Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

CHOCHOLI TANIEC - Jacek Sośnicki

2013/05/04 22:47:37


Pobierz artykuł...>

CHOCHOLI TANIEC

Kiedy w 2007 roku, próbowałem wykazać, że ówczesny kandydat na Głównego Lekarza jest nieodpowiedni bo:

-po pierwsze - nie zna języków aby porozumieć się w Europie i czerpać z jej sprawdzonych wzorców,

-po drugie – zbyt dosłownie rozumie swoją „dziejową misję ręcznego sterowania Inspekcją”,

Wszyscy mieli mi wtedy za złe, że wtrącam się w wewnętrzne sprawy administracji weterynaryjnej. A ja ani wówczas, ani obecnie nie mam aspiracji do dobierania, bądź oceniania kandydatów na wysokie stanowiska w administracji państwowej, jakimi są Główny Lekarz i jego zastępcy. Wyraziłem tylko swoją opinię o powszechnie znanych cechach kandydata, które budziły moją uzasadnioną jak się okazało obawę o los Inspekcji, a rzeczywistość przerosła moje „najczarniejsze sny” i stała się „zmorą dla dużej części lekarzy”. Główny Lekarz i jego zastępcy zafundowali nam istny „chocholi taniec”, który bez ładu i składu, wciąga Inspekcję w swoistą „pląsawicę”, aby uśpić czujność mediów i konsumentów przerażonych stanem nadzoru nad produkcją żywności pochodzenia zwierzęcego. Jako lekarz urzędowy – bezwolny uczestnik tych igrzysk, ze zdumieniem stwierdzam, że po wielu latach liberalizacji przepisów weterynaryjnych w odniesieniu do chłopa i producenta, nagle Główny Lekarz postanowił w ramach programu „zero tolerancji”, „dokręcić śrubę na maksa, aż gwint zatrzeszczał”. Nie wiem czy agencja Krzysztofa Rutkowskiego będzie w stanie ochronić Głównego przed zemstą mięsiarzy i przewoźników, którym ostatnio zamknięto rzeźnie bądź wstrzymano zezwolenie na transport. Nie wiem również, kto tak doradza Głównemu, ale ogłaszając dziś program „zero tolerancji” sugeruje, że dotychczas tolerancja była powszechna na każdym etapie nadzoru. W Wielkopolsce skąd pochodzę, instrukcja zwana wytycznymi nr 500 z 2011 roku, została w większości wprowadzona już w 2012 roku. Także procedury GHP, GMP i akredytowanych laboratoriów, były na bieżąco stosowane. Ale przede wszystkim, spóźnienie bądź nieobecność przy uboju była zawsze karana czasowym lub trwałym pozbawieniem wyznaczenia. Wiem jednak, że są miejsca będące „ostoją prawdziwych doktorów”, którzy nie stali na przyjęciu żywca i rzadko „machali nożem na taśmie” bowiem wyznaczenie „wykonywali oglądaczami i rzeźnikami”. Osobiście zajmowali się raczej wytrawianiem i prowadzeniem dokumentacji. Być może tam taka „burza w szklance wody” jest konieczna ale też bez przesady. Comiesięczna ocena lekarzy urzędowych i co trzymiesięczna rotacja do innych rzeźni, to już zupełne nadużycie w traktowaniu czasu pracy swego „zewnętrznego personelu”, jakim są urzędowi lekarze. Przypomina to jednak zbiorową odpowiedzialność za pojedyncze zaniedbania bądź wcześniejszy brak stanowczego egzekwowania tam szczegółowych kwestii w nadzorze przez Powiatowych Lekarzy. Jeśli najtańszą formą sprawowania nadzoru są wyznaczenia lekarzy wolnej praktyki, to nie można traktować ich jak etatowych „wyrobników”, którzy co trzy miesiące mieliby zmieniać miejsce, godziny i sposób wykonywanej pracy. Główny Lekarz swymi instrukcjami nie pozostawia im wówczas czasu na praktykę w gabinecie, która jest podstawą do opłacania ZUS-u i przeżycia ich rodzin , gdy kolejny już raz „transza budżetowa” nie dotrze do wojewodów, co opóźnia zwykle wypłaty wynagrodzeń o miesiąc czy dwa. Zupełnym szaleństwem jest już zapowiadana „rotacja powiatowych”, choć być może czas już pomyśleć o kadencyjności organów w Inspekcji. Swymi ostatnimi instrukcjami, okólnikami, programami Główny Lekarz i jego współpracownicy przyznają, że nadzór weterynaryjny nad produkcją żywności zwierzęcego pochodzenia ma jakieś poważne problemy organizacyjne za które sami przecież ponosiliby główną odpowiedzialność. Dlaczego ani Główny, ani jego zastępcy nie potrafią – lub boją się – jednoznacznie wyartykułować, że winnymi wykrytych nadużyć są przede wszystkim nieuczciwi i pazerni producenci oraz, że nie sposób ich upilnować jeśli wszystko im wolno i chroni ich interesy Minister Rolnictwa, nadzorujący jednocześnie pracę Inspekcji. Kolego Januszu sprawując stanowisko z „politycznego nadania”, trzeba umieć dostrzec ten moment kiedy warto ustąpić aby uchronić resztę uczciwie pracujących lekarzy przed „biczem medialnej chłosty”, budującym stereotyp „nieuczciwych weterynarzy na garnuszku u rzeźnika”. Wszystkim wiadomo, że Powiatowym, Wojewódzkim czy Głównym się tylko bywa ale lekarzem się pozostaje. Być może czas już zastanowić się dokąd powrócicie jeśli swymi chaotycznymi działaniami doprowadzicie ten zawód do „moralnego dna i upadku”. Obyście nie musieli wzorem niektórych waszych poprzedników trafić na garnuszek rzeźników i wędliniarzy z „dożywotnim piętnem Kaina na czole”. Każdy lekarz weterynarii w myśl Kodeksu Etyki ma obowiązek dbać o godność zawodu lekarza weterynarii (art. 3). Lekarz weterynarii, wypowiadając się publicznie i w mediach, musi zadbać o to, aby każda wypowiedź była zgodna prawdą i jasno zaznaczać, czy prezentuje własne poglądy czy stanowisko zajmowanego urzędu… (art. 8). Odwagi Panowie jest jeszcze czas aby się wycofać, następcy będą mieli nowy kredyt zaufania od mediów , ministerstwa i społeczeństwa, przecież nie ma ludzi nie zastąpionych.

Jacek Sośnicki

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.