Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Co dalej z „Medicusem”? - Jacek Sośnicki

2015/01/06 21:48:34


Pobierz artykuł...>

Co dalej z „Medicusem”?

    Ogólnopolskie Stowarzyszenie Lekarzy Weterynarii Wolnej Praktyki „Medicus Veterinarius” winno dziś pełnić nie tylko rolę reprezentacyjną i fasadową, ale przede wszystkim czynnie manifestować oczekiwania i racje największej grupy w naszym zawodzie, czyli lekarzy praktyków. Dotychczas „Medicus” uaktywniał się w trakcie kolejnych kryzysów, gdy Izba nie była w stanie jednoznacznie wyrazić postulatów środowiska i skutecznie zawalczyć o ich realizację. Nie możemy dziś ograniczać się tylko do roli „strażaka”, który próbuje w interesie całego zawodu ( nie urażając nikogo), ratować co się da przy zakusach MRiRW bądź lobby producenckiego, aby zabierać nam kolejne zadania oraz należne z nich przychody. Obecnie gdy powstało Ogólnopolskie Stowarzyszenie Lekarzy Weterynarii Wykonujących Czynności z Wyznaczenia tzw. „higienistów”, dla których ta praca jest głównym źródłem przychodu, to ono w obronie swych członków musi stąpać po „kruchym lodzie” jaki stanowią osobiste wyznaczenia do czynności urzędowych.     Stowarzyszenie „Medicus Veterinarius”, podobnie jak Porozumienie Zielonogórskie lekarzy medycyny POZ, może i powinno domagać się właściwych warunków pracy lekarzy praktyków, gdzie dokładanie kolejnych zadań musi odbywać się wraz z dokładaniem wystarczających środków na ich właściwe wykonanie. Mamy prawo jako mikro przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą do takiej konstrukcji zleceń budżetowych, aby umożliwiała ona ich wykonywanie w ramach prowadzonych zakładów, a nie w działalności świadczonej osobiście, jak dotychczas. Inspekcja dezorganizuje pracę zakładów leczniczych wyznaczeniami osobistymi wspólników czy pracowników zakładu leczniczego z nielegalnym wykorzystaniem jego bazy lokalowej, sprzętowej i transportowej, podczas gdy wynagrodzenie nie stanowi przychodu z prowadzonej działalności. Wyznaczenia są dla nas ważne, ale wykonując je nie możemy ciągle być zmuszani do korzystania z infrastruktury i samochodów, które są własnością zakładu leczniczego. Czynności z wyznaczenia muszą na powrót stać się usługą weterynaryjną, której świadczenie, wymagając bazy zakładu leczniczego, stanowi jego przychód w rozumieniu przepisów o działalności gospodarczej.
    W dobie głębokiego kryzysu w zawodzie, gdzie Izba Lekarsko-Weterynaryjna nie ma żadnego wpływu na kształcenie lekarzy weterynarii oraz ilość otwieranych nowych praktyk, musimy jasno określić nasze cele i walczyć o ich realizację wszystkimi dostępnymi środkami. Lekarze medycyny Porozumienia Zielonogórskiego pokazują nam dziś jak można wpływać na decyzje rządzących pomimo całej nagonki medialnej i realizować dobrze pojęte interesy zawodu w tym również finansowe. Brak nadzoru samorządu nad rynkiem usług weterynaryjnych doprowadził do powszechnego handlu lekami, a nie usługą lekarsko-weterynaryjną, co preferuje objazdowe praktyki instruujące tylko hodowców jak i kiedy samodzielnie stosować dostarczone leki, często bez badania klinicznego, sekcyjnego czy laboratoryjnego. Usługa lekarsko-weterynaryjna jest tam tylko ukryta w marży za leki, a dla hodowcy ciągle nie stanowi żadnej samodzielnej wartości. Tradycyjne praktyki nie mogą konkurować z zakamuflowanym handlarzem, który z „błogosławieństwem Inspekcji Farmaceutycznej” osiąga przychód nawet nie z niskiej marży, tylko z dodatkowych upustów od producenta leków za duży obrót. Tylko czy to jest powód, aby przekazać obrót lekami do aptek i pozostać z receptami w rękach, które większość będzie wystawiać zza biurka? Dziś jedynie praktyki małych zwierząt, zwłaszcza świadczące