Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Instrukcja na święta - Włodek Szczerbiak

2011/12/15 13:27:44


Pobierz artykuł...>

Pomalutku zaczyna się rozkręcać burza w weterynaryjnej miednicy. Tym razem zaczyn stanowi Instrukcja Głównego Lekarza Weterynarii „w sprawie nadzoru nad ubojem zwierząt rzeźnych”. Otóż wspomniane dzieło stanowi niejako podwaliny nie tylko pod jakość badania poubojowego, ale i pod ochronę bezpieczeństwa i zdrowia osób badających. Istniały w tej sprawie już dawno nieobowiązujące okólniki, niemniej obecna instrukcja stanowi swoiste novum w temacie, jest dziełem o wręcz prekursorskich walorach.

Dostrzegła te niezaprzeczalne wartości i Krajowa Rada Lekarsko-weterynaryjna, co skończyło się całkowitym zanegowaniem wspomnianych osiągnięć. Wystarczyło krótkiej narady kilku prominentnych działaczy Izby i półroczna praca Głównego Inspektoratu poszła do kosza. Garstka higienistów, a podjęła rozwiązania w imieniu całej weterynarii. Instrukcja w zasadzie dotyczy lekarzy badających mięso, niemniej ma bardzo szerokie oddziaływanie społeczne, czego nie zdołał zauważyć obradujący Zespół. Może zaś tradycyjnie, nasi higieniści zawalczyli partykularne interesy? Rozumiem, że Koledzy poczuli się zaszokowani pominięciem ich światłych uwag podczas tworzenia Instrukcji. Niemniej wszystko wskazuje, że zespół higienistów postąpił lekko impulsywnie potępiając w czambuł wysiłek lekarzy w białych kołnierzykach.

Ot, na przykład taka kwestia czasu pracy lekarza podczas badania mięsa, temat niezwykle istotny nie tylko ze względów BHP, ale i z uwagi na jakość badania. Tymczasem nasz Wysoki Zespół zanegował ustawowe ograniczenie czasu pracy lekarza do ośmiu godzin na dobę! Nie wykluczam, że ja osobiście - skoro już Główny lekarz aż tak mocno w tej nowej instrukcji dba o moje warunki pracy – raczej bym nieśmiało zapytał przy tej okazji o urlopy i zwolnienia chorobowe, bo w instrukcji nie zająknięto na ten temat. Niemniej myślę, że to jest najwyraźniej jest czymś nie na miejscu, bo o pieniądzach - wiadomo - gentelmani o takich rzeczach nie rozmawiają.

Inspekcja już w Preambule omawianej instrukcji stwierdza, że jej nadrzędnym celem oprócz zapewnienia jakości badania, jest bezpieczeństwo i zdrowie badającego. Doprawdy mam wrażenie, że ze strony naszej Izby był to taki falstart, strzał w piętę spowodowany koniecznością natychmiastowego zdezawuowania najnowszego osiągnięcia Głównego Inspektoratu. Muszę przyznać, że osobiście jestem zbudowany wewnętrzną spójnością instrukcji. Wyliczenia zrobione wprawdzie w oparciu o odgórne założenia są bezbłędne. Tekst jest przejrzysty i zrozumiały. Osobiście, może trochę pokrętnie - odniosłem wrażenie, że wyższym, niejako „politycznym” celem Instrukcji jest drenaż starych lekarzy terenowych do badania w rzeźniach. Nowe warunki pracy powodują konieczność postawienia na stanowisku pracy zajmowanym dotychczasowo przez jednego lekarza – dwóch, a niekiedy i czterech lekarzy! Nieoczekiwanie powstało tyle nowych stanowisk pracy! Zatrudnienie znajdą nawet absolwenci jeszcze nieotwartych wydziałów!

Dotychczas ciągle narzekaliśmy na kurczenie się rynku pracy dla lekarzy weterynarii. Tymczasem Inspekcja jednym genialnym ruchem zmieniła całą strukturę zatrudnienia w naszym zawodzie! I z jakim przyjęciem spotyka się ów nowatorski zamysł? A fe! Ot, spotkało się przy kawie kilku lekarzy i natychmiast obalili prekursorskie opracowanie. Niby fakt, mogli się obrazić, bo przy zmianie ustaw zwykle wysyła się do konsultacji społecznych nowelizowany projekt. Taka nowela zawiera zwykle też przesłanki odnośnie oddziaływań na budżet, zatrudnienie. Tu mamy zaledwie gołą instrukcję i może z tego powodu zabrakło pogłębionej analizy wpływu na społeczeństwo?

