Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Kasandra - Włodek Szczerbiak

2011/05/11 08:34:46


Pobierz artykuł...>

Kasandra

Niektórzy lekarze z nutką zawiści mówią, że przyszłość weterynarii obecnie kreuje Tadeusz Jakubowski, Prezes Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Wynika to choćby z comiesięcznych relacji w Życiu Weterynaryjnym. Trudno się z tym nie zgodzić, mimo że postępowanie naszego Prezesa nie zawsze jest zgodne z odczuciami lekarzy weterynarii. Niekiedy działania Prezesa są wydają się być na przekór pragnieniom lekarzy uprawiających zawód u podstaw. Przyczyn takiej sytuacji można upatrywać choćby w różnicach światopoglądowych. Inne widzenie aktualnej sytuacji w hodowli reprezentuje naukowiec niemający za wiele wspólnego z lecznictwem, a inaczej postrzegają świat lekarze prywatnej praktyki. Wizje przyszłości są bardzo ponure, wystarczy posłuchać, co mówią lekarze terenowi, co mówią przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa.

Bezsprzeczne są natomiast dane płynące ze statystyk GUS, stwierdzające, że hodowla doznaje wielkich przeobrażeń. Odbywają się one chyba najwolniej w Europie, ich szybkość jest bezpośrednio zdeterminowana strukturą polskiego rolnictwa, wielkością państwa. Gwałtownie podupadają gospodarstwa prowadzące hodowlę na tradycyjnych zasadach. Coraz częściej pojawia się komercjalizacja, zwierzęta stają się już nawet nie towarem, a chyba kadziami, gdzie zachodzi proces przetwarzania białka o pochodzeniu roślinnym w białko łatwiej przyswajalne przez ludzi, o lepiej zbilansowanej strukturze aminokwasowej. Istnieją liczne obwarowania dotyczące dobrostanu zwierząt, ale tak naprawdę mają one praktycznie jeden wymiar, komercyjny.

Jak byśmy nie uzasadniali uprzemysłowienia w hodowli zwierząt, zawsze ma ono znamienny wpływ na życie naszych „braci mniejszych”. Zwierzęta z przemysłowej hodowli są chowane zwykle w warunkach bardziej sprzyjających ich potrzebom fizjologicznym, co odbija się na lepszych przyrostach, a zarazem krótszym cyklu życiowym. Hodowla przemysłowa wymaga naprawdę fachowego nadzoru, fachowej opieki. Pozornie rokuje to na powstanie nowych miejsc pracy dla inżynierów zootechników, lekarzy weterynarii. Nic bardziej mylnego! Rozwój weterynarii zawsze był determinowany ilością błędów popełnianych przez człowieka w stosunku do zwierząt. Teraz tych błędów będzie diametralnie mniej, co spowoduje gwałtowny spadek zapotrzebowania na naszą pracę. Futurolodzy przewidują, że w ciągu najbliższych kilku lat ilość lekarzy zajmujących się zwierzętami gospodarskimi gwałtownie spadnie. Mówi się o spadkach w granicach siedemdziesięciu procent i większych.

Przemysł przetwórczy zatrudniający lekarzy weterynarii podlega zmianom. Zostały wprowadzone nowoczesne technologie oparte na zasadach nadzoru nad produkcją pojazdów kosmicznych. W przypadku przetwórstwa artykułów pochodzenia zwierzęcego jest to technologia nadzorowana przez system HACCP. Kontrola odbywa się na każdym stanowisku pracy, uwypukla wszelkie możliwe odstępstwa w tak zwanych punktach krytycznych. Automatyzacja procedur produkcyjnych, wnikliwość samokontroli prowadzonej przez zakłady powodują, że nadzór lekarzy weterynarii jest coraz częściej kwestionowany. Mówi się o zatrudnianiu przez rzeźnie własnego personelu przyuczonego do wykonywania prostych czynności higienicznych, a potrzeba zatrudniania lekarzy ogranicza się do całościowego nadzoru. Taką sytuację mamy w krajach wyżej rozwiniętych gospodarczo, posiadających nowocześniejszą, doskonalszą i tym samym tańszą technologię przetwórstwa. Te „liczne” miejsca pracy na liniach produkcyjnych w Niemczech, Anglii, gdzie zatrudnienie znalazło wielu naszych lekarzy weterynarii są praktycznie miejscami pracy dla oglądaczy. Płacowo i znaczeniowo. Znamienne dla kapitalistycznej gospodarki jest zatrudnianie osób wysoko wykwalifikowanych na stanowiskach robotniczych. Oczywiście odbywa się to za pieniądze przewidziane dla osób niewykwalifikowanych. Trudno określić jak długo będzie trwał taki proces, bezpośrednio związany z napływem z zewnątrz taniej siły roboczej.
Polski przemysł rozwija się, nasze technologie stale gonią najnowocześniejsze trendy. Ile czasu będziemy czekać, żeby lekarze zaczęli być zbędni w dotychczasowych wymiarach przy nadzorze przetwórstwa?

