Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

"Wolne wybory mniejszego zła" - Jacek Sośnicki

2013/06/20 20:09:28


Pobierz artykuł...>

WOLNE WYBORY MNIEJSZEGO ZŁA

Rozpoczyna się Zjazd Krajowy Izby i jak zwykle przed wyborami ruszyła giełda „zbawców zawodu”, którzy mają recepty na wszystkie nasze weterynaryjne bolączki. Niezadowolenie i frustracja w różnych grupach w obrębie naszego zawodu wciąż narasta a nieliczni „siewcy optymizmu” , traktowani są jak psychicznie chorzy. Niestety trudno zachować wiarę w lepsze jutro widząc powstające wokół gabinety, które w sposób nieskrępowany „drenują” nasz rynek usług. Trudno też budować zawodową przyszłość pracując z wyznaczenia na „śmieciowych umowach”, gdzie planowe rozdrobnienie przychodów, coraz częściej przynosi dochód na poziomie minimalnej płacy w gospodarce, w dodatku wypłacanej tylko wtedy gdy są pieniądze budżetowe. Pracownicy Inspekcji od lat czekają na rewaloryzację płac i chyba małym pocieszeniem jest dla nich, że wreszcie „urzędowi” zarabiają mniej. Nikogo chyba nie pocieszył cytat Jacka Krzemińskiego z „Życia weterynaryjnego”, że cyt…” Izba to nie związek zawodowy, walczący o prawa pracownicze, lecz raczej „surowy ojciec” dbający o to, żeby nasza praca była wykonywana na najwyższym poziomie, eliminuje „partactwo” i przez to utrzymuje właściwy standard…”. Niestety standardów wykonywania usług weterynaryjnych „surowy ojciec” nie zdołał wypracować przez 20 lat istnienia, w przeciwieństwie do Głównego Lekarza, który w Instrukcji nr 500 dokładnie określił: gdzie, jak i ilu lekarzy miałoby „machać nożem na taśmie”.
Odnoszę wrażenie, że obecnie praca w Izbie, stała się dla wielu „działaczy”, po prostu „sposobem na życie”, niezależnie od nikłych efektów tych działań, dających wrażenie kompletnej niemocy i wypalenia. Możliwość wprowadzenia postulowanego „stażu klinicznego” przed uruchomieniem samodzielnej praktyki blokuje przecież tzw „Deklaracja Bolońska” z 1999 roku a wprowadzenia „ minimalnego cennika usług” zabrania Urząd Ochrony Konsumentów i Konkurencji. Urzędowych stawek wynagrodzeń nie chce podnieść Minister Rolnictwa a płac Inspektorów Minister Finansów. Nie ma więc co robić to zmieńmy choć prezesa, może nie będzie lepiej ale zawsze inaczej-„ baba z wozu koniom lżej”. Tylko czy prezes bez etatu winien jest, że działaczom skończyły się pomysły? A może tylko brak już chęci do działania bo roboty i problemów do rozwiązania jest wiele. Choćby przestarzałe sposoby i protokoły kontroli zakładów, które nie służą stawianiu wymogów tylko zatwierdzaniu minimum określonemu w ustawach czy rozporządzeniu. Jak „surowy ojciec” miałby oceniać „zawodowych partaczy” i dbać o poziom wykonywania usług, kiedy brak ich standardu? Dlaczego wzorem mądrzejszych nie stworzyliśmy do dziś„ zespołów kontrolnych”, które mogłyby profesjonalnie kontrolować istniejące już praktyki. Jak chcemy w ogóle nadzorować praktyki, skoro ich kierownicy nie muszą być członkami okręgowej izby na której obszarze działają. Nie podlegają więc ani ich rzecznikowi, ani sądownictwu danej rady. A działacze wciąż spierają się z Głównym o jego instrukcje i okólniki, które wprawdzie w powszechnym odczuciu szkodzą zawodowi ale Głównego Lekarza ukarać się przecież nie da. Jak kraj długi i szeroki montują się koalicje ale