Tymczasem w głębokim terenie z którego się wywodzę, tam gdzie psy mają zwyczaj szczekać w niefizjologiczny sposób – nagle się okazało, że lekarze dotychczas drzemiący w swoich gabinetach – mają zapewnioną pracę! Ba! Tej pracy jest tak dużo, dużo, że wręcz nie do przerobienia! Otóż co zręczniejsi lekarze powiatowi, jeszcze w trakcie trwania ściśle tajnych prac Inspektoratu nad nową Instrukcją – ściągali pod swoje skrzydła okolicznych terenowców. Od kilku miesięcy skończyły się wszelkie wojny podjazdowe pomiędzy sąsiadującymi gabinetami. Lekarze nagle mają pracy powyżej dziurek w nosie! Rolnik, czy paniusia z pieskiem dziś nie uświadczy w wiejskiej lecznicy doktora! Zwierzęta przyjmuje i leki sprzedaje pan kołodziej, a doktorzy z werwą ostrzą noże w okolicznych rzeźniach.

A tyle było strzępienia języków na temat nadprodukcji kadr, kurczenia się rynku pracy – i proszę, nawet pewnie tego nie planując – Inspekcja w genialny sposób wprowadziła nową jakość do naszego życia zawodowego! Żeby to jakaś z trudem przeciągnięta przez Sejm i Senat Ustawa, albo choćby i Rozporządzenie! Ale nie! Ot, zwyczajna, wewnętrzna instrukcja! Jedno, krótkie pociągnięcie długopisem doktora Naze spowodowało diametralne zmiany. Uratowało byt tylu lekarzy! Postawiło na nogi podupadające lecznice!

W wypadku każdego prekursorskiego dzieła można oczekiwać drobnych błędów, niedociągnięć. Nawet Teoria Względności się tego nie ustrzegła. Ot, choćby jak pisałem – z tym nowym czasem pracy – instrukcja spotkała się z lekkim niezrozumieniem w Inspektoratach i wśród lekarzy wyznaczonych. Chodzi o to, ile na ten przykład trwa taki dzień pracy. Lekarze wyznaczeni – twierdzą, że osiem godzin pobytu w rzeźni to czas pracy, a Inspektoraty uważają, że dłużej. Co to się narobiło! Diametralna zmiana postaw! A może to w trosce o zwiększenie apanaży lekarzy wyznaczonych – inspektorzy odwołują się do relatywizmu? Instrukcja przewiduje pracę pulsacyjną, dwie godziny na taśmie i dwie przy liczeniu much – czy to znaczy, że osiem staje się pojęciem względnym? Osobiście bardzo głęboko przemyślałem tą kwestię i doszedłem do wniosku, że jest jeszcze jedna furtka, żeby nie zatrudniać aż tylu lekarzy, a pozwolić obecnym pracować po dwadzieścia godzin. Wystarczy się odwołać do praw fizyki. Pracę wykonuje się wyłącznie podczas podnoszenia noża badającego mięso. Później narzędzie opada pod własnym ciężarem, więc można ten czas sobie darować. Ba! Może w niedalekiej przyszłości ten ruch da się jakoś pożytecznie wykorzystać, tak samo, jak energię podczas hamowania tramwaju! Albo następny punkt – gdy lekarz z wypiętym brzuchem i rękoma założonymi z tyłu kręci się po rampie wyładowczej, albo w komorze oszałamiania – to przecież, zgodnie z zasadami fizyki - nie wykonuje żadnej pracy, bo jest to przemieszczanie w poziomie! Zero energii! Nic, to pieśń przyszłości.

Niczym w poprzedniej epoce, kiedy jej ideolodzy chcieli od wszystkich brać w miarę możliwości, a dawać według potrzeb, teraz wszyscy raptem mają pracy po uszy, a komu mało, to dostanie jeszcze po ryju - (do badania oczywiście). Ilość przechodzi w jakość, a etaty w pauperyzację. Oj, jak trudno to wszystko wyważyć! Niemniej liczy się, że ktoś się w końcu za to zabrał. Szkoda, tylko że odbyło się to trochę starożytną metodą i nasi uczeni w tabelkach nie wypróbowali tej urawniłowki na psach. Ale nic nie od razu weterynaria w Krakowie powstała!

Moja chata z kraja. Ja to bym na przykład chciał wiedzieć, co zrobić z taką rzeźnią drobiu, co teraz daje pracę trzem lekarzom i technikowi, a zmiana tam trwa dwanaście godzin (czas pracy chyba według regulaminu wewnętrznego, albo tego – zalecanego przez Izbę). Teraz pracują tam po osiem (tyle trwa ustawowy dzień pracy według obecnej interpretacji inspekcyjnej) godzin dwaj i po cztery godziny lekarze zmiennicy. Od stycznia na pierwszej zmianie będzie czterech, a na drugiej – też chyba czterech. Oczywiście, zakładam, że nie zmieni się obowiązująca interpretacja dnia pracy. Zresztą nie ważne czy dwaj, czy czterej. Kto w tym czasie będzie leczył zwierzęta i badał je na Aujeszki? Sołtys? Jeżeli tak, to w ślad za rewolucyjnymi zmianami w rzeźniach trzeba wprowadzić nowe prawo farmaceutyczne, nową ustawę o zawodzie!

