Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Vetxit -Włodek Szczerbiak

2016/08/10 09:50:18


Pobierz artykuł...>

Vetxit.

     Okazuje się, że podobnie, jak wszyscy nasi poprzednicy, a i następcy żyjemy w ciekawych czasach. Mówi się też, że prawdziwą władzę nad światem mają dziś wielkopaństwowe koncerny. W zasadzie, przynajmniej wśród wiodących państw świata panuje demokracja. Niestety ten obrazek jest zbrukany przez opinie społeczeństw, które coraz częściej okazują niezadowolenie z władzy, ze sposobu jej sprawowania.

     Zmiany, z jakimi mamy do czynienia ostatnimi czasy w naszym zawodzie doczekały się w końcu pierwszych prób werbalizacji. Podobno wszystkiemu jest winna globalizacja, proces wynikły ze swobodnie rozwijającej się ekonomii, ekonomii niepodlegającej naciskom politycznym. W tym procesie dał się wyróżnić nurt prowadzący do powstania prekariatu https://pl.wikipedia.org/wiki/Prekariat . Encyklopedyczne cechy charakteryzujące osoby, które znalazły się w tym nurcie to;
     Brak:
     - odpowiednich możliwości pracy w zawodzie;
     - ochrony pracownika przed zwolnieniem i stosownych przepisów prawnych;
     - gwarancji związanej z wykonywaniem danej pracy, z pewnością wykonywania takich, a nie innych obowiązków;
     - ochrony zdrowia pracownika;
     - zapewnionej nauki zawodu, szkoleń, jak i właściwego wykorzystania nabytych umiejętności w pracy;
     - gwarancji dochodu;
     - gwarancji reprezentacji – gwarancja przedstawicielstwa interesów pracownika, na przykład bycie członkiem niezależnego związku zawodowego.