Protesty, jakie miały miejsce na przełomie roku wybuchły z powodów, o których napisałem wyżej. Zgadza się, że czynnikiem zapalnym było obniżenie cen, a później likwidacja świadectw zdrowia dla świń. To był lont zapalający nawarstwiające się od lat frustracje zawodowe. Wybuch był nieunikniony.

W najbliższych dniach chcemy rozliczyć przebieg tego protestu. Chcemy podsumować działania osób wybranych do kierowania naszą korporacją zawodową. Będziemy zastanawiać się nad prawidłowością tych działań, nad popełnionymi błędami. Jest wiele punktów, które można wytknąć jako błędy popełnione przez Radę, przez Prezesa naszej rady.

Zarzuty? Może to być kwestia wezwania do protestu członków korporacji przez Izbę. Nasza Izba nie ma takich uprawnień konstytucyjnych! Niestety, kiedy Zjazd lekarzy weterynarii prywatnej praktyki (zwołany między innymi pod egidą Medicusa) w Proszeniu – dał Izbie mandat do prowadzenia negocjacji z władzami – Rada Krajowa tego mandatu nie przyjęła. Rada Krajowa podjęła się prowadzenia własnych działań, bez oparcia o wnioski z terenu. Uważam, że błędem było postawienie Rady Krajowej na stanowisku motoru protestu, zamiast negocjatora pomiędzy korporacją, a władzami. Takie umocowanie prawne było by zgodne z Ustawą o Zawodzie. Prezes Tadeusz Jakubowski prowadził samodzielne negocjacje z ministerstwem w oparciu o własny obraz zawodu. Kluczowe decyzje związane z protestem zapadały bez uwzględnienia sytuacji w terenie. Polecenia Izby wydawane w formie apeli i uchwał nie były skorelowane z inercją masy lekarzy, którzy przystąpili do protestu. Szybkie reakcje ze strony MinRolu (rozporządzenie wprowadzone w czasie zaledwie doby) wymagały szybkich reakcji Izby, ale powinny uwzględniać to, co się działo w terenie. Powstała szarpanina, sprzeczne polecenia, wydawane zanim poprzednie zostały wykonane. Takie prowadzenie protestu naraziło lekarzy uczestniczących w wydarzeniach z grudnia i stycznia na liczne i często zupełnie niepotrzebne straty finansowe.

Podczas gorących dla weterynarii dni Prezes za priorytetowe uznał potrzeby lekarzy zajmujących się badaniem mięsa. Pewnie związane to było z bezpośrednim przełożeniem protestu lekarzy pracujących przy nadzorze rozbioru zwierząt na bezpieczeństwo żywnościowe. W chwili, gdy zostało zawarte wstępne porozumienie satysfakcjonujące lekarzy zajmujących się higiena mięsa – protest został odwołany. Potrzeby lekarzy terenowych zostały w pierwszej fazie potraktowane po macoszemu. Może dlatego, że lekarze terenowi za kilka lat całkiem znikną z powierzchni? Znikną utopieni przez kolegów chcących utrzymać się jak najdłużej na powierzchni. Czy na tym ma polegać rola Prezesa? Na pokazywaniu, która grupa zawodowa zasługuje na wsparcie, a która nie? Czy w tym celu daliśmy mu mandat na kierowanie Izbą wszystkich lekarzy?

