidło. Minister też mówi o naszym przygotowaniu, wiedzy, specjalizacji i jednocześnie straszliwie mu drga prawa powieka, jakby mógł, śmiałby się w kułak!Zgadza się, nasz zawód jest czysto usługowy. Dobrze jest spracowanemu rolnikowi móc czasem skorzystać także z pomocy weteryniarza, a najlepiej z leków, którymi ten dysponuje. Niemniej tych potrzeb rolnik ma bez liku i bez tego ostatniego dopisku na reklamach, o nowoczesności obejdzie się.

W czasie, kiedy potęgi, jak choćby Cargil Polska zamyślają o produkcji farmaceutyków, kiedy przedstawiciel jednej z największych hurtowni weterynaryjnych w naszym kraju mówi, że przyszłość dystrybucji leków to nie gabinety, a firmy paszowe – najwyższy czas poszukać sobie jakiejś pracy. Może, gdy będziemy zatrudnieni w firmie Cośtam-pasz, gdy naszym chlebodawcą będzie firma zatrudniająca więcej pracowników niż weterynaria ma lekarzy, może wtedy Ktoś-tam pomyśli sobie, że trzeba zacząć stosować wobec lekarzy normalne zasady zatrudniania, wynagradzania? Na tym polega siła biznesu, a weterynaria, jak nam to udowodnił i minister i nasza organizacja „zawodu społecznego zaufania”, weterynaria nie jest siłą biznesową. Weterynaria, jej potencjał są przez ministra nas zatrudniającego traktowane bardzo pragmatycznie. Nie są potrzebni, więc niech nie zajmują miejsca! Do takiego traktowania mimo dwudziestu lat na wolnym rynku jakoś się nie umieliśmy przyzwyczaić. Czas najwyższy wziąć w swoje ręce kwestie ekonomiki i przestać się oglądać za kolejnymi ministrami. Ministrów ci u nas dostatek, jeden odejdzie, przyjdzie następny, a wyżywią się oni sami, bez naszej pomocy.

Czego więc się dowiedziałem podczas konferencji? Ano coraz częściej w biznesie liczą się wyłącznie tacy lekarze, których stać jest na utrzymanie się własnymi siłami. Ci ludzie zwykle nie mają czasu, ani chęci na handryczenie się z administracyjnymi fanaberiami, bo muszą pracować na siebie i dbać o swoich pracowników lub pracodawców. „Zatrudnienie” w postaci wyznaczeń będzie pewnie jeszcze parę lat źródłem pracy a i pieniędzy dla wielu lekarzy. Tego typu „zatrudnienie” niestety nie gwarantuje niczego. Ani nie można planować, bo polityka rolna jest nieprzewidywalna, ani choćby i myśleć o chorowaniu, urlopie, jakichkolwiek prawach pracowniczych. Zwyczajnie, jak sama nazwa wskazuje - to nie jest zatrudnienie! To jest – wyznaczenie. Lekarze wiążący swój byt z urzędniczą „decyzją” nie liczą się na rynku.

Zaledwie parę lat temu myślałem, a może tylko marzyłem, że polska weterynaria rozwinie się w postaci dużych poliklinik skupiających specjalistów z jednego, lub kilku powiatów. Ale chyba będzie inaczej. Coraz częściej wiejska weterynaria jest elementem większych kombinatów, typu mydło i powidło, coraz częściej weterynaria zanika jako własny byt. Dokładnie to samo ma się stać z administracją weterynaryjną. Po co ona komu, jak wszystkie choroby dawno wygasły? A jak będzie potrzeba, to porozmawiamy. Pewien etap historii mamy za sobą. Czas przygotować się do nowych wyzwań. Czas też pokaże, jak potoczy się los weterynarii. Ten czas najwyraźniej nie należy do weterynarii.

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.