Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Gadał dziad do obrazu - Włodek Szczerbiak

2015/09/23 23:54:43


Pobierz artykuł...>

Gadał dziad do obrazu

Ów karciany domek zwany weterynarią jest niepozbawiony występujących gdzie indziej przywar. Najwięcej o cudach natury społecznej można się dowiedzieć nie z przepisów, wykładów, lecz z normalnych rozmów kuluarowych. Właśnie wtedy wychodzi szydło z worka i w sposób prosty i łopatologiczny tłumaczone są przeskomplikowane manewry zza rozmaitych biurek. Okazji do tego typu wymiany poglądów jest na szczęście wystarczająco wiele, aby spróbować zrozumieć nurt życia w jakim na co dzień się chlapiemy.

- W naszym i niektórych okolicznych powiatach robotnicy rolni zażądali od właścicieli kurników podwyżek za wyłapywanie kurczaków do samochodów jadących do rzeźni. – Zagaił Witek, mający niezłe rozeznanie w sprawach drobiarskich.
- Trzeba przyznać, że mają pracę nielekką, przeważnie nocną. Do tego dochodzi też jej okresowość zależna od daty wysyłki i temu podobnych rzeczy – wtrącił Ziutek, specjalista chorób drobiu.
- A czy wiecie po ile mają płacone za godzinę? – zapytała Aldona, lekarka pracująca w inspekcji.
- Denaturat, znaczy Franek, pseudo Denaturat mówił mi, że teraz dostaje po trzydzieści pięć zeta od godziny pracy, ale wołają o pięćdziesiąt – wyjaśnił Witek.
- Rzeczywiście, ciężka praca, a i niecodziennie się trafia opróżnianie kurnika. Jest to pewnie taka gratyfikacja dla co ambitniejszych robotników – Aldona wywodzi się ze wsi zawsze z szacunkiem mówi o trudnej pracy rolników – zresztą jest to pewnie stawka brutto, od której trzeba odliczyć ZUS, dochodowy…
- Dziewczyno, gdzie ty żyjesz! – obruszył się Witek – to jest stawka netto!
- Nie mów! – ja po dziesięciu latach dochodzę do dwudziestu dwóch złotych brutto, razem z wszystkimi dodatkami!
- Było się nie uczyć tyle, tylko iść do dobrej pracy, jak Denaturat! – zasugerował Ziutek.
Zareagowaliśmy uogólnionym rechotem.
- Widzisz Aldona, ten denaturat to wędruje między kurnikami i łapie co lepsze roboty, chyba że już naprawdę nie ma na picie, wtedy łapie się za mniej popłatne czynności, te płatne tak samo jak praca w inspekcji. Wtedy godzinówka może mu spaść i do dziesięciu za godzinę. Ale, rozumiesz Aldona, że taka ciężka praca wymaga częstych przerw na złapanie oddechu i denaturat musi dbać o swoje zdrowie. To nie to, co ty ze swoimi piętnastoma złociszkami za godzinę, stale siedząca za biurkiem, albo jeżdżąca na kontrole. Do takiej pracy, jak z drobiem potrzebne są specjalne predyspozycje!
- A czy ktoś może wie coś na temat wyników naszego protestu, oflagowania inspektoratów? – skonsternowana Aldona nie wiedziała jak zmienić temat.
- Właśnie minister Sawicki, oraz minister Nalewajk podpisali pismo do porozumienia „Wielkopolskiego”. Przychylili się do postulatów protestujących i po głębokiej analizie tematu znaleźli rozwiązanie.
- O, coś Włodek wiesz na ten temat?
- A bo to trudno? Wystarczy pogrzebać w internecie, albo podzwonić po znajomych. Na stronie Zachodniopomorskiej Izby masz skany z pism wymienianych na szczeblu. Możesz sobie wszystko zobaczyć czarno na białym.
- Czyli co tam piszą?
- Wychodzi, że ministerstwo ma nieco kasy, ale najchętniej przychyli weterynarii nieba w sposób gospodarczy.
Zaproponowali cztery zasadnicze punkty:
Likwidację wojewódzkich inspektoratów
Dopuszczenie pracowników inspektoratów powiatowych do wykonywania wyznaczeni
Wprowadzenie przetargów na wykonanie wyznaczeni poniżej ceny maksymalnej
Możliwość płacenia inspektorom za nadgodziny
Ponadto w 145 zakładach mięsnych wprowadzi się etatyzację, co pozwoli zmniejszyć ilość zatrudnionych i poważnie skorygować ich płace.
- O rany! I co? I co? Toż to kpiny w żywe oczy! Jaja sobie z nas robią! Nasuwa się pytanie, co to za wróbelek tak ładnie ćwierka do uszu w tym ministerstwie?