Zjazd Nadzwyczajny już raz został odwołany praktycznie w przeddzień przypadającego terminu. Zgadza się, tezy Zjazdowe przyjęte przez Radę Krajową dotyczyły wówczas bardzo bezpośrednio procesu negocjacyjnego. Negocjacje zostały zakończone przed Zjazdem, co spowodowało, że Zjazd mający się odbyć w celu nadania Zespołowi Negocjacyjnemu linii postępowania stał się zbędny. Członkowie Rady wnioskujący o zwołanie tamtego, odwołanego Zjazdu chcieli też rozliczyć Prezesa Tadeusza Jakubowskiego za jego postępowanie w trakcie rozmów, także za wywiady dla prasy sugerujące, że wszystko jest załatwione, podczas gdy protest dopiero się rozkręcał, bo nie można było znaleźć wspólnej linii z Ministrem. Wywleczone zostały tez inne samowolne działania Prezesa w postaci swobodnego dysponowania kasą Izby, bez informowania choćby Skarbnika. W czasie wręcz rewolty Prezes nagle wyjechał na urlop w Alpy. Czy takie postępowanie licuje się z mandatem zaufania udzielonego przez wyborców?

Determinacja niektórych członków Rady Krajowej, Rad Okręgowych umożliwiła zwołanie kolejnego zjazdu. Wnioskodawcy zażądali, aby Zjazd poświęcony został uchwaleniu votum nieufności do Prezesa naszej Izby. Początkowo Rada Krajowa przegłosowała zwołanie Zjazdu, w którego programie ani jednym słowem nie wspomina się o możliwości odwołania Prezesa. Można powiedzieć, że Rada Krajowa podjęła decyzję zwołania Zjazdu niezgodnie z wytycznymi płynącymi z wniosków członków Rady Krajowej i Rad Okręgowych. Dopiero z końcem marca na dwa tygodnie przed Zjazdem został wprowadzony punkt mówiący o votum nieufności wobec Prezesa.

Od lat lekarze opłacający składki na działalność Izby mówią o wątpliwej celowości płacenia za działanie Izby, która ich zdaniem nie spełnia swojej roli. Takie opinie wiążą się z nieznajomością możliwości prawnych, jakie posiada Izba, z niewiedzą o pracach Izby. Nawet wtedy, gdy comiesięczne informacje o pracach Izby są dostępne w miesięczniku „Życie Weterynaryjne” – wielu lekarzy nie ma czasu ani chęci zapoznać się ze sprawozdaniami. Ten brak wiedzy o pracach Izby prowadzi do wysuwania oskarżeń, że Izba nic nie robi. Zakres prawnych możliwości działania jest wielokrotnie niewystarczający dla potrzeb zawodu, lecz lekarze nie interesują się niuansami prawnymi. Żądają konkretnych, czasami nawet bliżej nieokreślonych efektów pieniędzy zainwestowanych w postaci składek. Bulwersować potrafią w tym wypadku samowolne decyzje Prezesa o finansach Izby, finansach pochodzących ze składek członkowskich. Wyjazd Prezesa na konferencję do Chile, opłacony przez Izbę, która nic o takim wydarzeniu nie wiedziała?

Ostatnie Uchwały Rady Krajowej mówią, że Zjazd Nadzwyczajny ma się odbyć w połowie maja. Przez jednych jest on oczekiwany z niecierpliwością, są też osoby pragnące, żeby Zjazd się nie odbył. Jest to możliwe. Zainteresowanie nadchodzącym Zjazdem oceniam niewspółmiernie do tego, które towarzyszyło spotkaniu w Proszeniu. Ogień wskrzeszony w grudniu dziś ledwo się tli. Lekarze mają dość sprzecznych nakazów padających z wyżyn korporacyjnej władzy. Panuje ogólne zniechęcenie, co do roli i znaczenia Izby dla naszego zawodu. Poznań stanowi przykład tego, co może się stać i ze Zjazdem Nadzwyczajnym. Jeśli zabraknie quorum – Zjazd nie posiada mocy podejmowania uchwał, nie ma większego sensu. Oznaczać to będzie, że delegaci, którzy pojadą do Warszawy zmarnują swój czas. O takie szczegóły nie dba ani Prezes, ani spora część Rady Krajowej. Nie o to im chodzi. Tematyka Zjazdu do niedawna była niezgodna z oczekiwaniami postulatorów.

Niepolitycznie jest mi przyznać się, że nie mam ochoty jechać na ten Zjazd. Ani nie lubię kogokolwiek rozliczać, a i wiary we wspólne działanie już mi chwilami nie staje. Lecz pojadę. Na przekór sobie, na przekór innym. Dla zasady, że kiedyś powiedziało się „a”.

