Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

EPITAFIUM DLA PREZESA - Jacek Sośnicki

2012/01/30 00:44:34


Pobierz artykuł...>

EPITAFIUM DLA PREZESA

Przeglądając ostatnio sprawozdanie z Krajowego Zjazdu w Toruniu z 2005 roku wspominałem z jakim entuzjazmem lekarze wolnej praktyki zmieniali wówczas Krajową Radę i jej „butnego” prezesa z Mogilna. Niestety nikt z nas nie czuł się jeszcze na siłach aby kierować Izbą więc skorzystaliśmy z oferty „wiecznego doktoranta” z SGGW, który zdawał się nie mieć nic do stracenia i za odpowiednim wynagrodzeniem zgodził się poświęcić pracy dla Izby. Nie mogliśmy wtedy przewidzieć , że ten „mały warszawski krętacz” wyrośnie wkrótce na jeszcze większego bufona, który zręcznie manipulując Radą i antagonizując jednych przeciw drugim, „kręcił przez te wszystkie lata własne lody” wykorzystując społeczne zaufanie i pieniądze jakimi go obdarzyliśmy. To swoisty paradoks, że przedstawiciele zawodu zaufania publicznego nie zasługują na zaufanie nawet u „kolegów po fachu”, jeśli wciąż próbują ich interesy sprzedawać za przysłowiową „garść srebrników” od ministra rolnictwa.
To smutne, że ten „ mazowiecki struś” oraz grupka „nielotów rodem z SGGW” potrafiła nam wszystkim zohydzić ideę samorządności zawodowej i wiarę w poczucie wspólnoty interesów ludzi reprezentujących ten piękny i społecznie użyteczny zawód. Jak opisała to Gazeta Wyborcza z 27 stycznia b.r. ta sama „wataha” próbowała ośmieszyć profesora Tadeusza Frymusa u którego zaliczenia nie był w stanie „przeskoczyć” pretensjonalny „synek ministra” więc złamano wszelkie zasady aby „paniątko” mogło zostać lekarzem weterynarii. „Wasale ministra” dla zatarcia złego wrażenia „załatwili” w trybie ekspresowym prawo wykonywania zawodu, staż rzeźniany i ciepłą posadkę w Sokołowie. Właśnie dziś gdy silny, cieszący się powszechnym zaufaniem samorząd winien powalczyć o godność i lepsze warunki do funkcjonowania zawodu, musimy wszyscy trwonić czas i energię na „odcinanie ryja od koryta” komuś kto niegodzien jest już naszego zainteresowania. Jednak dla porządku przypomnę wszystkim „niecne występki prezesunia” w czasie pierwszej i drugiej kadencji.

