Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Refleksje pozjazdowe bez euforii - Jacek Sośnick

2013/08/07 11:03:03


Pobierz artykuł...>

Refleksje pozjazdowe bez euforii

Od ponad miesiąca próbuję zebrać myśli i podsumować X Jubileuszowy Zjazd Krajowy Izby we Wrocławiu, ale dopiero „anonimowy sprawozdawca” na forum medicusa, uprzytomnił mi, że należy jednak odnieść się do tego wydarzenia, zanim zrobią to frustraci. Był to zjazd dobrze przygotowany i dość sprawnie przeprowadzony choć jego przebieg i tempo wyborów mogło niektórych szokować. Jak zwykle w dyskusji dominowała tematyka reformy Inspekcji Weterynaryjnej, weterynarii urzędowej w aspekcie Instrukcji nr 500 GLW i programu „zero tolerancji” oraz forsowanych przez TVN tzw. „afer medialnych”. Pomimo wprowadzenia elektronicznego sposobu głosowania, który znacznie przyspieszył liczenie głosów to jednak w trakcie obrad niewiele czasu poświęcono wykonywaniu wolnej praktyki klinicznej, ochrony rynku usług, ich standaryzacji i dbałości o poziom życia lekarzy praktyków. Ogromna większość uchwał, stanowisk i apeli dotyczyła tematyki inspekcyjnej i urzędowej co mogłoby wskazywać, iż właśnie ta grupa lekarzy zawłaszczyła sobie Izbę i skutecznie zdominowała organy przedstawicielskie. Na zjeździe krajowym ponownie dała znać o sobie tzw. ”demokracja sterowana”, która tym razem była już lekko przesterowana co widać wyraźnie w strukturze delegatów i członków nowej Rady Krajowej. Pewien sfrustrowany „anonimowy sprawozdawca”, który na forum wykazał się dużą znajomością zakulisowych rozgrywek przyznał, że istniało „porozumienie wyborcze” dużych izb środkowej Polski tj. warszawskiej, łódzkiej, wielkopolskiej i lubelskiej. Jednak mnogość potencjalnych kandydatów na prezesa z tych izb doprowadziła do tego, że ostatecznie wyłoniono dwóch kandydatów co i tak rozbiłoby głosy. Ostatecznie uzgodniony „główny” kandydat tej grupy Tomasz Górski okazał się tylko „harcownikiem”, który już po zgłoszeniu oznajmił zjazdowi, że z przyczyn rodzinnych musi zrezygnować z kandydowania. Co to więc kolego „frustracie” była za koalicja rzekomo „przypieczętowana krwią” skoro twój kandydat sam nie był przekonany do udziału w tych wyborach. To jakaś farsa i smarkateria. Swoją drogą „tuzy poprzedniej kadencji” zawiązujące tą koalicję nie odważyły się same stanąć w szranki i poddać ocenie zjazdu. Urzędującego prezesa Jacka Łukaszewicza uznano za „mało charyzmatycznego” i zbyt podatnego na sugestie innych czyli bez własnego zdania. To co winno być zaletą w ich oczach było wadą. Poprzednicy Łukaszewicza zbyt często zdominowywali kolejne rady odrzucając wszystkie oddolne inicjatywy choć to właśnie Rada Krajowa jest organem a nie „charyzmatyczny” prezes. Potwierdził to zresztą obecny zjazd, który pomimo tych „wad” obdarzył Łukaszewicza zaufaniem w postaci 2/3 głosów. Największym przegranym okazał się kandydat warszawskiej izby Marek Mastalerek, który będąc sekretarzem Krajowej Rady przez dwie kadencje miał przecież duże doświadczenie w wyborach i mógł porozumieć się z Łukaszewiczem w sprawie kandydowania. Jednak startując przeciwko niemu nie wszedł w konsekwencji nawet do Rady. Takich „murowanych kandydatów” na członka Rady Krajowej odpadło zresztą znacznie więcej. O wiele lepszą strategię zaproponowała inna koalicja „małych i średnich” izb, która nie kwestionowała kandydatury Łukaszewicza za to skupiła się na wyborach do Rady. Skuteczność tego gremium zdumiała wszystkich bo zdołali wprowadzić do rady kilka zupełnie nowych osób nie znanych szerszej społeczności zawodowej a jednak zgromadzili oni ponad 100 głosów. Wiele „gwiazd poprzednich kadencji” nie uzyskało nawet osiemdziesięciu głosów, kiedy ich koalicja „Górskiego” się rozsypała. Ponad 20 osób tj. 2/3 nowej Rady stanowią pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej co jest wynikiem „solidarności robotników” którzy niezależnie od zajmowanych stanowisk potrafią się porozumieć ponad