Kolejnym punktem programu mającym na celu zniechęcenie lekarzy do oprotestowania działań naszych władz korporacyjnych jest termin ogłoszenia zmian w cenniku opłat i wynagrodzeń. Nie twierdzę, że te podwyżki się nie należą. Walczyliśmy o więcej, o miejsce weterynarii w administracji, o wynagrodzenia dla inspektorów, o uregulowanie cennika wyznaczeń. Problem wynagrodzeń inspektorów poszedł do szuflady, projekty zmian w Inspekcji powstają chyba w ściśle zabezpieczonych przed podsłuchem piwnicach ministerialnych. Cennik wyznaczeń na szczęście przewiduje podwyżki. Cennik na dzień dzisiejszy jest podpisany, jak twierdzi prasa, ale nadal tajny. Zostanie ujawniony pewnie w przeddzień Zjazdu, może będzie czynnikiem ratującym Prezesa z opresji, a może gwoździem na odchodne. Czy to termin Zjazdu limituje ogłoszenie nowego cennika? A czemu w takim razie lekarze prowadzący monitoring nie mogą liczyć na nowe stawki?

Myślę, że to dobrze, że walczyliśmy! Dzięki temu nasze straty związane z sukcesami w zwalczaniu chorób zakaźnych będą nieco mniejsze. Rozliczenia w ubojniach zaczną uwzględniać nieludzkie godziny pracy. Prawdopodobnie nie ulegną zmianom pozostałe pozycje cennika. Nadal pobranie próbki krwi od kurczaka będzie kosztować tyle samo, co od strusia – sześćdziesiąt groszy. Z ostatnich wypowiedzi Ministra Sawickiego zdaje się wynikać pewne zrozumienie dla sytuacji weterynarii w przebudowywanej strukturze rolnictwa. To też zysk z naszego protestu, pewna nadzieja na przyszłość.

W oparciu o taką analizę sytuacji, o przygotowanie do Zjazdu ze strony władz i brak przygotowania ze strony delegatów jadących do Warszawy, wiedząc o utajnieniu kluczowych zmian związanych z cennikiem wyznaczeń – mogę sądzić, że Zjazd zadań stawianych przed nim przez zwykłych lekarzy weterynarii może nie spełnić. Chciałbym być tylko Kasandrą kraczącą niczym wrony na dworcowych drzewach. Będę się cieszył, jeżeli okażę się być Kasandrą!

Włodek Szczerbiak

Post scriptum.

Czas znowu zaczął gonić jak wtedy, gdy podjęliśmy protest. Właśnie został opublikowany nowy cennik wyznaczeń. Jednym się podoba, innym nie. Są tacy, którym pieniędzy zawsze jest za mało. Bojowe nastawienie wobec autokratyzmu Prezesa Tadeusza Jakubowskiego jakby nieco zmalało. Taki zresztą był plan. Taka była rola związana z terminem ogłoszenia cennika. Nie ważne, że dla tego celu wykonaliśmy cały tegoroczny monitoring bydła po starych cenach. Najważniejsza jest w porę podana kiełbasa wyborcza. Podejrzewam, że podczas Zjazdu możemy dostać dodatkowo obietnicę zrefundowania strat związanych z tak późnym ogłoszeniem nowego cennika.

Któż się oprze pieniądzom? Kto będzie głosował przeciw wyrównaniu zawieszonych na kilka miesięcy podwyżek? Kto zagłosuje przeciw Prezesowi? Na pewno nie zrobi tego Izba Warszawska. Oni już udzielili Prezesowi i Radzie swojego absolutorium. Izba ta ma najwięcej delegatów na Zjeździe. Jej zdanie ma ogromną siłę sprawczą. Najciekawsze jest to, że delegaci tej Izby głosują jak kukiełki pociągane za sznurek. Prezes Jakubowski daje z prezydialnego stołu znak, czy mają być za i cała delegacja jest za. Prezes mruczny – wszyscy są przeciw. Tak to się odbywało podczas Zjazdu Sprawozdawczo-Wyborczego w Warszawie. Prezes za, to i cała delegacja za i dokładnie patrzyli czy przypadkiem ktoś się nie pomylił. Ostatnio aż taką jednomyślność widziałem trzydzieści lat temu, kiedy była taka modna. Wtedy obowiązywało nawet przekorne hasło, że jednomyślność nie zwalnia od myślenia. A historia ma zwyczaj kołem się toczyć.

Puszczam tekst do publikacji jak jest, bo nie nadążam za zmianami…

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.