Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

CO WYBIERAMY I NAD CZYM GŁOSUJEMY - Jacek Sośnicki

2013/03/13 08:16:32


Pobierz artykuł...>

CO WYBIERAMY I NAD CZYM GŁOSUJEMY

Uczestnicząc w rejonowych zebraniach wyborczych, rozmawiam z lekarzami i odnoszę wrażenie, że determinacja zarówno po stronie pracowników Inspekcji jak i praktyków jest bardzo duża. Wszyscy chcielibyśmy zmiany sytuacji lekarzy weterynarii pracujących na etatach, lekarzy urzędowych i lekarzy praktyków. Trudno się dziwić skoro medialne afery z weterynarią w tle uzmysławiają nam jak dużą odpowiedzialność włożono na nasze barki za stosunkowo niewielkie wynagrodzenie i jak mało mamy sojuszników w walce z „bandą nieuczciwych producentów”. Niestety od lat nie potrafimy przekuć tych afer w sukces, wykazując, że postulowane przez Unię rozszerzenie sfery nadzoru właścicielskiego – kosztem likwidacji tysięcy miejsc pracy dla lekarzy, jest nierealne. Żyjemy bowiem w kraju, w którym producenci mają wciąż „grzeszne pokusy” robienia proszku jajecznego bez jajek, stosowania taniej soli technicznej-odpadowej, mieszania wołowiny z koniną czy wreszcie powszechnego „wkręcania w trybkę”-czyli mieszania w kiełbasy zwrotów starego mięsa i wyrobów z supermarketów. Stara zasada, że „ludzie nie świnie i wszystko zjedzą” wciąż pokutuje w kręgach przemysłu mięsnego, a lekarze weterynarii nie mogąc sypiać w masarni nie są w stanie zapobiec wszystkim oszustwom jakich dopuszczają się producenci. Dziennikarze śledczy ujawniają, że pomimo zakazu od pierwszego stycznia w Polsce trwa nadal „ubój rytualny”, ale za ten fakt nikt nie wini producentów bo im wolno kłamać i oszukiwać byle zarobić swoje miliony, tylko lekarzy weterynarii, którzy w społecznym odczuciu winni zamknąć taki zakład a tym samym pozbawić siebie i kolegów miejsca pracy. Trwa więc swoista zmowa milczenia a media huczą o „niewiarygodnych weterynarzach na etacie u rzeźnika”.
Lekarze praktycy chcieliby ochrony swego rynku pracy przed niekontrolowanym napływem absolwentów , wprowadzenia obowiązku odbycia rocznego stażu klinicznego przed uruchomieniem własnej praktyki, wprowadzenia standardów wykonywania usługi a tym samym cennika minimalnego, który gwarantuje, że usługa została wykonana prawidłowo.
Lekarze terenowi ubolewają nad brakiem jakiejkolwiek kontroli nad handlem obwoźnym produktem leczniczym a także handlem przez Internet, bo powoduje to ciągły spadek zapotrzebowania na usługi weterynaryjne u zwierząt gospodarskich. Lekarze na etatach firm paszowych czy mleczarni, stawiają diagnozy telefoniczne lub mailowe i posyłają leki przez kierowców bezpośrednio na fermy. Nasi „niespełnieni naukowcy” szkolą hodowców na terenowych wykładach i w czasopismach rolniczych jak rozpoznawać i leczyć choroby zwierząt konsumpcyjnych co powoduje, że chłop szuka dziś lekarza handlowca a nie klinicystę. Wszystkie te działania niszczą rynek pracy terenowych lekarzy i zmuszają ich do szukania dodatkowych zleceń PLW, co jeszcze bardziej ogranicza ich dyspozycyjność dla klienta, możliwość specjalizacji i samokształcenia.