koalicjami i w obliczu zagrożenia zagłosować na swoich. Taki wybór umożliwiała struktura delegatów ze zjazdów okręgowych wśród których również dominowali pracownicy Inspekcji. Aby zmienić ten układ sił należałoby skłonić do aktywności lekarzy praktyków, którzy stanowią największą grupę w tym zawodzie, jednak do tej pory mało zaangażowaną nie widząc od lat postępu w działaniach Izby na rzecz ochrony rynku usług weterynaryjnych przed masowym napływem praktyk absolwentów bez stażu klinicznego i umiejętności prowadzenia rentownego biznesu. Mam nadzieję, że w dobie kryzysu finansowego państwa i niemożności powstrzymania masowego kształcenia studentów weterynarii lekarze praktycy zaczną dostrzegać wreszcie w Izbie możliwości walki o lepsze jutro również dla siebie. Taki Inspekcyjny skład Rady jest również zbyt drogi dla Izby, która zwraca Powiatowym Inspektoratom ok. 500 złotych z naszych składek za każdy dzień pobytu ich pracownika w Warszawie. Dla odmiany lekarze wolnej praktyki kosztują izbę o połowę mniej jako zwrot utraconych zarobków. Wypada mieć tylko nadzieję, że nowa rada będzie teraz lepiej wyrażała prawdziwe oczekiwania lekarzy Inspekcji w obliczu planowanej reformy choć wiem jak trudno im to robić w towarzystwie swoich „wysokich przełożonych”, którzy reprezentują częściej interes ministerstwa a nie inspektorów. Wolność rejonowych zebrań uwiarygodni również fakt wyprowadzenia ich z siedzib Powiatowych Inspektoratów gdzie lekarze wolnej praktyki są tylko gośćmi inspektorów i lekarzy urzędowych. Być może wówczas struktura delegatów będzie odzwierciedlała prawdziwe proporcje w naszym zawodzie.
Wracając jednak do wrocławskiego zjazdu należy uznać, że delegaci wydali surową ocenę „autorytetom i tuzom” poprzedniej kadencji rady sugerując, iż się już wypaliły. Zjazd uległ innej argumentacji i obdarzył zaufaniem osoby, które być może mało doświadczone ale z nowym zapałem spróbują sprostać oczekiwaniom środowiska. Jeżeli pewna grupa – wewnętrznie skłócona – nie potrafiła zmontować skutecznej koalicji na rzecz własnego wyboru to uszanujmy tę decyzję zjazdu i pracujmy tu na dole aby w przyszłości mieć większy wpływ na wybór delegatów. Spora część byłych prezesów i członków Krajowej Rady została Okręgowymi Rzecznikami Odpowiedzialności Zawodowej w swoich izbach, członkami Rad Okręgowych i ich prezydiów gdzie mają pole do działania aby uwiarygodnić swoją wolę pracy dla zawodu i pokazać, że mają jeszcze pomysły na przyszłość. Prezes Łukaszewicz nie będzie miał łatwego zadania kierując pracą nowej Rady w której są osoby mające własne ambicje i stare urazy do niego i jego byłego otoczenia. Wierzę, że Jacek posiada już spore doświadczenie i stworzy sobie zaplecze ludzi skłonnych do pracy zespołowej gotowych realizować przyjęte uchwały zjazdowe i opiniować kolejne projekty ministerialne. Czy jednak nowa rada z nieliczną reprezentacją praktyków uchroni wolny zawód przed postępującą pauperyzacją, masowym dumpingiem cenowym- byleby tylko pozyskać klientów, powstrzyma masowe kształcenie lekarzy i nieskrępowany napływ absolwentów bez przygotowania praktycznego na rynek pracy?
W obliczu „afery z nielegalnym obrotem antybiotykami” Główny Inspektorat próbuje uzyskać ok. 300 nowych etatów aby nadzór farmaceutyczny przenieść do powiatów. Obawiam się jednak, że również wówczas głównym polem do kontroli tych inspektorów będą zakłady lecznicze a nie fermy na których funkcjonują beczki surowców farmaceutycznych niewiadomego pochodzenia. Lekarz praktyk będzie musiał się rozliczać z każdego mililitra leku czy grama proszku a tony substancji będą krążyć dalej w drugim obiegu. Zamiast kontrolować każdą partię zwierząt rzeźnych pochodzących od danego producenta na pozostałości substancji hamujących to GIW woli kontrolować lekarzy klinicystów, bo to łatwiej zrobić i mniejszym kosztem nie narażając się lobby producenckiemu.

Jacek Sośnicki

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.