Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Łapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn… J.Sośnicki

2012/12/18 10:08:47


Pobierz artykuł...>

Łapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn…

     Od wczesnej wiosny tęgie weterynaryjne głowy wymyślały sposób, jak ubiec ministra Sawickiego w jego ślepym parciu do utworzenia Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności poprzez likwidację dotychczas istniejących inspekcji. Tego rodzaju likwidacja wiązałaby się ze sporą dozą niepewności co do powtórnej obsady stanowisk inspektorskich, a poza tym z możliwością znacznej redukcji obsługi księgowej, informatycznej i prawnej powiatowych inspektoratów, o co wprost zabiegał Sawicki. Wprawdzie na marcowym spotkaniu z ministrem padło jeszcze zapewnienie, że Marek Sawicki nie zamierza reformować Inspekcji bez akceptacji środowiska weterynaryjnego, ale chęć zredukowania administracji w powiatach nie wzbudziła entuzjazmu inspektorów dla takiego pomysłu. Marek Sawicki obiecywał wówczas nowy projekt reformy na „zielone świątki”, więc nie można było pozostawić mu w tej sferze zupełnie wolnej ręki, stąd pomysł na autorski projekt środowiska. Główny Lekarz wyznaczył zespół wojewódzkich lekarzy do sprawy opracowania projektu gruntownej nowelizacji ustawy o inspekcji, a Krajowa Rada powołała nadzwyczajną komisję, która wspólnie ze Związkiem Zawodowym Pracowników Inspekcji i Stowarzyszeniem „Medicus”, również rozpoczęła prace nad nowelizacją ustawy o Inspekcji Weterynaryjnej. Oba zespoły kontaktowały się ze sobą, a w końcowej fazie pracowały wręcz wspólnie nad jednym projektem. Głównym założeniem projektu było wzmocnienie organizacyjne i finansowe Inspekcji, a także przejęcie części zadań w zakresie bezpieczeństwa żywności od Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa oraz IJHARS-u, a w optymalnym wariancie także część zadań SANEPIDU. Ważnym elementem tego projektu było planowane wyjście „nowej inspekcji” z ministerstwa rolnictwa, aby uzyskać większą niezależność od wpływu lobby producenckiego. Zespół po wielu dyskusjach zgodził się na tak daleko idącą zmianę w kierunku podległości Ministerstwu Administracji, choć początkowo wydawało się to mało realne. W tzw. międzyczasie wybuchła „afera taśmowa” w PSL-u , która zdmuchnęła Marka Sawickiego z ministerialnego stołka, co dało nam więcej nadziei na odstąpienie resortu od tej „pseudo reformy” inspekcji. Jakież było nasze zdumienie, kiedy nowy minister Stanisław Kalemba ogłosił, że wprawdzie nie połączy Agencji Własności Rolnej z ARiMR, ale będzie kontynuował prace nad stworzeniem Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii. Fakt ten przyspieszył dokończenie prac nad wspólnym projektem choć myślę, że ze szkodą dla jego ostatecznej wersji. Podobnie jak Inspekcja dążyła do wzmocnienia organizacyjnego i finansowego, a także zachowania stanowisk pracy dla inspektorów wszystkich szczebli, również lekarze urzędowi mieli pewne oczekiwania w sferze sposobu zlecania im zadań oraz sposobu wynagradzania za wykonane czynności. Jeśli od 20 lat, Inspekcja do wykonywania przydzielonych jej zadań potrzebuje rok w rok pracy 3-5 tysięcy lekarzy tzw. wolnej praktyki to ich los nie może być zapisany w ustawie w trybie przypuszczającym. Artykuł 16 brzmi dziś cyt… „Jeżeli PLW z przyczyn finansowych lub organizacyjnych