Wspomniałem już, że ten nasz Zespół d/s Higieny – moim zdaniem - nieco pochopnie wydał swoją opinię. Nie wiem, może się chcieli zrehabilitować za działania minionej zimy, które spowodowały, że przerwaliśmy protest i zadowoliliśmy się ochłapami? Jak zwał, tak zwał, ale jest w opinii Zespołu taki punkt, gdzie nasi Koledzy intensywnie liczą rzeźnikowi świnie. Zwracają oni uwagę, że zgodnie z nową Instrukcją lekarz może zbadać zaledwie czterdzieści świń na godzinę. Wyniki takiego liczenia świadczą jednak o dobitnym niezrozumieniu idei nowej Instrukcji! Toż ta Instrukcja wcale nie mówi, że rzeźnia ma ograniczać szybkość przesuwu! Żadnych ograniczeń! Wszystko zwiększamy! Instrukcja, stwierdza bardzo jednoznacznie, że trzeba w takim wypadku na taśmie postawić kilku lekarzy, żeby nadążyli! Im szybciej jedzie taśma, tym więcej lekarzy. W zakładach Pinii – ma to być po pięciu lekarzy na każdym stanowisku badania, czyli pięciu na tuszach, ośrodkach i pięciu na jelitkach! Razem minimum trzydzieści osób, bo druga połowa w tym czasie szuka natchnienia do dalszej pracy.

Tak to już jest, że kiedy trzeba walczyć o podwyżki – szermujemy argumentami o dużej ilości pracy. Tym razem, w związku z innowacyjną formułą przyjętą w Instrukcji – walczymy z przestojami! Każdy przestój – to konieczność zatrudnienia kolejnego lekarza i dzielenia się z nim pieniędzmi ze wspólnego kociołka.

Czytam Instrukcję któryś raz z rzędu i za każdym czytaniem odkrywam jej nowe, dotąd zdawałoby się ukryte walory. Na przykład – wiadomo nie od dziś, że jak kilka osób się nudzi, bo nie mają co robić, to zaczynają grać w karty, albo spiskować. Lecz, zaprawdę powiadam wam – cóż by to była za władza, gdyby nie umiała sobie radzić ze spiskami? Jednym ze zręcznych mechanizmów jest znalezienie zajęcia. Może to być jakakolwiek, choćby i syzyfowa praca. Ot, choćby pozornie bezmyślne przepisywanie tabelek. I takim sposobem doszliśmy do punktu, gdzie wiedziony przyrodzonym lenistwem prawie całkowicie zgadzam się z opinią Zespołu. Mowa tu o dokumentowaniu pracy. Dokumentacja w postaci załącznika piątego, będącego dokładnym powieleniem szóstego stanowi sztukę dla sztuki. Każdy lekarz musi sporządzić indywidualne rozliczenie. Poza wypisaniem ilości przepracowanych godzin – taki lekarz w swoim załączniku numer pięć - musi przepisać, wręcz przekalkować tabelkę z załącznika numer sześć, zawierającą wyszczególnienie ubojów przeprowadzonych przez rzeźnię. Nie ważne, czy danego dnia, albo tygodnia autor sprawozdania pracował, czy nie – i tak musi wpisać, ile w rzeźni zabito zwierząt. Ciekawostka przyrodnicza jest, czy w tym załączniku można się pomylić w przepisywaniu i sumowaniu. Na szczęście, skoro są jakieś cyferki – niewątpliwie zostaną zweryfikowane przez księgowość. Odnośnie rozliczenia finansowego Główny lekarz Weterynarii pozostawia nam wolną rękę, niczym sam redaktor Owsiak z Przystanku Wodstock. Przejściowo mamy tylko dwa nowe papierki. Jeden powiela drugi, a tak po prawdzie nic nie wnoszą. Nie stanowią ani jakiegoś rachunku, zwyczajne cyferki do dalszego zagospodarowania. Poczekajmy. Każde działanie biurowe rodzi coraz to nowe pomysły racjonalizatorskie. Szczególnie istotna jest ta oddolna myśl twórcza. W ten sposób powstają najpierw skoroszyty, później szafy i piwnice z niezwykle cenną makulaturą.

Jest też kolejny pozytywny dla władzy aspekt tak zorganizowanej pracy. W nowych warunkach lekarze zanim zaczną uderzać do ministerialnych progów będą musieli najpierw przebrnąć przez barierę wspólnego dzielenia rzeźnianej sakiewki. Wielkość sakiewki reguluje ministerstwo, ilość gąb do wyżywienia – lekarz powiatowy, a konkretny przydział miedziaków, określony jako proporcjonalny, lekarze dzielą między sobą tradycyjną metodą wyszarpywania.

W podsumowaniu – muszę stwierdzić jednoznacznie, że w przeciwieństwie do Zespołu Higienistów – dostrzegam transcendentalne znaczenie najnowszej Instrukcji. Jestem pełen podziwu, jak to takim małym nakładem środków, takim zwyczajnym, wewnętrznym zarządzeniem – dało się przywrócić gasnącą świetność weterynarii. Wzywam więc Radę Krajową do ponownego, tym razem dogłębnego rozważenia perspektyw, jakie roztacza niepozorna, Nowa Instrukcja!

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.