specjalistyczne usługi, osiągają właściwy przychód umożliwiający inwestowanie w sprzęt i wiedzę personelu co sprawia, że nadążają za rosnącymi wymaganiami klientów. Podstawowe usługi weterynaryjne wobec „uzdrawiającej mocy wolnego rynku usług” są coraz tańsze i często byle jakie. Lekarze z braku klientów dają się wciągać w „chory plebiscyt- kto zrobi daną usługę najtaniej”. Jakiekolwiek próby ingerencji w ten układ, jak np. ankiety stosowanych cen na usługi czy minimalne standardy ich wykonywania – rodzą wciąż poczucie zagrożenia i zamach na wolność zawodu. Musimy więc wypracować jasne cele jaki model rynku usług weterynaryjnych chcielibyśmy mieć, jaka miałaby być rola samorządu i w jaki sposób zapewnić możliwości godziwego życia wszystkim praktykującym lekarzom. W tym celu musimy wciągnąć do dyskusji młodych lekarzy, bo to o ich przyszłość toczy się batalia. Dotychczas bazowaliśmy głównie na opiniach doświadczonych kolegów z forum, ale ich doświadczenie rodziło się przecież przez ostatnie 25 lat, często w dość specyficznych warunkach i nie uwzględnia całości zagadnienia. Aby ułatwić swobodę wymiany poglądów pragniemy utworzyć społeczność na facebooku, która obok forum byłaby platformą do wypracowania wspólnych celów o jakie winniśmy powalczyć. Nie musimy ciągle czekać na kolejne ruchy ministra, departamentu czy GIW-u, bo wówczas często za późno już na reakcję. Realizacja wytyczonych celów nie może w wydaniu „Medicusa” polegać tylko na grzecznościowej wymianie pism z urzędnikami ciesząc się, że ktoś nas w ogóle zauważa. Jeśli minister nie widzi potrzeby podniesienia maksymalnego wynagrodzenia za szczepienie psów na wściekliznę czy za wystawienie paszportu dla zwierząt towarzyszących to nie znaczy, że musimy z tego postulatu rezygnować. Nie musimy również ciągle troszczyć się za wszelką cenę o jedność zawodu kosztem rezygnacji z naszych żywotnych interesów. Będziemy wspierać lekarzy - pracowników Inspekcji w walce o właściwe dla nich miejsce przy ewentualnej reformie IBŻ oraz godne ich wynagradzanie. Będziemy walczyć o zachowanie miejsc pracy w nadzorze nad bezpieczeństwem żywności dla lekarzy higienistów oraz stawki rozporządzenia o wynagrodzeniach. Jednak nie możemy zapominać, że dla lekarza- praktyka zlecenia budżetowe winny być tylko jednym ze źródeł przychodu w prowadzonej działalności. Nie jest w interesie zawodu tworzenie „armii bezimiennych żołnierzy” czekających co roku na wyznaczenie osobiste, które jest dla nich wieczną namiastką zatrudnienia i „być albo nie być” dla ich rodzin. Nie możemy dać się zepchnąć na margines życia gospodarczego i społecznego, bo nigdzie w UE, lekarze weterynarii nie mają tak nikłych perspektyw na życie zawodowe jak u nas. Wolny rynek usług weterynaryjnych jest dziś wspaniałym polem do popisu różnej maści „kombinatorów”, podczas gdy uczciwie praktykujący lekarz na wsi czy w mieście jest wciąż pod ostrzałem różnych kontroli i inspekcji, miota się w gąszczu przepisów, które nie pozwalają mu odbić się od dna. Izba nie potrafiła dotąd określić strategii rozwoju zawodu lekarza weterynarii w Polsce i nazwać po imieniu pewne zjawiska , które ten rozwój krępują. Jeśli chcemy choćby zachować „status quo” musimy jasno i precyzyjnie realizować uzgodnione priorytety albo poddać się woli urzędników resortu, który nigdy nie ukrywał, że jest zainteresowany rozwojem rolnictwa, a nie weterynarii.
    Koleżanki i Koledzy, jeśli chcielibyście włączyć się w dyskusję, a następnie w realizację wspólnie wytyczonych celów to zapewniam, że jako prezes dołożę wszelkich starań, aby Was nie zawieść i skutecznie walczyć o lepsze jutro dla nas wszystkich.

Jacek Sośnicki

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.