Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Inspekcja w cieniu afer medialnych-Jacek Sośnicki

2012/04/05 08:28:45


Pobierz artykuł...>

INSPEKCJA W CIENIU AFER MEDIALNYCH

Wolne media to przekleństwo polityków ale dziennikarstwo śledcze to nadzieja na normalność i tzw. społeczną sprawiedliwość. Ostatnie afery wokół powszechnego stosowania soli wypadowej zamiast spożywczej czy „proszku jajecznego” w którym niewiele było jajek, to najlepszy dowód na fakt słabości instytucji państwa w kwestii kontroli sektora spożywczego. Dla mnie te afery potwierdzają błędność tezy stawianej przez MRiRW, iż nad jakością żywności czuwa nie tylko Inspekcja Weterynaryjna ale również właściciel zakładu i jego pracownicy. Jednak znacznie bardziej szkodliwe jest przekonanie rządzących, iż to Inspekcja Weterynaryjna jest odpowiedzialna za sytuację gdy w zamkniętym od dwóch lat zakładzie, ktoś pod osłoną nocy produkuje jakieś „czary”, które kupują od niego zarejestrowane podmioty i stosują w produkowanej przez siebie żywności. Gdzie był wówczas nadzór właścicielski? Niestety organy ścigania uważają, że to inspekcja winna raz zarejestrowany podmiot nadzorować dzień i noc aby właściciel nie miał „grzesznej pokusy” produkować nawet po zamknięciu i wykreśleniu zakładu. Swoją drogą czy nikt już nie sprawdza, że kontrahent –producent komponentu- działa nielegalnie i wytwarza coś co tylko w niewielkiej części jest tym czym miało być, bądź jest bardzo zanieczyszczone. Może należałoby stworzyć wreszcie internetowy rejestr uznanych firm które produkują komponenty i gotową żywność, aby producent był w stanie sprawdzić czy jego dostawca działa legalnie. Nieodzowna jest też standaryzacja produkcji w takich zakładach aby proszek jajeczny nie był zastępowany mieszanką suszonej serwatki, kredy pastewnej i kurkumy. Jak uwierzyć w poczucie odpowiedzialności właściciela dużej rzeźni, który rękami swojego zaufanego pracownika fałszuje mailowe wyniki badania na BSE akredytowanego weterynaryjnego laboratorium na podstawie których Inspekcja wystawia w zakładzie świadectwa eksportowe na mięso. To tylko trzy ostatnie przykłady jak chory jest system bezpieczeństwa żywności oparty o „nadzór właścicielski” i wyrywkowe kontrole inspekcji weterynaryjnej bo tylko na takie stać dziś budżet. Czy nie jest to dobry moment, żeby zintensyfikować wysiłki celem wyjścia z tej chorej sytuacji gdzie Inspekcję Weterynaryjną nadzoruje minister zainteresowany rozwojem rolnictwa i przetwórstwa spożywczego za wszelką cenę? Zdaniem tego ministra Inspekcja Weterynaryjna poważnie traktująca swoje obowiązki jest uciążliwa dla rolników i przedsiębiorców rolno-spożywczych a tym samym zakłóca ich swobodny rozwój. To swoisty paradoks, że właśnie Marek Sawicki od 5 lat swoim podpisem sygnuje projekty ustaw i rozporządzenia w oparciu o które działa dziś Inspekcja. Nie przeszkadza mu to jednak wygłaszać inne poglądy jak np cytat z Komisji Rolnictwa jakoby minister też miał kłopot z Inspekcją Weterynaryjną , bo to duże udręczenie dla rolników i przedsiębiorców rolnych więc najlepiej gdyby w ogóle jej nie było. Czy minister o takich poglądach może efektywnie nadzorować Inspekcją Weterynaryjną, działającą przecież głównie w interesie konsumenta? Nie możemy w tym resorcie być wiarygodną społecznie policją sanitarną, jeśli nasze działania miałyby mieć charakter wyłącznie edukacyjny bez jakichkolwiek sankcji. Według oczekiwań resortu nowa inspekcja miałaby być czymś na kształt „prywatnej policji” ministra rolnictwa, która ma tylko łagodnie dyscyplinować producentów a zwłaszcza udręczonych suszami lub mrozem rolników. I nawet kiedy przedsiębiorca czy rolnik okaże się zwykłym oszustem i szubrawcem chcącym nakarmić ludzi „zepsutymi jajami czy solą odpadową” to należy go tylko pouczyć w myśl zasady, że ”chłop już taki jest i trzeba mu przypuścić”. A przecież większość z nas pamięta jeszcze czasy gdy znalezione przez milicję w bagażniku samochodu wyroby z „domowego uboju” były podstawą do zatrzymania kierowcy na 24 godziny a później długiego dochodzenia i dużej grzywny. Co więc zmieniło się od tamtej pory? Czy wolność w UE to znaczy samowola chłopa-producenta, który może robić co chce do pierwszego masowego zatrucia? A jeśli ono się pojawi to i tak nie należy tego zbytnio nagłaśniać bo nie jest to w interesie pozostałych producentów i ogólnie państwa. Dlaczego w Austrii mogli wycofać z marketów kurczaki nafaszerowane antybiotykami choć nie było to w interesie ani hodowców, ani resortu rolnictwa przynosząc im ogromne straty? Myślę, że czas już wyrwać się z tego „zaklętego kręgu” MinRolu, gdzie i tak uważa nas się za „szkodniki pasożytujące na chłopskim grzbiecie”. Na spotkaniu ze środowiskiem weterynaryjnym w dniu 2 marca br. Minister Marek Sawicki stwierdził, że … cyt. ”jeśli chcemy dalej forsować swój projekt Urzędu Zdrowia Publicznego, gdzie Inspekcja Weterynaryjna wspólnie z Sanepidem miałaby być nadzorowana bezpośrednio przez Premiera, to możemy sobie tam iść, minister nas nie trzyma”… . Zakładając nawet, że nie jest to jeszcze zgoda na przeniesienie to przynajmniej oficjalnie minister przyzwala- rozpatruje taki wariant. Dlaczego więc Izba wraz z Inspekcją Weterynaryjną nie podchwyciła natychmiast tej deklaracji i nie prowadzi poważnych rozmów z Ministrem Zdrowia i Głównym Inspektorem Sanitarnym? Czyżbyśmy przestali już wierzyć w swoje racje? Czyż to nie my chronimy zdrowie publiczne zwalczając choroby zakaźne zwierząt i nadzorując produkcję żywności? Dlaczego dzisiejsze kierownictwo Inspekcji tak kurczowo trzyma się ministerstwa rolnictwa choć ono często traktuje nas jak „dzieci gorszego boga”? Jestem w stanie zrozumieć, że dla niektórych „gruntownie wykształconych weterynaryjnych wizjonerów”, prosty zydel w MinRolu jest pewniejszy niż skórzany fotel w Urzędzie Zdrowia Publicznego, którego w dodatku jeszcze nie ma. Zwłaszcza, że niektórym nie mieści się chyba w „tęgich głowach” żeby lekarz weterynarii nie musiał być „służbą u chłopa”, nawet za ministerialnym biurkiem. Boje się dziś, że niebawem strach o te kilka drewnianych stołków zamknie nam drogę do normalności na kolejne 90 lat. Jestem przekonany, że jest dziś odpowiedni klimat medialny aby wprowadzić pewne „rewolucyjne” zmiany w usytuowaniu służby weterynaryjnej, chociaż mamy już trzecią a nie drugą RP a prezydent Komorowski mało przypomina Piłsudskiego. Wydźwięk wspomnianego spotkania w MRiRW, wskazuje jasno, że minister nie ma już monopolu na tworzenie Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności, a na pewno nie zbuduje jej bez poparcia lekarzy weterynarii. Nie czekajmy więc do „zielonych świątek” na ministerialny projekt, bo nie będzie on różnił się znacznie od poprzednich. Jeśli chcemy coś zmienić to stańmy dziś razem do pracy o lepszą przyszłość i normalność w działaniu weterynaryjnego nadzoru nad bezpieczeństwem żywności.

Jacek Sośnicki

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.