  1. Po manifestacji w Warszawie, wygasił protest z 2007 roku rozwiązując Ogólnopolski Komitet Protestacyjny powstały przy Krajowej Izbie Lekarsko-Weterynaryjnej. Spowodował tym samym fiasko prowadzonych wówczas negocjacji i brak realizacji uzgodnionych postulatów.
  2. Zmusił Krajową Radę „szantażem z telefonem od ministra” na posiedzeniu w Międzyzdrojach w 2007 r. do uchylenia uchwały o nie podpisywaniu umów na wykonywanie czynności w ramach zwalczania Choroby Aujeszkyego. Później czynił to wielokrotnie manipulując ludźmi celem realizacji swoich własnych interesów.
  3. Samowolnie i bez konsultacji z Radą zatrudniał osoby w biurze Krajowej Rady i podpisywał umowy ze skutkiem finansowym.
  4. Wprowadzał pieniądze sponsorów imprez dla SGGW na konto Izby Krajowej po czym samowolnie nimi dysponował robiąc sobie wycieczki wraz z sowim przełożonym z uczelni do Chile na Kongres Bujatryczny.
  5. Złamał regulamin Krajowej Rady nie zwołując jej posiedzenia w końcu grudnia 2010 roku pomimo pisemnego wniosku 12 członków Rady. Uniemożliwiło to skuteczny protest w formie nie podpisywania umów z PLW na 2011r. z powodu planów obniżenia przez MRiRW stawek na świadectwa zdrowia dla trzody a w końcu ich likwidacji.
  6. Manipulował Radą nie godząc się na powołanie Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego w styczniu 2011 r. aby następnie uchylić uchwałę Krajowej Rady o niewykonywaniu czynności z wyznaczenia co było kolejnym wygaszeniem protestu całego środowiska.
  7. Uchylał się od wniosku o zwołanie Nadzwyczajnego Zjazdu od stycznia 2011r. aby możliwie szerokie gremium mogło podjąć decyzję o kontynuacji bądź zawieszeniu protestu.
  8. Samowolne decyzje finansowe Prezesa wraz z firmą Interservis spowodowały prawie pięciokrotne przekroczenie budżetu VetForum w Łodzi na szkodę Krajowej Rady. Doprowadził więc do wydania 244 tysięcy złotych z naszych składek pomimo ,iż Rada zaplanowała wydać 50 tysięcy. Część tych pieniędzy trafiła do kieszeni kolegów Prezesa tzw. moderatorów.
  9. Skutecznie manipulował delegatami na Nadzwyczajnym Zjeździe Krajowym przez co dyskusja nad votum nieufności dla prezesa trwała aż 8 godzin, niwecząc inne punkty programu zjazdu.
  10. Pomimo negatywnej oceny swojej pracy przez Zjazd Krajowy nie podał się do dymisji i zrywał posiedzenia Rady Krajowej gdy próbowano poruszać niewygodne tematy, bezprawnie trwał korzystając przez pół roku z przysługującego wynagrodzenia.
  11. Po wielomiesięcznych dyskusjach podał się wreszcie do dymisji oczekując jeszcze odprawy i zaległego urlopu.
Uważam, że dr Jakubowski zawiódł zaufanie kolegów, Rady Krajowej i wszystkich członków naszego samorządu, więc nie mamy mu za co dziękować a tym bardziej udzielać jakiejkolwiek odprawy finansowej skoro od wielu miesięcy korzystał z nienależnego mu już wynagrodzenia. Przez obie kadencje lekceważył swoje obowiązki w pracy dla samorządu ( ¾ etatu- czyli 32 godziny tygodniowo), w jego wydaniu przychodził i wychodził wtedy kiedy chciał, sam sobie udzielał urlopu jak właściciel Izby. Jego brak szacunku dla decyzji Zjazdu Krajowego czyli przedstawicieli nas wszystkich świadczy dobitnie, że powierzone mu w 2005 r. w Toruniu stanowisko i przyznane apanaże zostały przez niego zawłaszczone i potraktowane jako własny folwark i hołd dla jego rzekomego geniuszu. Nie możemy dopuścić aby stanowisko Prezesa Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej było obecnie i w przyszłości areną prywatnych gierek, manipulacji i nadużyć finansowych przy tak skromnych efektach dla zawodu. Wielu z nas boryka się obecnie z ogromnymi kłopotami finansowymi i mglistymi perspektywami na przyszłość , zarówno w Inspekcji jak i w wolnej praktyce. Zbyt drogo kosztuje nas utrzymywanie „królika i jego dworu” w sytuacji gdy wiele ważnych i naglących spraw dla zawodu pozostaje ciągle nie załatwionych a nowe rzesze absolwentów Wydziałów Weterynaryjnych trafiają wciąż na rynek pracy. Krajowa Rada musi się wreszcie zastanowić nad taką zmianą regulaminu działania aby kolejny prezes nie miał w ogóle możliwości dokonywać takich nadużyć jakie powyżej opisałem. Nie możemy za sprawą Kołodzieja, Lenkiewicza czy Jakubowskiego być ciągle wyśmiewani w mediach jako zawód o niejasnych walorach moralnych i intelektualnych. Nie musimy być elitą finansową w tym kraju ale nie możemy pozwalać aby za sprawą „małych kombinatorów” w Izbie nasze ciężko zarobione pieniądze ze składek traktowano jak „mafijny haracz” do wyłącznej dyspozycji „prezesuncia”.

Jacek Sośnicki

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.