     W sumie – wypisz, wymaluj nasz zawód znalazł się w samiutkim centrum nowoczesnego społeczeństwa. Może nie wszyscy lekarze zostali prekariuszami po rewolucji w naszym zawodzie z przełomu lat 80/90, niemniej stosunkowo niewielka grupa spośród nas ma pewność pracy. Ba! Ostatnimi czasy, nawet ta grupa, o której sądziliśmy, że zajmuje ciepłe posadki znalazła się pod wielkim znakiem zapytania. Inspekcja weterynaryjna ma zostać rozwiązana, a w jej miejsce wejdą – osoby „z ulicy”.
     Ogólnoświatowa tendencja zdaje się oscylować w kierunku buntu prekarian przeciw istniejącej rzeczywistości. W ten bunt znakomicie wpisała się zmiana partii rządzącej w Polsce. Duża część społeczeństwa, które nie może, lub nie umie się znaleźć w zglobalizowanych strukturach zaczyna podnosić głowy, wołać o dobra socjalne. Czas skończyć z dyktaturą lemingów! Pora, żeby świat zaczął należeć do tych, którzy stanowią sól Ziemi! Nie tak miał wyglądać nasz świat, podział dóbr!
     Stany Zjednoczone podają, że obecnie 400 osób z establishmentu dysponuje taką samą ilością dóbr, jak pozostała ludność państwa. Rewolucja Październikowa nastąpiła niedokładnie na tych samych przesłankach, ale cechami tego buntu było dążenie do sprawiedliwego podziału pracy i jej efektów. Podobnie dzieje się i teraz – mnóstwo ludzi na całym świecie chce zmian, ale mało kto potrafi sprecyzować, o jakie zmiany chodzi. Niewątpliwym jest jedno – bunt przeciw rządom białych kołnierzyków, łysych pał, lemingów. Skąd ten bunt? Ano, bo dosyć! Teraz MY! A co my? A to się zobaczy, na pewno damy radę!
     Hilary Clinton uchodzi za przedstawicielkę nielubianego establishmentu. Kontrkandydat, tak mocno popierany przez masy, a noszący łatkę prostaka – Trump w każdej chwili zdaje się móc wygrać wybory. Skończy się NATO, zmienią się priorytety gospodarcze. Będzie inaczej. Czy będzie dobrze? Na pewno – inaczej, niż dziś, a dziś jest źle.
     Benigno Aquino (Filipiny), należał do politycznej elity. Odnosił sukcesy w polityce ekonomicznej. Gospodarka rosła sześć procent rocznie, ale dobrobyt nie dotarł do wielu ludzi. Jego miejsce zajął Duterte, obiecuje im pracę i bezpieczeństwo. Roztacza perspektywy rozwiązania problemów komunikacyjnych oraz szerszego inwestowania pieniędzy publicznych. Jest wręcz prymitywnie szery, przyznaje, że chętnie strzela do różnej maści bandziorów. Za to kocha go klasa wyższa. Cały świat dysponuje przykładami, że populizm jest na topie.
     Burza w szklance, jaką weterynarii chce zafundować rząd – mieści się dokładnie w nurcie światowych zmian. A weterynaria najwyraźniej zalazła komuś za skórę. Pora skończyć z tą bandą lemingów, z tymi pasożytami żerującemu na ludzkim strachu przed chorobami zwierzęcymi i odzwierzęcymi! Bez tych cwaniaków też da się żyć! Dość i już! Nie ma nawet mowy o jakiejś reformie zawodu. Rząd, wzorem faraonów walczących o władzę, chce zatrzeć wszelką pamięć po weterynarii. Tak samo, jak za faraonów niektóre napisy na kamiennych tablicach, teraz wszelkie ustawowe wzmianki mówiące o weterynarii - mają zostać wytarte. Do białego!
     Sytuacja weterynarii jest odzwierciedleniem rozwarstwienia, z jakim mamy do czynienia w całym społeczeństwie. Lekarze z inspekcji stanowią swego rodzaju elitę wspomaganą przez prekariat wywodzący się z różnych zawodów. Na dzień dzisiejszy wszelkie elity są pod pręgierzem.
     Elitaryzm, z którym walczy prekariat można rozumieć rozmaicie, może to być możliwość kierowania biznesem, dysponowanie wiedzą niedostępną innym. Zawód celebryty też jest do pewnego stopnia elitarny. Ale jest i inna forma elitaryzmu. Zawód, który dysponuje niepowtarzalnymi, wyspecjalizowanymi umiejętnościami, wiedzą, które dla nieprofesjonalistów stanowią barierę. Ja też się czuję członkiem elitarnego zawodu. Może przejawia się to w tym, że mówiąc o swojej pracy – zbyt wysoko zadzieram nos, a może tym, że potrafię w sposób dość autorytarny wytłumaczyć wiele zjawisk obcych dla ludzi nieobytych za zwierzętami, albo ich przetwórstwem. Inna sprawa, jak nisko bym nosa nie nosił, jestem postrzegany jako ktoś ze specyficznej, elitarnej kasty. Dziś wręcz nie wypada należeć do elity, bo mogą ten nochal raz i dwa przykrócić. No cóż. Najwyraźniej rządowym rozwiązaniem dla zawistników będzie likwidacja zawodu na rzecz osób z innych zawodów zainteresowanych posiadaniem pracy na państwowym garnuszku.