nie dla poparcia kogokolwiek tylko przeciw tym co chcą działać ale nie są nasi. Bo w końcu nie ważne jest co kto jest wart i co ma do zaoferowania tylko pod kogo jest podwieszony. Wydawać by się mogło, że „dorosły samorząd” o dwudziestoletnim stażu, wytycza na zjazdach cele do działania w następnej kadencji, spiera się o drogi jakimi chciałby te cele osiągnąć a w praktyce wybieramy tylko „woźnicę który mniejszą budzi w nas odrazę”. A gdy już go wybierzemy to On poprowadzi nas tylko sobie znanymi ścieżkami do celów, które sam sobie postawi.
W wielu rejonach wyborczych, zebrania w ogóle się nie odbyły, bo lekarze wolnej praktyki zwłaszcza ci od małych zwierząt „zagłosowali nogami” nie widząc od lat konkretnych działań w celu ochrony rynku pracy czy choćby uregulowania sposobu jej wykonywania tak, aby „wolna amerykanka” nie była jedynym kryterium wykonywania zawodu lekarza praktyka. Celem istnienia samorządu nie jest przecież trwanie w pięknych, własnych i okazałych siedzibach gdzie „surowy ojciec” będzie karcił niechcących się szkolić „zawodowych partaczy” ale próba stworzenia ram do działania, aby każdy uczciwie mógł zapracować na „kawałek chleba”. Jeśli w tej kadencji samorząd nie stworzy ograniczeń w swobodnym podejmowaniu praktyki klinicznej bezpośrednio po studiach, to w obliczu kryzysu finansowego państwa , czeka nas poważna destrukcja. Już dziś w większych miastach ale i na wsiach trwa polowanie na klientów i giełda ofert, kto jest bardziej „podgrzany” i zrobi daną usługę za połowę ceny. Powszechny handel lekiem a nie usługą niszczy już kompletnie rynek pracy małych gospodarstw. Na fermy zaś leki dowożą na wyścigi hurtownie z gabinetami, mleczarnie i mieszalnie pasz. Gdzie więc jest jeszcze praca dla lekarzy. Radosne kształcenie studentów na czterech wydziałach i dodatkowo dwóch kierunkach to przysłowiowy „nóż w plecy” wolnego zawodu, który zderegulowany od dwudziestu lat nie może wpłynąć na ilość otwieranych praktyk. Tłumaczenie nauczycieli akademickich, że nie można ludziom zabraniać studiować weterynarię jest prawdziwe zwłaszcza, że od ich ilości zależy ministerialna dotacja do uczelni. Kłamstwem jest natomiast, że te wydziały i kierunki dysponują wystarczającą kadrą i zapleczem aby uzyskać akredytację. Swoją drogą, jak to jest, że uniwersytety medyczne mogły ograniczyć nabór w trosce o jakość kształcenia a weterynaryjne nie?
Na poprzednim zjeździe przedstawiłem projekt uchwały, która zobowiązywała Radę Krajową do gromadzenia i publikowania ankiet stosowanych cen na usługi weterynaryjne w poszczególnych regionach kraju. Ta sama uchwała przyjęta przez zjazd zobowiązywała Radę do podjęcia prac nad opracowaniem standardu wykonywania każdej usługi weterynaryjnej co określiło by jej właściwą wartość. Niestety Wiceprezes od wolnej praktyki i Sekretarz Rady stwierdzili, że ankiet jest za mało i zawierają zbyt duże rozbieżności a standardów usług nie ruszono wcale. Pojawia się tylko pytanie czy w ogóle można skutecznie budować cenniki lub określać standardy skoro osobiście nie wykonuje się usług weterynaryjnych?
Ponawiam więc mój apel do Rady Krajowej aby zajęła się czymkolwiek o czym tu napisałem albo zrobiła sobie długie wakacje i nie generowała już kosztów.

Jacek Sośnicki

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.