- Ano ciekawe, ciekawe. Minister rzeczywiście zdaje się znać nasze fobie, a nie zwraca w ogóle uwagi na to, co będzie w przyszłości. A może jest zapatrzony w zachodnioeuropejską weterynarię, tą co za nic nie odpowiada, uaktywnia się wyłącznie w wypadku co większych epizootii wykrytych przez zupełny przypadek. Ministra interesuje wyłącznie tu i teraz, a po nim, choćby potop. Wróbel w garści, a orzeł na dachu.
- Chłopaki z Wielkopolskiego zdecydowanie odrzucili ten projekt. Wszystko wskazuje, że był obliczony na doprowadzenie do wewnętrznej wojny w zawodzie. Ba! Aż w oczach mi się ćmi na myśl o tym, że ministerstwo jest zdolne, jak zresztą solennie obiecuje – poważnie zmienić w ciągu zaledwie miesiąca treść aż czterech uchwał. Wypunktowali sobie wszystkie ulubione dania ministra Sawickiego i podali nam tą pokutną zupkę na przybranej pokrzywami tacy. A siorbta sobie na zdrowie, weteryniarzyki kochane! Na ile mnie znacie, jestem zbyt zblazowany, żeby zamęczać was głębszymi implikacjami tych nowych – starych wynalazków. Przerabialiśmy to już wiele razy.
- Czekaj, czekaj Włodek! Może teraz warto będzie pójść do pracy w inspekcji – zastanowił się obłudnie Ziutek.
- No, i zrywać gruszki z wierzby, którą potrząsa nasz ulubiony minister chcący wprowadzić nowoczesną hodowlę, przetwórstwo mięsne bez nas. W zasadzie jest to możliwe, ale pytanie na jaką metę. Tymczasem mamy na świecie znakomitą renomę, przebijają nas pod tym względem chyba tylko Rosjanie ze swoimi normami importowymi.
- Dobre, równajmy więc do rosyjskich standardów, a zajedziemy aż za Ural! Dziwne, że tam nie zdają sobie z tego sprawy. Inna sprawa, że polityka zawsze miała przewagę nad wiedzą, logiką.
- Zdawać, to może i zdają, ale jak to dobrzy gospodarze wolą nie płacić, gdy niekoniecznie muszą. Pieniądze na pensje i podwyżkę wynagrodzeń za masówki, jak pisze minister - by się pewnie i znalazły, ostatecznie mowa jest o stosunkowo niewielkich kwotach. Ale po co? Dopóki nie będzie musu, zostanie po swojemu, chyba że da się tak zamieszać, że w ciągu miesiąca powstanie wyśniony przez ministerstwo superinspektorat. Ten cały protest z bronią u nogi nie na wiele się zdał. Nasz pan minister lubi konkrety.
- Do protestu nie przystąpili lekarze z dużych zakładów mięsnych. Nie tylko całkowicie go bojkotowali, ale na wszelkie sposoby wybrzydzali.
- Tak, bo sądzą, że w ten sposób ugładzą ministerstwo. Oni zresztą już w jedenastym roku wychylili się podczas zimowych negocjacji płacowych i spowodowali, że nasza Izba nie ugrała tyle, ile powinna. Dostali swoje mięsiarze, a pozostały bzdurne stawki za nadzory w małych ubojniach, śmieszne wynagrodzenia za zabiegi przy masówkach.
- Mięsiarze uważają, że są niezastąpieni, a zapominają o haśle – straszaku – kontroli właścicielskiej, którą będą mogli robić przyuczeni w policealnych szkołach technicy. Osoby bez matury mają zgodnie z najnowszymi wytycznymi - zagwarantować wysokie standardy żywności. Zresztą zdaniem niektórych ministerialnych ekspertów całkiem możliwe do zrobienia, bo weterynaria będzie z kolei kontrolowała tych „ekspertów” i jakość towaru podobno zostanie zachowana.

W zasadzie tak by można podsumować dotychczasowe rozmowy z ministerstwem. Niby to jeszcze nie koniec, minister wyznacza rozmaite kolejne terminy, ale jeżeli nie poczuje jakiejś rzeczywistej groźby, będzie dalej prowadził tą samą politykę. Mam wrażenie, że musimy podobnie, jak ci wspomniani wcześniej eksperci od łapania kurczaków – zastosować perswazje bardziej zrozumiałe dla ministerialnych demiurgów.

W inspekcji weterynaryjnej mamy coraz mniej lekarzy, ci co umieją leczyć uciekają z inspekcji, żeby robić. Zrobią wszystko, co się tylko da, aby zarobić godziwsze pieniądze. Na ich miejsce przychodzą pracownicy z najrozmaitszych branż uważających, że są powiązane z weterynarią. Słynne pytanie z filmu – „Poszukiwany, poszukiwana” – choć minimalnie skorygowane coraz bardziej dotyczy naszego zawodu. Ile weterynarii jest w weterynarii?

Dane źródłowe, jeśli ktoś by zechciał się zapoznać z brzmieniem urzędowych pism można znaleźć pod adresem: http://www.zachizbawet.pl/strona/ Są to trzy pisma z datą 17.09.2015

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.