     Zamiast lekarza weterynarii pojawi się Inspektor Bezpieczeństwa Żywności z wykształceniem magisterskim. Filozof? Socjolog? – te zawody sprawdzają się wszędzie! Już dziś z różnych względów inspekcja weterynaryjna to nie wyłącznie lekarze, ale często przedstawiciele pokrewnych branż.
     Jednocześnie z likwidacją profesjonalnej kadry inspektorskiej – zostanie zlikwidowana spora część lekarzy zatrudnianych na zasadzie outsorcingu. Ci, co zostaną będą poddani surowym procedurom egzaminacyjnym, żeby utrzymać status pracownika zatwierdzonego. Ciekawe, że zgodnie z projektem nowej ustawy, osoby zatrudniane do nieweterynaryjnych czynności, jakie będzie wykonywać inspekcja – nie będą poddawane jakimkolwiek egzaminom, nigdzie też nie wspomina się o ich specjalizacjach.
     Wrzenie panujące w społeczeństwie, którego aspiracje rozminęły się z ofertą i możliwościami globalnych struktur, w jakich żyjemy nie ustąpi pod wpływem mieszania za pomocą warząchwi. Możliwe, że konieczna jest zmiana elit odbywająca się pod hasłem zrekompensowania strat, jakie poniósł prekariat w obecnie panującym porządku rzeczy. Owszem, ministerstwo (już po zmianach) pozbędzie się może niepotrzebnie tak wysoko wykwalifikowanych pracowników, a na ich miejsce zatrudni może i miernych, ale wiernych. Czy ta zmiana będzie dobra? Na pewno będzie inaczej. Sceptycyzm może się brać choćby stąd, że nieraz rozmaici cwaniacy przebierali się za lekarzy i z powodzeniem świadczyli usługi. Fakt, może nie byli co chwila egzaminowani. Nie ma ludzi niezastąpionych!
     Pytaniem pozostaje – w jakim stopniu władze wzięły pod uwagę niezadowolenie w naszym społeczeństwie zawodowym. Niezadowolenie pojawi się. Są w naszym zawodzie rachunki krzywd. Gdy przyjdą opróżniać nasz dom – staniemy u drzwi! Władzy z zasady nie interesują lekarze zajmujący się leczeniem zwierząt gospodarskich, towarzyszących, a wyłącznie możliwość kierowania wydarzeniami w oparciu o zarządzanie tym rynkiem. O, moment! Patrzą nam na ręce i nogi przy gospodarce lekami, dopuszczając stosunkowo swobodny obrót antybiotykami w firmach paszowych.
     Rząd chce się pozbyć fachowców z organów kontrolnych, osób które potrafią dokonać merytorycznej oceny procesów produkcji zwierzęcej i przetwórstwa w tym zakresie. Najwyraźniej, w dużej mierze dzieje się to na fali populizmu, potępienia dotychczasowych elit. Wiadomo powszechnie, że weterynarza niejednokrotnie da się zastąpić doświadczonym rolnikiem, rzeźnikiem, oglądaczem. Na przeszkodzie, puki co stoi masa przepisów stworzonych przez Unię, przepisów tak szczegółowych i niejasnych, że niekiedy i lekarzom po specjalizacjach trudno zrozumieć ich sens. Niemniej takie rzeczy da się załatwić dzięki odpowiedniej interpretacji, działaniom politycznym. Pewne trudności będą pewnie mieli inspektorzy wywodzący się z innych zawodów, niemniej i lekarzom nie jest łatwo zrozumieć ducha niektórych unijnych dyrektyw. W sumie i specjaliści i nowozatrudnieni mieli i będą mieli problemy. Czemu więc, skoro jest okazja – nie pozbyć się znienawidzonych weterynarzy nie zastąpić swoimi?
     Gar z zupą w jakiej się chlupiemy został podgrzany i zamieszany. Zobaczymy, czy ten eksperyment kulinarny da się jeść. Faktem jest, że człowiek w przeciwieństwie do niektórych zwierząt, zje wszystko… Jedno jest pewne – wiedza, umiejętności lekarzy zostaną stracone. Ewentualne odzyskiwanie kadr to długotrwały proces, albowiem dzisiejsza inspekcja weterynaryjna nie powstała wczoraj, a jej dotychczasowe osiągnięcia będą umieli zaimplementować inni. Zasoby doświadczeń, wiedza to owoc stuletniej historii. Nie takie rzeczy zmieniały się w historii.
     Lekarzy badających mięso da się zastąpić oglądaczami, albo jeszcze prościej – z lekarzy można zrobić oglądaczy. Trochę gorzej wygląda sprawa z lekarzami prowadzącymi monitoringi zwierząt w gospodarstwach. Niemniej – co to za lekarze, konowały jedne, skoro od lat tylu i tylu nie umieją sobie poradzić ze zwyczajnym Afrykańskim Pomorem Świń? Bardzo możliwe, że grupa osób z łapanki uzyskałaby podobne efekty w procesie walki z epizootiami. Bo, nawiasem mówiąc – co to za walka opierająca się na wystawianiu administracyjnych zakazów i nakazów? Zakazać, to każdy potrafi!

Włodek Szczerbiak

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.