nie jest w stanie wykonać przydzielonych mu zadań to może wyznaczyć lekarzy weterynarii nie będących pracownikami Inspekcji”. Zaproponowałem Zespołowi inne brzmienie tego artykułu zmieniając je na tryb oznajmiający , w jakim funkcjonuje od lat Inspekcja. Niestety po burzliwej dyskusji Zespołu, w trakcie której padło wiele argumentów odsłaniających zupełny brak zrozumienia dla oczekiwań lekarzy urzędowych, zdecydowano pozostawić dotychczasowy zapis art. 16. Zapytałem więc czy to oznacza, że kolejne 20 lat będziemy czekali na etatyzację wyznaczeń, która zwłaszcza dziś w kryzysie jest najmniej prawdopodobna? Tymczasowość takiego układu rodzi niepewność jutra i podejrzliwość jednych a zupełną uznaniowość i zawiść o finanse drugich. Uważam, że dziś wobec rozszerzania sfery nadzoru właścicielskiego rodzi się realne niebezpieczeństwo utraty przez lekarzy miejsc pracy w nadzorze nad bezpieczeństwem żywności. W interesie zawodu i Inspekcji leży stworzenie grupy wyspecjalizowanych lekarzy higienistów, którzy w sposób profesjonalny z dużą znajomością przepisów będą sprawowali nadzór nad bezpieczeństwem żywności. Współcześni lekarze urzędowi wykonując badanie zwierząt rzeźnych i mięsa, już dziś nie mogą pracować dorywczo, (w przerwach pomiędzy zgłoszeniami), z powodu mnogości procedur GHP, GMP, HACAP i monstrualnie rozbudowanej dokumentacji w akredytowanych laboratoriach. Jeśli ten proces specjalizacji higienicznej ma trwać, to nie może on opierać się na tymczasowości wyznaczania i przypuszczeniu trwałości stosunku pracy z PLW, bo życie w zawieszeniu z wiekiem staje się nie do zniesienia. Czyżby jedna grupa lekarzy będąc dziś na stanowiskach nie dostrzegała, że dla sprawnego funkcjonowania Inspekcji musi posiadać rzeszę 5 tysięcy wyspecjalizowanych w nadzorze lekarzy, dla których jest to główne, a czasem jedyne źródło dochodu? Dlaczego znowu dzielimy się na tych od wyznaczania i kontroli oraz na tych od roboty. To swoisty paradoks, ale życie wszystkich nas nie rozpieszcza, czego wyraz dał nam ostatnio Michał Boni przedstawiając do konsultacji założenia do ustawy o utworzeniu wojewódzkich centrów usług wspólnych. Wraca więc projekt konsolidacji Inspekcji w ramach urzędów wojewódzkich, ze znacznym ograniczeniem obsługi administracyjnej, księgowej, kadrowej, prawnej i informatycznej co spowoduje duże perturbacje w funkcjonowaniu Inspekcji. Należy rozumieć, że Inspekcje będą podporządkowane wojewodom nie tylko kadrowo, ale również merytorycznie. Po tych zmianach to wojewoda miałby rozpatrywać odwołania od decyzji poszczególnych kontrolerów-inspektorów, a nie właściwy minister. Wojewodowie wchłaniając poszczególne inspekcje przejmą kontrolę nad ich funduszami płac i to oni zdecydują o wysokości wynagrodzeń oraz kto ostatecznie zostanie na swoim stanowisku. Tak więc Minister Administracji i Cyfryzacji chce wyciągnąć weterynarię z ministerstwa rolnictwa, ale na swój sposób, który jest trudny do zaakceptowania dla Inspekcji Weterynaryjnej. I w takich sytuacjach znów potrzebny nam wspólny protest wszystkich lekarzy przed próbą ograniczenia i niszczenia wojewódzkich struktur spionizowanej dziś Inspekcji Weterynaryjnej. Czy jednak jesteśmy jeszcze zdolni, aby zawalczyć o niezależność i lepszą perspektywę dla zawodu? Chcę w to wierzyć.

Jacek Sośnicki

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.