Również zwierzęta towarzyszące to coraz trudniejszy rynek usług. Klienci wyedukowani w Internecie, szukają praktyk oferujących bardziej specjalistyczne badania, wyposażone w nowoczesny sprzęt diagnostyczny, leczniczy i rehabilitacyjny co przy wysokich cenach leków i materiałów, czyni taką działalność nieopłacalną gdy wokół trwa dumping cenowy praktyk absolwentów, którym Unia, ZUS i rodzina dopłaca do praktyki aby tylko zaistnieli na swoim. Izba dalej nie potrafi wpływać na rentowność praktyk weterynaryjnych nie posiadając podstawowych narzędzi typu cennik minimalny i standardy wykonywania poszczególnych usług co sprawia, że młodzi bawią się w leczenie zwierząt za grosze a istniejące praktyki drepcą w miejscu nie mając środków na rozwój i inwestycje w wiedzę personelu i własną. Większość młodych lekarzy nie potrafi skalkulować cen usług w swoim zakładzie tak aby uwzględniały wszystkie koszty i poniesione nakłady. Jeśli nawet w trakcie studiów zetknęli się z kimś, kto potrafił im przystępnie wytłumaczyć sposób wyceny własnej pracy, to jednak podejmując działalność gospodarczą – prowadząc praktykę weterynaryjną zachowują się jak „lichy rzemieślnik”, który bierze według zasady: połowa za materiał a połowa to robocizna. Wśród młodzieży króluje tez przekonanie, że jeśli będę najtańszy to przyjdzie do mnie najwięcej klientów. Tylko po co przyjmować dziesięciu klientów po dziesięć złotych zysku jeśli można przyjąć jednego z zyskiem 100 złotych. Uważam ,że minie sporo lat zanim sami do tego dojdą. W odczuciu społecznym to samorząd winien stworzyć a następnie egzekwować standardy wykonywania każdej usługi wraz z minimalną jej ceną, która zawiera wszystkie poniesione nakłady . Takie działanie jest nie tylko w interesie wszystkich pracujących lekarzy ale również w interesie pacjentów i klientów. Wbrew poglądom Urzędu Ochrony Konsumentów i Konkurentów nie tylko wolny rynek miałby ustalać wynagrodzenie lekarzy za wykonane usługi. W zawodzie regulowanym to samorząd w myśl art. 17 Konstytucji RP ma nadzorować wykonywanie praktyki weterynaryjnej w granicach interesu publicznego. W interesie publicznym nie leży mnogość byle jakich praktyk oferujących tani substytut usługi świadczonej przez absolwenta bez stażu, który dopiero uczy się zawodu poprzez pracę i praktykuje ucząc się leczyć zwierzęta. W interesie publicznym jest aby usługa była nie tyle tania ale aby jej standard odpowiadał współczesnym wymogom medycyny weterynaryjnej i oczekiwaniom wyedukowanych klientów. To brak inicjatywy samorządu spowodował dziś swobodny dostęp do praktyki każdego absolwenta kierunku weterynaria, bez stażu klinicznego i umiejętności praktycznego wykonywania zawodu. Panuje powszechne przekonanie, że każdy młody miłośnik zwierząt może zostać lekarzem weterynarii i po studiach leczyć zwierzątka. Tak swobodny dostęp do praktyki weterynaryjnej powoduje, że o ile inspektorem Inspekcji Weterynaryjnej może zostać osoba wyłoniona w drodze konkursu, posiadająca odpowiednie specjalizacje i doświadczenie. Lekarzem urzędowym zostaje się z wyznaczenia PLW po odbytym stażu rzeźnianym lub klinicznym, po kursie wytrawiania, GHP, GMP I HACAP, natomiast leczyć zwierzęta może każdy kto skończył studia na kierunku weterynaria, nawet bez stażu i praktycznych umiejętności w zawodzie. Powstaje więc pytanie dlaczego leczyć nie może także hodowca, który również umie podawać zastrzyki i mieszać roztwory leków do picia a przeczytawszy parę instruktażowych artykułów jest w stanie rozpoznać na co choruje jego zwierzak.
Wolność, demokracja i samorządność to wielkie wyzwanie nawet dla Wałęsy, ale musimy mu sprostać choćby poprzez właściwy wybór władz Izby, tak aby miały one wizję i swobodę w działaniu a nie były ciągle zakładnikami pewnych zbutwiałych układów i kanapowych koteryjek. Jeśli znów tego nie zrobimy to marny nasz los.

Jacek Sośnicki

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.